Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Show Band
‹Punkt styku›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPunkt styku
Wykonawca / KompozytorShow Band
Data wydania3 kwietnia 2014
NośnikCD
Czas trwania41:16
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Anatol Wojdyna, Maciej Głuszkiewicz, Jan Mazurek, Aleksander Bem, Jan Jarczyk
Utwory
CD1
1) Eja nalej04:43
2) Jasiek Bała04:15
3) Spokojna myśl03:09
4) Ping pong03:50
5) Naya, Naya04:38
6) Tygrysi krok04:23
7) Obserwacje03:38
8) Taniec diabłów03:08
9) Wirujący światek03:54
10) Punkt styku05:20
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Na klezmerską nutę. Ale z jakim groove’em!

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym nowym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj nasi rodacy z zespołu Show Band.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Na klezmerską nutę. Ale z jakim groove’em!

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym nowym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj nasi rodacy z zespołu Show Band.

Show Band
‹Punkt styku›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPunkt styku
Wykonawca / KompozytorShow Band
Data wydania3 kwietnia 2014
NośnikCD
Czas trwania41:16
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Anatol Wojdyna, Maciej Głuszkiewicz, Jan Mazurek, Aleksander Bem, Jan Jarczyk
Utwory
CD1
1) Eja nalej04:43
2) Jasiek Bała04:15
3) Spokojna myśl03:09
4) Ping pong03:50
5) Naya, Naya04:38
6) Tygrysi krok04:23
7) Obserwacje03:38
8) Taniec diabłów03:08
9) Wirujący światek03:54
10) Punkt styku05:20
Wyszukaj / Kup
Gdy w PRL-u określano kogoś mianem klezmera, oznaczało to muzyka niższej rangi. Może i wybitnego instrumentalistę, ale jednak takiego, który zniżył się – bądź zmusiła go do tego sytuacja życiowa – aby grać do „kotleta” (wkraczający w dorosłość nastolatkowie z początku lat 80. ubiegłego wieku zostali dodatkowo utwierdzeni w tym przekonaniu tekstem Bogdana Olewicza do „Autobiografii” Perfectu). Inna sprawa, że za czasów Edwarda Gierka, gdy w dużych miastach zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu nocne kluby (nawet ze striptizem), nagle pojawiło się ogromne zapotrzebowanie na profesjonalne zespoły przygrywające do tańca. Można było na nie trafić również w hotelach, w których zatrzymywali się goście z zagranicy, oraz na pokładach polskich promów i statków oceanicznych. Kontrakty nierzadko podpisywano z wybitnymi artystami, którzy traktowali to jako nieco wstydliwe zajęcie „na boku”. Pozwalało im ono jednak zarobić bardzo konkretne, jak na realia Polski Ludowej, pieniądze, za które następnie kupowali chociażby instrumenty, w kraju komunistycznym nieosiągalne (również z przyczyn finansowych).
Wśród ówczesnych klezmerów nie brakowało wielkich postaci ze świata jazzu czy rocka. A za ich weterana można uznać Anatola Wojdynę, niegdyś trębacza w dixielandowym zespole Warszawscy Stompersi, który już w latach 60. XX wieku wyjeżdżał na kontrakty do Szwecji i Norwegii, zabierając ze sobą wielu cieszących się wtedy dużą estymą jazzmanów. Mając już przetarte szlaki, na początku dekady Gierka Wojdyna skompletował nowy skład, który występował w szwedzkich restauracjach, na statkach pływających ze Sztokholmu przez Helsinki do Leningradu i z powrotem, a nawet w warszawskim hotelu „Forum”, pod bardzo konkretnym, choć raczej mało wymyślnym szyldem – Show Band. Poza liderem, grającym na gitarze basowej, znalazło się w nim jeszcze dwóch muzyków: organista Maciej Głuszkiewicz, udzielający się wcześniej w zespole Klan (można go usłyszeć na płytach „Mrowisko” i „Senne wędrówki”), oraz perkusista Jan Mazurek (bębniący niegdyś w popowym Quorum oraz na płycie „Mira” Miry Kubasińskiej, wokalistki Breakoutu).
W ciągu kilkuletnich wspólnych wojaży trio doskonale się zgrało, nic więc dziwnego, że pod koniec 1973 roku właśnie do Wojdyny i jego kolegów zwróciła się warszawska Wytwórnia Filmów Dokumentalnych z propozycją zarejestrowania kilkudziesięciu minut instrumentalnej muzyki ilustracyjnej z myślą o Polskiej Kronice Filmowej (choć, jak się potem okazało, nie tylko tam utwory te zostały wykorzystane). Zespół przystał na to i w ciągu kilku kolejnych tygodni przygotował odpowiedni program, który po zaakceptowaniu został nagrany w studiu przy ulicy Chełmskiej. Co ciekawe, cała sesja trwała zaledwie jeden dzień, a odbyła się 2 lutego 1974 roku. Poza Wojdyną, Głuszkiewiczem i Mazurkiem wzięło w niej udział jeszcze dwóch instrumentalistów: obsługujący perkusjonalia Aleksander Bem (podpora grup Bemibek i Bemibem) oraz pianista Jan Jarczyk (mający już wtedy na koncie nagrania z Anawą Marka Grechuty i Zbigniewem Seifertem). Format muzyków był więc nieprzeciętny. Problem tylko w tym, że oczekiwano od nich muzyki mimo wszystko dość… przeciętnej.
Mimo to Anatol Wojdyna, kompozytor większości materiału, nie poszedł na łatwiznę; stworzył utwory, które – nawiązując do najlepszych tradycji tak zwanej library music – cechowały się nie tylko perfekcją wykonawczą, ale przede wszystkim były odbiciem ówczesnych tendencji światowych. Słuchając tych nagrań, po wielu latach odnalezionych w archiwach i opublikowanych przez GAD Records na krążku zatytułowanym „Punkt styku”, można oczy – a raczej: uszy – przecierać ze zdumienia. Tak nowocześnie grało się wtedy za Oceanem. Takim feelingiem i groove’em charakteryzowały się produkcje Herbiego Hancocka, Roya Ayersa i jego Ubiquity czy Blood, Sweat & Tears. Bo też Wojdyna postawił sobie za bardzo ambitny cel połączenie w jedno elementów jazzu, funku, soulu i rocka (o proweniencji mocno progresywnej). I to mu się udało! W czym zresztą upatrywać należy nie tylko zasług lidera, lecz także pozostałych, niezwykle doświadczonych, muzyków Show Band.
Zrezygnowawszy z wykorzystania w nagraniach gitary elektrycznej, rolę solistów Wojdyna powierzył klawiszowcom – Głuszkiewiczowi (organy Hammonda) i Jarczykowi (elektryczny fortepian Rhodesa), którzy zresztą bardzo często prowadzą ze sobą instrumentalne „dialogi”. Uwagę zwraca też rozbudowana sekcja rytmiczna; tym bardziej że perkusjonalia Aleksandra Bema nie pełnią jedynie roli kwiatu do kożuszka, ale praktycznie przez cały czas wpływają na przyspieszenie tętna kompozycji. Płytę otwiera jeden z dwóch kawałków, które nie wyszły spod „pióra” Anatola Wojdyny, lecz Zbigniewa Namysłowskiego – „Eja nalej”. I jest to świetny funkowo-rockowy numer, w którym na tle porywającego basu i bębnów (Jan Mazurek gra tu momentami bardzo gęsto) wybija się partia Hammondów. Jeszcze więcej energii ma w sobie „Jasiek Bała”, gdzie Głuszkiewicza udanie wspomaga swoim Fenderem Jarczyk. Zgodnie z tytułem, trochę wyciszenia przynosi utrzymana w klimacie bossa novy urocza „Spokojna myśl”, uhonorowana imitującą gitarę partią fortepianu. Rockowy feeling ma za to w sobie „Ping pong”, który chwilami brzmi wręcz – głównie dzięki Hammondom – psychodelicznie.
Podobne rejony, zwłaszcza w zakresie rytmiki, co „Jasiek Bała” eksploruje także „Naya, Naya” – z tą jednak różnicą, że w tym kawałku brak jest jakichkolwiek fajerwerków. To klasyczna muzyka ilustracyjna, która w połączeniu z obrazem sprawdzała się zapewne znakomicie, ale bez niego nie robi już większego wrażenia. W przeciwieństwie do szaleńczego „Tygrysiego kroku”, który brzmi tak, jakby zespół Steppenwolf zdecydował się nagrać numer z charakterystycznym dla funkowego groove’u zacięciem. Głuszkiewicz i Mazurek mogli dać tu prawdziwy upust swoim rockowym zamiłowaniom. Nie dziwi też, że właśnie ta kompozycja była często wykorzystywana przez filmowców, między innymi w pierwszym odcinku serialu „07 zgłoś się” Krzysztofa Szmagiera („Major opóźnia akcję”, 1976) oraz koprodukcji polsko-japońskiej „Ognie są jeszcze żywe” (1977), pod którą podpisał się Nobito Abe. „Obserwacjom” ton nadaje „dialog” instrumentów klawiszowych, który prowadzony jest praktycznie od pierwszej do ostatniej sekundy, a „Tańcowi diabłów” – funkowy rytm i partia perkusjonaliów, które brzmią tak, że nogi same prowadzą do pląsów. Najbardziej popowy i tym samym dancingowy w nastroju jest „Wirujący światek”, po którym w pamięci pozostaje nade wszystko fortepian Jarczyka i klimatyczna partia basu Wojdyny.
Całość zamyka drugi na albumie numer autorstwa Zbigniewa Namysłowskiego – tytułowy „Punkt styku”, zaskakujący wolniejszym (niż w przypadku pozostałych kawałków) rytmem i bluesowymi harmoniami, jak również wykorzystującym efekt wah-wah Fenderem, co zbliża fortepian w brzmieniu do sfuzzowanej gitary elektrycznej. Dopiero w drugiej części następuje przyspieszenie i powrót na właściwe dla Show Bandu – przynajmniej podczas tej sesji – tory. Od momentu nagrania tego materiału w lutym 2014 roku minęło czterdzieści lat, lecz mimo to muzyka Anatola Wojdyny ciągle brzmi świeżo i intrygująco; w żadnym elemencie się nie zestarzała. I nawet jeżeli nie zawsze jest równie porywająca, to na pewno dobrze się stało, że po latach zdecydowano się ją przypomnieć. „Punkt styku” można bez wstydu postawić na tej samej półce co „Senne wędrówki” Klanu czy „Sikorki” i „Wicher w polu dmie” SBB, też przecież zawierające kawałki z założenia ilustracyjne.
koniec
25 maja 2014
Skład:
Anatol Wojdyna – gitara basowa
Maciej Głuszkiewicz – organy Hammonda
Jan Mazurek – perkusja
gościnnie:
Aleksander Bem – instrumenty perkusyjne
Jan Jarczyk – elektryczny fortepian (Fender Rhodes)

Komentarze

24 VIII 2014   14:01:34

Gigantyczny materiał - cokolwiek to znaczy.
To trzeba mieć! Może granie do kotleta i jest wstydliwe dla muzyków dużego formatu, ale współcześnie niestety tak wygląda znów rzeczywistość - jakiś czas temu byłem na koncercie Karolaka i Sikały w... restauracji. Mimo że większość przyszła na koncert, to jednak trochę ludzi zakąszało i słychać było widelce i noże stukające o talerze.
Dlatego nie ma się co oglądać do czego była muzyka Wojdyny. Ważne jaka była i na szczęście odkopana z niebytu - po prostu już tylko jest i będzie - utrwalona na płytach przez Gad Records Pana Michała Wilczyńskiego. Dziękuję.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: U boku Terjego na jazzowe salony…
Sebastian Chosiński

6 VIII 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pierwszy (z trzech) album Terjego Rypdala nagrany w ramach projektu The Chasers.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: Najwcześniejsze z wczesnych
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

3 VIII 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład opublikowanym osobno fragmentem boksu „The Early Years 1965-1972” pod tytułem „1965–1967: Cambridge St/ation” z 2017 roku.

więcej »

Nie przegap: Lipiec 2022
Esensja

31 VII 2022

Oto co zrecenzowaliśmy w pierwszej połowie wakacji.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.