Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zoo

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZoo
Wykonawca / KompozytorZoo
Data wydania1969
NośnikWinyl
Czas trwania39:49
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
Winyl1
1) You Lose Your Woman04:12
2) Ramses04:43
3) Bluezoo05:43
4) and Boss04:45
5) Train03:26
6) soir a carnouet05:37
7) Sure Drive a Hard Bargain03:30
8) Mammouth07:30
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Francuska menażeria

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj francuski zespół Zoo.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Francuska menażeria

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj francuski zespół Zoo.

Zoo

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZoo
Wykonawca / KompozytorZoo
Data wydania1969
NośnikWinyl
Czas trwania39:49
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
Winyl1
1) You Lose Your Woman04:12
2) Ramses04:43
3) Bluezoo05:43
4) and Boss04:45
5) Train03:26
6) soir a carnouet05:37
7) Sure Drive a Hard Bargain03:30
8) Mammouth07:30
Wyszukaj / Kup
Początki kariery artystycznej bywają trudne. Zwłaszcza jeśli jest się tym, który dopiero przeciera szlaki. A w takiej właśnie sytuacji znaleźli się muzycy francuskiego nonetu Zoo, który rozpoczął swoją działalność pod koniec lat 60. ubiegłego wieku, by zakończyć ją w 1972 roku z pięcioma płytami długogrającymi na koncie. Formacja powstała w Paryżu i pierwotnie tworzyli ją: wokalista Joël Daydé, gitarzyści Pierre Fanen (solowy) i Tony Canal (rytmiczny), organista André Hervé, basista Michel Hervé, skrzypkowie i saksofoniści w jednym Daniel Carlet i Michel Ripoche oraz bębniarz Christian Devaux. Jeszcze przed nagraniem debiutanckiej płyty Canal zdecydował się przerzucić na inny instrument – trąbkę, w efekcie czego grupa zmuszona była przyjąć do składu dziewiątego muzyka – gitarzystę rytmicznego Michela Bonnecarrère’a. W tym zestawieniu Zoo w kwietniu 1969 roku (pomiędzy szesnastym a osiemnastym) zamknęło się w paryskim Studio de la Gaité, aby zarejestrować materiał na pierwszy w karierze album. Krążek ukazał się w sprzedaży jeszcze w tym samym roku nakładem francuskiej wytwórni Riviera.
Na płytę trafiło osiem kompozycji, które stylistycznie lokują się w bardzo różnych zakątkach muzyki rozrywkowej – od jazzu do rocka, od funku, poprzez bluesa do psychodelii. Ta rozbieżność przestaje dziwić, gdy dowiadujemy się, jakich artystów Francuzi uważali za swoich głównych mentorów – zespoły Electric Flag i Funkadelic, Family i Chicago (Transit Authority), jak również Larry’ego Coryella. Wszystko to słychać w kompozycjach zebranych na „Zoo’, co jest w równym stopniu wartością płyty, jak i niekiedy utrudnia jej przyswojenie. W otwierającym album „If You Lose Your Woman” od początku do końca wbija się w uszy funkowy groove, podkreślony dodatkowo wyeksponowaną partią basu i „czarnym”, rhythmandbluesowym wokalem Joëla. Swoje robią także smakowicie brzmiące organy Hammonda oraz czadowe skrzypce elektryczne, co rusz wdające się w dyskurs z dęciakami. To kolejna mocna strona Zoo – rozbudowana sekcja dęta, na którą składają się dwa saksofony, trąbka oraz puzon. Nie tylko wzbogaca ona, co oczywiste, brzmienie, ale również przydaje muzyce paryżan siły wyrazu.
Funkowy z ducha jest także drugi w kolejności „Ramses”, znaczony kolejnym duetem dęciaków i skrzypiec oraz solówką Hammondów. W końcówce z kolei do głosu dochodzi przesterowana gitara Pierre’a Fanena, która przekonuje, że mimo wszystko mamy do czynienia z zespołem o proweniencji rockowej. Zasadnicza zmiana klimatu następuje dopiero w „Bluezoo”, którego otwarcie przypomina wczesne, a więc pochodzące dokładnie z tego samego okresu (to jest z przełomu lat 60. i 70. XX wieku), nagrania polskiego Breakoutu. Wszystkie pięknie i konsekwentnie się rozwija i dopiero w końcówce dostrzec można pewien dysonans – z kapitalną, nostalgiczną i powłóczystą partią gitary solowej kontrastują zaskakująco radosne – i tym samym trochę psujące nastrój – instrumenty dęte. Stronę A winylowego krążka zamyka rozrywkowe do szpiku kości „Rhythm and Boss”, w którym jazz-rock miesza się z bossanovą. Z jednej strony dęciaki grają do tańca w stylu orkiestr jazzowych sprzed ponad półwiecza, z drugiej – skrzypek i gitarzysta starają się podążyć szlakiem wyznaczanym przez takich wykonawców, jak Chicago (Transit Authority) czy Mahavishnu Orchestra.
Po przełożeniu płyty na stronę B otrzymujemy na początek kolejny funkowy numer – „Memphis Train”. Mocny puls idzie w parze z „czarnym” wokalem i energetycznym duetem gitary i Hammondów. A z czasem jest coraz dynamiczniej, do tego stopnia, że w finale Daydé już nie śpiewa, ale niemal krzyczy. W „Samedi soir a carnouet” ponownie przenosimy się na taneczny parkiet – i nie zmieniają tego faktu kolejne partie solowe (najpierw gitary, potem organów, wreszcie skrzypiec). Proporcje są tu dobrane w ten sposób, że do sporej porcji soulu, Francuzi dorzucili nieco jazzu i szczyptę rocka. Sama kompozycja przypomina zaś nagrywane z Akwarelami piosenki Czesława Niemena. „You Sure Drive a Hard Bargain” to natomiast rhythmandbluesowy wymiatacz, którego nie powstydziłby nawet maestro James Brown. W kontekście tego, jak również wszystkich wcześniejszych numerów, zaskakuje eksperymentalny „Mammouth”, w którym górę biorą psychodeliczne harce. Przez cały czas przewija się też ten sam wątek melodyczny i rytmiczny, co – biorąc pod uwagę, że kompozycja trwa ponad siedem minut – od pewnego momentu robi się już trudne do wytrzymania. Cóż, widać na finał muzycy Zoo zdecydowali się na ukłon w stronę bardziej awangardowo nastawionych słuchaczy.
Płyta, choć zróżnicowana i przebojowa, co oznacza, że mogła przypaść do gustu bardzo różnej publiczności, nie odniosła sukcesu komercyjnego. Muzycy mimo to zostali zauważeni; często inni artyści prosili ich o pomoc w realizacji własnych płyt. Tym sposobem dyskografia Zoo powiększyła się o longplaye nagrane z ukrywającą się pod pseudonimem Nicoletta popową piosenkarką Nicole Grisoni („Visage”, 1970) oraz artrockowym wokalistą Léo Ferré („La Solitude”, 1972). Oprócz tego muzycy wydali dwa kolejne własne krążki, na których zaśpiewał już nie Daydé (wraz z Fanenem odszedł w drugiej połowie 1970 roku), ale Ian Bellamy; nosiły one angielskie tytuły „I Shall Be Free” (1970) oraz „Hard Times, Good Times” (1972). Oba, jak i debiutanckie „Zoo”, sygnowała ta sama firma – Riviera – która, niestety, nie przyłożyła się odpowiednio do promocji paryskiej formacji. Rozczarowani tym faktem muzycy, postanowili pod koniec 1972 roku zakończyć działalność. Ich pierwszy album, przez wiele lat – dopóki nie ukazało się jego kompaktowe wznowienie – uważany był za prawdziwego „białego kruka”. Nie bez powodu. Bo chociaż nie jest arcydziełem, stanowi istotne wydarzenia w dziejach rocka francuskiego.
koniec
12 grudnia 2015
Joël Daydé – śpiew
Pierre Fanen – gitara elektryczna (solowa)
Michel Bonnecarrère – gitara elektryczna (rytmiczna)
André Hervé – organy Hammonda
Daniel Carlet – skrzypce elektryczne, saksofon tenorowy
Michel Ripoche – skrzypce elektryczne, saksofon tenorowy, puzon
Tony Canal – trąbka
Michel Hervé – gitara basowa
Christian Devaux – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Kąpiel słoneczna w strugach fusion
Sebastian Chosiński

8 V 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album międzynarodowego jazzrockowego projektu niemieckiego pianisty Joachima Kühna.

więcej »

Non omnis moriar: Z Montrealu do Paryża
Sebastian Chosiński

1 V 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj koncertowy album francuskiego skrzypka jazzowego Didiera Lockwooda i towarzyszącego mu kanadyjskiego kwartetu UZEB.

więcej »

Nie przegap: Kwiecień 2021
Esensja

30 IV 2021

Dla tych, którzy w majówkę chcą nadrobić zaległości, podręczny spis naszych recenzji opublikowanych w kwietniu.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.