Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Największe rozczarowania muzyczne 2015 roku

Esensja.pl
Esensja.pl
Tradycyjnie po wytypowaniu najlepszych płyt roku wskazujemy te, które okazały się największymi rozczarowaniami.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Przemysław Pietruszewski

Największe rozczarowania muzyczne 2015 roku

Tradycyjnie po wytypowaniu najlepszych płyt roku wskazujemy te, które okazały się największymi rozczarowaniami.
Typuje Przemysław Pietruszewski
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Wire "Wire"
W porównaniu z płytą z 2013 roku panowie stracili gdzieś ten klasyczny wymiar ich twórczości połączony z nowoczesnością. Całość wydaje się być zrobiona bez większych chęci i emocji. Boli to tym bardziej, że poprzednia miała tak wciągające klasyki jak: „Doubles & Trebles”, „Stealth of a Stork” czy „Magic Bullet”. „Wire” takowych nie posiada.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Grave Pleasures "Dreamcrash"
Za zmianą nazwy (wcześniej Beastmilk) poszła niestety zmiana stylu. Agresywny post-punk debiutu tutaj został rozleniwiony do maksimum. Całość stała się płaska, melodyjna, a proste kompozycje niestety nie przyciągają. Wielka szkoda, ale liczę na to, że jeszcze się podniosą.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Enslaved "In Times"
Panowie od czasu wydania "Axioma Ethica Odini” pogubili się kompletnie (nie licząc EPki "The Sleeping Gods"). Progresywność ich muzyki zaczęła przypominać miałkie zawodzenie na modłę Opeth. Drakkary odpłynęły w nieznane, a męskie długie brody zostały zastąpione wąsami do pasa. „In Times” nie jest tutaj wyjątkiem. Wszystko wycięte od matematycznego szablonu, z odpowiednią dawką melodyjności, która niestety pozbawia zespół dawnego charakteru.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
The Prodigy "The Day Is My Enemy"
Stare przysłowie mówi: "nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki”. Prodigy spróbowało i potknęło się o własną pewność siebie. To co ratuje ten krążek od kompletnego rozczarowania to sprawnie skrojona, sterylna produkcja. To jedyna zaleta, bo kompozycyjnie tym razem panowie serwują misz masz sampli wpychany wszędzie, ale niekoniecznie logicznie. „The Fat of the Land” wyróżniało się muzycznymi cytatami, które idealnie potrafiły być wplecione w tło utworu. Na „The Day Is My Enemy” panuje zasada: „byle więcej, byle głośniej” przez co pierwsze odsłuchy wyjadą się być nawet ciekawe, ale przy dłuższym kontakcie cyfrowe bity okazują się płaskie, zbasowana produkcja zaczyna męczyć, a my na końcu stwierdzamy że król jest nagi.
Typuje Piotr "Pi" Gołębiewski
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
10. Adele "25"
Zestawienie zaczynamy od najbardziej przereklamowanej płyty zeszłego roku. "25" może nie jest specjalnie złą produkcją, ale na pewno nie zasługuje na zamieszanie, jakie wokół niej powstało. Adele wyjątkowo przynudza i nie ma pomysłu na kompozycje. Niestety, z sympatycznej dziewczyny o niezwykłej wrażliwości powoli zaczyna nam się robić zmanierowana gwiazda.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
9. A-Ha "Cast in Steel"
A-Ha miał już więcej nie nagrać żadnej płyty. Zespół oficjalnie zakończył działalność w 2011 roku. Nie powiem, by ta wiadomość mnie ucieszyła, ale jak już chciał odejść, zrobił to w wielkim stylu, wydając bardzo udany krążek "Foot of the Mountain". Niestety, jeśli miałoby się okazać, że faktycznie tym ostatnim albumem w jego dorobku byłby "Cast in Steel", świadczyłoby to jedynie o tym, że emerytura była słuszną decyzją. Nie ma wyjścia, trzeba się spiąć i nagrać kolejny album, by zejść ze sceny niepokonanym.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
8. Bednarek "Oddycham"
A teraz czas na najbardziej przereklamowanego polskiego wykonawcę. Zupełnie nie rozumiem mody na Bednarka. Jego kompozycje nie są aż tak świetne, by się nimi zachwycać, a na polu reggae (nawet polskiego) prezentuje raczej średni poziom. Jego solowemu debiutowi towarzyszyła jeszcze przynajmniej młodzieńcza energia. "Oddycham" natomiast jest jej zupełnie pozbawiony. Może warto bardziej skupić się na muzyce, nie na graniu w reklamach?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
7. Mumford & Sons "Wilder Mind"
Folkrockowy Mumford & Sons zawojował świat na przełomie 2012 i 2013 roku. W czasie powrotu mody na syntetyczne brzmienie lat 80. wniósł on spory powiew świeżości, a energia bijąca z singla "I Will Wait" wręcz rozsadzała głośniki. Tymczasem "Wilder Mind" brzmi jak album całkiem innego zespołu. Muzyka na nim zawarta jest ociężała, bez pomysłu i o wiele bardziej indie niż folkowa. W efekcie Mumford z synami zaczął brzmieć jak jeden z setek zespołów spod znaku rockowej alternatywy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
6. Lana Del Rey "Honeymoon"
Wygląda na to, że to koniec kariery Lany Del Rey. "Born to Die" zaskakiwało zarówno ciekawymi kompozycjami, jak i kreowało intrygujący image gwiazdy. "Ultraviolence" wskazywało, że formuła zaczęła się wypalać, natomiast "Honeymoon" to już dobitny przykład na to, że sama stylistyka retro nie wystarczy i by utrzymać zainteresowanie swoją osobą, należy nagrywać dobre piosenki. Z tym jest jednak kiepsko, zwłaszcza że Lana z uporem maniaka forsuje swój powłóczysty śpiew, który w dużych ilościach (płyta trwa aż 65 minut) zaczyna być po prostu drażniący.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
5. Lao Che "Dzieciom"
Uwielbiam pierwsze trzy płyty Lao Che. Nawet "Prąd stały/prąd zmienny" mi się podobał. Jednak od czasu "Soudtracku" odnoszę wrażenie, że zespół za bardzo uwierzył w swą nieomylność i że wszystko, czego się dotknie, z miejsca zamieni się w złoto. Owszem, "Dzieciom" przynosi fajne single, jak "Tu, czy "Wojenka", ale jako całość zawodzi pretensjonalnością, a teksty Spiętego z błyskotliwych zamieniają się w zbyt wydumane.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
4. Apocalyptica "Shadowmaker"
Po przesłuchaniu tej płyty jeszcze raz musiałem sprawdzić okładkę płyty, bo nie wierzyłem, że jeden z moich niegdyś ulubionych zespołów był w stanie nagrać aż tak bezpłciowa płytę. Już od jakiegoś czasu Apocalyptica zaczęła tracić wyrazistość, robiąc wszystko, by wiolonczele brzmiały jak gitary, ale to, co się stało na "Shadowmaker", przekroczyło wszystkie dopuszczalne normy. Nie ma tu ani jednego utworu, który pamiętałoby się po odsłuchaniu
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
3. Muse "Drones"
Już poprzedni album Muse, "The 2nd Law", nie był w całości dziełem udanym. Ratowały go jednak mocne single. Na "Drones" nawet tego nie ma, tak jakby Matt Bellamy skupił się przede wszystkim na treści albumu, zapominając, że potrzebna do tego jest ciekawa muzyka. Problem polega jednak na tym, że rozważania lidera Muse na temat sterowania ludzkości również nie są specjalnie zajmujące.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
2. Blur "The Magic Whip"
Na ten album wielu fanów czekało długie dwanaście lat. Tyle bowiem minęło od genialnego "Think Tank". Po drodze były udane koncertówki i okazjonalne single - zwłaszcza "Fool′s Day" wskazywał na to, że pojednani Graham Coxon i Damon Albarn są w formie. Tymczasem "The Magic Whip" przynosi muzykę nijaką, całkiem nie przystającą zespołowi, o którym mówi się, że był jednym z najważniejszych w ostatniej dekadzie XX wieku. I do tego ta obrzydliwa okładka…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
1. Kurt Cobain "Montage of Heck: The Home Recordings"
Ten album to dowód na to, że w obszernych archiwach po Kurcie Cobainie, jakie są w posiadaniu Courtney Love, tak naprawdę nie ma nic ciekawego. "Montage of Heck: The Home Recordings" to amatorskie szkice. Nagrane w spartańskich warunkach i do tego często urywane w połowie. Taki album mógłby nagrać każdy, kto jako tako opanował technikę gry na gitarze. Być może sprawdza się to w filmie dokumentalnym, ale jako osobnej płyty po prostu nie da się tego słuchać. To już lepszym wydawnictwem był trzypłytowy boks "With the Lights Out" z 2004 roku. Tam też mieliśmy do czynienia z prywatnymi nagraniami i demówkami, ale przynajmniej mogliśmy prześledzić rozwój konkretnych utworów zespołu. Tu tymczasem sytuacja wygląda tak, jak z przysłowiową listą zakupów, którą można wcisnąć fanom, byleby był na niej podpis Cobaina.
koniec
28 stycznia 2016

Komentarze

28 I 2016   16:02:24

OSobiście uważam, że ostatnia dobra płyta Enslaved to RIITIIR, lepsza nawet niż Axioma Ethica Odini. Natomiast "In Times" ewidentny dołek.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Eksperymenty nieformalne
Sebastian Chosiński

20 XI 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi z bootlegów freejazzowego projektu The German All Stars.

więcej »

Non omnis moriar: Każdego dnia trochę inaczej
Sebastian Chosiński

13 XI 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pierwszy z bootlegów freejazzowego projektu The German All Stars.

więcej »

Non omnis moriar: W cieniu Fudżi
Sebastian Chosiński

6 XI 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album efemerycznego dwunastoosobowego projektu freejazzowego The German All Stars.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Weekendowa Bezsensja: 50 najgorszych okładek płyt 2015 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po płytę marsz: Listopad 2015
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po płytę marsz: Wrzesień 2015
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po płytę marsz: Czerwiec 2015
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sympatyczne słuchadło
— Jakub Dzióbek

Po płytę marsz: Maj 2015
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie słuchajcie tej płyty
— Jakub Dzióbek

Po płytę marsz: Kwiecień 2015
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po płytę marsz: Marzec 2015
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z tego cyklu

10 Najlepszych płyt koncertowych 2015 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Najlepsze książki 2015 roku
— Esensja

50 najlepszych płyt 2015 roku
— Esensja

Przybij piątkę – filmowe wyróżnienia roku 2015
— Esensja

40 książek z 2015 roku, które warto znać
— Esensja

Porażki i sukcesy 2015
— Piotr Dobry, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna, Krystian Fred, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Najlepsze komiksy 2015 roku
— Esensja

50 najlepszych filmów 2015 roku
— Esensja

Tegoż twórcy

Depresyjna pustka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Esensja słucha: Maj 2013
— Sebastian Chosiński, Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Michał Perzyna

Album niekoncepcyjny z konceptem
— Monika Kapela

Amerykański sen z YouTube
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie tylko świetny wokal
— Michał Perzyna

Nareszcie
— Jakub Stępień

Pot i Kreff – Oni czasem wracają: Wakacyjne szaleństwo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Festiwal piosenki studenckiej
— Paweł Franczak

Niech żyje Polska!
— Marek Staszewski

Tegoż autora

Ach, ta Cicca!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Starzeć się z godnością
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tradycja i postmodernizm
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Listopad 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Sławomir Grabowski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Poznajmy ich jeszcze raz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 najbardziej szokujących morderstw Michaela Myersa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A Ty co robiłeś tamtego dnia?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zielona skóra, w której żyje
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pęknięta porcelana
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.