Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Guru Guru
‹Essen 1970›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEssen 1970
Wykonawca / KompozytorGuru Guru
Data wydania2002
NośnikCD
Czas trwania37:51
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ax Genrich, Uli Trepte, Mani Neumeier
Utwory
CD1
1) Stone in12:00
2) Der LSD-Marsch14:22
3) Bo Diddley11:27
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Od free jazzu do free rocka

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj (zachodnio)niemiecka formacja Guru Guru.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Od free jazzu do free rocka

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj (zachodnio)niemiecka formacja Guru Guru.

Guru Guru
‹Essen 1970›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEssen 1970
Wykonawca / KompozytorGuru Guru
Data wydania2002
NośnikCD
Czas trwania37:51
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ax Genrich, Uli Trepte, Mani Neumeier
Utwory
CD1
1) Stone in12:00
2) Der LSD-Marsch14:22
3) Bo Diddley11:27
Wyszukaj / Kup
Kiedy wydali pierwszą płytę, wcale nie byli debiutantami. Mieli już za sobą kilka istotnych epizodów scenicznych i wyrobioną markę w środowisku (free)jazzowym. Dlaczego zdecydowali się więc na granie rocka? Pewnie dlatego, że w tamtej epoce awangardowy rock wcale nie lokował się tak daleko od jazzu, granice międzygatunkowe były bardzo płynne, a płynąca ze sceny energia i brawura – porównywalne. Korzenie niemieckiej formacji Guru Guru sięgają 1963 roku; to właśnie wtedy w szwajcarskim Zurychu troje młodych muzyków – pianistka Irène Schweizer, kontrabasista Uli Trepte oraz perkusista Mani Neumeier (dwaj ostatni byli Niemcami) – powołało do życia freejazzowe trio. Początkowo traktowali wspólne granie jako przygodę; świadczy o tym chociażby fakt, że Uli nie porzucił dotychczasowego fachu – handlowania książkami. Przyszedł jednak taki moment, kiedy należało dokonać wyboru. Najpierw udział w nagraniu płyty „Jazz Meets India” (1967), a potem ciągnące się w nieskończoność koncerty przyniosły dwie ważne decyzje: Trepte poświęcił się muzyce, a Schweizer, wymęczona fizycznie, postanowiła na jakiś czas odpocząć od sceny. W efekcie trio rozpadło się.
W tym momencie Uli postanowił spróbować szczęścia w ojczyźnie i przeniósł się do Berlina; Mani natomiast został muzykiem do wynajęcia – z jego usług zaczęli korzystać liderzy cenionych formacji freejazzowych, jak chociażby Alexander von Schlippenbach, Wolfgang Dauner, Manfred Schoof, George Gruntz czy Peter Brötzmann. Trepte również długo bez muzyki nie wytrzymał; latem 1968 roku z gitarzystą Eddim Nägelim powołał do życia grupę The Guru Guru Groove. W przeciwieństwie do Irène Schweizer Trio to miał być zespół rockowy, a w zasadzie – krautrockowy (co zakładało zainteresowanie awangardą). Jeszcze w tym samym roku, w grudniu, odszedł Nägeli, którego zastąpił Herbert Sachs (także śpiewający), a po trzech kolejnych miesiącach – Jim Kennedy. W tym samym mniej więcej czasie skróceniu uległa nazwa – do prostego Guru Guru. Zespół wciąż jednak nie mógł marzyć o profesjonalnym starcie, albowiem nieustannie zmieniał się skład. Dopiero na początku 1970 roku wykrystalizował się na tyle, że Trepte mógł pomyśleć o podpisaniu kontraktu płytowego.
Stało się to możliwe z jednej strony dzięki nawiązaniu stałej współpracy z gitarzystą Aksem Genrichem oraz specjalnie sprowadzonym ze Szwajcarii perkusistą Manim Neumeierem, z drugiej – dzięki wsparciu, jakiego grupie udzielił dziennikarz Rolf Ulrich Kaiser, który na wydanie debiutanckiego longplaya Guru Guru namówił berlińską, specjalizującą się w rockowej awangardzie, wytwórnię Ohr. To z jej logo na okładce ukazał się, jeszcze w tym samym 1970 roku, album „UFO”. Krótko po jego wydaniu trio udało się do Essen na, odbywający się w sportowej Grugahalle, 3. Pop- & Blues-Festival. Na czterodniową imprezę zaproszeni zostali głównie wykonawcy brytyjscy (East of Eden, Taste, Savoy Brown, The Gun, May Blitz, T. Rex, Ginger Baker’s Airforce, John McLaughlin, Supertramp, The Moody Blues) oraz niemieccy (Frumpy, Xhol Caravan, Can, Witthüser & Westrupp, Embryo i The Wolfgang Dauner Group). Guru Guru zagrało ostatniego dnia – w niedzielę 25 października.
Wszystkie występy były rejestrowane, część emitowano później w radiu. Po ponad trzydziestu latach postanowili po nie sięgnąć właściciele wytwórni Garden of Delights z Bochum i kilka z nich opublikować na płytach. Szczęście to spotkało również zespół Genricha, Treptego i Neumeiera. Niestety, koncert Guru Guru nie zachował się w całości; końcówka została skasowana, dlatego ostatni utwór na płycie jest wyciszony. Materiał, który ocalał, poddano remasteringowi i w efekcie, choć nie pozbyto się całkowicie nieco bootlegowi brzmienia, jakość jest na tyle dobra, że warto polecać tę płytę innym. Kompakt „Essen 1970”, który ujrzał światło dzienne w 2002 roku, portretuje grupę u progu kariery, gdy muzycy starali się jeszcze – i to z wielkim powodzeniem – łączyć rock psychodeliczny z free jazzem. Gdy nie stronili od rozbudowanych improwizacji i potrafili puszczać oko do publiczności. Wszystko to słychać wyraźnie na tym, biorąc pod uwagę chronologię nagrań, pierwszym w historii formacji, nieoficjalnym wydawnictwie koncertowym. W Grugahalle w Essen Gugu Guru zagrali trzy utwory: dwa znane z longplaya „UFO”, jeden, który kilka miesięcy później ukaże się na drugim studyjnym winylu – „Hinten” (1971).
Niemcy zaczęli występ od „Stone in” – i jest to bardzo mocny początek, z ciężką, psychodeliczną sekcją rytmiczną i hardrockową gitarą Genricha. Z daleka od czasu do czasu dociera głos Maniego Neumeiera, ale trudno rozpoznać, czy to jedynie wpisująca się w fakturę kompozycji wokaliza, czy też konkretny tekst. Daje tu bowiem znać o sobie największy mankament tych nagrań, czyli wysunięte na plan pierwszy bas i perkusja oraz schowane za nimi gitary i wokale. W efekcie można momentami odnieść wrażenie, jakby Genrich grał na pół gwizdka, na ściszonym wzmacniaczu. Co oczywiście nie jest prawdą. Ax wymiata jak na rockmana z krwi i kości przystało. Pozostali muzycy też zresztą się nie ociągają. Ostatnie minuty „Stone in” to już najprawdziwsza psychodeliczna furia, czad tak potężny, jakby członkowie Guru Guru uznali, że należy doprowadzić na scenie do artystycznego katharsis. Trudno się więc dziwić, że kiedy kończą, od strony widowni docierają zarejestrowane przez mikrofony na scenie owacyjne oklaski.
Drugi zagrany przez niemieckie trio numer to rozbudowana wersja „Der LSD-Marsch” (także z albumu „UFO”). Od studyjnej różni się ona przede wszystkim kilkuminutowym freejazzowym wstępem, po którym – wraz ze zmianą rytmu (na wolniejszy) – grupa wkracza ponownie do świata rockowej psychodelii. Hipnotycznemu rytmowi i niepokojącym dźwiękom gitary towarzyszą rozwijające się z czasem improwizacje – perkusji oraz gitary (z bluesowymi i progresywnymi inklinacjami). Na zakończenie usłyszeć można natomiast jedyną kompozycję z przygotowywanej właśnie płyty – to utwór dedykowany legendarnemu czarnoskóremu gitarzyście bluesowemu Bo Diddleyowi. Choć nie należy traktować go wcale jako hołd złożony Amerykaninowi na kolanach, to właśnie ten urywek dokonań Guru Guru, który na odległość tchnie może nie ironią, ale na pewno bardzo luźnym, wręcz zabawowym podejściem do własnej i cudzej twórczości. Muzycznie to w zasadzie niekończące się improwizacje, których finał sprowadza się za każdym razem do tego samego motywu, zwieńczonego głośnym okrzykiem Treptego do mikrofonu: „Booo Diddley!”. To właśnie końcówka tego utworu została, niestety, skasowana. Choć z drugiej strony nie ma co narzekać. Przecież to i tak cud, że nagrania te tyle lat przetrwały. Jak się zresztą później okazało, podobnych koncertowych nagrań Guru Guru jest więcej. Spodziewajcie się więc ich sukcesywnego przypominania w kolejnych odsłonach „Non Omnis Moriar”.
koniec
14 maja 2016
Skład:
Ax Genrich – gitara elektryczna
Uli Trepte – gitara basowa, głos (3)
Mani Neumeier – perkusja, głos (1)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: W którą teraz podążyć stronę?
Sebastian Chosiński

22 VI 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz ósmy jazzrockowa formacja Passport Klausa Doldingera.

więcej »

Zanim zagrał to Sam: Oszołomiony i zmieszany
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

18 VI 2019

Od lat trwają spory, czy „Stairway to Heaven” jest plagiatem, czy oryginalną kompozycją Led Zeppelin. Sprawę komplikuje fakt, że zespół cichcem korzystał z twórczości innych wykonawców, nie przyznając się do tego, tak jak w przypadku „Dazed and Confused”.

więcej »

Non omnis moriar: Jadą goście, jadą…
Sebastian Chosiński

15 VI 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz siódmy – i drugi w wersji koncertowej – jazzrockowy Passport Klausa Doldingera.

więcej »

Polecamy

Echa – suplement

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.