Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Mal Waldron, Jimmy Jackson, Eberhard Weber, Fred Braceful
‹The Call›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Call
Wykonawca / KompozytorMal Waldron, Jimmy Jackson, Eberhard Weber, Fred Braceful
Data wydania1971
NośnikWinyl
Czas trwania40:33
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
Winyl1
1) The Call18:49
2) Thoughts21:44
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Jankesi na niemieckiej ziemi

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj międzynarodowy – amerykańsko-(zachodnio)niemiecki kwartet Waldron, Jackson, Weber i Braceful.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Jankesi na niemieckiej ziemi

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj międzynarodowy – amerykańsko-(zachodnio)niemiecki kwartet Waldron, Jackson, Weber i Braceful.

Mal Waldron, Jimmy Jackson, Eberhard Weber, Fred Braceful
‹The Call›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Call
Wykonawca / KompozytorMal Waldron, Jimmy Jackson, Eberhard Weber, Fred Braceful
Data wydania1971
NośnikWinyl
Czas trwania40:33
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
Winyl1
1) The Call18:49
2) Thoughts21:44
Wyszukaj / Kup
W latach 60. i 70. XX wieku Republika Federalna Niemiec była prawdziwym kulturowym tyglem. Szukało tam szczęścia wielu artystów z całego świata; nie brakowało muzyków jazzowych i rockowych z Czechosłowacji (zwłaszcza po wydarzeniach z lata 1968 roku), Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, którzy przybywali do Berlina Zachodniego, Monachium bądź Hamburga w poszukiwaniu inspiracji (lub po prostu szczęścia). Wielu z nich wsiąkało w środowisko i pozostawało nad Łabą i Renem już na zawsze, odciskając swe piętno na sztuce (zachodnio)niemieckiej. Przykładem może być chociażby niezwykły progresywno-jazzrockowy kwartet (w zasadzie bez nazwy), w którym znaleźli się trzej czarnoskórzy Amerykanie i tylko jeden rodowity Niemiec. O kogo konkretnie chodzi? O pianistę Mala Waldrona, będącego prawdziwą legendą amerykańskiego i europejskiego jazzu eksperymentalnego. O organistę Jimmy’ego Jacksona, którego usłyszeć można między innymi na płytach tak znanych formacji krautrockowych, jak Embryo („Embryo’s Rache”, 1971; „Stieg aus!”, 1973; „Rocksession”, 1973), Passport („Passport”, 1971) i Amon Düül II („Tanz der Lemminge”, 1971; „Wolf City”, 1972). O fenomenalnego perkusistę Freda Bracefula, który był współtwórcą sukcesów kolejnych grup klawiszowca Wolfganga Daunera („Rischka’s Soul”, 1970; „Output”, 1970; „Et Cetera”, 1971; „Rischka’s Light Faces”, 1971; „Knirsch”, 1972) oraz niesłusznie zapomnianego zespołu Exmagma („Exmagma”, 1973; „Goldball”, 1975; „Exmagma 3”, 1975/2006).
Tym czwartym, który uzupełniał skład kwartetu, był aktywny po dziś dzień, mimo swych siedemdziesięciu sześciu lat, kontrabasista Eberhard Weber. Podobnie jak Braceful, przez dłuższy czas bardzo wiernie stał on u boku Daunera, by następnie – gdy Wolfgang zdecydował się jeszcze bardziej umiędzynarodowić Et Cetera, przyjmując do składu gwiazdy z USA (gitarzysta Larry Coryell) i Wielkiej Brytanii (perkusista Jon Hisemann) – podążyć własną drogą. Jego „emancypacja” zaczęła się na dobre właśnie od współpracy z Waldronem i Jacksonem, a jej efektem stał się znakomity album zatytułowany „The Call”. Dwie wypełniające go kompozycje zarejestrowano w ciągu jednego tylko dnia – 1 lutego 1971 roku; miało to natomiast miejsce w Tonstudio Bauer w Ludwigsburgu (w Badenii-Wirtembergii). Album ujrzał światło dzienne kilka miesięcy później nakładem specjalizującej się przede wszystkim w jazzie niezależnej monachijskiej wytwórni Japo Records. W kolejnych latach był parokrotnie wznawiany – w innej obwolucie i jako solowa produkcja Waldrona (pewnie z uwagi na to, że on był autorem muzyki). Pierwsze wydanie winylowego krążka nie pozostawia jednak wątpliwości, że mamy do czynienia z produkcją zespołową – dziełem kwartetu Waldron, Jackson, Weber, Braceful.
Choć wszyscy tworzący grupę artyści związani byli wcześniej ze środowiskiem jazzowym (niekiedy z pogranicza awangardy), na „The Call” wcale nie jest on stylem dominującym. Pamiętajmy bowiem, że początek lat 70. ubiegłego wieku to wielka eksplozja popularności muzyki fusion; w tamtej epoce często nawet najbardziej zagorzali jazzmani sięgali po typowo rockowe środki wyrazu – i tak też stało się w tym przypadku. Jazz-rock miesza się tutaj z progresem, a bywa że i z psychodelią. Nie brakuje momentów absolutnie porywających, brzmień, które są w stanie sprawić, że znacznie szybciej biją serca wielbicieli King Crimson, Van der Graaf Generator i tym podobnych formacji (aby poprzestać na tych najbardziej znanych). Utwór, który trafił na stronę A albumu, to trwający prawie dziewiętnaście minut numer tytułowy. Otwiera go fragment wybitnie jazzrockowy, w którym Braceful wybija transowy rytm, wokół którego z kolei Waldron snuje swą opowieść na fortepianie elektrycznym. Po tej nieco ponad dwuminutowej introdukcji podłączają się pozostali instrumentaliści; rozbrzmiewa więc kołyszący kontrabas elektryczny Webera oraz wybijające się na plan pierwszy organy Smitha, który wkrótce po raz pierwszy – i oczywiście nie ostatni – zaprasza do duetu lidera formacji.
Jak na artystów o korzeniach jazzowych przystało, nie obywa się także bez improwizacji; w ich efekcie mamy do czynienia z kolejnymi smakowitymi solówkami: patetycznymi organami, nostalgicznym kontrabasem (z pianem Rhodesa w tle), motoryczną perkusją, której partia w zasadzie wieńczy dzieło. Jednak tylko „w zasadzie”, albowiem na kilkadziesiąt finałowych sekund do Bracefula dołącza Waldron – i to do tych dwóch muzyków należy ostatnie słowo. Stronę B płyty również wypełnia tylko jeden numer – dłuższy o trzy minuty od poprzednika – „Thoughts”. Ciężar wprowadzenia słuchacza w temat ponownie bierze na siebie pianista – i z miejsca definiuje on tym samym nastrój całości. Mamy tu bowiem do czynienia z bardzo klimatycznym jazz-rockiem, po raz kolejny niestroniącym od artystycznych poszukiwań , ale jednocześnie wykazującym ciągotki w stronę rocka progresywnego. Kompozycja ta kapitalnie się rozwija, nabierając z czasem mocy; dba o to zarówno Jimmy Jackson, którego partia na organach przywodzi na myśl dokonania samego Jona Lorda (w Deep Purple i poza nim), jak i sekcja rytmiczna, a zwłaszcza Fred Braceful, który po raz kolejny swoją energią zaraża pozostałych członków grupy. Inna sprawa, że amerykański bębniarz nie stroni także – wespół z Eberhardem Weberem – od freejazzowych eksperymentów.
„The Call” to jeden z tych, niemal całkowicie zapomnianych, albumów z kręgu jazzu i rocka, które zdecydowanie zasługują na ocalenie przed zapomnieniem. Które dopełniają obrazu niezwyklej epoki przełomu lat 60. i 70. XX wieku, udowadniając jednocześnie – oczywiście z pewnym przerysowaniem – że w tamtym czasie arcydzieła rodziły się niemal dosłownie na kamieniu.
koniec
6 sierpnia 2016
Skład:
Mal Waldron – fortepian elektryczny
Jimmy Jackson – organy
Eberhard Weber – kontrabas elektryczny
Fred Braceful – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Stulecie Stanisława Lema: Pogrzeb pośród mgławic
Mieszko B. Wandowicz

2 XII 2021

Ani myślę oceniać płyty ni całej twórczości. Od dekady pisuję co najwyżej o koncertach, pozostawiając nagrania recenzentom właściwszym: nawet jeśli miałem jakiekolwiek kompetencje, z pewnością już nie mam. Są jednak, i w to nie wątpię, muzycy, którzy się marnują i przez złe podejście tracą potencjał. Niekiedy, ze względu na nadzwyczajną inspirację, mogą na chwilę niewykorzystanych zdolności użyć, a nawet je przekroczyć. Jak Maleńczuk w „Lema pamięci kosmicznym pogrzebie”.

więcej »

Nie przegap: Listopad 2021
Esensja

30 XI 2021

Na coraz dłuższe wieczory proponujemy lekturę naszych listopadowych recenzji.

więcej »

Non omnis moriar: Eksperymenty nieformalne
Sebastian Chosiński

20 XI 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi z bootlegów freejazzowego projektu The German All Stars.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.