Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Non omnis moriar: Niemen koncertowy! I co z tego, że bootleg…

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj wielka gwiazda polskiego rocka – Czesław Niemen.

Czesław Niemen
‹Live in Opole 1971›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive in Opole 1971
Wykonawca / KompozytorCzesław Niemen
Data wydania2015
NośnikCD
Czas trwania57:41
Gatunekkoncert, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzie
Czesław Niemen, Tomasz Jaśkiewicz, Jacek Mikuła, Janusz Zieliński, Andrzej Tylec, Krystyna Prońko, Zofia Borca, Elżbieta Linkowska
Utwory
CD1
1) Italiam, Italiam05:04
2) Bema pamięci żałobny rapsod16:55
3) I’ve Been Loving You Too Long07:45
4) Nie jesteś moja10:04
5) Człowiek jam niewdzięczny17:51
Czy to najwybitniejszy artysta w dziejach polskiego rocka? Zapewne można by się o to spierać, ale raczej nie ma wątpliwości, że gdyby sporządzić listę tych „naj-”, to Czesław Wydrzycki (rodem ze Starych Wasiliszek na terenie dzisiejszej Białorusi) znalazłby się bez wątpienia na podium. Do Polski trafił dopiero w 1958 roku jako repatriant, mając lat dziewiętnaście. To był w zasadzie ostatni moment, jeśli chciał uniknąć powołania do Armii Radzieckiej. Po kilkunastu miesiącach zawirowań ostatecznie zamieszkał w Gdańsku, gdzie poznał „ojca chrzestnego polskiego rocka”, Franciszka Walickiego. To on w 1962 roku pomógł mu rozpocząć karierę. Niemen – bo taki wkrótce przyjął pseudonim artystyczny – początkowo występował solo, potem trafił – jako jeden z kilku wokalistów – do składu Niebiesko-Czarnych, których opuścił jesienią 1965 roku. Niebawem z byłymi muzykami Chochołów stworzył własny zespół – Akwarele. Z nimi nagrał trzy klasyczne longplaye: „Dziwny jest ten świat” (1967), „Sukces” (1968) oraz „Czy mnie jeszcze pamiętasz” (1968), po czym zrobił potężną artystyczną woltę i odważnie wkroczył do świata rocka progresywnego. Efektem tej zmiany stał się, nagrany w październiku 1969 roku, album „Enigmatic” (1970), który zawierał opus magnum artysty, czyli „Bema pamięci żałobny rapsod” do słów Cypriana Kamila Norwida.
W nowym zespole pojawili się nowi muzycy. Ze starego składu (z Akwarelami) pozostali jedynie gitarzysta Tomasz Jaśkiewicz oraz saksofonista Zbigniew Sztyc; dołączyli natomiast: basista Janusz Zieliński i perkusista Czesław Bartkowski (dotąd współpracujący głównie z artystami jazzowymi). Gościnnie na płycie można usłyszeć jeszcze dwóch dodatkowych saksofonistów: Zbigniewa Namysłowskiego oraz Michała Urbaniaka (sic!). Płyta z jednej strony odniosła gigantyczny sukces (i ceniona jest po dziś dzień), z drugiej – wywołała furię poetyckich konserwatystów, którzy zarzucali Niemenowi szarganie świętości narodowych. Muzyk nic sobie z tego jednak – na szczęście! – nie robił i niebawem wziął na warsztat kolejne utwory wieszcza (w tym „Italiam, Italiam” oraz „Aerumnarum plenus”), które pojawiły się na piątym w kolejności (dwupłytowym) wydawnictwie. Oficjalnie zatytułowane zostało ono „Niemen” (1971); nieoficjalnie natomiast nazywane jest, z powodu okładki, „Czerwonym albumem”. Skład ponownie uległ zmianie (choć niewielkiej): rolę organisty Wydrzycki przekazał Jackowi Mikule, a za bębnami w kilku utworach zasiadł Janusz Stefański. Pojawił się również trzyosobowy żeński chórek, w którym śpiewała bardzo znana później Krystyna Prońko.
Mimo nagonki medialnej na Niemena – a może poniekąd właśnie dzięki niej – album ponownie sprzedawał się świetnie, stając się trzecim wydawnictwem artysty (po longplayach „Dziwny jest ten świat” i „Enigmatic”), który „zapracował” na status Złotej Płyty (i to w czasach, gdy chcąc otrzymać to wyróżnienie, trzeba było sprzedać sto tysięcy egzemplarzy). Wręczenie nagrody przez kierownictwo Polskich Nagrań odbyło się podczas IX Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, który tradycyjnie odbył się na początku lata 1971 roku. Przy okazji, a było to dokładnie 26 czerwca – Niemen (wraz z zespołem) dał blisko godzinny występ w ramach większej całości zorganizowanej pod hasłem „Jazzorama”. Parę dekad później materiał ten ujrzał światło dzienne pod tytułem „Enigmatic Live”. Był to oczywiście bootleg, trudno zresztą dostępny w formie materialnej. Na szczęście w roku ubiegłym, specjalizująca się w odgrzebywaniu staroci, berlińska wytwórnia New Music – Green Tree wydała te nagrania jako „Live in Opole 1971”. Dźwięk pochodzi ze stołu mikserskiego, nie jest więc rewelacyjny, ale da się słuchać. W porównaniu z krążkiem krążącym przed laty w Polsce jest kilka różnic: przede wszystkim wycięto zapowiedzi, których nie wygłasza Niemen, oraz ponad sześciominutową sekwencję wręczania artyście Złotej Płyty; dodano natomiast zapowiedź Wydrzyckiego do utworu „Nie jesteś moja”. W efekcie całość prezentuje się nadzwyczaj spójnie. Gdyby tylko jakość nagrań była lepsza, mielibyśmy do czynienia z płytą rewelacyjną. Na dodatek prezentującą Niemena w nietypowym dla niego składzie.
Dlaczego nietypowym? Wszak na scenie amfiteatru opolskiego pojawili się niemal wszyscy artyści, którzy wzięli udział w rejestracji „Czerwonego albumu”. No właśnie, „niemal”. Zabrakło bowiem Czesława Bartkowskiego i Janusza Stefańskiego, których zastąpił młody, wówczas zaledwie dwudziestodwuletni, perkusista Andrzej Tylec, którego Niemen wypatrzył w składzie wrocławskiej awangardowej formacji Romuald i Roman (w przyszłości natomiast, zmarły w grudniu 1990 roku, bębniarz przewinął się między innymi przez Breakout, Bandę i Wandę oraz Maanam). Koncert otworzyło Norwidowskie „Italiam, Italiam” (z „Czerwonego albumu”), a za wstęp do niego odpowiadał grający na gitarze Tomasz Jaśkiewicz, szybko zresztą zepchnięty na dalszy plan przez potężnie śpiewającego, z tym charakterystycznym wschodnim zaśpiewem, lidera. W tle zaś pojawiają się organy Hammonda Jacka Mikuły, który w tym składzie zespołu akompaniującego Wydrzyckiemu wyrósł de facto na postać numer dwa. Co oczywiście nie oznacza deprecjonowania wkładu pozostałych artystów. „Italiam, Italiam” nie zabrzmiałoby przecież tak porywająco, gdyby nie psychodeliczna i z soulowymi ciągotkami sekcja rytmiczna. Po zakończeniu utworu rozlegają się potężne oklaski (tu jednak wycięte), które dobitnie świadczą o tym, jak Niemen był w tamtym czasie traktowany przez publikę. Wtedy też na scenę wkracza przedstawiciel Polskich Nagrań, aby wręczyć muzykowi Złotą Płytę (czego na „Live in Opole 1971” również nie usłyszymy).
Słyszymy za to po chwili „Bema pamięci żałobny rapsod”, którego introdukcja – ponad sześć minut – należy tak naprawdę do jednego tylko artysty, Jacka Mikuły. Kiedy wreszcie do hammondzisty dołączają pozostali, robi się nadzwyczaj awangardowo; przez kilkadziesiąt sekund grupa łączy hard rocka z free jazzem, aż wreszcie wykluwa się z tego najbardziej znany organowy motyw w dziejach polskiego rocka, wzmocniony na dodatek przejmującym śpiewem Niemena. Pojawia się tutaj również żeński chórek złożony z Krystyny Prońko, Zofii Borcy oraz Elżbiety Linkowskiej, które zastąpiły obecne na płycie „Enigmatic” Alibabki. W dalszej części „Rapsod…” nie różni się już niczym specjalnym od wersji studyjnej, choć oczywiście brzmi bardziej surowo (nie tylko dlatego, że mamy do czynienia z bootlegiem). Zaskoczeniem dla publiczności opolskiej był zapewne utwór numer trzy – „I’ve Been Loving You Too Long” („Kochałem cię zbyt długo”), kompozycja z repertuaru gwiazdy muzyki soul Otis Reddinga (z albumu „Otis Blue” z 1965 roku). Niemen zapowiada ją jako numer przygotowywany na kolejne wydawnictwo – i rzeczywiście pojawi się on na opublikowanym przez CBS, a nagranym z towarzyszeniem muzyków SBB krążku „Strange is This World” (1972).
Różnica jest jednak zasadnicza. W wersji koncertowej kompozycja ta rozrosła się do prawie ośmiu minut, w studiu okrojono ją niemal o połowę. W obu przypadkach mamy jednak do czynienia z soulową balladą, zaśpiewaną w typowo Niemenowskiej manierze. Wydrzycki nie byłby jednak sobą, gdyby nie dodał czegoś oryginalnego – w tym przypadku jest to głównie środkowa, instrumentalna, bardzo rockowa część, w której lider, mając chwilę wolnego od obowiązków wokalnych, gra na… bongosach. Po wycieczce za Ocean wracamy do Polski, aby usłyszeć drugi z numerów pochodzący z „Czerwonego albumu” – „Nie jesteś moja”. Otwierają go improwizowane dialogi wokalne Niemena ze wspomagającym go chórkiem; w dalszej części improwizacji też zresztą nie brakuje, choć ich charakter jest zasadniczo inny – zespół jawi się w nich jak skrzyżowanie formacji psychodelicznej z hardrockową (vide organy Hammonda). Aż dziwi, że tak niewiele ma tu do powiedzenia gitarzysta Tomasz Jaśkiewicz, ale to może być akurat efekt nienajlepszej jakości dźwięku. Koncert zamyka druga ze suit – monumentalny „Człowiek jam niewdzięczny”.
Z początku jest on bardzo bliski temu, co można usłyszeć na płycie studyjnej (ponownie kłania się „Czerwony album”), ale później lider wykorzystuje go głównie do przedstawienia członków zespołu, co za każdym razem poprzedzone jest kilkudziesięciosekundowymi wstawkami solowymi poszczególnych muzyków. I dopiero w finale następuje powrót do głównego wątku. Niewiele pozostało – przynajmniej jak dotąd – po Czesławie Niemenie płyt koncertowych, dlatego też każdy tego rodzaju materiał ma wartość szczególną. Tym bardziej że prezentują one artystę nierzadko dużo ciekawszego (a już na pewno bardziej skłonnego do awangardowych eksperymentów) niż w nagraniach studyjnych, czego dobitnie dowodzą albumy: zawierający nagrania z festiwalu Jazz Jamboree „Kattorna (1972) / Pamflet na ludzkość (1975)” (2009) oraz „41 potencjometrów pana Jana” (2007), na który trafił klubowy występ z 1974 roku. „Live in Opole 1971”, mimo że nadal pozostaje wydawnictwem nieoficjalnym, wypełnia bardzo bolesną lukę w dziejach polskiego rocka.
koniec
29 października 2016
Skład:
Czesław Niemen – śpiew, instrumenty perkusyjne
Tomasz Jaśkiewicz – gitara elektryczna
Jacek Mikuła – organy Hammonda
Janusz Zieliński – gitara basowa
Andrzej Tylec – perkusja
gościnnie:
Krystyna Prońko – chórki
Zofia Borca – chórki
Elżbieta Linkowska – chórki
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Zagraj to jeszcze raz Sam: Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

21 II 2018

Dwa tygodnie temu pisałem o pochodzącym z Toronto Andrew Haungu, który wyczyniał muzyczne cuda przy pomocy czerwonych balonów. W Polsce również mamy kogoś takiego. Tyle tylko, że u niego cała kuchnia brzmi utworem „[sic!]” grupy Hey.

więcej »

Non omnis moriar: Świat cały w lustrze
Sebastian Chosiński

17 II 2018

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj solowy projekt Charliego Mariano zrealizowany w ojczystych Stanach Zjednoczonych.

więcej »

Zagraj to jeszcze raz Sam: Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

14 II 2018

Czarny Ziutek (szef killerów) to tragiczny bohater ballady Stanisława Staszewskiego „Celina”, rozpropagowanej przez jego syna i formacje Kult oraz Kazik Na Żywo. Ale Czarny Ziutek z Killerami to także nazwa zespołu coverującego utwory Kazika Staszewskiego z każdego przejawu jego działalności artystycznej.

więcej »

Polecamy

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Świat cały w lustrze
— Sebastian Chosiński

Czy marokańskie dziewczyny śnią o amerykańskich i niemieckich chłopcach?
— Sebastian Chosiński

Ojciec, Syn i święte duchy
— Sebastian Chosiński

Gimnazjalny egzamin radiowy
— Sebastian Chosiński

Zemsta na caudillo Franco
— Sebastian Chosiński

W poszukiwaniu własnego języka
— Sebastian Chosiński

Pre-Embryo w epoce niewinności
— Sebastian Chosiński

Jeden za czterech, czterej za jednego!
— Sebastian Chosiński

Gdy trudno się zdecydować…
— Sebastian Chosiński

Free w granicach rozsądku
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Tu miejsce na labirynt…: Pielgrzym w drodze do krainy Katharsis
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Obyś (nie) żył w takich czasach!
— Sebastian Chosiński

W szponach geparda, łapach goryla i paszczy krokodyla
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Ziemia – planeta wybitnych muzyków
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Prostaczek naszych czasów
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Fragmentaryczność na dwa (kontra)basy
— Sebastian Chosiński

Zdrada czai się pod wodą
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Tam i z powrotem, czyli najpierw na Bali, potem do Sztokholmu
— Sebastian Chosiński

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Chrześcijański fundamentalizm vs. agnostycyzm
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Gdy jazzmani zaczynają grać krautrocka…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.