Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2019
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

50 najlepszych płyt 2016 roku

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 5 »
Tradycyjnie prezentujemy zestawienie 50 najlepszych płyt ubiegłego roku. Choć ustalanie poszczególnych pozycji na liście przysporzyło nam trochę kłopotów, wyjątkowo tym razem co do czołówki byliśmy prawie zgodni. Zapraszamy.

Esensja

50 najlepszych płyt 2016 roku

Tradycyjnie prezentujemy zestawienie 50 najlepszych płyt ubiegłego roku. Choć ustalanie poszczególnych pozycji na liście przysporzyło nam trochę kłopotów, wyjątkowo tym razem co do czołówki byliśmy prawie zgodni. Zapraszamy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jacek Walewski
Koledzy z Twojego legendarnego zespołu Cię wkurzają? Załóż własną kapelę! Wymalowany na misia pandę lider Immortal z impetem zainaugurował karierę solową. I przy okazji nagrał płytę, która jest lepsza niż ostatnie dokonania jego macierzystej grupy. Okazuje się, że mroczny blackmetalowiec potrafi zainspirować się także Panterą i nowoczesnym metalem. Oczywiście charakterystyczny wokal głównego bohatera i riffy nie dają zapomnieć o korzeniach Abbath. Całość brzmi jednak świeżo i – co oburzy purystów – chwytliwie. Wobec istnienia tej płyty news o pracach nad nowym albumem Immortal bez Abbatha jakoś już nie podnieca…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Przemysław Pietruszewski
To jest jeden z tych momentów gdzie powinno się napisać Gombrowiczowskie: „jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca?”, skoro przypomina to wczesne dokonania Shining z okresu „The Eerie Cold” czy „Halmstad” (choć to pewnie tylko luźna inspiracja). Nihila ciasne ramy black metalu zaczynają uwierać. Eksperymentuje więc. Nadaje utworom specyficznej, momentami wręcz salonowej dramaturgii, a wycyzelowane kompozycje niczym w każdej rozprawce mają swój wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Może właśnie przez tę klarowną acz zadziorną strukturę i przaśność w tekstach kibicujemy śląskiej ekipie tak mocno? Jak widać to wystarczyło, aby „Księżyc milczy luty” pojawił się w podsumowaniu. Mimo, że od czasu „Blood Libels” do tego gatunku muzyki bardzo pasuje stwierdzenie: „na bezrybiu i rak ryba”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jacek Walewski
Utarło się, że Neurosis nie nagrywa słabych albumów. Co prawda nawet najwierniejsi fani kręcili lekko nosem przy ich poprzedniej płycie, ale „Fires Within Fires” Amerykanie w pełni się zrehabilitowali. Nie jest to oczywiście przełom na skalę wydawnictw z lat 90., na to nie liczy już nikt. W zamian otrzymaliśmy jednak utrzymany w charakterystycznej stylistyce mroczny i depresyjny krążek idealny do słuchania zimą. Płytę zalecamy jednak tylko odpornym psychicznie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Sebastian Chosiński
Album DaSputnik raczej nie dotrze do setek tysięcy odbiorców. Ważne jednak, by usłyszeli go ci, którzy oczekują od współczesnych rockmanów muzyki skłaniającej do myślenia, angażującej emocjonalnie i – nade wszystko – działającej jak magnes, by chciało się do niej wracać. „Psykhixplosion” spełnia wszystkie te warunki!
Cała recenzja tutaj.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Sebastian Chosiński
Tytuł „Awosting Falls” odnosi się do przepięknych krajobrazowo terenów w dolinie rzeki Hudson w paśmie gór Shawangunks. Tam, nie więcej niż sto mil od Nowego Jorku, na obszarze chronionego parku stanowego, podczas intensywnego spaceru można podziwiać jeziora Minnewaska i Awosting; dodatkową atrakcją tego ostatniego są wodospady. I o nich właśnie postanowił opowiedzieć amerykański mistrz organów Hammonda Jamie Saft. Że wybrał do tego nie swoich rodaków, ale Norwegów – chyba specjalnie nie dziwi. Wszak i oni przyzwyczajeni są do wciąż jeszcze dzikiej i nieokiełznanej górskiej przyrody. Nić porozumienia na tym tle zawrzeć więc było łatwo.
Cała recenzja tutaj.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Sebastian Chosiński
Kto wciąż ma w pamięci dzieło Briana Eno z 1978 roku „Ambient 1 (Music for Airports), słuchając Psychic Temple może przecierać uszy ze zdziwienia. Wyobraźcie sobie bowiem utwór ambientowy (zagrany w oryginale na syntezatorach i fortepianach elektrycznym i akustycznym), który po liftingu brzmi jak dokonania Milesa Davisa z okresu jego fascynacji jazz-rockiem (z okolic płyt „In a Silent Way” czy „Bitches Brew”). A tak właśnie jest w tym przypadku. Muzycy postanowili zachować jedynie strukturę i nastrój utworu Eno; poza tym zmienili niemal wszystko. I, co najważniejsze, to doskonale się zazębiło: subtelna sekcja rytmiczna, delikatna gitara, pojawiające się na drugim planie klimatyczne organy Hammonda i fortepian elektryczny. Z każdą minutą partie instrumentów nabierają mocy, ale nie przekraczają granicy, poza którą rozpłynąłby się urok oryginału – te improwizacje pozostają mimo wszystko pod pełną kontrolą. Wzbogacają kompozycję, ale nie dewastują. Za co zresztą należy być Amerykanom niezwykle wdzięcznym.
Cała recenzja tutaj.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski
To nie jest zwykła płyta. I nie piszę tego tylko dlatego, że zawiera niezwykłą muzykę (bo tak też jest), ale ponieważ „ATGCLVLSSCAP” to album koncertowy, który jest albumem studyjnym. Skomplikowane? Oczywiście, bo taka jest twórczość Ulver. Generalnie chodzi o to, że to co słyszymy stanowi niemal w całości instrumentalne wycinki improwizacji z koncertów zespołu, jakie zagrał w lutym w 2014 roku (w tym z Gdańska z klubu B90). Poddano je jednak gruntownej obróbce w studiu, tak, że ani trochę nie brzmią jakby powstały na żywo. Tworzą za to wciągający kolaż dźwięków, wymagający od słuchacza skupienia, ale oferujący w zamian piękno pastelowych pejzaży.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jacek Walewski
Najgorętsza metalowa premiera tego roku? Zdecydowanie! Na swoją nową płytę panowie z Metalliki kazali nam czekać osiem długich lat. W tym czasie dwoili się i troili, by tylko nie wejść do studia nagraniowego, ale gdy w końcu im się udało… No właśnie! Choć jak zwykle premierowe utwory zespołu wzbudzają ogromne emocje i kontrowersje, większość fanów odetchnęło z ulgą. Tym razem muzycy nie eksperymentują, ale grają dźwięki, które wyniosły ich na szczyty list przebojów w latach 90.
Nasza dyskusja o albumie tutaj.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Sebastian Chosiński
Zaskakujące wydaje się to, że na albumie „Ritual” freejazzowych improwizacji jest stosunkowo najmniej w porównaniu z poprzednimi produkcjami Fire! Orchestra. Tym razem Mats Gustafsson stawia na dużo bardziej zwarty przekaz; temu posłużył również wybór tekstu Erika Lindegrena sprzed ponad siedemdziesięciu lat jako lejtmotyw płyty (fragmenty opublikowanego w 1942 roku tomiku „Mannen utan väg” – „Człowiek bez drogi”). Muzycznie jest bardzo różnorodnie – od jazzu improwizowanego drogi wiodą Skandynawów przez rock i post-punk do elektronicznej awangardy; trafiają się przy tym popisy solowe – jak na przykład trąbki w „Part 1”, saksofonu w „Part 2” czy perkusji w „Part 4” – ale generalnie Fire! Orchestra stawia jednak na granie zespołowe. Drogi, którędy skandynawscy artyści prowadzą słuchaczy, zdają się też być nieco mniej kręte, za to wyłożone twardszym podkładem. Całkiem możliwe, że – zwłaszcza dzięki „piosenkom” śpiewanym przez Mariam Wallentin i Sofię Jernberg – trafią do szerszego grona niż zazwyczaj. Co oczywiście nie znaczy, że wróżymy big bandowi Gustafssona karierę w stylu kwartetu ABBA.
Cała recenzja tutaj.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Sebastian Chosiński
Rozkręcone wzmacniacze i sprzężone gitary, do tego rozciągnięty do granic możliwości wokal i transowy rytm – to nie jest łatwe do wytrzymania, ale na pewno wciągające. Można odnieść wrażenie, że Amerykanie z jednej strony chcą być klasyfikowani jako formacja doommetalowa, z drugiej zaś robią wszystko, aby nie dać się zamknąć w szufladce. I słusznie, ponieważ dzięki ich licznym próbom „ucieczek” muzyka Søøn zyskuje na oryginalności i wartości.
Cała recenzja tutaj.
1 2 3 5 »

Komentarze

20 I 2017   11:31:50

Brawo. Wybór nie mógł być inny.

20 I 2017   14:25:58

Rammstein i Limp Bizkit najwięksi? Chyba w okolicznym gimnazjum. W 2001 roku :D

20 I 2017   20:00:44

Ech jak zwykle monotematyczni. Moglibyście się otworzyć na trochę inną muzykę.

21 I 2017   13:40:49

@Cez
Na jaką? Techno, dance, disco-polo?

21 I 2017   15:12:21

Tak tylko podpowiem, że do Esensji można PRZYSYŁAĆ artykuły. Jeżeli będą spełniały ogólne standardy publikowalności, to trafią na łamy.

10 II 2017   10:36:33

hmmm, a ja lubię to zestawienie. Pokazuje mi nieznane utwory i zespoły, które grają muzykę. Taką muzykę muzykę.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pot i Kreff: Dwadzieścia sześć minut orgazmu
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

16 X 2019

Kiedyś to były koncerty. Zespoły jak się rozkręciły, to potrafiły wokół jednego utworu improwizować nawet po pół godziny. Wydawało się, że te czasy bezpowrotnie minęły. Nic bardziej mylnego, czego dowodzi formacja Greta Van Fleet.

więcej »

Non omnis moriar: Kuriozum jazzowej improwizacji
Sebastian Chosiński

12 X 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pełnowymiarowy longplay zawierający różne wcielenia Ernsta-Ludwiga Petrowsky’ego.

więcej »

Zanim zagrał to Sam: Zajada daktyla i buja w obłokach
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

11 X 2019

Założę się, że nie tylko ja, mniej więcej od listopada 2017 roku, zastanawiałem się, kim był Abduł Bey z piosenki formacji Jazz-Band Młynarski-Masecki.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Nie przegap: Grudzień 2016
— Esensja

Po płytę marsz: Boże Narodzenie 2016
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tu miejsce na labirynt…: Most nad Sundem
— Sebastian Chosiński

Dwutakt: Metalliki trzeba po prostu słuchać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

Tu miejsce na labirynt…: Od świtu do zmierzchu
— Sebastian Chosiński

Nie przegap: Listopad 2016
— Esensja

Gdyby Marillion grało gotyk…
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Wróżka, czarownica i latający dywan
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Katharsis w Piekle
— Sebastian Chosiński

Po płytę marsz: Wakacje 2016
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.