Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 kwietnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Non omnis moriar: Dzisiaj nikt tak już nie chce grać

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę" chcemy w naszym nowym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po czterech latach przerwy – po raz drugi nasi rodacy z zespołu Show Band.

Show Band
‹Dno przestrzeni›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDno przestrzeni
Wykonawca / KompozytorShow Band
Data wydania23 lutego 2018
Wydawca GAD Records
NośnikCD
Czas trwania43:16
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzie
Anatol Wojdyna, Maciej Głuszkiewicz, Jan Mazurek, Aleksander Bem
Utwory
CD1
1) Plus minus05:35
2) Księżycowy pył05:17
3) Spacer po Stegnach05:19
4) Dzień białej róży03:57
5) Kamikadze03:38
6) Mądra Jadźka03:34
7) Jesień05:35
8) Huśtawka04:50
9) Dno przestrzeni05:13
Mimo ponad osiemdziesięciu lat na karku, Anatol Wojdyna wciąż pozostaje aktywnym artystą. Od ponad dwóch dekad stoi na czele klezmerskiej supergrupy Jet Set Band, w której grają między innymi instrumentaliści tej miary, co klawiszowiec Wojciech Karolak i perkusjonalista Jerzy Bartz. Początki jego kariery sięgają natomiast... końca lat 40. ubiegłego wieku. Wtedy jeszcze był trębaczem; udzielał się w dixielandowym zespole Meteor Jazz, który w 1955 roku zamienił na Melotron. Później odszedł do grupy Mieczysława Wadeckiego (którą można uznać za zalążek New Orleans Stompers), wreszcie zakotwiczył u boku Józefa Mazurkiewicza. Nie na długo jednak. W ciągu już prawie dekady działalności estradowej zdobył takie doświadczenie, że postanowił spróbować funkcjonować na własne konto. Szybko okazało się, że jest nie tylko znakomitym muzykiem i kompozytorem, ale i nadzwyczaj zdolnym organizatorem. Dość powiedzieć, że jako jeden z pierwszych polskich jazzmanów zaczął w połowie lat 60. regularnie grywać – do „kotleta" – ze swoimi formacjami w Skandynawii (głównie w Szwecji i Norwegii).
W czasach PRL-u takie wojaże wiązały się z ogromnymi zarobkami, na jakie w Polsce trudno było liczyć, dlatego też Wojdynie nigdy nie brakowało chętnych. Ba! ustawiała się do niego prawdziwa kolejka kandydatów. Mógł więc wybierać spośród najlepszych polskich jazzmanów i rockmanów. Momentem przełomowym w karierze artysty był 1971 rok. To wtedy okazało się, że z przyczyn zdrowotnych nie powinien dłużej grać na trąbce; wówczas postanowił skupić się na kontrabasie i gitarze basowej, zaczął także śpiewać. Rok później skompletował kolejny skład na wypad do Skandynawii. Tym razem do współpracy zaprosił eksklawiszowca Klanu Macieja Głuszkiewicza („Mrowisko", „Nerwy miast", „Senne wędrówki") oraz młodego perkusistę Jana Mazurka, jeszcze dwa lata wcześniej bębniącego w Poznaniu w szkolnym zespole Jump (w którym na fortepianie grał Aleksander Maliszewski), później zaś współpracującego z Mirą Kubasińską, Quorum, Ergo Band i Alex Band. Jak się okazało, ich współpraca trwała co najmniej trzy lata. Co po niej zostało? W epoce – niewiele. Po latach jednak ukazały się dwie płyty.
Show Band – taką nazwę wymyślił Anatol Wojdyna – grał muzykę czysto użytkową. Z tego też powodu lider nie miał ciśnienia, aby wydawać pełnowymiarowe albumy czy chociażby single. Ale kiedy pojawiła się złożona przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych (WFD) propozycja zarejestrowania kilkudziesięciu minut instrumentalnego materiału z przeznaczeniem do wykorzystania w kronikach filmowych – nie odmówił. Sesja odbyła się 2 lutego 1974 roku, a zainteresowanie jej efektami przerosło najśmielsze oczekiwania muzyków (dość powiedzieć, że niektóre utwory wykorzystano, poza kronikami, również w filmach fabularnych: „Ognie są jeszcze żywe" oraz debiutanckim odcinku serialu „07 zgłoś się"). Cztery lata temu wytwórnia GAD Records przypomniała te nagrania na albumie „Punkt styku", który spotkał się z zaskakująco ciepłym przyjęciem. Ale czy można się dziwić, skoro zawierał muzykę może nie zawsze oryginalną, ale zagraną z wielkim wyczuciem i funkowym pazurem? Nieco później okazało się, że nie była to wcale ostatnia kooperacja Show Bandu z WFD. Kilkanaście miesięcy później Wojdyna, Głuszkiewicz i Mazurek otrzymali kolejną propozycję,
Tym razem jednak wynajęto dla nich profesjonalne studio w Polskim Radiu, co świadczyłoby o tym, że do drugiej sesji grupy przywiązywano jeszcze większą wagę. Chociaż ponownie postarano się, aby wszystko zamknąć jednego dnia – 23 kwietnia 1975 roku. W studiu, obok muzyków tria, pojawił się tylko jeden gość – perkusjonalista Aleksander Bem (podpora grup Bemibek i Bemibem); zabrakło natomiast pianisty Jana Jarczyka, którego obowiązki przejął Maciej Głuszkiewicz. Co ciekawe, w instrumentarium pojawiły się dodatkowo skrzypce elektryczne, na których zagrał Mazurek. Jako kwartet Show Band zarejestrował dziewięć utworów – wszystkie wyszły spod ręki Wojdyny – co w sumie dało ponownie ponad czterdzieści (plus trzy) minut ilustracyjnej muzyki o rodowodzie zarówno jazzowo-rockowym, jak i funkowo-popowym. Cóż, dzisiaj już tak się nie gra, tym bardziej więc warto przyjrzeć się kompaktowi „Dno przestrzeni", który światło dzienne ujrzał w drugiej połowie lutego tego roku, niemal po czterdziestu trzech latach od rejestracji nagrań.
Otwierający album utwór „Plus minus" to jedna z najciekawszych kompozycji – znaczona funkową sekcją rytmiczną i zadziorną partią skrzypiec elektrycznych (jakiej nie powstydziłby się prawdopodobnie nawet Michał Urbaniak), ale też okraszona melodyjną partią organów, którym akompaniuje piano Wurlitzera. Jeszcze bardziej jazzrockowo poczyna sobie Mazurek – jako skrzypek – w „Księżycowym pyle", choć cały numer jest bardziej stonowany od poprzednika. Smoothjazzowo robi się z kolei podczas „Spaceru po Stegnach" – polski romantyzm miesza się tutaj z muzyką latynoamerykańską, w czym największą zasługę ma, imitujący grę gitary elektrycznej na organach, Głuszkiewicz. Mniej natomiast rzucają się w uszy „Dzień białej róży" i „Kamikadze", chociaż i w nich nie brakuje ani funkowego groove′u, ani szlachetnego popu. Ich problem polega jednak na tym, że nie mają żadnego charakterystycznego rysu – ładnie się snują, ale nie zapadają w pamięć.
W „Mądrej Jadźce" Show Band decyduje się na zgrabne jazzowe harmonie, a głównym odpowiedzialnym za budowę nastroju jest Głuszkiewicz i jego elektryczny fortepian. Pięknie rozwija się „Jesień", która jest jeszcze bardziej delikatna niż „Spacer po Stegnach". Organiście i skrzypkowi udaje się idealnie oddać klimat tej pory roku, chociaż nie zapominajmy, że gdy trwała sesja, za oknem w najlepsze królowała wiosna. Znacznie energiczniej robi się w „Huśtawce" – w końcu tytuł do czegoś zobowiązuje! – w której trio (a w zasadzie kwartet) wraca do funkowych rytmów. Całość zamyka kompozycja tytułowa, w której pojawiają się dwa nowe elementy, nieobecne we wcześniejszych utworach: zagrana unisono na skrzypcach i fortepianie introdukcja oraz pojawiająca się w drugiej części klasyczna partia skrzypiec, w której Mazurek przekonuje, że musiał być bardzo pilnym uczniem poznańskiego Liceum Muzycznego. Na „Dnie przestrzeni" kończy się ponoć nagraniowa aktywność Show Bandu. Trochę szkoda, ale z drugiej strony wartość tych nagrań polega także na tym, że są tak nieliczne.
koniec
7 kwietnia 2018
Skład:
Anatol Wojdyna – gitara basowa, muzyka
Maciej Głuszkiewicz – organy Hammonda, elektryczny fortepian
Jan Mazurek – perkusja, skrzypce elektryczne
Gościnnie:
Aleksander Bem – instrumenty perkusyjne, conga

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Czar dyskotekowego parkietu
Sebastian Chosiński

21 IV 2018

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz jedenasty niemiecka formacja Embryo.

więcej »

Zagraj to jeszcze raz Sam: Pośpiewajmy razem w podróży
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

18 IV 2018

A może rzucić to wszystko w diabły, zapakować się ze znajomymi do vana i odjechać w siną dal, śpiewając „Hit Me with Your Best Shot” Pat Benatar?

więcej »

Non omnis moriar: Embrion w Fabryce
Sebastian Chosiński

14 IV 2018

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz dziesiąty niemiecka formacja Embryo, tym razem – już po raz trzeci – w wydaniu koncertowym.

więcej »

Polecamy

Pośpiewajmy razem w podróży

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Pośpiewajmy razem w podróży
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Leży w zsypie pijany cieć Mieciek
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bieszczadzcy metale
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W oczekiwaniu na nową płytę Toola
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dzień dobry, digliśmobry
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jej kredo to harfa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Turecki Pink Floyd
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pasja młodego studenta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.