Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zagraj to jeszcze raz Sam: Szyku, szyku… feel good… szyku, szyku

Esensja.pl
Esensja.pl
Niektórzy uważają, że dobra piosenka, to taka, którą da się zagrać przy ognisku na gitarze. Problem zaczyna się wtedy, kiedy utwór przesiąknięty jest elektroniką, a na dobrą sprawę wykonuje go wirtualny zespół. Taki jak Gorillaz i jego „Feel Good Inc.”.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Szyku, szyku… feel good… szyku, szyku

Niektórzy uważają, że dobra piosenka, to taka, którą da się zagrać przy ognisku na gitarze. Problem zaczyna się wtedy, kiedy utwór przesiąknięty jest elektroniką, a na dobrą sprawę wykonuje go wirtualny zespół. Taki jak Gorillaz i jego „Feel Good Inc.”.
Gorillaz to pionierski projekt Damona Albarna (Blur) i Jamie Hawletta (rysownik komiksowy, tworzący m.in „Tank Girl” i „Sędzia Dredd”). Jako pierwsi skorzystali z możliwości, jakie daje rozwój techniki i wykreowali wirtualny zespół, którego fikcyjni członkowie pojawiają się na okładkach płyt i w wideoklipach (a nawet na koncertach). Prawdopodobnie to by nie wystarczyło aby odnieść międzynarodowy sukces, ale na szczęście wizualnej otoczce i konceptowi towarzyszyła świetna muzyka z pogranicza rocka, elektroniki i hip-hopu. Jednym z najlepszych utworów formacji jest pochodzący z jej drugiego krążka „Demon Days” (2005) „Feel Good Inc.”. Nagrany został z towarzyszeniem De La Soul i idealnie łączył wspomniane wyżej style.
O tyle, o ile melancholijny refren kompozycji całkiem zgrabnie nadaje się do wykonania na gitarze, to już towarzysząca rapowanej partii sekcja rytmiczna może przysporzyć sporo kłopotów. Chyba, że jest się Lucą Stricagnolim, genialnym gitarzystą z Włoch, który karierę zrobił na Youtube, prezentując nietypowe covery znanych utworów. Do ich prezentowania używa jedynie gitary, ale bardzo niezwykłej, trzygryfowej, zrobionej na specjalne zamówienie. Dzięki temu robi za jednoosobową orkiestrę. Odtwarzając „Feel Good Inc.” nie tylko płynnie wpasowuje się w partie śpiewane przez Albarna, ale także imituje nawijkę w zwrotkach, jednocześnie dbając o to, by nie zgubić charakterystycznej partii basu i beatu. Jakby tego było mało, dba również o skrecze („szyku, szyku… feel good… szyku, szyku). W wypadku Stricagnoliego przyjemnością jest nie tylko słuchanie pomysłowej aranżacji, ale także oglądanie z jaką zręcznością operuje swoim instrumentem. Choć są to karkołomne wyczyny, wymagające niespotykanej wręcz koordynacji i skupienia, ma się wrażenie, że wszystko przychodzi mu z łatwością.
Dzięki niezależnej wytwórni Candyrat Records Luca dorobił się dwóch albumów, na których prezentuje swoje wirtuozerskie możliwości, bazując na znanych motywach. Pierwszy krążek zatytułowany po prostu „Luca Stricagnoli” z 2015 roku skupia się na muzyce ilustracyjnej, sięgając po tematy z filmów „Braveheart”, „1492. Wyprawa do Raju” i „Ostatni Mohikanin” (choć trafiają się także „Thunderstruck” AC/DC i „Seven Nation Army” The White Stripes). Drugim i jak na razie ostatnim dokonaniem muzyka jest pochodzący z zeszłego roku „What if?”, na którym znalazły się omawiany tu „Feel Good Inc.”, ale również „Can’t Stop” Red Hot Chili Peppers, „Sweet Child O’Mine” Guns N’Roses, czy „Thriller” Michaela Jacksona.
koniec
6 czerwca 2018

Komentarze

07 VI 2018   00:32:57

Robi wrażenie! Jak ja lubię takich ludzi - kreatywnych, zdolnych, świetnych w tym co robią :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Prawdziwych artystów znać po tym, jak wieńczą
Sebastian Chosiński

17 IV 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj piąty „solowy” album amerykańskiego jazzrockowego duetu John Lee i Gerry Brown z udziałem między innymi Duńczyków Kennetha Knudsena i Pallego Mikkelborga.

więcej »
Fot. anniversaire-celebrite.com

A pamiętacie…: Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
Wojciech Gołąbowski

14 IV 2021

Aktor, gitarzysta i piosenkarz aktywny na scenie od roku 1966, wydał do tej pory kilkanaście albumów studyjnych, znany jest przede wszystkim z dwóch przebojów cudzego autorstwa.

więcej »

Non omnis moriar: Powrót na Stary Kontynent
Sebastian Chosiński

10 IV 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album amerykańskiego jazzrockowego duetu John Lee i Gerry Brown nagrany z towarzyszeniem amerykańskiego pianisty Stu(arta) Goldberga.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Włoski western (niekoniecznie spaghetti)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po tamtej stronie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nanopandemia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dziesięć filmów Michaela Baya w jednym
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tytus, Romek i A’Tomek: The Best of Papcio Chmiel
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly, metal i RPG
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie tędy droga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Catwoman miała pieskie życie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Barbarzyńca hazardu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zjedz mnie, jeśli potrafisz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.