Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Grupa Niemen
‹On Stage 1970/1972›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOn Stage 1970/1972
Wykonawca / KompozytorGrupa Niemen
Data wydania2018
NośnikCD
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Enigmatyczna Grupa Niemen

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po dłuższej przerwie – po raz kolejny Czesław Niemen.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Enigmatyczna Grupa Niemen

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po dłuższej przerwie – po raz kolejny Czesław Niemen.

Grupa Niemen
‹On Stage 1970/1972›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOn Stage 1970/1972
Wykonawca / KompozytorGrupa Niemen
Data wydania2018
NośnikCD
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Sytuacja dotycząca spuścizny Czesława Niemena od lat jest daleka od normalności. Najpierw długo nie mogły ukazywać się legalnie wznowienia płyt tego legendarnego artysty, a kiedy zaczęły się wreszcie pojawiać w katalogu Warnera (wykupionym od Polskich Nagrań), jakość techniczna nagrań wzbudzała spore kontrowersje. Na dodatek od roku – po reedycji pierwszych siedmiu polskich albumów (a na winylu nawet ośmiu) – światła dziennego nie ujrzało żadne nowe wydawnictwo (nie licząc kompaktowego wydania longplaya „The Best of Niemen” z 1979 roku, który dla wielbicieli twórczości Wydrzyckiego nie ma zbyt dużego znaczenia). Seria została albo zawieszona, albo zarzucona – ze stratą dla samego artysty, jak i jego licznych fanów. Na szczęście gruszek w popiele nie zasypiają wydawcy spoza Polski, a zwłaszcza niemiecka oficyna Green Tree Records (i jej sublabel New Music – Green Tree), która od kilku lat regularnie przypomina krążki Niemena opublikowane w pierwszej połowie lat 70. ubiegłego wieku na Zachodzie i w Stanach Zjednoczonych (po kolei były to: „Strange is This World”, „Ode to Venus”, „Russische Lieder” oraz „Mourner’s Rhapsody”).
Jakby tego było mało, berlińczycy sukcesywnie wydają również – ciekawe czy legalnie i za zgodą rodziny artysty rodem ze Starych Wasiliszek? – koncertowe płyty Wydrzyckiego, dotąd krążące po kraju w formie bootlegów. Najpierw do sprzedaży z logo „zielonego drzewa” na okładce trafiło „Live in Opole 1971” (2015), natomiast przed paroma tygodniami dwa kolejne kompakty i winyle: „Live in Helsinki 1973” oraz „On Stage 1970/1972”. O tym pierwszym występie już kiedyś pisaliśmy w „Esensji”, teraz więc czas poświęcimy drugiemu wydawnictwu, na które trafiły nagrania z dwóch koncertów różnych formacji Niemena: z XIII Międzynarodowego Festiwalu Jazzowego Jazz Jamboree, jaki miał miejsce w warszawskiej Sali Kongresowej ostatniego dnia października 1970 roku, oraz jubileuszowego dziesiątego Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, jaki odbył się w końcu czerwca 1972 roku. W pierwszym przypadku na scenę wyszedł zespół Niemen Enigmatic (w składzie znanym z – wtedy jeszcze niewydanego – tak zwanego „Czerwonego albumu”), w drugim – sześcioosobowa Grupa Niemen.
Oba występy dzieliło dwadzieścia miesięcy. Niespełna dwa lata. Niby niedużo, ale w przypadku Niemena to była prawdziwa przepaść. W tym czasie Wydrzycki przeszedł drogę od rocka progresywnego o zabarwieniu jazzowo-soulowym (Niemen Enigmatic) do jazzrockowej awangardy (Grupa Niemen). I o ile taka muzyka na pewno nie dziwiła słuchaczy Jazz Jamboree, o tyle dla dzisiejszych bywalców Opola byłaby zapewne potężnym wstrząsem. Występ w Sali Kongresowej odbył się w zasadzie już w nocy z 30 października na 1 listopada 1970 roku w ramach koncertu zatytułowanego „Jazz nie zna granic”. Niemen i jego zespół pojawili się jako jedna z największych gwiazd, po nich na scenę wyszła jeszcze tylko międzynarodowa formacja The Dave Pike Set. Dla polskiego artysty zarezerwowano dwadzieścia minut. Niewiele, biorąc pod uwagę, że w takim miejscu i podczas takiej imprezy należało sięgnąć raczej po ambitny repertuar. W efekcie czasu starczyło zaledwie na dwie kompozycje, w tym jedną przygotowaną prawdopodobnie z myślą o tym właśnie festiwalu (choć Wydrzycki „ogrywał” ją już na koncertach wcześniej).
Niemen Enigmatic zagrał w tym samym składzie, w jakim niespełna dwa miesiące później, to jest w grudniu 1970 roku, wszedł do studia, aby zarejestrować pierwszą z dwóch płyt „Czerwonego albumu”. Obok lidera na scenie pojawili się więc jeszcze: gitarzysta Tomasz Jaśkiewicz, hammondzista Jacek Mikuła, basista Janusz Zieliński, bębniarz Czesław Bartkowski oraz trzyosobowy chórek żeński (Krystyna Prońko, Zofia Borca, Elżbieta Linkowska). I to, jak się „na żywo” okazało, nie byli wcale wszyscy; mniej więcej w połowie – znacząco skróconej w porównaniu z płytową – wersji suity „Człowiek jam niewdzięczny” Niemen Enigmatic wspomogli dodatkowo czołowi polscy jazzmani: Zbigniew Namysłowski, Janusz Muniak, Zbigniew Seifert, Tomasz Stańko, Tomasz Szukalski, Michał Urbaniak, Bronisław Suchanek oraz Janusz Stefański. Na longplayu utwór ten trwa dwadzieścia minut, na Jazz Jamboree muzycy skompresowali go do dziesięciu. Ale i tak dzieje się w nim bardzo dużo. Początek jest majestatyczny (trochę na podobieństwo „Bema pamięci żałobnego rapsodu”), znaczony grającymi unisono na tle chórku gitarą i organami Hammonda.
Z największym „odjazdem” mamy jednak do czynienia w środku dzieła, gdy do grupy dołączają wymienieni powyżej jazzmani. W tym momencie dynamiczny rock progresywny ściera się z całkowicie wyzwolonym free jazzem (trochę jak na wspólnym albumie Modrego Efektu i Jazz Q Praha „Coniunctio”), całość zyskuje zaś na rozmachu i zadziorności. Może to być o tyle zaskakujące dla tych, którzy znają dotąd suitę jedynie z albumu, że na nim grupa podążyła raczej w stronę hard rocka. Nie mniej emocji wzbudza utwór numer dwa – „Don’t Cry, Baby” – który nie pojawił się na żadnej regularnej płycie Niemena. To soulowy klasyk autorstwa Saula Berniego, Jamesa P. Johnsona (muzyka) i Stelli Unger (słowa), który po raz pierwszy wykonała w 1929 roku Bessie Smith. W latach 60. XX wieku, a więc jeszcze przed Wydrzyckim, do swego repertuaru włączyli go między innymi Etta James (1961), Aretha Franklin (1962) oraz James Brown (1964). Otwarcie dalekie jest jednak od soulowego charakteru oryginału; dużo w nim za to awangardy – rozbrzmiewają skrzypce, potem dęciaki, wreszcie Hammondy i chórek.
Niemen-wokalista pojawia się stosunkowo późno i na krótko, szybko zwalniając miejsce dla instrumentalistów (między innymi dla mającego wreszcie szanse popisać się swoimi umiejętnościami gitarzysty Tomasza Jaśkiewicza). Z pofestiwalowych relacji prasowych wiadomo, że tego dnia grupa zagrała jeszcze – być może na bis – instrumentalne „Enigmatyczne impresje”, ale na płycie ich, niestety, nie ma. „Czerwony album” ukazał się w sprzedaży w marcu 1971 roku; krótko potem formacja Niemen Enigmatic przestała istnieć. Muzyczne zainteresowania Wydrzyckiego skierowały się zaś w stronę awangardowego jazz-rocka, którego wyrazicielem stała się – powołana do życia jesienią tego samego roku – Grupa Niemen. W jej skład weszli: kontrabasista Helmut Nadolski (bardzo dobry znajomy lidera jeszcze z czasów gdańskich), trębacz Andrzej Przybielski oraz młodzi muzycy Silesian Blues Band (przyszłego SBB), czyli basista i organista Józef Skrzek, gitarzysta Apostolis Anthimos i perkusista Jerzy Piotrowski.
W styczniu 1972 roku – jeszcze bez Przybielskiego – Grupa Niemen nagrała w Monachium dla CBS (czyli europejskiego oddziału wytwórni Columbia) materiał na pierwszy zachodni album Wydrzyckiego – „Strange is This World”. Już w połowie maja trafił on do sprzedaży, ale, niestety, nie w Polsce. Zawarte na niej kompozycje rodacy artysty mogli usłyszeć jedynie na koncertach. Na przykład 23 czerwca w Opolu – w ramach składanki „Piosenki nad Odrą”. Swoją drogą, w kontekście tego, co zaprezentowała Grupa Niemen, tytuł wydaje się wyjątkowo nietrafiony. Występ sekstetu (już z Przybielskim w składzie) rozpoczął się od rozbudowanej, dłuższej o sześć minut od znanej płyty, „Piosenki dla zmarłej” (z tekstem Jarosława Iwaszkiewicza). Ponad minutę zajmuje tu wprawdzie strojenie instrumentów, ale i tak „wersja opolska” jest w dużo większym stopniu improwizowana niż te, które trafiły na longplaye „Strange is This World” (anglojęzyczna) czy „Niemen Vol. 2” (zaśpiewana w języku ojczystym). Korzystają na tym głównie trębacz i kontrabasista, robi się bowiem dużo więcej miejsca właśnie na ich popisy solowe. Słychać jednak, że utwór wciąż ewoluował, przechodząc od progresywnego hard rocka (w części pierwszej), przez free jazz (w drugiej), aż po awangardę (w trzeciej).
Choć prawdopodobnie wszyscy – a na pewno zdecydowana większość – słuchacze koncertu liczyli na najbardziej znaną wersję „Dziwnego świata”, ostatecznie musieli zadowolić tą, która trafiła na album CBS. Jej niezwykłość polega nie tylko na jazzrockowym śpiewie Niemena, ale przede wszystkim na awangardowych wstawkach trąbki (której zabrakło w studiu) i improwizacji, jakiej dają się porwać Nadolski i Piotrowski. Dopiero w finale, gdy zespół wraca do punktu wyjścia, znów można rozpoznać, z jaką kompozycją mamy do czynienia. Krótki występ wieńczy „Com uczynił” (do wiersza Bolesława Leśmiana) – z początku delikatne i nastrojowe (vide subtelna gitara Anthimosa i wokal Niemena), z czasem coraz bardziej jazz- i freerockowe (z dynamiczną sekcją rytmiczną i improwizacją na trąbce). A kiedy już zespół zatacza koło, wraca do punktu wyjścia. Największym mankamentem tych nagrań – i z 1970, i z 1972 roku – jest ich jakość techniczna (czysto bootlegowa). Znajdują się one jednak w archiwach radiowych i telewizyjnych; gdyby więc tylko była wola, można by je stamtąd wyciągnąć, wyczyścić, poddać remasteringowi. Ale, jak widać, takiej woli nie ma. Traci na tym także polska kultura, bo przecież to, co Wydrzycki i akompaniujący mu artyści grali na żywo w początkach lat 70., to rock i jazz na najwyższym światowym poziomie, nie mający odpowiedników na rodzimej scenie muzycznej.
Dziesięć dni po występie w Opolu Grupa Niemen zamknęła się na prawie dwa tygodnie w warszawskim studiu nagraniowym, aby zarejestrować materiał, który ostatecznie ukazał się – uwaga! po nieco ponad roku – na dwóch longplayach wydanych przez Polskie Nagrania: „Niemen Vol. 1 (Requiem dla van Gogha)” oraz „Niemen Vol. 2 (Marionetki)”. Kiedy polscy słuchacze mogli w końcu wsłuchać się w zaciszu domowym w studyjne wersje „Piosenki dla zmarłej” czy „Com uczynił”, zespół właśnie się rozpadł.
koniec
30 czerwca 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Na pełnym morzu…
Sebastian Chosiński

15 XII 2018

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz drugi kwartet niemieckiego pianisty Michaela Naury.

więcej »

Zagraj to jeszcze raz Sam: Życie o świcie
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 XII 2018

Ostatnio zrobiła się moda na płyty typu tribute rodzimych wykonawców. Niedawno wspominaliśmy o takim upamiętnieniu Big Cyca, a dziś będzie o T.Love. A wszystko w związku z utworem „Autobusy i tramwaje”.

więcej »

Non omnis moriar: Samotność w zapomnianym ogrodzie
Sebastian Chosiński

8 XII 2018

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj kwartet niemieckiego (choć rodem z Kłajpedy) pianisty Michaela Naury.

więcej »

Polecamy

Życie o świcie

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Seria z karabinu maszynowego
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dobra humppa, tylko z Finlandii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mrok i przerażenie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Potszebujesz krifi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Knajpiana Kapela Oddech Silnika Sierżanta Hetfielda
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.