Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Zagraj to jeszcze raz Sam: Sułtan swingu

Esensja.pl
Esensja.pl
Ponieważ jest to czterdziesty odcinek niniejszej rubryki, chciałbym uczcić go jakimś mocniejszym akcentem. Dlatego dziś sprawdzimy co mają wspólnego utwory „Mr. Sandman”, spopularyzowany przez grupę The Chordettes, oraz „Enter Sandman” Metalliki.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Sułtan swingu

Ponieważ jest to czterdziesty odcinek niniejszej rubryki, chciałbym uczcić go jakimś mocniejszym akcentem. Dlatego dziś sprawdzimy co mają wspólnego utwory „Mr. Sandman”, spopularyzowany przez grupę The Chordettes, oraz „Enter Sandman” Metalliki.
To znaczy wiadomo co mają wspólnego – sen i tytułowego Piaskowego Dziadka. Zdecydowanie różnią się jednak ekspresją. „Mr. Sandman” to oniryczna melodia, która w wersji The Chordettes jest tak słodka, że od samego słuchania można dostać próchnicy. Dodam więc, że pierwszym wykonawcą tego, skomponowanego przez Pata Ballarda, utworu jest Vaughn Monroe, który nagrał go, jako stronę B singla „They Were Doin’ the Mambo” z 1954 roku, czyli rok wcześniej, niż dokonały tego panie z The Chordettes. Warto też pamiętać, że niemal równolegle z nimi po utwór sięgnęli panowie z The Four Aces. Takie to były czasy.
Kwestia tego kto napisał i pierwszy wykonywał „Enter Sandman” jest o wiele prostsza. Jako autorzy utworu z jednym z gitarowych riffów wszech czasów zostali wpisani James Hetfield, Kirk Hammett i Lars Urlich. Wydano go w 1991 roku, jako pierwszy singel promującym album zatytułowany po prostu „Metallica” (choć fani wolą mówić o nim, jako o „Czarnym albumie”).
Oba przeboje doczekały się setek, jeśli nie tysięcy przeróbek. Jednak bez wątpienia jedną z najciekawszych, która łączy słodki nastrój „Mr. Sandman” z mrokiem „Enter Snadman” jest ta w wykonaniu Richarda Cheese’a. Ten wokalista i aktor komediowy od blisko dwóch dekad zajmuje się przerabianiem znanych utworów, głównie rockowych i metalowych, na modłę swingu i muzyki barowej, modnej na przełomie lat 50. i 60. Sam w sobie pomysł jest już zabójczy, ale Cheese dorzuca do tego rock’n’rollową duszę. Stąd, oprócz niesamowicie pomyślanych aranży, mamy przede wszystkim frontmana o ciepłym, mocnym głosie, z którym może zrobić wszystko. Bez względu na to, czy podejmuje się zaśpiewać spokojniejszy „Creep” Radiohead, imprezowe „Girls. Girls, Girls” Mötley Crüe, czy agresywne „People = Shit” Slipknot. Nawet „Killing in the Name” Rage Against The Machine w jego interpretacji wydaje się stworzony do swingowania, a słynne skandowane „Fuck you, I won’t do what you tell me! / Motherfucker!” okazuje się mieć przyjemną dla ucha melodię.
Wracając do przeboju Metalliki, to jego pomysłową i dla prawdziwych fanów thrashu, obrazoburczą, wersję Cheese zaprezentował na swoim czwartym albumie „Aperitif for Destruction” z 2005 roku. Całość zaczyna się spokojnie, oczywiście bez wspomnianego wyżej riffu i tak różni się od oryginału, że gdyby nie tekst, utwór byłby nie do poznania. Po chwili robi się jeszcze dziwniej, ponieważ wkracza melodyjka znana z „Mr. Sandman”. Zastąpienie gitary słodkim „pam, pam, pam” to prawdziwe mistrzostwo świata. Następnie mamy już cała orkiestrę i refren, który nie pozwala nam pomylić piosenki z żadną inną. A wszystko to w niecałe dwie minuty. Nie wiem, jak będzie w Waszym przypadku, ale ja słuchałem z bananem na twarzy. Tak jak i całej płyty.
koniec
3 października 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Na pełnym morzu…
Sebastian Chosiński

15 XII 2018

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz drugi kwartet niemieckiego pianisty Michaela Naury.

więcej »

Zagraj to jeszcze raz Sam: Życie o świcie
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 XII 2018

Ostatnio zrobiła się moda na płyty typu tribute rodzimych wykonawców. Niedawno wspominaliśmy o takim upamiętnieniu Big Cyca, a dziś będzie o T.Love. A wszystko w związku z utworem „Autobusy i tramwaje”.

więcej »

Non omnis moriar: Samotność w zapomnianym ogrodzie
Sebastian Chosiński

8 XII 2018

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj kwartet niemieckiego (choć rodem z Kłajpedy) pianisty Michaela Naury.

więcej »

Polecamy

Życie o świcie

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Seria z karabinu maszynowego
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dobra humppa, tylko z Finlandii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mrok i przerażenie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Potszebujesz krifi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Knajpiana Kapela Oddech Silnika Sierżanta Hetfielda
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Seria z karabinu maszynowego
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dobra humppa, tylko z Finlandii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mrok i przerażenie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Potszebujesz krifi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Knajpiana Kapela Oddech Silnika Sierżanta Hetfielda
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Wszystkie zwierzęta są seksi, ale świnki najseksowniejsze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ciemne strony seksu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gilotynując historię
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bracia sztosy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wielki ranking płyt Slayera
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

Za mocno, za brudno
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieoczekiwany koniec
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rajska kraina pośród rdzy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruba kreska
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kłamstwo jak codzienny chleb
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.