Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Zagraj to jeszcze raz Sam: Mrok i przerażenie

Esensja.pl
Esensja.pl
Ostatnio sporo pisaliśmy w „Samie” o Metallice. Dziś spojrzymy inaczej na twórczość innego reprezentanta Wielkiej Czwórki Thrash Metalu – Slayera i jego „Raining Blood”.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Mrok i przerażenie

Ostatnio sporo pisaliśmy w „Samie” o Metallice. Dziś spojrzymy inaczej na twórczość innego reprezentanta Wielkiej Czwórki Thrash Metalu – Slayera i jego „Raining Blood”.
„Raining Blood” to drugi najdłuższy utwór, jaki można znaleźć na przełomowym krążku Slayera „Reign in Blood” z 1986 roku. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z kolosem – trwa bowiem nieco ponad cztery minuty. Niemniej w zestawieniu z sąsiadami, którzy średnio nie przekraczają trzech minut, robi wrażenie rozbudowanej suity. Nie psuje on jednak zamysłu całości, która stanowi mocny, bezkompromisowy, muzyczny kopniak w podbrzusze. „Raining Blood” bowiem to rzecz potężna, mroczna i wściekła. Zbudowana jest jednak na melodyjnym riffie, a uroku dodaje jej dźwięk burzy i padającego deszczu. Efekt jest (nomen omen) piorunujący, a każdy fan ma go w swojej playliście.
To, że wielu gitarowych wymiataczy i headbangersów porywało się na ten utwór nie powinno więc nikogo dziwić. Niemniej fakt, że sięgnęła po niego artystka kojarzona z całkiem innym rodzajem scenicznej ekspresji samo w sobie wydaje się już intrygujące. Mówię tu o Tori Amos, która zamieściła swój cover „Raining Blood” na albumie „Strange Little Girls” z 2001 roku. Koncepcją krążka było to, aby zawierał przeróbki utworów napisanych przez mężczyzn, ale przez fakt, że śpiewa je kobieta, nabrały nieco innego wydźwięku. Ponieważ Tori operuje głównie głosem i grą na fortepianie, ów wydźwięk jest diametralnie inny.
Zazwyczaj mamy sytuację odwrotną, że ze spokojnego utworu, jacyś nawiedzeni metalowcy robią dźwiękową sieczkę. Tu tymczasem z oryginału pozostał w zasadzie tylko tekst i ewentualne ślady gitarowych riffów w brzmieniu fortepianu. Klimat utworu bowiem również się zmienił. Choć wciąż mamy do czynienia z posępną pieśnią, to jednak agresja i furia z niej wyparowała. W ich miejsce dostajemy mrok i przerażenie. Jest to na pewno ciekawy i odważny eksperyment, niemniej fani Slayera mogą być nim mocno skonfundowani.
koniec
24 października 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: W którą teraz podążyć stronę?
Sebastian Chosiński

22 VI 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz ósmy jazzrockowa formacja Passport Klausa Doldingera.

więcej »

Zanim zagrał to Sam: Oszołomiony i zmieszany
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

18 VI 2019

Od lat trwają spory, czy „Stairway to Heaven” jest plagiatem, czy oryginalną kompozycją Led Zeppelin. Sprawę komplikuje fakt, że zespół cichcem korzystał z twórczości innych wykonawców, nie przyznając się do tego, tak jak w przypadku „Dazed and Confused”.

więcej »

Non omnis moriar: Jadą goście, jadą…
Sebastian Chosiński

15 VI 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz siódmy – i drugi w wersji koncertowej – jazzrockowy Passport Klausa Doldingera.

więcej »

Polecamy

Echa – suplement

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

To nie mój Spider
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Pół na pół
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zabawa w mangę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Robert Kirkman w najlepszej formie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zanim zagrał to Sam: Oszołomiony i zmieszany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: A co ty robiłeś w 2013 roku?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Tak niewielu decyduje za tak wielu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Jak zdobywano dziką miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Co się stało z naszą klasą…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Za dużo cukru w cukrze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.