Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Pot i Kreff: Made in Heaven

Esensja.pl
Esensja.pl
Od nowego roku startujemy z odświeżoną rubryką „Pot i Kreff”. Będzie skupiała się na koncertowych smaczkach – tych znanych, które warto sobie przypomnieć i mniej znanych, które trzeba poznać. Na początek gigant w postaci „Strange Kind of Woman” z najlepszego albumu live w dziejach „Made in Japan” Deep Purple.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Made in Heaven

Od nowego roku startujemy z odświeżoną rubryką „Pot i Kreff”. Będzie skupiała się na koncertowych smaczkach – tych znanych, które warto sobie przypomnieć i mniej znanych, które trzeba poznać. Na początek gigant w postaci „Strange Kind of Woman” z najlepszego albumu live w dziejach „Made in Japan” Deep Purple.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Takie kiedyś były czasy, że rewelacyjne kawałki ukazywały się wyłącznie na singlach i próżno ich było szukać na oficjalnych longplayach. Podobny los spotkał „Strange Kind of Woman”, który towarzyszył albumowi „Fireball” z 1971 roku, drugiemu studyjnemu dziełu najsławniejszego składu Deep Purple (kwintet: Ian Gillan, Ritchie Blackmore, John Lord, Ian Paice i Roger Glover). Z dzisiejszego punktu widzenia dziwne wydaje się, że najlepszy utwór (obok tytułowego) jaki promował krążek, wcale na niego nie trafił.
Ponieważ w naszym kraju ciężko było o albumy zza granicy, że o singlach nie wspomnę, dla wielu pierwszym zetknięciem się z omawianym utworem nastąpiło za pośrednictwem krążka „Made in Japan” z 1972 roku. Pozycji wzorcowej, jeśli chodzi o nagrania na żywo. Zagranej na luzie z dużą dawką improwizacji, ale też niezwykłą precyzją w momentach, kiedy trzeba było się spiąć (zwróćcie uwagę na równe zakończenie w „Child in Time”).
Moim ulubionym momentem płyty jest właśnie rozciągnięty do blisko 10 minut „Strange Kind of Woman”. Oddaje on kwintesencję tego, jak kiedyś grało się koncerty. Po zwartym początku następuje moment improwizacji, w którym gitarzysta i wokalista prowadzą swego rodzaju bitwę, zapodając sobie wzajemnie i powtarzając motywy. Szkoda, że Gillan dość szybko zdarł sobie gardło do tego stopnia, że nie był w stanie wydawać z siebie równie kosmicznych dźwięków. Aż trudno uwierzyć, że w tamtym czasie zespół był już na skraju rozwiązania, a głównymi stronami konfliktu byli właśnie Gillan i Blackmore.
koniec
2 stycznia 2019

Komentarze

04 I 2019   23:59:56

"Strange Kind of Woman" trafił na LP "Fireball". W USA, Kanadzie i Japonii. W Europie zamiast "Strange Kind of Woman" na płycie umieszczono nagranie "Demon's Eye".

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zanim zagrał to Sam: Oszołomiony i zmieszany
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

18 VI 2019

Od lat trwają spory, czy „Stairway to Heaven” jest plagiatem, czy oryginalną kompozycją Led Zeppelin. Sprawę komplikuje fakt, że zespół cichcem korzystał z twórczości innych wykonawców, nie przyznając się do tego, tak jak w przypadku „Dazed and Confused”.

więcej »

Non omnis moriar: Jadą goście, jadą…
Sebastian Chosiński

15 VI 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz siódmy – i drugi w wersji koncertowej – jazzrockowy Passport Klausa Doldingera.

więcej »

Zagraj to jeszcze raz Sam: Echa – suplement
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 VI 2019

Człowiek sobie wszystko ładnie zaplanuje, przygotuje, przemyśli… i nagle dzieje się coś, co całkiem burzy jego plany. Dlatego dziś zamiast o tym, co być miało, napiszę o zniewalającym coverze suity „Echoes” Pink Floyd.

więcej »

Polecamy

Echa – suplement

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Pot i Kreff: Rockowy Dream Team cz. 2
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z tego cyklu

Jak zdobywano dziką miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Strzelając z bombowca
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rozmowa dwóch stołków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 minut sacrum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Debeściaki bestii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2014 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2012 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Florence + nie do końca sprawna machina
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

5 najlepszych płyt koncertowych 2011 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

To się nie może tak skończyć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Chopin chciał grać w Deep Purple
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Robert Kirkman w najlepszej formie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zanim zagrał to Sam: Oszołomiony i zmieszany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: A co ty robiłeś w 2013 roku?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Tak niewielu decyduje za tak wielu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Co się stało z naszą klasą…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Za dużo cukru w cukrze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj Pink Floyd Sam: Wtrącam się
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polowanie na nanity
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Groszorób, parweniusz, arywista i zarobas
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.