Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 marca 2019
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Pot i Kreff: Made in Heaven

Esensja.pl
Esensja.pl
Od nowego roku startujemy z odświeżoną rubryką „Pot i Kreff”. Będzie skupiała się na koncertowych smaczkach – tych znanych, które warto sobie przypomnieć i mniej znanych, które trzeba poznać. Na początek gigant w postaci „Strange Kind of Woman” z najlepszego albumu live w dziejach „Made in Japan” Deep Purple.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Made in Heaven

Od nowego roku startujemy z odświeżoną rubryką „Pot i Kreff”. Będzie skupiała się na koncertowych smaczkach – tych znanych, które warto sobie przypomnieć i mniej znanych, które trzeba poznać. Na początek gigant w postaci „Strange Kind of Woman” z najlepszego albumu live w dziejach „Made in Japan” Deep Purple.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Takie kiedyś były czasy, że rewelacyjne kawałki ukazywały się wyłącznie na singlach i próżno ich było szukać na oficjalnych longplayach. Podobny los spotkał „Strange Kind of Woman”, który towarzyszył albumowi „Fireball” z 1971 roku, drugiemu studyjnemu dziełu najsławniejszego składu Deep Purple (kwintet: Ian Gillan, Ritchie Blackmore, John Lord, Ian Paice i Roger Glover). Z dzisiejszego punktu widzenia dziwne wydaje się, że najlepszy utwór (obok tytułowego) jaki promował krążek, wcale na niego nie trafił.
Ponieważ w naszym kraju ciężko było o albumy zza granicy, że o singlach nie wspomnę, dla wielu pierwszym zetknięciem się z omawianym utworem nastąpiło za pośrednictwem krążka „Made in Japan” z 1972 roku. Pozycji wzorcowej, jeśli chodzi o nagrania na żywo. Zagranej na luzie z dużą dawką improwizacji, ale też niezwykłą precyzją w momentach, kiedy trzeba było się spiąć (zwróćcie uwagę na równe zakończenie w „Child in Time”).
Moim ulubionym momentem płyty jest właśnie rozciągnięty do blisko 10 minut „Strange Kind of Woman”. Oddaje on kwintesencję tego, jak kiedyś grało się koncerty. Po zwartym początku następuje moment improwizacji, w którym gitarzysta i wokalista prowadzą swego rodzaju bitwę, zapodając sobie wzajemnie i powtarzając motywy. Szkoda, że Gillan dość szybko zdarł sobie gardło do tego stopnia, że nie był w stanie wydawać z siebie równie kosmicznych dźwięków. Aż trudno uwierzyć, że w tamtym czasie zespół był już na skraju rozwiązania, a głównymi stronami konfliktu byli właśnie Gillan i Blackmore.
koniec
2 stycznia 2019

Komentarze

04 I 2019   23:59:56

"Strange Kind of Woman" trafił na LP "Fireball". W USA, Kanadzie i Japonii. W Europie zamiast "Strange Kind of Woman" na płycie umieszczono nagranie "Demon's Eye".

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Romantyczny goryl tańczy na wulkanie
Sebastian Chosiński

23 III 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pierwsza (z dwóch) płyt jazzrockowej grupy Oktagon niemieckiego klawiszowca Hermanna Weindorfa.

więcej »

Zagraj to jeszcze raz Sam: Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

20 III 2019

Dziś skupimy się na piosence przedwojennej. Jej oryginalny tytuł brzmi „Rebeka (Tango)” i obecnie najbardziej znana jest w wykonaniu Ewy Demarczyk.

więcej »

Non omnis moriar: Karaibski progres z przebojami w tle
Sebastian Chosiński

16 III 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz trzeci (i ostatni) międzynarodowy jazzrockowo-progresywny projekt Snowball.

więcej »

Polecamy

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Pot i Kreff: Rockowy Dream Team cz. 2
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z tego cyklu

25 minut sacrum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Debeściaki bestii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2014 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2012 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Florence + nie do końca sprawna machina
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

5 najlepszych płyt koncertowych 2011 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie tylko klawo jak cholera…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Grunge w światłach sceny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W dżinsach czy garniturze?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

To się nie może tak skończyć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Chopin chciał grać w Deep Purple
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Marvel: Srebrny Surfer z Krainy Oz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Szybcy i mściwi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wolverine nigdy nie był tak seksi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zanim zagrał to Sam: Ludzie ludziom
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przekleństwo niezwykłego tatuażu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Udane zastępstwo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Afryka dzika
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Był bronią idealną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj Pink Floyd Sam: Soczyste sekrety
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.