Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 kwietnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Sunbirds

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSunbirds
Wykonawca / KompozytorSunbirds
Data wydania1971
Wydawca BASF
NośnikWinyl
Czas trwania46:12
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ferdinand Povel, Philip Catherine, Fritz Pauer, Jimmy Woode, Juan Romero, Klaus Weiss
Utwory
Winyl1
1) Kwaeli03:44
2) Sunrise 05:35
3) Spanish Sun 12:18
4) Sunshine 06:54
5) Sunbirds 09:42
6) Blues for D.S08:01
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Sierpniowe słońce nad Monachium

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj kolejny międzynarodowy projekt niemieckiego perkusisty Klausa Weissa – Sunbirds.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Sierpniowe słońce nad Monachium

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj kolejny międzynarodowy projekt niemieckiego perkusisty Klausa Weissa – Sunbirds.

Sunbirds

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSunbirds
Wykonawca / KompozytorSunbirds
Data wydania1971
Wydawca BASF
NośnikWinyl
Czas trwania46:12
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ferdinand Povel, Philip Catherine, Fritz Pauer, Jimmy Woode, Juan Romero, Klaus Weiss
Utwory
Winyl1
1) Kwaeli03:44
2) Sunrise 05:35
3) Spanish Sun 12:18
4) Sunshine 06:54
5) Sunbirds 09:42
6) Blues for D.S08:01
Wyszukaj / Kup
Początek lat 70. XX wieku był okresem bardzo intensywnym w karierze perkusisty Klausa Weissa. Kiedy przestała mu wystarczać współpraca z saksofonistą i klawiszowcem Klausem Doldingerem, w krótkim czasie powołał do życia dwie własne formacje – jazzrockową, choć z bardzo silnym akcentem etnicznym, Niagarę, z którą nagrał trzy świetne albumy („Niagara”, 1971; „S.U.B.”, 1972; „Afire”, 1973), oraz znacznie bardziej zorientowaną na krautrock, aczkolwiek wciąż obficie korzystającą z inspiracji fusion, Sunbirds. Drugi z zespołów, w którym znalazło się również miejsce dla innych muzyków Niagary, okazał się być prawdziwą międzynarodową supergrupą. Bo chociaż działała ona – wprawdzie krótko, jedynie od 1971 do 1973 roku – w Monachium, to w jej składzie pojawił się zaledwie jeden rodowity Niemiec, właśnie Weiss. Pozostali członkowie stanowili liczną w tamtym okresie w stolicy Bawarii kolonię artystów przybyłych z wielu zakątków świata, dla których magnesem była niezwykła artystyczna atmosfera miasta.
Najbliżej miał do Monachium austriacki pianista i organista Franz Pauer (w rzeczywistości: Friedrich Bauer), który przed opuszczeniem ojczyzny zdobywał szlify, grając między innymi u boku saksofonisty Hansa Kollera. Nieco dalej mieli natomiast holenderski flecista Ferdinand Povel oraz w połowie Belg, w połowie Brytyjczyk Philip Catherine – gitarzysta, który od tego momentu na dobre zadomowił się na niemieckiej scenie jazzowej i jazzrockowej, w następnych latach wspierając swoim talentem tak uznanych wykonawców, jak na przykład bracia Rolf i Joachim Kühnowie. Zdecydowanie najdalszą drogę musieli przebyć wenezuelski perkusjonalista Juan Romero oraz czarnoskóry amerykański (kontra)basista Jimmy Woode. Ostatni z wymienionych muzyków to niezwykle ciekawa postać. Raz, że był najstarszy w całym gronie (urodził się bowiem w 1929 roku), to na dodatek miał przebogate curriculum vitae, w którym znalazło się miejsce na kooperację z artystami tej rangi, co Louis Armstrong, Dizzy Gillespie, Miles Davis, Sarah Vaughan czy Charlie Parker. To musiało wzbudzać szacunek u młodszych o kilkanaście lat kolegów.
Sesja nagraniowa tego niezwykłego sekstetu, którego owocem stała się jego debiutancka płyta, odbyła się w monachijskim Union Studios i trwała… jeden dzień – 24 sierpnia 1971 roku. To świadczy o tym, z jak doskonałymi i świetnie „czującymi bluesa” muzykami mieliśmy do czynienia. Zarejestrowano wówczas osiem kompozycji, ale na longplay – z powodu braku miejsca – trafiło zaledwie sześć (dwie pozostałe upubliczniono dopiero czterdzieści lat później, chociaż nie oznacza to, że do 2011 roku były całkiem nieznane). Realizatorem dźwięku był legendarny producent Reinhold Mack – i jemu także należą się podziękowania za doskonały debiut Sunbirds. Bo taką właśnie nazwę przyjęła grupa i tak też zatytułowano wydaną przez koncern BASF jeszcze w tym samym 1971 roku płytę. Głównym twórcą repertuaru okazał się Pauer, który udostępnił trzy kompozycje; po jednym utworze dorzucili Catherine i Woode, jeden był natomiast efektem zespołowej improwizacji. Mowa oczywiście o tych, które ostatecznie znalazły się na winylowym krążku i mogły ciesyć uszy słuchaczy.
Album, choć pojedynczy, i tak był – jak na owe standardy – dość długi, trwał bowiem ponad czterdzieści sześć minut. Głównie za sprawą trzech rozbudowanych numerów, jakie trafiły na stronę B. Ale do nich dojdziemy później. Longplay otwiera utwór napisany przez Philipa Catherine’a. „Kwaeli” to typowy dla tego artysty stonowany jazz-rock z inklinacjami bluesowymi, znaczony charakterystycznymi, bardzo melodyjnymi, które dzięki temu pamięta się nawet po wielu latach, wstawkami gitary i fortepianu elektrycznego. I nawet jeżeli z czasem grupa rozkręca się na rockową modłę, kompozycja nic nie traci na lekkości i przebojowości. W nieco inną stronę sekstet podąża w „Sunrise” Pauera. Austriakowi udaje się bowiem idealnie pogodzić dwa, a może nawet trzy muzyczne światy. Rockowa energia przeplata się tutaj z psychodelią (vide „kwasowe” organy Fritza) i groove’em typowym dla fusion granego po drugiej stronie Oceanu Atlantyckiego (to ewidentny wkład Woode’a i Weissa, o którym nieprzypadkowo pisano, że to „jedyny europejski perkusista z amerykańskim feelingiem”). A do tego trzeba dodać jeszcze łagodzące emocje brzmienie fletów Ferdinanda Povela, które mogą kojarzyć się z etniczno-jazzowymi poszukiwaniami jankeskiego obieżyświata Charliego Mariano, w tamtym czasie mieszkającego już w Europie.
Trwające ponad dwanaście minut „Spanish Sun” powstało w studiu w drodze improwizacji. Początek jest liryczny (o co dbają przede wszystkim flecista i pianista), później zespół trochę podkręca tempo, lecz nie trwa to długo. Dialog gitary Catherine’a i organów Pauera ponownie sprowadza drużynę na nastrojowe tory, w czym następnie Austriak utwierdza słuchaczy, grając rozbudowane, ale wciąż odpowiednio stonowane solo. W finale muzycy spinają utwór klamrą, żegnając się delikatnymi dźwiękami fletów. Od razu po przełożeniu winylowego krążka na stronę B otrzymujemy najbardziej roztańczony (oczywiście w granicach przyzwoitości) i radosny fragment albumu. To „Sunshine” – kolejna kompozycja Fritza. Skoczna, zagrana na dużym luzie, z funkową zadziornością, ale również z jazzrockową partią fortepianu elektrycznego i – ponownie – etnicznymi fletami. Następny „słoneczny” utwór – tym razem tytułowy – też wyszedł spod ręki Austriaka. Jest o trzy minuty dłuższy od poprzednika i między innymi z tego powodu więcej się w nim dzieje. Znajduje się w nim bowiem miejsce i na bluesowe zagrywki gitary, i na jazzrockową improwizację organową, a nawet na krótką solówkę perkusyjną, do której z czasem dołączają klawisze i flet, pomagające Weissowi zwieńczyć dzieło.
Ale nie dosłownie. Została przecież jeszcze jedna kompozycja – „Blues for D.S.” – którą Jimmy Woode napisał dla jednej ze swoich córek. Różni się ona diametralnie od wszystkich pozostałych i – nie ma co ukrywać – stylistycznie średnio do nich pasuje. To lekko swingujący blues typowy dla Ameryki Północnej lat 50. ubiegłego wieku. Znacznie więcej tu jazzu niż rocka. I chociaż pozostali muzycy starali się, jak mogli, wpisać go w koncept Sunbirds – udało się to średnio. Widocznie jednak umieszczenie go na płycie było ceną, jaką Weiss musiał zapłacić za udział Woode’a w całym przedsięwzięciu. Bo przecież – przypominam – były do wyboru jeszcze dwie inne zarejestrowane tego samego dnia kompozycje, które sprawdziłyby się w znacznie większym stopniu, a które, przynajmniej na razie, zostały odłożone do archiwum. To energetyczny jazzrockowy „Fire Dance” Pauera, który zresztą w innej, krótszej wersji trafił na kolejną płytę zespołu, oraz zespołowa improwizacja „Dreams”, wcale nie gorsza od „Spanish Sun”.
Nie ma jednak czego żałować, wszak w ostatecznym rozrachunku „Sunbirds” to i tak jedna z ciekawszych jazzrockowych propozycji, jakie ukazały się na rynku niemieckim na początku lat 70. XX wieku. I nie może zmienić tej ocena jedna nieszczególnie trafnie dopasowana do całego zestawu kompozycja.
koniec
26 stycznia 2019
Skład:
Ferdinand Povel – flet, flet altowy
Philip Catherine – gitara elektryczna
Fritz Pauer – fortepian elektryczny, organy
Jimmy Woode – gitara basowa, kontrabas
Juan Romero – instrumenty perkusyjne
Klaus Weiss – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: O muzyku, który zrzuca skórę
Sebastian Chosiński

20 IV 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po raz pierwszy – Motherhood, kolejny projekt niemieckiego saksofonisty Klausa Doldingera.

więcej »

Zagraj to jeszcze raz Sam: Melinda na kwasie
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

17 IV 2019

Zastanawiałem się, czy dzisiejszy utwór powinien znaleźć się w tej rubryce, czy raczej w „Zanim zagrał to Sam”, albowiem nie tylko interesujący nas cover nie jest specjalnie znany, ale także oryginał. Mowa o „Come Away Melinda”, który większość kojarzy z formacją Uriah Heep.

więcej »

Non omnis moriar: Happening na nowej drodze życia
Sebastian Chosiński

13 IV 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jazzowy kwartet niemieckiego saksofonisty Klausa Doldingera.

więcej »

Polecamy

Melinda na kwasie

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

O muzyku, który zrzuca skórę
— Sebastian Chosiński

Happening na nowej drodze życia
— Sebastian Chosiński

Skok na głęboką wodę
— Sebastian Chosiński

Rodzinny interes
— Sebastian Chosiński

Romantyczny goryl tańczy na wulkanie
— Sebastian Chosiński

Karaibski progres z przebojami w tle
— Sebastian Chosiński

Fusion epoki disco
— Sebastian Chosiński

Efekt kuli śnieżnej
— Sebastian Chosiński

Syndykat zbrodni na jazzie i rocku
— Sebastian Chosiński

Młodość ma swoje szalone prawa
— Sebastian Chosiński

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.