Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 lutego 2019
w Esensji w Esensjopedii

Zanim zagrał to Sam: Zanim zagrał to Jimi

Esensja.pl
Esensja.pl
Z „Hey Joe” jest ten sam problem, co z naszym „Białym misiem”. Wszyscy go znają, ale nikt nie wie, kto go tak naprawdę napisał.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zanim zagrał to Sam: Zanim zagrał to Jimi

Z „Hey Joe” jest ten sam problem, co z naszym „Białym misiem”. Wszyscy go znają, ale nikt nie wie, kto go tak naprawdę napisał.
Najbardziej znaną wersją „Hey Joe” jest ta, zaprezentowana przez trio The Jimi Hendrix Experience na singlu z 1966 roku. Stanowi on forpocztę kształtującego się stylu genialnego gitarzysty. To jeden z tych przypadków w historii, kiedy artysta bierze na warsztat cudzy utwór, ale daje w nim tyle siebie, że po latach trudno uwierzyć, że nie jest on jego autorstwa. Warto zauważyć, że indywidualność, jaką niewątpliwie był Hendrix, sprawiła, że ma na koncie jeszcze co najmniej jedną taką sytuację z „All Along the Watchtower” Boba Dylana.
O tyle, o ile łatwo wskazać najlepszą i najpopularniejszą wersję „Hey Joe”, o tyle ustalenie autora samej kompozycji stanowi spory problem, który ostatecznie nie został rozstrzygnięty, choć oficjalnie prawa autorskie do niej zostały zastrzeżone w 1962 roku przez Billy’ego Robertsa. Był on mało znanym muzykiem folkowym, utrzymującym się z grania na ulicy i w kawiarniach. Nie dorobił się obfitej dyskografii, albowiem nagrał tylko jeden album „Thoughts Of California” (1975) i to w stylu country. Pytanie o to, czy możliwe jest, by tak charakterystyczny utwór, jak „Hey Joe” skomponował człowiek, który poza tym nie miał żadnych osiągnięć, pozostaje otwarte.
Faktem jest jednak, że po nagraniu utworu przez zespół The Leaver w 1965 roku (jako „Hey Joe, Where You Gonna Go”), który stał się przebojem, Robertson zaczął interesować się prawami autorskimi. Okazało się, że zarejestrowano je na znanego z Quicksilver Messenger Service Cheta Powersa (pod pseudonimem Dino Valenti). Billy rozpoczął batalię prawną, którą wygrał.
Z wersją o tym, że autorem „Hey Joe” jest Billy Robertson nie zgadzał się inny popularny muzyk folkowy – Tim Rose, który nagrał swoją wersję standardu w 1966 roku. Do śmierci uważał, że utwór ten słyszał przed 1962 roku i uważał go za „dzieło tradycyjne”. Jaka jest prawda pewnie nigdy się nie dowiemy.
A tu coś dla tych, którzy nie znają angielskiego i chcieliby wiedzieć, o czym traktuje piosenka. Tłumaczenie jest dość frywolne, ale nie tak znów dalekie od oryginału.
koniec
13 lutego 2019

Komentarze

18 II 2019   08:36:30

Ciekawą parodię Hey Joe nagrał Frank Zappa na płycie "We're Only In It For The Money" https://www.youtube.com/watch?v=KoVpJDZPvms

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zagraj to jeszcze raz Sam: Cała ta miłość
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

20 II 2019

Są utwory, które stanowią skończone arcydzieła i ktokolwiek próbowałby zagrać je lepiej, skazany jest na porażkę na starcie. Do nich niewątpliwie należy "Whole Lotta Love" Led Zeppelin.

więcej »

Non omnis moriar: Młodość ma swoje szalone prawa
Sebastian Chosiński

16 II 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj Curt Cress Clan, międzynarodowy jazzrockowy projekt legendarnego niemieckiego bębniarza.

więcej »

Non omnis moriar: Przy ścianie, której nie przeskoczysz
Sebastian Chosiński

9 II 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj trzecia (i ostatnia) płyta Niagary, międzynarodowego projektu niemieckiego perkusisty Klausa Weissa.

więcej »

Polecamy

Cała ta miłość

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Seria z karabinu maszynowego
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Oblicza raju
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do czterech razy sztuka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Zagraj to jeszcze raz Sam: Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po katastrofie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pora zacząć toczyć wojnę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Twardy orzech do zgryzienia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Debeściaki bestii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Transformers: Chcę je wszystkie!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

50 najbardziej fujowych okładek płyt 2018 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 największych rozczarowań muzycznych 2018 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Król jest nagi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj Pink Floyd Sam: Grajek u Bram Świtu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.