Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Zanim zagrał to Sam: Zanim zagrał to Jimi

Esensja.pl
Esensja.pl
Z „Hey Joe” jest ten sam problem, co z naszym „Białym misiem”. Wszyscy go znają, ale nikt nie wie, kto go tak naprawdę napisał.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zanim zagrał to Sam: Zanim zagrał to Jimi

Z „Hey Joe” jest ten sam problem, co z naszym „Białym misiem”. Wszyscy go znają, ale nikt nie wie, kto go tak naprawdę napisał.
Najbardziej znaną wersją „Hey Joe” jest ta, zaprezentowana przez trio The Jimi Hendrix Experience na singlu z 1966 roku. Stanowi on forpocztę kształtującego się stylu genialnego gitarzysty. To jeden z tych przypadków w historii, kiedy artysta bierze na warsztat cudzy utwór, ale daje w nim tyle siebie, że po latach trudno uwierzyć, że nie jest on jego autorstwa. Warto zauważyć, że indywidualność, jaką niewątpliwie był Hendrix, sprawiła, że ma na koncie jeszcze co najmniej jedną taką sytuację z „All Along the Watchtower” Boba Dylana.
O tyle, o ile łatwo wskazać najlepszą i najpopularniejszą wersję „Hey Joe”, o tyle ustalenie autora samej kompozycji stanowi spory problem, który ostatecznie nie został rozstrzygnięty, choć oficjalnie prawa autorskie do niej zostały zastrzeżone w 1962 roku przez Billy’ego Robertsa. Był on mało znanym muzykiem folkowym, utrzymującym się z grania na ulicy i w kawiarniach. Nie dorobił się obfitej dyskografii, albowiem nagrał tylko jeden album „Thoughts Of California” (1975) i to w stylu country. Pytanie o to, czy możliwe jest, by tak charakterystyczny utwór, jak „Hey Joe” skomponował człowiek, który poza tym nie miał żadnych osiągnięć, pozostaje otwarte.
Faktem jest jednak, że po nagraniu utworu przez zespół The Leaver w 1965 roku (jako „Hey Joe, Where You Gonna Go”), który stał się przebojem, Robertson zaczął interesować się prawami autorskimi. Okazało się, że zarejestrowano je na znanego z Quicksilver Messenger Service Cheta Powersa (pod pseudonimem Dino Valenti). Billy rozpoczął batalię prawną, którą wygrał.
Z wersją o tym, że autorem „Hey Joe” jest Billy Robertson nie zgadzał się inny popularny muzyk folkowy – Tim Rose, który nagrał swoją wersję standardu w 1966 roku. Do śmierci uważał, że utwór ten słyszał przed 1962 roku i uważał go za „dzieło tradycyjne”. Jaka jest prawda pewnie nigdy się nie dowiemy.
A tu coś dla tych, którzy nie znają angielskiego i chcieliby wiedzieć, o czym traktuje piosenka. Tłumaczenie jest dość frywolne, ale nie tak znów dalekie od oryginału.
koniec
13 lutego 2019

Komentarze

18 II 2019   08:36:30

Ciekawą parodię Hey Joe nagrał Frank Zappa na płycie "We're Only In It For The Money" https://www.youtube.com/watch?v=KoVpJDZPvms

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Popłynąć trzecim nurtem…
Sebastian Chosiński

14 IX 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj składanka „Jazz-Aspekte” z czterema jazzowymi formacjami wschodnioniemieckimi.

więcej »

Zagraj to jeszcze raz Sam: Perwersyjna poezja miłosna
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

11 IX 2019

Dziś Sam nie będzie grał, a recytował, ale nie czepiajmy się szczegółów. A to w związku ze szlagierem „Zośka” formacji Kukiz i Piersi.

więcej »

Non omnis moriar: Spotkanie w pół drogi
Sebastian Chosiński

7 IX 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj składanka z dwiema wschodnioniemieckimi jazzowymi formacjami improwizującymi: triem Friedhelma Schönfelda i kwintetem Huberta Katzenbeiera.

więcej »

Polecamy

Perwersyjna poezja miłosna

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To jest Gość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Oszołomiony i zmieszany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To nie jest kolejna piosenka o miłości
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Falujące biodra i krótkie spódniczki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zakażona piosenka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ludzie ludziom
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oblicza raju
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do czterech razy sztuka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Marvel: Game over, man, game over!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Dużo szumu i do domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W stroju Pająka i bez
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Punisher w trzech odsłonach
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rozterki młodego superbohatera
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Fani niezalu drą łacha z mejnstrimowców
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.