Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 maja 2019
w Esensji w Esensjopedii

Doldinger’s Motherhood
‹Motherhood›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMotherhood
Wykonawca / KompozytorDoldinger’s Motherhood
Data wydania1970
Wydawca Liberty
NośnikWinyl
Czas trwania34:23
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Klaus Doldinger, Paul Vincent, Udo Lindenberg, Keith Forsey, Lothar Meid
Utwory
Winyl1
1) Devil Don’t Get Me08:22
2) Song of Dying06:55
3) Circus Polka01:07
4) Men’s Quarrel03:51
5) Turning Around02:51
6) Degeneration06:47
7) Yesterday’s Song04:31
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Koniec i początek

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po raz drugi – Motherhood Klausa Doldingera.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Koniec i początek

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po raz drugi – Motherhood Klausa Doldingera.

Doldinger’s Motherhood
‹Motherhood›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMotherhood
Wykonawca / KompozytorDoldinger’s Motherhood
Data wydania1970
Wydawca Liberty
NośnikWinyl
Czas trwania34:23
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Klaus Doldinger, Paul Vincent, Udo Lindenberg, Keith Forsey, Lothar Meid
Utwory
Winyl1
1) Devil Don’t Get Me08:22
2) Song of Dying06:55
3) Circus Polka01:07
4) Men’s Quarrel03:51
5) Turning Around02:51
6) Degeneration06:47
7) Yesterday’s Song04:31
Wyszukaj / Kup
Grupa Motherhood Klausa Doldingera pozostawiła po sobie tylko dwie płyty długogrające, powstałe w odstępie kilkunastu miesięcy. Wydawałoby się więc, że niewiele powinno je różnić, tymczasem wsłuchując się w „I Feel so Free” (1969) i „Motherhood” (1970), odnosi się wrażenie, że mamy do czynienia z zupełnie innymi zespołami. Stylistycznie to jest niemal przepaść (mimo będącego wspólnym mianownikiem fundamentu jazzowego), co w dużej mierze wynikało zapewne z mocno przebudowanego składu. Z poprzedniego – oprócz lidera, który zagrał nie tylko na saksofonach, ale również instrumentach klawiszowych – pozostał jedynie basista Lothard Meid (w tym czasie współpracujący już z „Embryo). Pozostała trójka muzyków to były nowe twarze, choć niektórzy z nich kooperowali z Doldingerem już wcześniej. A kto konkretnie? Gitarzysta Paul Vincent, później znany z płyt Niagary („S.U.B.”, 1972) i Das Waldemar Wunderbar Syndikat („I Make You Feel Good”, 1976) oraz dwaj bębniarze: Udo Lindenberg i Anglik Keith Forsey, którzy związani byli z pierwszym, w stu procentach perkusyjnym składem Niagary.
Ale to i tak jeszcze nie wszystkie zmiany w porównaniu z debiutanckim albumem Motherhood. Z perspektywy czasy wydaje się, że najistotniejszą był fakt, iż na drugą płytę trafiły głównie… piosenki. Owszem, ambitne, wpisane w psychodeliczne i jazzrockowe struktury, ale jednak – piosenki! Zatem musieli pojawić się także wokaliści. W sumie było ich trzech; obowiązki te wzięli bowiem na siebie Doldinger, Lindenberg i Forsey (dwaj ostatni śpiewali nawet w duecie). Longplay zatytułowany po prostu „Motherhood” ukazał się w 1970 roku nakładem brytyjskiej wytwórni Liberty (tej samej, która rok wcześniej opublikowała „Blues Happening” jazzowego Kwartetu Klausa). Na krążek trafiło siedem kompozycji, których głównym twórcą był Doldinger, choć wspomagali go w tym okazjonalnie również inni członkowie grupy, jak i osoby z nią niezwiązane (na przykład Angie Peanut, ukrywająca się pod pseudonimem Dreher).
Poprzednia płyta Motherhood – „I Feel so Free” – udowodniła, że Klaus posiada umiejętność komponowania obliczonych na format radiowy, chwytliwych, zapadających w pamięć przebojowych melodii. Można więc było się spodziewać, że od takiego właśnie utworu rozpocznie się druga płyta zespołu. A tu, proszę, olbrzymia niespodzianka! „Devil Don’t Get Me” to ponad osiem minut ambitnego fusion, mocno przyprawionego rockową psychodelią. Od pierwszych sekund grupa przekonuje, że nie interesuje jej „branie jeńców”. Energetyczna, motoryczna sekcja rytmiczna wsparta jest zwielokrotnionymi partiami gitar i nadzwyczaj mocnym głosem Lindenberga. W tle pojawiają się natomiast „kwasowe” organy. Dopiero pod koniec drugiej minuty lider sięga po swój sztandarowy instrument, czyli saksofon – głównie po to, by wejść w dialog z gitarą Vincenta. Dialog rozbudowany, z czasem coraz bardziej emocjonalny i improwizowany. W połowie kompozycji następuje uspokojenie, a rola wygaszenia napięcia przypada organom, którym w tle towarzyszy saksofon. Oczywiście pod koniec, zgodnie z zasadą kontrastowania, kwintet powraca do rockowej formuły i uderza ze zdwojoną siłą.
Po nadzwyczaj mocnym otwarciu w postaci „Devil Don’t Get Me” następuje zmiana nastroju. „Song of Dying” (ponownie zaśpiewane przez Lindenberga) to, zgodnie z tytułem, pieśń o charakterze funeralnym – mroczna, niepokojąca, skłaniająca do refleksji. W pierwszych minutach przypomina psychodeliczną balladę, aczkolwiek w dalszej części pojawiają się fragmenty znacznie ostrzejsze, na przykład niemal hardrockowe organy czy kolejny dialog gitary z saksofonem. Ale mnóstwo dzieje się także na drugim i trzecim planie; warto więc wytężyć mocniej słuch i dać się ponieść brawurowym pasażom perkusyjnym, które im bliżej końca, tym bardziej są energetyczne. Stronę A wydawnictwa zamyka króciutka, nieco ekscentryczna, instrumentalna „Circus Polka” – minutowa miniatura zagrana w skocznym rytmie, z wyeksponowaną gitarą Paula, intrygująco dopełniająca (i przy okazji kontrastująca z nimi) dwie poprzednie kompozycje. W jeszcze innej stylistyce utrzymany jest numer umieszczony na początku strony B – „Men’s Quarrel”. To kolejna piosenka (tym razem wokalnie udzielają się Udo i Keith), która przywodzi na myśl popularne w latach 60. beatowo-psychodeliczne przeboje z Wysp Brytyjskich.
I nic w tym dziwnego, bo przecież Forsey, zanim trafił do zachodnich Niemiec, był perkusistą w takiej właśnie grupie (londyńskie The Spectrum). „Men’s Quarrel” zahacza więc o stylistykę pop, ale nie brakuje w nim też szlachetniejszych dźwięków – psychodelicznych organów i jazzrockowego saksofonu. Podobnie ma się rzecz z niespełna trzyminutowym „Turning Around”, w którym Doldinger nie tylko daje popis na saksofonach, ale także udowadnia, że ma bardzo subtelny, idealnie pasujący do balladowej formuły głos. Mocnym rockowym akcentem jest natomiast „Degeneration”, który udanie implementuje do stylistyki fusion elementy popowe. Są więc ostre wtręty instrumentalne (głównie gitara i saksofon), nastrojowe organy, ale nade wszystko – zapadający w pamięć skoczny refren. Gdyby ten utwór nie trwał prawie siedem minut, prawdopodobnie miałby spore szanse stać się radiowym przebojem (tymczasem na singiel promujący album wybrano znacznie krótsze i niekoniecznie reprezentatywne dla całości „Men’s Quarrel” i „Turning Around”). Całość zamyka piękny „Yesterday’s Song”, ponownie zaśpiewany w charakterystyczny („zamglony”) sposób przez Klausa, głównie przy akompaniamencie fortepianu. Uroczy finał bardzo udanej płyty.
W kontekście sukcesu artystycznego, jakim bezsprzecznie był longplay „Motherhood”, może dziwić, że krótko po wydaniu albumu Doldinger rozwiązał grupę. Choć chyba raczej znacznie bardziej trafne byłoby stwierdzenie, że ją… przechrzcił. Jeszcze w tym samym roku narodziła się bowiem nowa formacja Klausa, najbardziej znana i zasłużona dla dziejów ambitnej muzyki popularnej – jazzrockowy Passport. A znalazło się w nim miejsce i dla Lindenberga, i dla Meida, a nawet dla grających na „I Feel so Free” saksofonisty Olafa Küblera i amerykańskiego organisty Jimmy’ego Jacksona. Passport był więc naturalnym przedłużeniem działalności Motherhood. Nie musicie się więc już zastanawiać, jakiemu zespołowi będziemy poświęcać czas i miejsce w kolejnych odsłonach „Non Omnis Moriar”…
koniec
27 kwietnia 2019
Skład:
Klaus Doldinger – saksofon sopranowy, saksofon altowy, saksofon sopranowy, klarnet, fortepian, organy, śpiew (5,7)
Paul Vincent – gitara elektryczna
Lothar Meid – gitara basowa
Udo Lindenberg – perkusja, śpiew (1,2,4,6)
Keith Forsey – perkusja, śpiew (4,6)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zanim zagrał to Sam: To nie jest kolejna piosenka o miłości
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 V 2019

Na początku XXI wieku Marilyn Manson w brawurowy sposób przypomniał przebój „Tainted Love”. Większość wiedziała, że to cover, ale wskazanie jego twórcy nie jest takie proste.

więcej »

Non omnis moriar: Magiczne rękodzieło
Sebastian Chosiński

18 V 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz trzeci jazzrockowa formacja Passport Klausa Doldingera.

więcej »

Zagraj to jeszcze raz Sam: Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

15 V 2019

Wydawać by się mogło, że idealnym wykonawcą piosenek Adele, jest wyłącznie Adele. Niekoniecznie, co spróbuję udowodnić na przykładzie coveru „Set Fire to the Rain”.

więcej »

Polecamy

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Magiczne rękodzieło
— Sebastian Chosiński

Nepalski kot z korzeniem mandragory
— Sebastian Chosiński

Sabat czarownic na Uranie
— Sebastian Chosiński

O muzyku, który zrzuca skórę
— Sebastian Chosiński

Happening na nowej drodze życia
— Sebastian Chosiński

Skok na głęboką wodę
— Sebastian Chosiński

Rodzinny interes
— Sebastian Chosiński

Romantyczny goryl tańczy na wulkanie
— Sebastian Chosiński

Karaibski progres z przebojami w tle
— Sebastian Chosiński

Fusion epoki disco
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.