Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Pot i Kreff: Jak zdobywano dziką miłość

Esensja.pl
Esensja.pl
Jaki jest najlepszy riff wszech czasów? Kilku kandydatów się znajdzie, ale niewątpliwie w czołówce będzie ten z „Whole Lotta Love” Led Zeppelin. Jednak koncertowe wykonanie tego utworu to coś o wiele więcej, niż potężne brzmienie gitary.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Jak zdobywano dziką miłość

Jaki jest najlepszy riff wszech czasów? Kilku kandydatów się znajdzie, ale niewątpliwie w czołówce będzie ten z „Whole Lotta Love” Led Zeppelin. Jednak koncertowe wykonanie tego utworu to coś o wiele więcej, niż potężne brzmienie gitary.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Zespół w epoce sprzeciwiał się wydaniu „Whole Lotta Love” na singlu. Niemniej kiedyś to nie przeszkadzało dobrym utworom, aby stać się przebojami. Rozgłośnie radiowe i tak go grały, co najwyżej mając problem z środkiem, kiedy Robert Plant dwuznacznie jęczy do mikrofonu, co było niejednokrotnie cenzurowane. Kompozycja zadebiutowała na albumie „Led Zeppelin II” z 1969 i dziś należy do żelaznej klasyki rocka.
W zasadzie od samego początku została ona również stałym punktem koncertowym Zeppelinów. Ponieważ jej środkowa część nie była sformalizowana, często służyła do długich improwizacji, indywidualnych popisów, czy wplatania fragmentów innych utworów. W efekcie czego całość rozrastała się do monstrualnych rozmiarów. Już na pierwszej koncertówce Led Zeppelin „The Song Remains the Same” z 1976 roku „Whole Lotta Love” trwa blisko 15 minut. To jednak nic w porównaniu z obłędną wersją, jaką można znaleźć na wydanym w 2003 roku, trzypłytowym zestawie „How the West Was Won”, gdzie sięga dwudziestu trzech minut. Należy przy tym zaznaczyć, że w tym wypadku nie ma mowy o nudzie i niepotrzebnym udziwnianiu. Czuć energię, a także chemię, jaka się między kwartetem wytworzyła. Miłą niespodzianką są także wtręty innych kompozycji, płynnie przechodzących jedna w drugą, a mianowicie „Boogie Chillun” Johna Lee Hookera, „Let’s Have a Party” Elvisa Presleya i „Going Down Slown” St. Louisa Jimmy’ego i „Hello Mary Lou” Gene’a Pitney’a.
Z tym ostatnim utworem wiąże się dziwna sytuacja, ponieważ w reedycji „How the West Was Won” z 2018 roku, fragment ten został wycięty, przez co „Whole Lotta Love” uległa skróceniu do nieco ponad dwudziestu minut. Przyznam, że zupełnie nie rozumiem tej decyzji, ponieważ fragment ten dodatkowo nakręcał energię wspólnych improwizacji. Jeśli chodziło o względy finansowe i podział tantiem, to pozostaje jedynie smutno skonstatować, że kasa wygrała ze sztuką.
koniec
5 czerwca 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Permutacje na temat miłości
Sebastian Chosiński

17 VIII 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz kolejny (wschodnio)niemiecka orkiestra jazzowa Klausa Lenza.

więcej »
Fot. facebook.com/krupnioki

Zagraj to jeszcze raz Sam: Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

14 VIII 2019

Popularne utwory mają to do siebie, że są przetwarzane przez fanów na tysiące różnych, często nieoczywistych, sposobów. Dziś zajmiemy się taką sytuacją, która dotknęła song „Baranek” autorstwa Stanisława Staszewskiego.

więcej »

Non omnis moriar: Dwa w jednym – modern jazz i modern soul
Sebastian Chosiński

10 VIII 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj (wschodnio)niemiecka orkiestra jazzowa Klausa Lenza do spółki z Modern Soul Band.

więcej »

Polecamy

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To jest Gość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Black pop
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

O rajdowcu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Dwutakt: Led Zeppelin skończył się na Kill’Em All?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

Z tego cyklu

Strzelając z bombowca
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rozmowa dwóch stołków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 minut sacrum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Debeściaki bestii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Made in Heaven
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2014 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2012 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Florence + nie do końca sprawna machina
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

5 najlepszych płyt koncertowych 2011 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Pot i Kreff – Oni czasem wracają: Hej, Ahmet! Udało im się!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Olśniewający chaos
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dick byłby dumny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Todd McFarlane wielkim artystą jest!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Fujnie, że wróciła
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gdzie jest generał?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śmierć nie jest końcem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Kosmos taki wielki, a Avengers malutcy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.