Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Passport
‹Ataraxia›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAtaraxia
Wykonawca / KompozytorPassport
Data wydania1978
Wydawca Atlantic
NośnikWinyl
Czas trwania39:33
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Klaus Doldinger, Roy Louis, Hendrik Schaper, Dieter Petereit, Elmer Louis, Willy Ketzer, Guillermo Marchena
Utwory
Winyl1
1) Ataraxia, Part 102:56
2) Ataraxia, Part 205:24
3) Sky Blue04:38
4) Mandrake04:28
5) Reng Ding Dang Dong03:01
6) Loc-Motive04:17
7) The Secret05:06
8) Louisiana04:32
9) Alegria05:13
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Równowaga ducha w latynoskim słońcu

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz dziesiąty jazzrockowa formacja Passport Klausa Doldingera.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Równowaga ducha w latynoskim słońcu

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz dziesiąty jazzrockowa formacja Passport Klausa Doldingera.

Passport
‹Ataraxia›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAtaraxia
Wykonawca / KompozytorPassport
Data wydania1978
Wydawca Atlantic
NośnikWinyl
Czas trwania39:33
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Klaus Doldinger, Roy Louis, Hendrik Schaper, Dieter Petereit, Elmer Louis, Willy Ketzer, Guillermo Marchena
Utwory
Winyl1
1) Ataraxia, Part 102:56
2) Ataraxia, Part 205:24
3) Sky Blue04:38
4) Mandrake04:28
5) Reng Ding Dang Dong03:01
6) Loc-Motive04:17
7) The Secret05:06
8) Louisiana04:32
9) Alegria05:13
Wyszukaj / Kup
W 1977 roku, krótko po wydaniu „brazylijskiego” (częściowo bowiem nagranego w Rio de Janeiro) albumu „Iguaçu”, przeszedł do historii najbardziej znany, najbardziej twórczy i na pewno najbardziej jazzrockowy skład Passportu. Za jednym zamachem z zespołu odeszli muzycy, którzy ponad czterech lat – to jest od płyt „Hand Made” (1973) i „Looking Thru” (1973) – mieli bardzo istotny wpływ na jego oblicze. Klaus Doldinger rozstał się więc z klawiszowcem Kristianem Schultzem, gitarzystą basowym Wolfgangiem Schmidem oraz perkusistą Curtem Cressem (który jednak parę lat później powróci na stary pokład). Kogo przyjął na ich miejsce?
Na miejsce Kristiana w zespole pojawił się, urodzony w 1951 roku w Osnabrück (w Dolnej Saksonii), Hendrik Schaper, mający już całkiem spore doświadczenie na scenie krautrockowej. Od końca lat 60. XX wieku udzielał się on najpierw w formacji Trikolon („Cluster”, 1969), która następnie przeobraziła się w bardziej znany, ale wcale nie bardziej popularny Tetragon („Nature”, 1971). Wolfganga zastąpił z kolei młodziutki Dieter Petereit, który z równym zacięciem grywał jazz w triu Waltera Streratha („Fly to Brazil”, 1975) i postbopowej grupie Voices („Rediscover the Beautiful”, 1977), jak i rock symfoniczny w składzie „zremasterowanego” The New Triumvirat („Pompeii”, 1977). Zamiast Curta natomiast za bębnami zasiadł Willy Ketzer, rówieśnik Hendrika, pochodzący z Bad Kreuznach, uzdrowiskowego miasteczka w Nadrenii-Palatynacie, który dotąd niczym szczególnych pochwalić się nie mógł.
Oprócz wyżej wspomnianych skład uzupełnili jeszcze pojawiający się już na „Iguaçu” bracia Louisowie – gitarzysta Roy i perkusjonista Elmer, którzy na dodatek ściągnęli do studia swego krajana z Karaibów i jednocześnie kolegę z jazzrockowego zespołu Head, Heart & Hands – wokalistę i perkusjonistę Guillermo Marchenę (który zmarł w 1994 roku z powodu AIDS). Klaus Doldinger na miejsce nagrania nowego albumu wybrał studio Soundport, znajdujące się w niewielkim podmonachijskim miasteczku Isartal. Tym samym ostatecznie przypieczętował rozstanie z producentem Dieterem Dierksem, które w zasadzie nastąpiło już po „Infinity Machine” (1976); podobnie zresztą jak zakończenie współpracy z hamburskim studiem graficznym Petrusa Wandreya, odpowiadającym za, utrzymane w podobnej stylistyce, okładki płyt Passportu, począwszy od debiutu grupy w 1971 roku. Na obwolucie nowego krążka znalazła się litografia zatytułowana „Palm of My Hand” (1971) autorstwa Szweda Bengta Böckmanna, z którego usług Doldinger będzie w następnych latach korzystał jeszcze parę razy.
Nowe oblicze Passportu zostało zaprezentowane na, wydanym w 1978 roku, ósmym studyjnym longplayu „Ataraxia” (przynajmniej wydawca płyty się nie zmienił, wciąż pozostała nim amerykańska wytwórnia Atlantic), który jest kontynuacją drogi obranej rok wcześniej na „Iguaçu”. Tytuł wydawnictwa jest znaczący; pod wywodzącym się z filozofii starożytnej Grecji, wprowadzonym przez Demokryta z trackiej Abdery, pojęciem „ataraksja” skrywa się bowiem równowaga ducha, wyzbycie się nadmiernych pragnień (a więc chyba także ambicji), jak również lęku przed śmiercią i cierpieniem. Jak to zinterpretować? Być może w ten sposób, że dla Doldingera zakończył się definitywnie okres artystycznych poszukiwań, przecierania nowych szlaków, a zaczął czas – niezbyt ładnie to zabrzmi – błogiego lenistwa i odcinania kuponów od dotychczasowej sławy. Tyle że wszystkim muzykom życzylibyśmy takiej aktywnej „emerytury” (która zresztą trwa do dzisiaj).
Żebyśmy jednak dobrze się zrozumieli: „Ataraxia” wcale nie jest złą płytą. Mniej więcej połowa jej materiału jest, jak zawsze, rewelacyjna, a pozostała jego część – choć miejscami daleka od tego, co zespół grał na początku kariery, jakościowo prezentuje się powyżej średniej. Podstawowa zmiana, jaka dokonała się w porównaniu z poprzednimi albumami, to jeszcze większe wyeksponowanie instrumentów klawiszowych kosztem dętych. Płytę otwiera dwuczęściowa kompozycja tytułowa, którą akurat należy zaliczyć do najmocniejszych punktów wydawnictwa. Część pierwsza jest bardzo nastrojowa, a główne role odgrywają w niej syntezator Mooga i saksofon; druga robi jeszcze lepsze wrażenie, głównie dzięki rozmachowi aranżacyjnemu oraz pięknemu, melodyjnemu i eterycznemu motywowi przewodniemu, który rozwijany jest przez kolejne instrumenty solowe. Całość wieńczy porywająca improwizacja saksofonowa lidera, która przywodzi na myśl Passport z połowy lat 70. To jazzrockowy artyzm w najczystszej postaci!
W podobnym tonie – stonowanego fusion – utrzymany jest także „Sky Blue”. Mimo narzuconej odgórnie delikatności, numer ten doskonale się rozkręca, a jego ukoronowaniem jest rozbudowana partia solowa syntezatora, która w końcowej fazie przechodzi w dialog z fortepianem elektrycznym. Co nieco od siebie dorzuca tu jeszcze gitarzysta, choć ani na moment nie opuszcza on drugiego planu, godząc się na rolę przystawki do głównego dania. Ale czy kiedyś w twórczości Passportu było inaczej? W czwartym na liście „Mandrake” zmienia się niemal wszystko; nawiązując do stylistyki wypracowanej przy okazji nagrywania „Iguaçu”, zespół wprowadza elementy muzyki latynoamerykańskiej – z miejsca robi się skocznie i radośnie, przebojowo i wakacyjnie. W stronę world music zmierza również „Reng Ding Dang Dong”, chociaż tu akurat Doldinger rygorystycznie dba o to, aby nie oderwać się od jazzowych korzeni. Co może wydawać się o tyle zaskakująco, że praktycznie cała kompozycja oparta jest na gęstych, zapętlonych dźwiękach klawiszy (nie saksofonu).
Jeśli zamykające stronę A longplaya „Mandrake” i „Reng Ding Dang Dong” były dla słuchacza zaskoczeniem, to przy otwierającym stronę B „Loco-Motive” mógł on przeżyć lekki szok. I nie chodzi wcale o wplecione w ten utwór dźwięki naśladujące sygnał pociągu, lecz aranżacyjne nawiązania do disco i easy listening. Choć akurat partie fletu i saksofonu wypadają całkiem przyzwoicie. „The Secret” to swoista kontynuacja „Ataraxii” i „Sky Blue” – ponownie mamy tu do czynienia z nastrojowym jazz-rockiem, w którym jednak na pierwszym miejscu stawiana jest wpadająca w ucho melodia, a nie rockowa motoryka. „Louisianie” natomiast ton przez cały czas nadaje saksofon Doldingera. Ale nie oznacza to wcale płomiennej improwizacji, zahaczającej o free (co zdarzało się Klausowi wcześniej); jest dokładnie na odwrót – słuchając go, mamy raczej ochotę wskoczyć do łóżka i zanurzyć się w pościel.
Na zamknięcie płyty – co można uznać za artystyczną deklarację (i jednocześnie zapowiedź tego, co czeka wielbicieli Passportu w przyszłości) – lider wybrał „Alegrię” (nie „alergię”!), roztańczoną, radosną latynoamerykańską kompozycję, w której do podstawowego składu zespołu dołącza gość specjalny, czyli Guillermo Marchena. To jego wokalizy słyszymy na dalekim planie w początkowej i końcowej części utworu; to on także w pewnym momencie prowadzi perkusyjny dialog z Elmerem Louisem. Wielbiciele muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej na pewno byli ukontentowani; ci, którzy po cichu marzyli o powrocie Doldingera do ambitnych czasów „Second Passport” (1972), zapewne przeżyli duże rozczarowanie. Jednego jednak muzyce zawartej na „Ataraxii” zarzucić na pewno nie można – braku aranżacyjnego profesjonalizmu i wykonawczego mistrzostwa. Czy dzięki temu Doldinger osiągnął wreszcie – po prawie dekadzie poszukiwań – równowagę ducha?
koniec
6 lipca 2019
Skład:
Klaus Doldinger – saksofon sopranowy, saksofon tenorowy, organy RMI, syntezator Mooga, mellotron, flet, muzyka
Roy Louis – gitara elektryczna
Hendrik Schaper – fortepian elektryczny, organy Roland
Dieter Petereit – gitara basowa
Elmer Louis – instrumenty perkusyjne
Willy Ketzer – perkusja
Gościnnie:
Guillermo Marchena – instrumenty perkusyjne (9), wokaliza (9)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

A pamiętacie…: Całuski dla mnie
Wojciech Gołąbowski

17 XI 2019

Brytyjską piosenkę „Save Your Kisses for Me”, która w 1976 roku wygrała konkurs Eurowizji, coverowało następnie ok. 40 artystów. Co się stało z zespołem Brotherhood Of Man, który ją skomponował i wykonał?

więcej »

Non omnis moriar: Jazzmani w Pałacu
Sebastian Chosiński

16 XI 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz drugi (i ostatni) jazzrockowy Kwintet Günthera Fischera z towarzyszeniem wokalistki Uschi Brüning.

więcej »

Słuchaj i patrz: Uzbierane
Beatrycze Nowicka

13 XI 2019

Czas mija i szczęśliwie uzbierałam garść ciekawych teledysków, którymi mogę się podzielić w kolejnej części „Słuchaj i patrz”. Będzie różnorodnie, zarówno pod względem muzycznym, jak i wizualnym.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.