Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Zagraj to jeszcze raz Sam: Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą

Esensja.pl
Esensja.pl
Jaki jest najbardziej obciachowy zespół w historii, którego utwory wszyscy znają i choć się do tego nie przyznają, bardzo lubią? Oczywiście Modern Talking z nieśmiertelnym „You’re My Heart, You’re My Soul”.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą

Jaki jest najbardziej obciachowy zespół w historii, którego utwory wszyscy znają i choć się do tego nie przyznają, bardzo lubią? Oczywiście Modern Talking z nieśmiertelnym „You’re My Heart, You’re My Soul”.
Niegdyś kabaret Paranienormalni miał skecz, gdzie pojawiła się teoria, że Modern Talking to zespół, który ma jeden refren, ale zwrotki dla każdego brzmią inaczej. Bo jak numer leci i zaczyna się śpiewać, to chór intonuje: „you’re my heart, you’re my soul”, lecz potem znajomość tekstu nie jest już taka oczywista i wygląda mniej więcej tak: „na nuna na na na na” (najczęściej wymruczane). Ale oczywiście do momentu, kiedy znów można zakrzyknąć gromko: „you’re my heart, you’re my soul”.
Dla wielu fanów twórczości przystojnych chłopców z Modern Talking być może wciąż sporym zaskoczeniem będzie fakt, że jest to niemiecki duet. A jeszcze większym szokiem fakt, że został założony w odległym, 1984 roku. Tak, to już tyle lat minęło! W międzyczasie panowie zdążyli się rozpaść, a także powrócić. Miało to miejsce w roku 1998 i związane było z… odnowioną wersją „You’re My Heart, You’re My Soul”. Ponowne rozstanie nastąpiło w 2003 roku. O ile Dieter Bohlen (ten blondyn) realizuje się głównie na rynku niemieckim, to Thomas Anders (brunet) wciąż bazuje na legendzie Modern Talking, objeżdżając festiwale (głównie w Europie Wschodniej, nie omieszkując omijać Polski, gdzie prezentowany jest jako gwiazda światowego formatu) i pojawia się w takich programach, jak „Jaka to melodia?”, gdzie oczywiście „śpiewa” z playbacku.
Z tego też powodu lepiej sięgnąć po twórczość muzyków, którzy zawsze występują na żywo. Często w składzie poszerzonym o Chór Armii Czerwonej. Mówię tu o Finach z Leningrad Cowboys, zespole, który miał być wygłupem, stworzonym na potrzeby komedii „Leningrad Cowboys Go America” z 1989, a który przeistoczył się w jeden z najbardziej barwnych muzycznych konglomeratów z kraju Świętego Mikołaja. Choć jest on znany głównie ze swojego image’u, czyli spiczastych fryzur, przyciasnych garniturów i butów z imponującymi czubami, to jednak nie należy zapominać o tym, że mamy do czynienia z bardzo sprawnymi muzykami.
Połączenie scenicznego doświadczenia z pomysłowością i dowcipem bardzo dobrze widać w przeróbce „You’re My Heart, You’re My Soul”. Z kawałka disco, mocno zakorzenionego w latach 80., zrobili rasowy, metalowy numer o thrashowych zwrotkach i stadionowym refrenie. Można go znaleźć na albumie „Zombie’s Paradise” z 2006 roku, który ujawnił właśnie taką ostrzejszą twarz Finów. Jak dla mnie rewelacja, zwłaszcza, że do momentu wejścia refrenu wcale nie wiemy z jakim coverem obcujemy.
koniec
17 lipca 2019

Komentarze

17 VII 2019   20:41:36

Do Modern Talking szalałem na dyskotekach w podstawówce i co by o nich nie powiedzieć (bo kiczowaci byli strasznie) to jednak była w tym jakaś szczerość, zero udawania. Dla mnie o wiele większym obciachem były i są różnego rodzaju boysbandy w stylu Backstreet Boys czy obecnie BTS, bo to jest ordynarne żerowanie na dojrzewających nastolatkach, które z reguły nawet nie podejrzewają, że za ich ślicznymi chłopcami stoi jakiś brzuchaty wujo przeliczający kasę i jak wujo skinie, tak chłopcy grają. A kower zacny, z pomysłem.

18 VII 2019   00:28:29

Aż do dzisiaj byłam nieświadoma czegoś takieog, jak BTS, chociaż słuchjąc sobie pierwszej z brzegu piosenki stwierdzam, że wiele nie traciłam.
Co do boysbandów, jakoś sama nie byłam ich fanką, ale pamiętam koleżanki z podstawówki i powiem, że wspominając rozważania koleżanki o klacie Claya Coopera z Worlds Apart dodam, że raczej to nie o muzykę tudzież szczerość przekazu tu chodziło ;P

18 VII 2019   08:14:33

W Dużym Formacje dawno temu był długi, interesujący artykuł o zapleczu kreowania tych zespołów: zawsze jeden z chłopców musi być "buntownikiem" (najlepiej ciemne włosy, zaczesane na oko) a inny "księciem z bajki" (zwykle blondyn, a już na pewno najbardziej urodziwy i najczęściej się uśmiechający z całej ekipy), jakie mają mieć "zainteresowania" i "plany na przyszłość", całe sztuczne życiorysy niemalże.

18 VII 2019   14:22:14

Artykułu nie czytałam, ale te informacje o dobieraniu ich "pod szablon" znam. Zapewne chodziło o to, żeby mniej więcej zapełnić "pulę preferencji" nastolatek.
(a, miało być Cal Cooper, nie Clay, swoją drogą nawet nie wiem, co się z nimi potem stało)

26 VII 2019   13:32:35

Najbardziej wpływowym boys bandem w historii byli The Sex Pistols, wykreowani przez Malcolma Mac Larena. Tyle że tam nie było księcia, bo wszyscy chłopcy byli kreowani na buntowników. Co najbardziej zaskakujące chłopcom udało się nagrać jeden z najważniejszych i najlepszych albumów w historii rocka.

27 VII 2019   00:15:54

Jedynym rzeczywiście wykreowanym był "basista" Sic Vicious. Jasne, Mac Laren próbował nimi rządzić i później wielokrotnie przekonywał, ze to mu się udało, ale bądźmy szczerzy: Johnny Rotten od początku robił po prostu to na co miał ochotę. Swoją drogą Lydon to rzadki przypadek: inteligentny buntownik. A w tym, że Sex Pistols nagrali świetny album nie ma nic zaskakującego, po prostu znali się na swojej robocie.

27 VII 2019   00:18:39

Oczywiście Sid, nie Sic. Choć Sick to on właściwie był.

29 VII 2019   14:12:48

O składzie zespołu decydował Mac Laren, a kryterium doboru był głównie wygląd i wyzywający sposób bycia. Rotten też dostał się do kapeli, bo miał odpowiedni image.
To że Paul Cook, Glen Matlock i Steve Jones mieli oprócz tego muzyczny talent, zaś szydercze pienia Rottena do tego pasowały było jak los wygrany na loterii. Sex Pistols nie wymyślili prochu, bo podobnie grali wcześniej New York Dolls, Ramones i The Stooges. Ale to Sex Pistols zrobili z tego prochu bombę, a potem ją zdetonowali. Gdyby nie nos ich managera, mogliby zostać jedną z zapomnianych, anonimowych kapel...

29 VII 2019   21:28:26

Z całej tej punkowej rozróby po latach najlepiej wypadają The Clash, a dzięki temu, że punk szybko zamienił się w postpunk dostaliśmy grupy w rodzaju Joy Division. Dziś taka rewolucja w muzyce chyba nie jest możliwa, a przydałaby się.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pot i Kreff: Dwadzieścia sześć minut orgazmu
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

16 X 2019

Kiedyś to były koncerty. Zespoły jak się rozkręciły, to potrafiły wokół jednego utworu improwizować nawet po pół godziny. Wydawało się, że te czasy bezpowrotnie minęły. Nic bardziej mylnego, czego dowodzi formacja Greta Van Fleet.

więcej »

Non omnis moriar: Kuriozum jazzowej improwizacji
Sebastian Chosiński

12 X 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pełnowymiarowy longplay zawierający różne wcielenia Ernsta-Ludwiga Petrowsky’ego.

więcej »

Zanim zagrał to Sam: Zajada daktyla i buja w obłokach
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

11 X 2019

Założę się, że nie tylko ja, mniej więcej od listopada 2017 roku, zastanawiałem się, kim był Abduł Bey z piosenki formacji Jazz-Band Młynarski-Masecki.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Pot i Kreff: Dwadzieścia sześć minut orgazmu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ms Marvel i trójkąt miłosny nastolatków w kosmosie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zanim zagrał to Sam: Zajada daktyla i buja w obłokach
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Conan: Conan i latające miecze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Conan: Conan Krool
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Odraza i komizm, czyli 10 razy Sid Haig
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Conan: Conan jeszcze nie król
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Game over, man, game over!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Dużo szumu i do domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W stroju Pająka i bez
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.