Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Friedhelm Schönfeld

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFriedhelm Schönfeld
Wykonawca / KompozytorFriedhelm Schönfeld
Data wydania1978
Wydawca Amiga
NośnikWinyl
Czas trwania42:45
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Friedhelm Schönfeld, Aladár Pege, Dieter Keitel, Wolfgang Weber
Utwory
Winyl1
1) Heimweh10:56
2) Solmas04:39
3) Achterbahn07:02
4) Für Gipsy20:08
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Węgierski Paganini w Berlinie Wschodnim

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pełnowymiarowy longplay tria Friedhelma Schönfelda.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Węgierski Paganini w Berlinie Wschodnim

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pełnowymiarowy longplay tria Friedhelma Schönfelda.

Friedhelm Schönfeld

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFriedhelm Schönfeld
Wykonawca / KompozytorFriedhelm Schönfeld
Data wydania1978
Wydawca Amiga
NośnikWinyl
Czas trwania42:45
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Friedhelm Schönfeld, Aladár Pege, Dieter Keitel, Wolfgang Weber
Utwory
Winyl1
1) Heimweh10:56
2) Solmas04:39
3) Achterbahn07:02
4) Für Gipsy20:08
Wyszukaj / Kup
O wschodnioniemieckim saksofoniście, klarneciście i fleciście Friedhelmie Schönfeldzie była już mowa w tej rubryce – przy okazji prezentowanego cztery tygodnie temu longplaya „Jazz”, który jego trio dzieliło na pół z Kwintetem Huberta Katzenbeiera. Nie był to oczywiście płytowy debiut tego artysty, ale za to jego pierwszy album, który zawierał muzykę freejazzową. I jej właśnie Schönfeld pozostał wierny także w kolejnych latach, a przynajmniej do końca dekady. Choć, co niestety było przypadłością rynku enerdowskiego, muzyk nie rozpieszczał słuchaczy nowymi produktami. Dopiero po pięciu latach ukazały się dwa winylowe krążki, w powstaniu których brał udział. Były to „Number Six (Two Compositions for Improvisers)” (1978) oktetu Hansa Rempela oraz solowy „Friedhelm Schönfeld”. Dzisiaj zajmiemy się tym drugim.
Schönfeld – jako lider – lubił kameralne składy. Najchętniej stał na czele tria. W tym pierwszym, z początku lat 70., grali obok niego kontrabasista Klaus Koch (1936-2000) oraz perkusista Günter Sommer. Później zaprosił do współpracy pianistę Reinharda Waltera i bębniarza Dietera Keitla (z którymi dokonał jedynie nagrań radiowych), w końcu sięgnął po – mieszkającego w tamtym czasie w Berlinie i w miarę swobodnie przemieszczającego się pomiędzy wschodnią i zachodnią częścią miasta – węgierskiego kontrabasistę Aladára Pege, który zastąpił Waltera. To z tą dwójką spędził cztery ostatnie dni stycznia 1978 roku w studiu nagraniowym wytwórni Amiga i zarejestrował materiał, który parę miesięcy później ukazał się na albumie zatytułowanym po prostu „Friedhelm Schönfeld” (trzeba przyznać, że enerdowscy jazzmani kompletnie nie mieli polotu w wymyślaniu atrakcyjnych szyldów dla swoich dzieł).
Dieter Keitel karierę zaczął w latach 60. XX wieku, ale niczego nadzwyczajnego nie osiągnął; gdy przyłączał się do Schönfelda do swego curriculum vitae mógł dołączyć co najwyżej nagrania zrealizowane z Orchester Schwarz-Weiß. Za to Pege… tak, ten był już na Węgrzech legendą. Urodził się w Budapeszcie w 1939 roku i tam też zmarł trzynaście lat temu. Najpierw uczył się w szkole muzycznej w Miszkolcu, a następnie studiował w budapesztańskiej Akademii Muzycznej, którą ukończył jako trzydziestolatek. W tym czasie założył swój pierwszy kwartet jazzowy. Nie był jednak zadowolony z rozwoju swojej kariery w ojczyźnie i w połowie lat 70. przeniósł się na trzy lata do Berlina. Tam na propozycje pracy narzekać nie mógł. I zresztą trudno się temu dziwić, skoro krytycy nierzadko nazywali go „Paganinim kontrabasu”. W 1978 roku wrócił jednak do Budapesztu, otrzymał bowiem posadę wykładowcy w akademii, którą wcześniej ukończył.
Poświęcenie się pracy pedagogicznej nie oznaczało jednak wcale zaprzestania muzykowania – i to na światowym poziomie. W latach 80. z jego usług korzystał bowiem między innymi klawiszowiec Herbie Hancock. Trzeba więc przyznać, że Schönfeldowi trafił się – trochę przypadkiem – prawdziwy skarb. Bez udziału Węgra ten album nie byłby aż tak dobry. Choć nie zmienia to faktu, że mógł być jeszcze lepszy. Na longplay trafiły cztery improwizowane kompozycje, z których jedna wypełniła całą stronę B. Jak widać, trio – w tym konkretnym przypadku za sprawą wiolonczelisty Wolfganga Webera poszerzone jednak do rozmiarów kwartetu – miało spory rozmach. A że nie zawsze potrafiło wypełnić rozbudowaną formę odpowiednio atrakcyjną treścią – mogło wynikać z, mimo wszystko, niewielkiego doświadczenia lidera na polu free jazzu. Słychać to wyraźnie właśnie w dwudziestominutowym „Für Gipsy”, w którym fragmenty świetne przeplatane są nie do końca przemyślanymi.
Zaczniemy jednak – po bożemu – od strony A albumu, na którą trafiły trzy utwory. Prawie jedenastominutowy, a więc również niczego sobie, „Heimweh” znaczony jest przede wszystkim dynamicznymi, ale jednocześnie melodyjnymi popisami lidera grającego na saksofonie tenorowym, którego brzmienie idealnie wpisuje się w nieco niepokojący klimat kompozycji. Po pierwszym przesileniu do głosu dochodzi Aladár Pege, który wykorzystuje daną mu szansę i udowadnia, że porównania do Paganiniego, aczkolwiek odrobinę przesadzone, mają w sobie jednak ziarno prawdy. Węgier gra wirtuozersko, a swój warsztat wzbogaca jeszcze o partię smyczkową. Onieśmielony jego artyzmem Schönfeld powraca nieśmiało i dopiero po paru minutach odzyskuje wigor i szlachetność. Akurat w takiej chwili, by mocnym akcentem spuentować całość. W przeuroczym „Solmas” Friedhelm sięga natomiast po flet, z jednej strony grając bardzo klasycznie (w stylu holenderskiego mistrza Chrisa Hinzego czy Polaka Krzysztofa Zgrai), z drugiej – serwując słuchaczom prawdziwie freejazzową „ścieżkę zdrowia”. Jak się okazuje, nawet tak delikatny instrument może posłużyć do budowania nad wyraz dramatycznej narracji.
W „Achterbahn” ponownie mamy do czynienia z energetyczną improwizacją, chociaż – to wrażenie bywa czasami dojmujące – Schönfeld zdaje się grać na pół gwizdka, jakby czuł się skrępowany, bał się zrobić odważniejszy krok. Nie ma w nim tej swobody, jaka cechowała wcześniejsze o dekadę nagrania Johna Coltrane’a czy Ornette’a Colemana. To samo odczucie wywołuje wspomniane już „Für Gipsy”, które zaczyna się wspaniale – od przepięknej ilustracyjnej partii fletu (i dobiegającymi z oddali dźwiękami wiolonczeli Wolfganga Webera). Z czasem numer ten znacząco ewoluuje – rockowa perkusja miesza się z pełnym szaleństwa popisem na dęciaku, który w końcowej fazie przechodzi w… krzyki. To jednak dopiero połowa utworu. Ta ciekawsza. Później zespół jakby traci koncept, kolejne wątki są rwane – i chociaż nic szczególnego zarzucić im nie można, to mimo wszystko wywołują wrażenie nadmiernie chaotycznych. Ostatnie minuty płyty pozostawiają więc słuchacza nieco zdezorientowanego i – co by nie mówić – psują obraz całości. Żal jest tym większy, że otwarcie „Für Gipsy” obiecywało więcej. Znacznie więcej!
koniec
5 października 2019
Składy:
Friedhelm Schönfeld – saksofon tenorowy, flet, klarnet altowy
Aladár Pege – kontrabas
Dieter Keitel – perkusja, instrumenty perkusyjne

gościnnie:
Wolfgang Weber – wiolonczela (4)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pot i Kreff: Dwadzieścia sześć minut orgazmu
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

16 X 2019

Kiedyś to były koncerty. Zespoły jak się rozkręciły, to potrafiły wokół jednego utworu improwizować nawet po pół godziny. Wydawało się, że te czasy bezpowrotnie minęły. Nic bardziej mylnego, czego dowodzi formacja Greta Van Fleet.

więcej »

Non omnis moriar: Kuriozum jazzowej improwizacji
Sebastian Chosiński

12 X 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pełnowymiarowy longplay zawierający różne wcielenia Ernsta-Ludwiga Petrowsky’ego.

więcej »

Zanim zagrał to Sam: Zajada daktyla i buja w obłokach
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

11 X 2019

Założę się, że nie tylko ja, mniej więcej od listopada 2017 roku, zastanawiałem się, kim był Abduł Bey z piosenki formacji Jazz-Band Młynarski-Masecki.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.