Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Słuchaj i patrz: Garstka na Nowy Rok

Esensja.pl
Esensja.pl
Czyli kilka kolejnych teledysków, które z różnych powodów lubię lub zapamiętałam. Z noworocznymi życzeniami wszystkiego dobrego.

Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Garstka na Nowy Rok

Czyli kilka kolejnych teledysków, które z różnych powodów lubię lub zapamiętałam. Z noworocznymi życzeniami wszystkiego dobrego.
Jeśli chodzi o polskie wokalistki, to z tych, debiutujących po coraz odleglejszych już czasach moich lat nastoletnich (czyli po latach 90tych) najbardziej cenię Melę Koteluk za autorskie teksty, muzykę i ogólnie to, że ma coś do powiedzenia, zamiast sprzedawania mizernego, tłuczonego od szablonu popu. Tym razem jednak prezentuję teledysk do utworu, w którym występuje ona gościnnie, czyli do „Katarakty” – podoba mi się koncepcja wizualna w pierwszej części klipu, tego w klimatach post-apo.
Lana del Rey wykreowała swój image konsekwentnie i się go trzyma, zarówno jeśli chodzi o muzykę, jak i – że tak to ujmę – aspekt wizualny. Klip do „Burning desire”, będący też reklamą samochodu, zgrabnie wpisano w stylistykę snu o retro Ameryce. Doceniam elegancję realizacji, umiejętne operowanie kolorem i motywami oraz samą Lanę, przywodzącą na myśl gwiazdy złotej ery Hollywood. Dodam też, że teledysk kojarzy mi się także z obrazem amerykańskiego artysty Edwarda Hoppera pt. „New York movie”.
Czas na coś – dla mnie przynajmniej dziwnego, czyli klip nakręcony przez cenionego reżysera filmów pełnometrażowych Tarika Saleha do piosenki „I follow rivers” szwedzkiej piosenkarki Lykke Li. Dziwnego dlatego, że obraz zdaje się nie korespondować z treścią (choć przez to przydaje utworowi dużo bardziej mrocznego klimatu). Muzycznie i tekstowo „I follow…” wydaje mi się utworem w sam raz do klubu, tymczasem film jest niepokojący. Desperacka ucieczka mężczyzny przed kobietą w czerni sprawiła, że ta druga postać skojarzyła mi się z metaforą śmierci. Choć to tylko mój odbiór.
Piosenkę „Koń na białym rycerzu” zespołu „Nocny kochanek” najpierw poznałam dzięki przezabawnemu „nagraniu z koncertu (wielkie brawa dla człoweka w kostiumie!). Oficjalny klip okazał się całkiem ładnie przemyślany i narysowany – zwłaszcza podobają mi się i śmieszą zdjęcia-pocztówki z królewną i koniem na samym końcu:
Przy okazji dodam, że to nie pierwsza polska piosenka na temat królewny w czekającej w wieży. Jeśli ktoś ciekaw, zachęcam do posłuchania „Roszpunki”.
Zwykle w odcinkach „grupowych” starałam się dopełnić liczbę prezentowanych klipów do pięciu. Tym razem jednak nie miałam pomysłów, niemniej zdecydowałam się zaprezentować jeszcze jeden klip, raczej dla przedstawienia zespołu Blackbriar niż jako szczególnie ciekawy teledysk. Niemniej, wideo ma swoje zalety. Nie jest sztampowe. Widać, że budżet mieli niski, ale przynajmniej pomysł był, a i wokalistka na tyle charyzmatyczna, że potrafi przykuć uwagę widza.
koniec
1 stycznia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fot. secondhandsongs.com

A pamiętacie…: Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
Wojciech Gołąbowski

3 III 2021

Nik Kershaw unika opowiadania o czasach swojej świetności – uważa, że nie był wtedy wystarczająco interesujący. Niemniej rok 1984 z trzema hitami w czołowej piątce (pięcioma w czołowej dwudziestce) brytyjskiej listy przebojów sprawił, że stał się wystarczająco znany.

więcej »

Nie przegap: Luty 2021
Esensja

28 II 2021

Lutowe mrozy nie przeszkodziły nam w pisaniu recenzji.

więcej »

Non omnis moriar: Niech was nie zmiecie fala
Sebastian Chosiński

27 II 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi album solowy francuskiego pianisty jazzrockowego Benoît Widemanna.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Stara miłość i najnowsze odkrycia
— Beatrycze Nowicka

Weź głęboki oddech
— Beatrycze Nowicka

Koniec dzieciństwa
— Beatrycze Nowicka

Uzbierane
— Beatrycze Nowicka

Rozmaitości ciąg dalszy
— Beatrycze Nowicka

Myślą, że nie dzieje się nic
— Beatrycze Nowicka

Z przymrużeniem oka
— Beatrycze Nowicka

Rozmaitości
— Beatrycze Nowicka

Szarpnąć strunę
— Beatrycze Nowicka

Dzieci Buki
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Mnich i rycerze na tropie zbrodni
— Beatrycze Nowicka

Poczytajmy o ogrodach
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie: Mechaniczne żurawie
— Beatrycze Nowicka

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy
— Agnieszka Hałas, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Trochę barw
— Beatrycze Nowicka

Questy poboczne
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko na Święta
— Beatrycze Nowicka

Rozsypane złotka
— Beatrycze Nowicka

W trybach wojny
— Beatrycze Nowicka

Tęczowa teologia sukcesu
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.