Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

30 najlepszych płyt 2019 roku

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
Czas na tradycyjne, esensyjne podsumowanie roku w muzyce. Prezentowane poniżej 30 albumów świadczy o tym, że 2019 rok był wyjątkowo udany.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

30 najlepszych płyt 2019 roku

Czas na tradycyjne, esensyjne podsumowanie roku w muzyce. Prezentowane poniżej 30 albumów świadczy o tym, że 2019 rok był wyjątkowo udany.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
30. Cherry Glazerr „Stuffed and Ready”
Trio z Los Angeles prochu nie odkrywa, ale i nie o to chodzi. W rockowym świecie zdominowanym przez mężczyzn, kobiecy głos na tle przesterowanych gitar, stanowi miłą odmianę. Może i to prawda, że obecnie w muzyce Cherry Glazerr jest mniej brudu, niż w początkach kariery, niemniej nie znaczy to, że nagle zaczął grać pop. To wciąż ten sam buńczuczny indie, wykrzyczany do mikrofonu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
29. Coldplay „Everyday Life”
Bardzo kolorowa płyta, ale w zupełnie innym stylu, niż przesłodzony „Mylo Xyloto”. Tu chodzi o szerokie spektrum inspiracji – od tradycyjnego popu, po etniczną muzykę hinduską. Nie układa się to może w równie przemyślaną całość, co „Viva la Vida or Death and All His Friends”, ale nie da się ukryć, że od jej premiery ekipa Chrisa Martina nie nagrała nic równie przyjemnego. „Everyday Life” przełamuje ten impas. Co prawda nie bardzo rozumiem koncept dzielenia albumu na dwie płyty, skoro całość spokojnie zmieściłaby się na jednej, ale niech i tak będzie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
28. Monomyth „Orbis Quadrantis”
Holenderski kwintet po raz kolejny udowodnił, że zgrabnie potrafi czerpać z tradycji rocka psychodelicznego, space rocka i krautrocka, tworząc własny styl. Nie zaszkodziła mu nawet zmiana gitarzysty. „Orbis Quadrantis” to instrumentalna opowieść o czterech wiatrach (północnym, wschodnim, południowym i łagodnym – zachodnim), która przybrała formę rozbudowanych, wielowątkowych, trwających średnio po 9 minut, kompozycji. Moimi faworytami są wiatr północny („Aquilo”), dzięki pinkfloydowej końcówce i zbudowany na motorycznej zagrywce motyw wiatru wschodniego („Eurus”). Ale warto zapoznać się z całością.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
27. Lana Del Rey „Norman Fucking Rockwell”
To najlepsza płyta Lany Del Rey od czasu multiplatynowego debiutu „Born to Die” z 2012 roku (oczywiście debiutu jej wizerunku scenicznego, bo wcześniej nagrała jeden album jako Lizzy Grant). I nawet nie chodzi o przebojowość, bo drugiego „Video-Games” tu nie uświadczymy. Chodzi o ogólne wrażenie. Bazując na tym samym sentymencie do klimatów retro i operując firmowy zblazowanym, ale uwodzicielskim głosem, wokalistka ponownie pokazała się jako artystka, która chce coś przekazać, a nie jako produkt dobrze naoliwionej maszyny promocyjnej.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
26. Voo Voo „Za niebawem”
Tym razem Wojciech Waglewski z zespołem zapuścili się w jazzowe rejony. Sporo tu wolno rozkręcających się, improwizowanych fragmentów, ale jednocześnie luzu. Twórcy wiedzą, że nic nie muszą i grają głównie dla własnej przyjemności. A, że przy tym i słuchacz ma masę frajdy, to tylko plus dla nich. Do tego dochodzą nieodłączne w przypadka Wagla mądre teksty, celnie punktujące otaczający nas świat (za wersy z utworu „Nocą”, typu „omijaj odchody psie / się źle po tym chodzi / ale kogo to obchodzi”, czy „dobrze, że minęła pora / na szacunek dla telewizora” powinien otrzymać jakąś osobną nagrodę).
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
25. Leonard Cohen „Thanks for the Dance”
Pierwsza pośmiertna płyta Leonarda Cohena to coś więcej, niż wygrzebane odrzuty z archiwum wytwórni płytowej. Mistrz intensywnie pracował nad tymi utworami jeszcze w czasie nagrywania swojej ostatniej płyty „You Want it Darker”. Choć nie da się ukryć, że to właśnie tam znalazły się najlepsze songi, to jednak obok „Thanks for the Dance” nie sposób przejść obojętnie. Zwłaszcza, kiedy widzi się tytuł płyty, nawiązujący do największego przeboju Cohena.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
24. Iggy Pop „Free”
Czy naprawdę był ktoś, kto uwierzył deklaracjom Iggy′ego Popa po wydaniu poprzedniej, rewelacyjnej płyty „Post Pop Depression”, że będzie ona ostatnią w jego dorobku? Ja też nie. I oto pojawił się „Free”, album, który udowadnia, że w przypadku tego wokalisty mamy do czynienia z prawdziwym kameleonem sceny. Po surowym, gitarowym graniu, przyszedł czas na zmianę stylistyki, na bardziej wyciszoną i wysmakowaną. Czuć to już w singlowym „James Bond”. Niemniej to wciąż stary, dobry Iggy, który potrafi swoim niskim głosem rozmiękczać serca mężczyznom, a kobietom sprawiać, że uginają się pod nimi kolana.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
23. Pidżama Porno „Sprzedawca jutra”
Wielki powrót Pidżamy Porno. Choć nie wszystkie numery na „Sprzedawcy jutra” są równie błyskotliwe, jak singlowe „Hokejowy zamek”, czy „Pomocy!”, to jednak trzeba przyznać, że czuć, iż nie mamy do czynienia z sentymentalnym powrotem, a artystyczną potrzebą powiedzenia czegoś ważnego. Ostatni raz Grabaż miał w sobie tyle wewnętrznego buntu na otaczającą rzeczywistość, kiedy nagrywał „Dodekafonię” ze Strachami Na Lachy. I choć nie znajdziemy tu równie nośnego refrenu, jak „Żyję w kraju”, to jednak wersy, typu „przykro mi, kiedy widzę / kotwicę na bejsbolach”, karzą nam się zastanowić nad drogą, którą podążamy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
22. Mgła „Age of Excuse”
Mgła konsekwentnie kroczy ciemną doliną black metalu, nie biorąc po drodze jeńców. Jej twórczość to jeden z tych przypadków, kiedy szatkowanie dźwiękiem faktycznie można uznać za prawdziwe dzieło sztuki. Wśród chóru zwolenników albumu pojawiły się jednak pojedyncze głosy lekkiego rozczarowania, że zespół nie modyfikuje swojej formuły, że wbrew pozorom „Age of Excuse” to album zachowawczy itp. Być może tak jest, niemniej mistrzów w swoim fachu zawsze miło posłuchać.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
21. Żywiołak „Wendzki sznyt”
„Wendzki sznyt” to bodajże najtrudniejsza w odbiorze płyta Żywiołaka. Grupa przystępując do jej nagrywania postawiła sobie chyba za punkt honoru nie nagrywać czegokolwiek, co by miało, parafrazując tytuł, sznyt przebojowości. Zamiast tego otrzymaliśmy jeszcze więcej mrocznego klimatu, który sprawia, że niektórych momentów albumu słucha się niemal jak pogańskiego misterium. Ekipa Roberta Jaworskiego w większym stopniu niż dotychczas postawiła na wpływy folkowe, odrzucając obecne dotąd w jej twórczość elementy elektroniki, czy odwołania do punk rocka. Z jednej strony trochę żałuję, bo lubiłem tę unikatową mieszankę starego z nowym, niemniej sięganie do słowiańskości, opisanej choćby przez Oskara Kolberga, robi nie mniejsze wrażenie.
1 2 3 »

Komentarze

29 I 2020   22:23:30

Najsłabsze moim zdaniem w całej dyskografii albumy Cave'a i Tool'a za wysoko na liście. Darkthrone i Mgła z kolei za nisko. Ja bym dorzucił jeszcze debiut Idle Hands - miałem sporo radochy z krążka na który trafiłem zupełnym przypadkiem.

29 I 2020   22:25:03

Edit: dopiero zauważyłem, że Cave poza rankingiem. Chyba czas na nowe okulary. :)

04 II 2020   20:47:47

Liczyłem na Blindead i Swans. Ale temu zestawowi też niczego nie można zarzucić.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Chilijski łącznik
Sebastian Chosiński

21 XI 2020

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz drugi prowadzony przez Jeffa Seffera zespół freejazzowy Perception.

więcej »

Non omnis moriar: Gdy wszystkie drogi prowadzą do Paryża…
Sebastian Chosiński

14 XI 2020

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz pierwszy prowadzony przez Jeffa Seffera francusko-niemiecki zespół freejazzowy Perception.

więcej »

Non omnis moriar: Biali, choć „czarni”; rockowi, choć soulowi
Sebastian Chosiński

7 XI 2020

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj francuska formacja jazzrockowa Troc, w której udzielali się szkocki wokalista Alex Ligertwood oraz francuski basista Jannick Top.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

40 najgorszych okładek płyt roku 2019
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tu miejsce na labirynt…: Na cztery boskie wiatry
— Sebastian Chosiński

Parabola
— Piotr Nyga

Tu miejsce na labirynt…: Natchnieni przez protestanckiego Boga
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Tu miejsce na labirynt…: „Mitomani” chronieni konwencją haską
— Sebastian Chosiński

Depresyjna pustka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tu miejsce na labirynt…: W otchłań kosmiczną, aż po horyzont zdarzeń
— Sebastian Chosiński

Esensja słucha: Październik 2013
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna

Melancholia stosowana
— Łukasz Izbiński

Powrót niepokornego
— Przemysław Pietruszewski

Na tropie ideału
— Michał Perzyna

Amerykański sen z YouTube
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nowy Cohen, stare (dobre) tematy
— Piotr Kilanowski

Esensja słucha: Drugi kwartał 2010
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna, Jakub Stępień, Jacek Walewski, Mieszko B. Wandowicz

Tegoż autora

Venom, ty świnio
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To nie jest kraj dla starego Punishera
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szlachetny Dziki Zachód
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do zaliczenia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A jak poszedł król na wojnę…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kadry z życia Logana
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Baśń dla dużych i małych
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwa orki, awanturnik i chętna kapłanka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zabawa dla dorosłego dziecka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Uważaj na przyjaciół swoich
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.