Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Moje 10 lat z Esensją

Esensja.pl
Esensja.pl
Esensja obchodzi w tym roku 20-lecie istnienia, ja zaś nieco mniejszy, ale też okrągły 10-letni jubileusz działalności w charakterze członka redakcji. Zapraszam na nieco wspominek i podsumowań. Na koniec jedno, ważne dla mnie, ogłoszenie.

Beatrycze Nowicka

Moje 10 lat z Esensją

Esensja obchodzi w tym roku 20-lecie istnienia, ja zaś nieco mniejszy, ale też okrągły 10-letni jubileusz działalności w charakterze członka redakcji. Zapraszam na nieco wspominek i podsumowań. Na koniec jedno, ważne dla mnie, ogłoszenie.
Jak to się zaczęło
Esensji nie odwiedzałam od samego początku jej istnienia, ale zanim dołączyłam do redakcji, już od kilku lat byłam jej czytelniczką. Do regularnego zaglądania skłoniła mnie wypowiedź na blogu Jacka Dukaja o tym, że spośród portali prezentujących recenzje książkowe, teksty publikowane na „Esensji” uważa za wartościowe. Zabawne, że wtedy nie znałam jeszcze ani jednej książki autora „Perfekcyjnej niedoskonałości”…
Gdy na „Esensji” ogłoszono konkurs na recenzję książkową, uznałam, że warto spróbować. Miałam już wtedy na koncie kilka tego rodzaju artykułów i choć wcześniejsze moje próby okazały się mocno chybione (zaufałam koledze roztaczającemu świetlane wizje serwisu propagującego fantastykę, a okazało się, że teksty trafiły na portal typu mydło-powidło założony przez jego ojca), odkryłam, że pisanie recenzji sprawia mi wiele przyjemności. Przyznam, iż aspekt finansowy w postaci darmowych egzemplarzy recenzenckich także był kuszący – stypendium doktoranckie wysokie nie było, a trzeba było jeszcze z niego odkładać pieniądze na niepewną przyszłość. Ucieszyłam się, że na liście proponowanych przez redakcję pozycji znalazły się książki, które znałam i ceniłam. By zwiększyć swoje szanse, napisałam dwie recenzje: „Innego wiatru” Ursuli K. Le Guin oraz „Triumfu Endymiona” Dana Simmonsa. Twórczość Le Guin jest mi bardzo bliska, a „Inny wiatr” zajmuje szczególne miejsce, nie jako najlepsza z książek amerykańskiej pisarki, ale ta, która pomogła mi w życiu, więc miło się złożyło, że to właśnie od niej się zaczęło. Co do Simmonsa, właśnie odkrywałam jego cykl hyperioński i byłam pod ogromnym wrażeniem. Chociaż podobały mi się zwłaszcza pierwsze dwa tomy, kolejne dwa uważałam za znacznie gorsze. Jednak na liście znajdował się tylko „Triumf Endymiona”, jako niedawno wydany. A ja tak bardzo chciałam napisać o poprzednich… I napisałam – pierwsza połowa artykułu to maksymalnie skrócone moje przemyślenia o pozostałych częściach. Całość wyszła bardzo długa. Do dziś uśmiecham się, gdy widzę na esensyjnej wiki tabelkę z nadesłanymi na tamten konkurs recenzjami, gdzie obok tytułów znajdują się komentarze – przy moim tekście widnieje malownicze „?????”. Znalazłam się wśród laureatów i zaproponowano mi współpracę. Tak to się zaczęło. Mój pierwszy esensyjny gratis to „Kłopoty w Hamdirholm” przedwcześnie zmarłego Wojciecha Świdziniewskiego. Recenzja ukazała się 3 I 2010 roku.
Co było potem
Jak nietrudno zgadnąć – potem było wiele recenzji, choć nie tylko. Największą frajdę sprawiało mi pisanie o książkach, które bardzo mi się spodobały, choć – przyznaję – zwykle miałam nadzieję, że pod takim artykułem rozwinie się jakaś dyskusja, co zazwyczaj, niestety, nie następowało. Bywało też, że mściwą satysfakcję sprawiało mi gnębienie utworów bardzo słabych. W przypadku książek Polaków prowadziło to czasem do oburzonych wypowiedzi krewnych i znajomych, a bywało że i samego autora. Recenzowałam głównie fantastykę (z przewagą fantasy), znacznie rzadziej zaś książki należące do głównego nurtu, przeznaczone dla młodszych czytelników, popularnonaukowe, czy należące do literatury faktu. Najwięcej przeczytałam powieści, ale to głównie ze względu na to, że ukazywało się ich najwięcej. Osobiście bardzo lubię opowiadania, stąd chętnie czytałam i recenzowałam antologie oraz autorskie zbiory krótkiej formy. Pisałam o książkach, które otrzymywaliśmy od wydawców, ale także całkiem sporo o tych, które kupiłam/wypożyczyłam sobie sama. Niemal wszystko, co przeczytałam przez ostatnią dekadę, zostało przeze mnie zrecenzowane na Esensji – wyjątki stanowiły książki starsze a niezbyt dobre, utwory autorów bardzo przeze mnie lubianych, które mniej przypadły mi do gustu oraz rzeczy cenione, które zupełnie mi się nie spodobały („Niebezpieczne wizje”, „Diuna”).
Moja okołoksiążkowa publicystyka to nie tylko recenzje. Bardzo miło wspominam cykl „Kanon ze smoczej jaskini”, poświęcony książkom wymienionym przez Andrzeja Sapkowskiego w „Rękopisie znalezionym w smoczej jaskini”, jako te, które szanujący się fan fantasy znać powinien. Zaczęło się od tego, że w związku z brakiem ciekawych premier zaczęłam cierpieć czytelniczy głód. Wtedy przypomniałam sobie o Kanonie i uznałam, że może on stanowić dobry drogowskaz. To była też kwestia ambicjonalna – choć czytywałam fantastykę od lat, z listy Sapkowskiego znałam tyle pozycji, że – jak twierdził AS – nie powinnam się nawet odzywać, a co dopiero pisywać recenzje. Do realizacji zamierzenia zabrałam się metodycznie, wyszukując starsze wydania po bibliotekach. Po prawdzie spora część wymienionych pozycji nie okazała się cudowna tudzież wiekopomna, jednak natrafiłam na rzeczy ciekawe i godne zapamiętania, wydaje mi się też, że lektura utworów z listy poszerzyła moją perspektywę. Ostatecznie (licząc bardziej ulgowo tj. że pierwszy tom cyklu wystarczy, by „odhaczyć” daną pozycję – jeśli coś mi się nie podobało, nie widziałam powodu, by męczyć się dalej) dobiłam do poziomu „magister fantasticus”. Cykl to coś w rodzaju mojej pracy magisterskiej.
Wydaje mi się, że pewną popularnością cieszył się także cykl „Po trzy…”. Ja w każdym razie bardzo go lubiłam, ponieważ znalazły się w nim jedynie te książki, które zrobiły na mnie naprawdę dobre wrażenie, a zatem pisanie o nich stanowiło czystą przyjemność.
Oprócz tego napisałam także kilka luźniejszych felietonów, np. o obrazowaniu w literaturze, pomysłach na użycie hipertekstu, książkach fantasy, których autorzy przełamywali konwencję, czy zagranicznych książkach, których przekłady chętnie bym przeczytała. Zdarzyło się, że powieści SF rozsierdziły mnie bezsensownie stosowaną terminologią lub też niezrozumieniem opisywanego zagadnienia na tyle, bym poświęciła temu osobny artykuł. Tekst krytykujący powieść Rajaniemiego to o tyle ewenement, że dużo później spotkałam się za niego ze słowną agresją ze strony… polskiego wydawcy. Pisałam także o fantasy z humorem.
Poza tym współtworzyłam artykuły z innymi, przykłady to dyskusja o Ziemiomorzu, która powstawała w bólach aż przez 9 miesięcy, czy dyskusja o wiedźmińskich opowiadaniach.
Zdarzyło mi się także parokrotnie pisać o filmach, komiksach, raz nawet o grze komputerowej. Przyjemną odskocznią od tekstów dłuższych był dla mnie cykl o teledyskach (zamierzam go kontynuować, jeśli tylko znajdę odpowiednie wideoklipy.
Podsumowanie
Już od jakiegoś czasu chciałam napisać podsumowanie mojej recenzyjnej działalności – pierwotnie planowałam to zrobić, gdy uzbiera mi się równo 500 ocenionych książek. Niestety, ostatnie dwa lata były ubogie, jeśli chodzi o wartościowe premiery fantasy. Wydaje się, że moda na tę konwencję nieco przebrzmiała, wyjąwszy twórczość adresowaną do nastolatków, gdzie niestety niełatwo trafić na coś godnego uwagi. A pewnie też i ja z wiekiem robię się coraz bardziej wybredna. Na mojej liście książek opisanych na Esensji znalazło się 478 pozycji. Choć liczba ta jest nieprecyzyjna, dlatego, że zwykle omnibusy były liczone jako jeden (jeśli by uwzględniać je oddzielnie, przekroczyłabym magiczną 500 o 8), podobnie jako jeden traktowałam powieści dzielone na części z uwagi na znaczną objętość. Z wykresu przedstawiającego liczbę książek, które uzyskały określone oceny, wynika że nie byłam aż tak surową recenzentką, za jaką mnie niekiedy uważano. Można zauważyć jak to, że po część z utworów sięgałam, znając i lubiąc danego autora, uczyniło wykres asymetrycznym.
Najwyższą ocenę zarezerwowałam sobie dla książek, które nie tylko były znakomite, ale też przekroczyły moje wyobrażenie na temat tego, co można napisać. Na liście najlepszych znalazły się „Hyperion” Dana Simmonsa, zebrane utwory z „Teatrzyku Zielona Gęś” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, oraz cieniutki wybór miniatur literackich Siergieja Kozłowa pt. „Jeżyk we mgle”.
Drugi biegun skali samotnie zajmują „Wojny mroku” (choć nie jest to najgorsza powieść fantastyczna, jaką w życiu przeczytałam – niechlubną palmę pierwszeństwa dzierży niezapomniane (niestety) „Żałując za jutro” Uznańskiego).
Jakby ktoś był ciekaw, zamieszczam też osobny wykresik, na którym zaznaczone są tylko pozycje polskich autorów (razem 108).
Ogłoszenie na koniec
Jak mawiają Anglosasi – ostatnie, lecz nie najmniej ważne. Kiedyś marzyło mi się wydanie własnej papierowej książki, ale czas leci i na to się nie zanosi, a człowiek nie staje się coraz młodszy. Dlatego niedawno założyłam sobie „autorską stronę z opowiadaniami (nie tylko fantasy). Zapraszam do lektury.
koniec
9 lutego 2020

Komentarze

1 2 »
11 II 2020   21:26:17

"Przyznam, iż aspekt finansowy w postaci darmowych egzemplarzy recenzenckich także był kuszący..." Godna pochwały szczerość ;) Życzę kolejnych 10 lat (co najmniej). A co do braku nowych wartościowych lektur to można np. wejść sobie na fantasta.pl. W bazie danych są listy najwyżej ocenionych książek czy opowiadań. Sporo oczywistych pozycji, ale też autorzy mniej znani czy trochę zapomniani, a warci poznania.

12 II 2020   09:47:14

Kolejnych jeszcze ciekawszych i lepszych 10 lat !!!!!

12 II 2020   12:15:51

Dziękuję za miłe życzenia!

@ zyx - był taki czas, kiedy stać mnie było na kupno książki raz na kilka miesięcy.
Pomysł z bazą niezły - zajrzę tam.
Na razie w wolnych chcwilach chciałabym potłumaczyć trochę moich opowiadań na angielski.

12 II 2020   23:32:28

Kapelusz z głowy. Dziękuję zwłaszcza za recenzje książek fantasy (lubię to i w 95% zwykle zgadzam się z oceną). Mam mało czasu na czytanie, szkoda mi go na słabe i przeciętne rzeczy.Recenzje pozwalają te gorsze produkty omijać łukiem.

13 II 2020   17:18:48

Dziękuję za dobre słowa, miło mi :)

15 II 2020   19:26:57

Również gratuluję okrągłej rocznicy :) Fantasy znam mniej niż słabo (i budzi we mnie coś na pograniczu niedosytu i wstrętu), sci-fi takowoż jedynie po łebkach, tak więc nie czuję się uprawniony udzielać się w dyskusji pod recenzjami i inszą Twoją publicystyką - ale czytuję! Nawet laika bawią chociażby Twoje parodie zupełnie nieznanych mi autorów. Ale najbardziej podziwiam niezłomny zapał i optymizm w mierzeniu się z young adult fiction ;)

15 II 2020   22:04:58

Dziękuję :)

Tych dla nastolatków to akurat czytywałam najmniej.

Ale czemu wstrętu?

15 II 2020   22:47:06

To coś, co uświadomiłem sobie z pełną mocą po dwudziestu latach kompulsywnego czytania kolejnych części "Świata Dysku": odbierałem je jako strasznie przygnębiające. Sam klimat, sam tamten świat przedstawiony przybijał mnie bardziej niż to, że - przy całej niezwykłej wyobraźni Pratchetta - fabuły i konstrukcje kolejnych powieści były z grubsza na jedno kopyto: ciapowaty bohater męski i/lub silna postać kobieta pokonują takie czy inne Zło. Obecnie na fali zaciekawienia netflixowym serialem próbuję "ugryźć" Sapkowskiego - i u niego gryzie mnie ten język ach, kwiecisty jakże, i jego uparte podkreślanie kobiecych drugorzędnych cech płciowych. Za to kupił mnie totalnie Dainty Biberveldt. Sapkowski jest z wykształcenia ekonomistą - i przy tej postaci czuć, że jest w swoim żywiole. I tego właśnie szukam w literaturze: takiej czystej pasji.
Niedawno pod innym esensyjnym tekstem pytałem, czy jest jakieś fantasy kompletnie nie-tolkienowskie i nie-średniowieczne. Bez królów, rycerzy, dworów, magów, smoków, trolli, całej tej menażerii. I czy takie coś w ogóle liczyłoby się jako fantasy? A tymczasem chyba znalazłem coś takiego w "Księdze M" - historii dziejącej się współcześnie, ale wychodzącej od zdarzenia czysto magicznego, i rozkręcającej się w piękny, wielobarwny obłęd :D Ostatnim, co porwało mnie aż tak, była bodaj trylogia "Maddaddam" Margaret Atwood.

15 II 2020   23:22:13

Przyznam, że ja też od Ptratchetta się odbiłam.
Choć mój facet i moja matka lubią i czytają.

16 II 2020   10:47:05

Ja się uparłem Pratchetta lubić od czasu fascynacji pierwszą grą Discworld ;) I pod wieloma względami lubiłem jego prozę: fantastyczna wyobraźnia, inteligentny humor. Ale z jakiegoś powodu wolałem te z jego historyjek, które działy się współcześnie - jak Dobry Omen, trylogie o Nomach i o Johnnym. Nie wiem, czy chodziło o sam schemat fabularny, emocje, które budziły historie, czy sam klimat miejsc przedstawionych. Bo np. dziejące się w podobnie karykaturalnie, groteskowo brudnym i nikczemnym co Ankh-Morpork świecie Pachnidło absolutnie mnie urzekło.

1 2 »

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: W dżungli wielkiego miasta
Sebastian Chosiński

11 VII 2020

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj polska formacja Eden.

więcej »

Non omnis moriar: Supergrupa, o której zapomniano
Sebastian Chosiński

4 VII 2020

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj krautrockowa supergrupa Dennis, która pozostawiła po sobie tylko jeden album.

więcej »

Nie przegap: Czerwiec 2020
Esensja

30 VI 2020

To chyba najobfitsze zestawienie recenzji w historii naszego cyklu. Sprawdźcie, czy a pewno czegoś nie przegapiliście!

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż autora

W cieniu Hauru
— Beatrycze Nowicka

Login i logos
— Beatrycze Nowicka

O dziewczynie która igrała z ogniem
— Beatrycze Nowicka

Sęp miłości i pożądliwa kapłanka
— Beatrycze Nowicka

Odcina go połyka wypluwa i ginie
— Beatrycze Nowicka

Niezniszczalne
— Beatrycze Nowicka

Historie rozmaite
— Beatrycze Nowicka

Brulion podróżny
— Beatrycze Nowicka

Dom duszy
— Beatrycze Nowicka

Stale płynne
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.