Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Panta Rhei

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPanta Rhei
Wykonawca / KompozytorPanta Rhei
Data wydania1973
Wydawca Amiga
NośnikWinyl
Czas trwania37:00
Gatunekjazz, rock, soul
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Veronica Fischer, Herbert Dreilich, Ulrich Swillms, Henning Protzmann, Frank Mille, Joachim Schmauch, Rudolf Ulbricht, Ralph Stolle, Bernd Richter
Utwory
Winyl1
1) Alles fleißt…04:10
2) Über mich04:15
3) Der Losverkäufer04:45
4) Blues05:42
5) Zwischen Gestern und Morgen06:12
6) Kinder dieser Welt08:00
7) Finis03:38
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Wszystko płynie… i mieni się jak złoto

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj enerdowski zespół jazzrockowy Panta Rhei.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wszystko płynie… i mieni się jak złoto

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj enerdowski zespół jazzrockowy Panta Rhei.

Panta Rhei

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPanta Rhei
Wykonawca / KompozytorPanta Rhei
Data wydania1973
Wydawca Amiga
NośnikWinyl
Czas trwania37:00
Gatunekjazz, rock, soul
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Veronica Fischer, Herbert Dreilich, Ulrich Swillms, Henning Protzmann, Frank Mille, Joachim Schmauch, Rudolf Ulbricht, Ralph Stolle, Bernd Richter
Utwory
Winyl1
1) Alles fleißt…04:10
2) Über mich04:15
3) Der Losverkäufer04:45
4) Blues05:42
5) Zwischen Gestern und Morgen06:12
6) Kinder dieser Welt08:00
7) Finis03:38
Wyszukaj / Kup
Nie jest prawdą to, co czasami się w naszym kraju powtarza, że muzyka rockowa w Niemieckiej Republice Demokratycznej miała postać – w porównaniu z Polską – skarloną. Po drugiej stronie Odry i Nysy Łużyckiej istniało sporo formacji i ukazywało się wcale nie mniej niż u nas płyt. Prawdziwy boom nastąpił – podobnie jak nad Wisłą – w latach 60. i 70. XX wieku. To wtedy powstały i działały najaktywniej takie zespoły, jak Puhdys, Karat, Electra, Karussell, Klaus Renft Combo, Stern-Combo Meissen, Lift, Klosterbrüder, Magdeburg, Wir, Bayon, Berluc, Reform i wiele, wiele innych. Do tego grona należałoby jeszcze zaliczyć funkcjonującą w pierwszej połowie lat 70. w Berlinie Wschodnim grupę Panta Rhei, która swoją nazwę zawdzięczała oczywiście znanej koncepcji starożytnego filozofa greckiego Heraklita z Efezu (tłumaczoną jako „Wszystkie płynie”).
Żywot oryginalnego Panta Rhei był krótki, bo zaledwie pięcioletni. Formacja powstała w 1971, a już w 1975 roku przeszło do historii, pozostawiając po sobie zaledwie jeden album, trzy single i kilka utworów dostępnych na wydanych w epoce składankach. Założycielami grupy byli gitarzysta Herbert Dreilich, pianista Ulrich Swillms oraz basista Henning Protzmann, którzy chwilę wcześniej spotkali się w zespole Die Alexanders. Ale zacznijmy po kolei. Najważniejszą postacią w Panta Rhei był niewątpliwie Dreilich, który na świat przyszedł w samym środku wojny światowej – urodził się bowiem w 1942 roku w austriackiej miejscowości Mauterndorf (nieopodal Salzburga). Po wojnie jego rodzina znalazła się w Wielkiej Brytanii, a następnie w Republice Federalnej Niemiec, aby pod koniec lat 50. XX wieku przenieść się do… NRD. Herbert zamieszkał w Halle – tam uczył się i pracował; tam też – w zespołach amatorskich – zaczął karierę muzyczną.
Najpierw znalazł się w składzie Jazz Youngsters, później nawiązał współpracę z klawiszowcem Reinhardem Lakomym (1962-1964), skifflową grupą Music Stromers (1967), jak również przewinął się przez Kwintet Henry’ego Kotowskiego, a nawet Puhdys (1967-1968), wreszcie na dłużej znalazł przystań w – istniejącej od 1967 roku – wschodnioberlińskiej formacji Die Alexanders, do której trafił w tym samym czasie co Swillms (rocznik 1947), to jest w 1969 roku. Ulrich w szkole muzycznej uczył się grać na fortepianie, klarnecie i wiolonczeli; kiedy zaczął studia, zdecydował się na pierwszy i ostatni z instrumentów, ale gdy został zawodowym muzykiem, skupił się już głównie na klawiszach. Rok po nich w szeregach Die Alexanders zameldował się Protzmann (rocznik 1946), który pochodził z podmiśnieńskiego Radebeul, a fachu, to jest gry na kontrabasie, uczył się w Dreźnie.
W 1971 roku cała trójka zdezerterowała z grupy, która okazała jej wsparcia, wychodząc z założenia, że „na własnym” osiągną więcej, a przede wszystkim – że będą grać to, na czym zależy im najbardziej. Czyli na czym? Jedyna płyta Panta Rhei nie pozostawia wątpliwości, że zainteresowania muzyków ogniskowały się wokół modnej wówczas mieszanki rocka, jazzu i soulu. Chcąc brzmieć przekonująco, potrzebowali do tego jeszcze sekcji dętej, więc wkrótce skład został rozszerzony o saksofonistów i flecistów (Joachim Schmauch, Rudolf Ulbricht), puzonistę (Ralph Stolle) i trębacza (Bernd Richter). Obowiązki perkusisty przejął natomiast Frank Mille (1949-2004). Pełniący funkcję głównego wokalisty Herbert Dreilich doszedł jednak do wniosku, że przydałby się jeszcze głos żeński i tym sposobem w 1972 roku dokooptowano do składu dwudziestojednoletnią wokalistę Veronikę Fischer, która zaliczyła już drobne epizody z Stern-Combo Meissen i Fred Herfter Combo.
W takim zestawieniu zespół dokonał pierwszych nagrań, które ukazały się na singlach „Hier wie nebenan” / „Nachts” (1972) i „Blues” / „Der Losverkäufer” (1973) oraz na piątej składance z cyklu „Hallo” (1972) – „Tuyet”. Do tego doszły jeszcze rozproszone utwory zarejestrowane dla enerdowskiego radia, które odkurzono po latach („Die frühen Jahre”, 1981), niektóre dopiero w XXI wieku („Das Porträt – Panta Rhei ”, 2001; „Panta Rhei – Das Beste”, 2008; „Leben”, 2018). Jedyny longplay oryginalnego Panta Rhei ukazał się w 1973 roku nakładem, mającej monopol na wydawanie płyt w NRD, wytwórni Amiga. Co ciekawe, płyta cieszyła się tak dużą popularnością, że rok później dotłoczono drugie wydanie. I nic dziwnego. Głód muzyki rockowej, jak we wszystkich krajach demokracji ludowej był w Niemczech Wschodnich wielki, a zespół Herberta Dreilicha brzmiał, jak na tamte czasy, całkiem rasowo.
Album zatytułowany po prostu „Panta Rhei” wypełnia siedem kompozycji, idealnie wpisujących się w bardzo popularną w tamtym czasie jazzowo-rockowo-soulową stylistykę, o jaką zahaczali również tacy enerdowscy wykonawcy, jak chociażby wokalistka Uschi Brüning z Kwintetem Günthera Fischera czy połączone siły Big Bandu Klausa Lenza i Modern Soul Band. Kompozytorsko udzielali się praktycznie wszyscy podstawowi instrumentaliści grupy, natomiast literacko – Jens Gerlach (obok Kurta Demmlera jeden z najpopularniejszych tekściarzy w NRD) oraz Joachim Krause. Winylowy krążek otwiera utwór będący nawiązaniem do greckiej nazwy formacji, czyli „Alles fleißt…”. I jest to bardzo mocne otwarcie: z jednej strony z ostrą rockową gitarą Herberta i progresywno-hardrockową partią organów Ulricha, z drugiej ze śpiewającymi unisono wszystkimi trzema wokalistami (również Henningiem Protzmannem) oraz grającymi „jednym głosem” dęciakami.
Po tak mocnym wprowadzeniu w utworze drugim – „Über mich” – grupa tonuje emocje. Dreilich śpiewa bardzo delikatnie, akompaniując sobie na gitarze akustycznej, w tle słychać natomiast… wiolonczelę oraz „żywe” smyczki (niestety, w opisie płyty nie ma informacji, kto na nich gra). I chociaż z czasem zespół się rozkręca, to jednak do samego końca pozostaje w nostalgicznym nastroju. Nie zmienia tego także rozbrzmiewająca na koniec solówka saksofonu altowego Joachima Schmaucha. Znany z singla „Der Losverkäufer” to z kolei eksploracja obszarów soulowo-funkowych; obowiązkami wokalnymi dzielą się tu po równo Herbert i Veronica, ale i tak ostatni głos należy do Rudolfa Ulbrichta, którego saksofon tenorowy wieńczy dzieło. Trochę zawodu sprawia zamykający stronę A albumu „Blues”, w którym klasycznego blues wcale nie ma zbyt dużo. Są za to akustyczny fortepian Swillmsa i nieco zbyt apatyczny śpiew Fischer. W ogóle głównym grzechem tej kompozycji jest brak energii.
Stronę B otwiera „Zwischen Gestern und Morgen” – zaskakujący o tyle, że otwiera go partia fletu; dopiero potem stopniowo do Joachima bądź Rudolfa dołączają kolejni instrumentaliści (Dreilich, Protzmann, a na koniec Frank Mille). W tle natomiast rozbrzmiewają organy, które w drugiej części wybijają się na plan pierwszy, skutecznie ciągnąc całość w stronę jazzu. Zaszczyt wprowadzenia do „Kinder dieser Welt” otrzymują członkowie sekcji rytmicznej, którzy zresztą do ostatniej sekundy odgrywają tu szczególnie istotną rolę. Stylistycznie utwór ten ewoluuje od soulu (za sprawą śpiewu Veroniki) do rocka, chociaż po drodze nie brakuje też jazzowych improwizacji fortepianu. Całość domyka najkrótsza w zestawie kompozycja… „Finis”, której ton nadają funkowo pulsujące bas i perkusja oraz soulowy fortepian. Dodajcie do tego jeszcze lekko zachrypnięty głos Herbert – i będziecie mieć pełen obraz.
Gdy dwie dekady później ukazała się pierwsza kompaktowa reedycja „Panta Rhei”, wzbogacono ją o trzy utwory zarejestrowane w 1972 roku. Co ciekawe, nie dołączono ich jako bonusy, ale wciśnięto pomiędzy wydane wcześniej na winylu utwory. Podwójnie niepotrzebnie. Po pierwsze: nie podnoszą one wartości artystycznej całości. Po drugie: psują oryginalną koncepcję zespołu. „Nachts” (znane z singla) to śpiewana przez Fischer ballada wzbogacona smyczkami; w „Tuyet” zespół gra bardziej rockowo, ale przełamuje klimat partią fletu; z kolei o prawie dziewięciominutowym „Gib dir selber eine Chance” da się powiedzieć tyle, że prezentuje – przynajmniej od pewnego momentu – bardziej awangardowe oblicze formacji. Mimo odniesionego sukcesu, a może wręcz przeciwnie, za jego sprawą, parę miesięcy po wydaniu płyty z Panta Rhei rozstała się Veronica, która postanowiła zacząć karierę solową. Odchodząc zabrała ze sobą Franka Millego, którego zastąpił Johannes Lemke.
Grupa próbowała jeszcze przedłużyć swój żywot, wydając w 1974 roku singla z utworami „Stunden” oraz „Nacht und Tag”, ale publiczność nie była już szczególnie zainteresowana Panta Rhei bez Fischer. W efekcie Herbert Dreilich podjął radykalną, ale z perspektywy czasu bardzo trafioną decyzję – rozwiązał grupę i natychmiast powołał kolejną. Przy okazji zaprosił do dalszej współpracy, znanych jeszcze z Die Alexanders, Ulricha Swillmsa i Henninga Protzmanna. Tym sposobem otwarty został kolejny rozdział w dziejach rocka enerdowskiego. Nową formacją był bowiem – działający po dziś dzień, choć już bez żadnego z trzech wyżej wymienionych w składzie – Karat. Jedynymi aktywnymi muzykami Panta Rhei są obecnie poświęcająca się śpiewaniu popu Veronica Fischer oraz Protzmann, który przed sześcioma laty powołał do życia poprockową formację o nazwie… Panta Rhei II. W 2018 roku wydała ona promocyjną EP-kę, nawet koncertuje, ale biorąc pod uwagę, że Henning jest w niej jedynym muzykiem starego składu, raczej nie wzbudza wielkiego zainteresowania.
Ach, no tak, tej informacji też zabraknąć nie może – Herbert Dreilich i Frank Mille zmarli w tym samym 2004 roku.
koniec
29 lutego 2020
Skład:
Veronica Fischer – śpiew (1,3,4,6)
Herbert Dreilich – śpiew (1-3,5,7), gitara elektryczna, gitara akustyczna
Ulrich Swillms – fortepian, organy
Henning Protzmann – gitara basowa, śpiew (1), wiolonczela (2)
Frank Mille – perkusja, instrumenty perkusyjne

oraz
Joachim Schmauch – saksofon altowy, flet
Rudolf Ulbricht – saksofon tenorowy, flet
Ralph Stolle – puzon
Bernd Richter – trąbka

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: W dżungli wielkiego miasta
Sebastian Chosiński

11 VII 2020

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj polska formacja Eden.

więcej »

Non omnis moriar: Supergrupa, o której zapomniano
Sebastian Chosiński

4 VII 2020

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj krautrockowa supergrupa Dennis, która pozostawiła po sobie tylko jeden album.

więcej »

Nie przegap: Czerwiec 2020
Esensja

30 VI 2020

To chyba najobfitsze zestawienie recenzji w historii naszego cyklu. Sprawdźcie, czy a pewno czegoś nie przegapiliście!

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.