Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Soul Caravan
‹Get in High›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGet in High
Wykonawca / KompozytorSoul Caravan
Data wydania31 grudnia 1967
Wydawca CBS Records
NośnikWinyl
Czas trwania41:25
Gatunekjazz, rock, soul
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
James Rhodes, Hansi Fischer, Tim Belbe, Werner Funk, Klaus Briest, Skip van Wyck III, Ronnie Swinson
Utwory
Winyl1
1) So Much Soul03:16
2) Hey, Hey, Hey, What’s This Your Doin’, Baby02:41
3) Memories03:33
4) Bookin’ Up02:38
5) Get in High, Shotgun05:53
6) Hold On, Baby02:27
7) African Song [Kerd-A-Wai]04:09
8) Just a Fantasy04:18
9) Land of 1000 Dances04:18
10) She’s My baby03:01
11) Psychedelic Soul05:10
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Z duszą na ramieniu

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj debiutancki album zachodnioniemiecko-amerykańskiej formacji soulowo-psychodelicznej Soul Caravan.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Z duszą na ramieniu

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj debiutancki album zachodnioniemiecko-amerykańskiej formacji soulowo-psychodelicznej Soul Caravan.

Soul Caravan
‹Get in High›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGet in High
Wykonawca / KompozytorSoul Caravan
Data wydania31 grudnia 1967
Wydawca CBS Records
NośnikWinyl
Czas trwania41:25
Gatunekjazz, rock, soul
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
James Rhodes, Hansi Fischer, Tim Belbe, Werner Funk, Klaus Briest, Skip van Wyck III, Ronnie Swinson
Utwory
Winyl1
1) So Much Soul03:16
2) Hey, Hey, Hey, What’s This Your Doin’, Baby02:41
3) Memories03:33
4) Bookin’ Up02:38
5) Get in High, Shotgun05:53
6) Hold On, Baby02:27
7) African Song [Kerd-A-Wai]04:09
8) Just a Fantasy04:18
9) Land of 1000 Dances04:18
10) She’s My baby03:01
11) Psychedelic Soul05:10
Wyszukaj / Kup
Na jakiś czas odstawiamy na bok twórczość McCoya Tynera, która omawiana była w tym miejscu przez minionych sześć tygodni – obiecuję jednak, że w odpowiednim momencie powrócimy do niej, przyglądając się także wcześniej, czyli tym z lat 60. ubiegłego wieku, dokonaniom genialnego pianisty jazzowego. Dzisiaj natomiast powraca do „Non Omnis Moriar” wykonawca, który – na krótko – zaistniał w niej przed czterema laty. Chodzi o niemiecko-amerykański (przynajmniej w pierwszych latach istnienia) zespół Soul Caravan, z którego następnie wykluły się niezwykle ważne dla krautrocka formacje Xhol Caravan i Xhol. Zespół powstał w 1967 roku w heskim Wiesbaden, a jego założycielami byli grający na saksofonach Hansi (a właściwie Hans-Jürgen) Fischer oraz Tim Belbe. Ten pierwszy pochodził z burżuazyjnej rodziny, umoczonej w nazizm. To sprawiło, że po wojnie, choć oboje rodziców fascynowała muzyka klasyczna, trzeba było sprzedać znajdujący się w domu zabytkowy fortepian – gdy ojciec powędrował na rok do więzienia (można się domyślać, że w ramach denazyfikacji), brakowało pieniędzy na jedzenie. A poza Hansim do wyżywienia było jeszcze sześcioro rodzeństwa.
Fischer jako nastolatek słuchał głównie rock and rolla: Elvisa Presleya, Gene’a Vincenta i Little Richarda. Ale pierwszy zespół, w jakim grał – The Dusty Birds – specjalizował się w dixielandzie. W tym samym czasie jego szkolny kolega, Tim Belbe, udzielał się w formacji Tim and the Times, w której perkusistą był amerykański żołnierz służący w miejscowej bazie Air Force Gilbert „Skip” van Wyck III. Pewnego dnia zaproponował Hansiemu transfer, a ten nie zastanawiał się długo i już po pierwszej próbie dał pozytywną odpowiedź. Krótko potem dołączyli do grupy tak zwani The Soul Brothers, czyli wokaliści James Rhodes i Ronnie Swinson. Skład uzupełniali jeszcze basista Klaus Briest i – zamustrowany na pokład jako ostatni – gitarzysta Werner Funk. Zespół początkowo wykonywał głównie covery, sięgając po kompozycje Jamesa Browna czy Otisa Reddinga, ale w ekspresowym tempie powstawał także własny repertuar. Okazało się to zbawienne, gdy na początkujących artystów zwrócili uwagę dwaj znani w tamtym czasie w zachodnich Niemczech promotorzy – Horst Lippmann (1927-1997) i Fritz Rau (1930-2013).
To za ich sprawą kilka miesięcy po powstaniu Soul Caravan dostąpiło zaszczytu otwierania koncertu Arethy Franklin we frankfurckiej Jahrhunderthalle. Co było początkiem wielkiego rozgłosu. Od tego momentu posypały się propozycje koncertowe. Lippmann kuł żelazo, póki gorące, i doprowadził też do podpisania kontraktu płytowego z zachodnioniemieckim oddziałem amerykańskiej wytwórni CBS Records. O tym, w jak wielkim wszystko działo się pośpiechu, niech świadczy fakt, że studio Walldorf we Frankfurcie nad Menem zostało zarezerwowane zaledwie na dwa grudniowe dni 1967 roku. Na szczęście, jak po latach wspominał Fischer, repertuaru nie brakowało i z tego, co zarejestrowano, bez problemu udało się sklecić pełnowymiarowy album. Który do sklepów trafił w ekspresowym tempie i sprawił, że Soul Caravan uznano za najlepszy niemiecki zespół soulowy, choć przecież niemal połowę składu stanowili przybysze z Ameryki Północnej. W każdym razie, choć od wydania longplaya „Get in High” minęło już ponad pół wieku, zawarta na nim muzyka broni się do dzisiaj – zarówno pod względem produkcji, jak i jakości wykonania.
Na płytę trafiło jedenaście kompozycji, z czego zaledwie dwie były przeróbkami; większość wyszła spod ręki Jamesa Rhodesa i zaprzyjaźnionego z zespołem Henry’ego Gainesa, chociaż co nieco dorzucili od siebie również Fischer i Belbe. Stylistycznie na „Get in High” dominuje mieszanka amerykańskiego soulu oraz brytyjskiego beatu i rhythm and bluesa (spod znaku The Beatles czy The Pretty Things). W niektórych utworach słychać bardzo wyraźnie, że muzycy są nieco rozdarci, że co innego gra w duszach amerykańskim wokalistom, a co innego niemieckim instrumentalistom. Tym bardziej zaskakuje więc fakt, że całość – może poza ostatnim numerem – brzmi mimo wszystko jednorodnie. Beatowych inklinacji nie brakuje zwłaszcza w otwierających krążek „So Much Soul” i „Hey, Hey, Hey, What’s This Your Doin’, Baby”, w których wokalne pojedynki Jamesa i Ronniego odbywają się najczęściej na tle grających unisono saksofonów i funkującej sekcji rytmicznej. Te dwie kompozycje ukazały się także na jedynym singlu formacji i trzeba przyznać, że skutecznie zachęcały do zapoznania się z całością.
W „Memories” – zgodnie z tytułem – septet pozwala sobie na odrobinę nostalgii; to przede wszystkim nastrojowa ballada, w której wokalnie udziela się Rhodes. Z kolei w „Bookin’ Up” mamy do czynienia z niezwykle dynamiczną, zahaczającą o rock (vide bas plus bębny) i jazz (dęciaki), soulową petardą, jakiej nie powstydziłby się w swoim repertuarze sam James Brown. Dopiero w części środkowej grupa nieco łagodnieje, ale tylko po to, aby pod koniec ponownie pokazać mocno naostrzony soulowy pazur. „Get in High, Shotgun” to pierwszy (z dwóch) coverów. Numer ten został oparty na kompozycji Autry’ego DeWalta – bardziej znanego jako Junior Walker (1931-1995) – „Shotgun”, jaka ukazała się na tak właśnie zatytułowanym krążku dwa lata wcześniej. Rhodes i Swinson dopisali jednak zupełnie nowy tekst, choć raczej można odnieść wrażenie, że była to powstająca pod wpływem emocji improwizacja. Numer ten zaskakuje z jeszcze jednego powodu. Na różne rodzaju „wariacje” pozwalają sobie bowiem także instrumentaliści – Klaus Briest i Skip van Wyck ciągną wózek w stronę rockowej psychodelii, z kolei Hansi i Tim w kierunku free jazzu. W efekcie powstaje prawdziwie wybuchowa mieszanka.
Rozbudzone nastroje tonuje natomiast zamykający stronę A longplaya soulowo-beatowy „Hold On, Baby”, w którym saksofony snują się, kojąc rozdygotane serce. Po odwróceniu winylowego krążka na stronę drugą otrzymujemy „African Song (Kerd-A-Wai)”. Wbrew pozorom, nie ma tu szczególnych odniesień do world music, aczkolwiek powolny rytm i mocno wyeksponowany bas Briesta mogą wprowadzać w trans. W przypadku „Just a Fantasy” mamy do czynienia z rozpisaną na dwa głosy piękną balladą, o której uroku decydują również tradycyjnie grające unisono saksofony. Natomiast „Land of 1000 Dances” to numer pożyczony od nowoorleańskiego twórcy Chrisa Kennera (1929-1976), który wydał go na singlu w 1962 roku. To bardzo energetyczny i krzykliwy amalgamat rhythm and bluesa z melodyjnością typową dla „czwórki z Liverpoolu”. W podobnym klimacie utrzymany jest „She’s My Baby”. Za to wieńczący całość „Psychedelic Soul” mógł wprawiać ówczesnych słuchaczy w konsternację. Tytuł jest bowiem jak najbardziej adekwatny do zawartości. To kompozycja, która wyznacza nową ścieżkę rozwoju grupy, prowadzącą wprost do tego, co już niebawem będzie można usłyszeć w wykonaniu… Xhol Caravan.
Dużo tu hipnotyczno-transowych dźwięków i pełnych swobody improwizacji z pogranicza jazzu i rocka. Na dodatek Werner Funk przydaje utworowi orientalnego charakteru, wydobywając ze swojej gitary brzmienia przypominające sitar. Ostatnie słowo – i to też jest znaczące – należy jednak do… organów Hammonda. Niestety, w opisie płyty nie wspomniano, kto na nich zagrał (w zasadzie mógł to być każdy z muzyków). Na tle ówczesnego rynku muzycznego „Get in High” na pewno nie było ewenementem, przynajmniej jeśli spojrzymy przez pryzmat tego, co działo się w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Ale za to w Republice Federalnej Niemiec! Hansi Fischer wspominał, że koncerty Soul Caravan odbywały się w wypełnionych do ostatniego miejsca klubach, a publika szalała, widząc na scenie afroamerykańskich piosenkarzy, którzy dawali z siebie wszystko do tego stopnia, że spływający po twarzy pot uniemożliwiał im dostrzeżenie tego, co dzieje się na widowni. Któregoś dnia na jednym z koncertów promujących „Get in High” pojawił się Joachim-Ernst Berendt (1922-2000), legenda niemieckiego dziennikarstwa muzycznego. Zafascynowany grupą, zaprosił ją do Berlina Zachodniego na festiwal Berlin Jazz Days, a potem zorganizował wiele innych występów. Tym sposobem miał swój wielki wkład w narodziny jednej z najważniejszych krautrockowych formacji w dziejach tego nurtu.
koniec
23 maja 2020
Skład:
James Rhodes – śpiew
Ronnie Swinson – śpiew
Hansi Fischer – saksofon sopranowy
Tim Belbe – saksofon tenorowy
Werner Funk – gitara elektryczna
Klaus Briest – gitara basowa
Skip van Wyck III – perkusja, tamburyn (11)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

20 muzycznych wynalazków Listy Przebojów Trójki
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

20 V 2020

Trójka była w moim domu od zawsze. Sam świadomie zacząłem słuchać Listy Przebojów dwadzieścia lat temu i piosenki, które się na niej ukazywały stanowią kronikę mojego życia, przywołując ludzi, miejsca i wspomnienia. Szkoda, by tak to się zakończyło. Chciałem przypomnieć utwory, które nierozerwalnie kojarzą się właśnie z Markiem Niedźwieckim i jego współpracownikami.

więcej »

Non omnis moriar: Atlantyda i duch Johna
Sebastian Chosiński

16 V 2020

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj szóste podejście (i drugie koncertowe) do dyskografii amerykańskiego pianisty jazzowego McCoya Tynera.

więcej »

Non omnis moriar: Nowa twarz starych kumpli
Sebastian Chosiński

9 V 2020

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj piąte podejście do dyskografii amerykańskiego pianisty jazzowego McCoya Tynera.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Atlantyda i duch Johna
— Sebastian Chosiński

Nowa twarz starych kumpli
— Sebastian Chosiński

W nowym wydaniu – na festiwalowej scenie
— Sebastian Chosiński

Wykluwa się Nowy Świat
— Sebastian Chosiński

Esencja stylu, odrobina rzewności
— Sebastian Chosiński

Modlitwa na pustyni
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z NRD – część druga
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z NRD – część pierwsza
— Sebastian Chosiński

Od Kentucky po Honolulu
— Sebastian Chosiński

W oku „niewidzialnej kamery”
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.