Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zao
‹Akhenaton›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAkhenaton
Wykonawca / KompozytorZao
Data wydania1994
Wydawca Musea Records
NośnikCD
Czas trwania59:43
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jeff „Yochk’o” Seffer, François „Faton” Cahen, Jean-My Truong, Patrick Tilleman, Dominique Bertram
Utwory
CD1
1) Elioth07:33
2) Thebes07:06
3) Baityare08:09
4) Cobra06:37
5) Yzzo06:40
6) Sable03:45
7) Ozz06:04
8) Sakkarah05:47
9) Des fleurs pour Nefertiti07:31
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Udany powrót po latach

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj ostatni (szósty w dorobku) studyjny album francuskiej formacji jazzrockowej Zao.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Udany powrót po latach

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj ostatni (szósty w dorobku) studyjny album francuskiej formacji jazzrockowej Zao.

Zao
‹Akhenaton›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAkhenaton
Wykonawca / KompozytorZao
Data wydania1994
Wydawca Musea Records
NośnikCD
Czas trwania59:43
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jeff „Yochk’o” Seffer, François „Faton” Cahen, Jean-My Truong, Patrick Tilleman, Dominique Bertram
Utwory
CD1
1) Elioth07:33
2) Thebes07:06
3) Baityare08:09
4) Cobra06:37
5) Yzzo06:40
6) Sable03:45
7) Ozz06:04
8) Sakkarah05:47
9) Des fleurs pour Nefertiti07:31
Wyszukaj / Kup
Kiedy w 1977 roku ukazał się, jak przez wiele lat mogło się wydawać, ostatni album formacji Zao, „Typhareth”, w jej składzie pozostawał już tylko jeden muzyk z tych, którzy powołali ją do życia – był to klawiszowiec François Cahen (pseudonim „Faton”). Inni, a przede wszystkim węgierski saksofonista Jeff Seffer (popularnie zwany „Yochk’o”) oraz perkusista Jean-My Truong, wykruszyli się na wcześniejszym etapie (po wydaniu najlepszego w całej dyskografii zespołu longplaya „Kawana”). Co mogło być sporym zaskoczeniem, ponieważ wcześniej współpracowali ze sobą nad wyraz zgodnie, każdego roku publikując świetną płytę: „Z=7L” (1973), „Osiris” (1974) oraz „Shekina” (1975). Ale cóż na to poradzić… Skład, który zarejestrował „Typhareth”, nie był już tak naprawdę zgranym zespołem, a jedynie grupą wynajętych artystów skupionych wokół charyzmatycznego lidera. Chociaż nie brakowało wśród nich wybitnych instrumentalistów, jak na przykład basista Gérard Prévost czy młodziutki bębniarz Manu Katché.
Po rozpadzie Zao jego liderzy – Cahen i Seffer – podążyli własnymi ścieżkami (wyjątkiem był nagrany przez nich w lipcu 1980 roku w Stanach Zjednoczonych longplay „Ethnic Duo”); ten drugi zgarnął jeszcze po drodze Truonga, co sprawiało, że co jakiś czas pojawiały się głosy zachęcające ich do powrotu na scenę pod starym szyldem. Nastąpiło to 6 czerwca 1986 roku, ale okazało jednorazowym występem klubowym. Drugie podejście miało dalej idące konsekwencje, doprowadziło bowiem nie tylko do wydania nowej płyty, ale także do trasy koncertowej (między innymi obejmującej Japonię, gdzie Zeuhl od lat 70. XX wieku cieszył się szczególną estymą), podczas której François, Jeffowi i Jean-My towarzyszyli na scenie skrzypek Patrick Tilleman (wcześniej okazjonalnie kooperującymi z grupami Tillenco, Terpandre, Forgas i Gwendal) oraz urodzony w Algierze basista Dominique Bertram (będący w pierwszym składzie Suryi, a na początku lat 80. pojawiający się na koncertach Magmy). Tillemana do Zao ściągnął Cahen (znał go z własnego zespołu Faton), Bertrama – Seffer (razem występowali na przykład w Yochk’o Seffer Neffesh Music).
Sesja nagraniowa, podczas której został zarejestrowany materiał wydany później przez wytwórnię Musea (z Metz) na płycie „Akhenaton”, odbyła się w lipcu 1994 roku w studiu Sextan w podparyskim miasteczku Malakoff. Na krążek trafiła godzina muzyki, która nie miała wcale tak dużo wspólnego z albumami opublikowanymi przez Zao dwie dekady wcześniej, a już na pewno z ocenianymi najwyżej przez zawodowych krytyków i wielbicieli francuskiej formacji „Z=7L” i „Kawana”. To już bowiem nie był, wyrastający z doświadczeń Magmy, nieokiełznany Zeuhl, ale typowy dla lat 80. i 90. jazz-rock, słowem: uładzona forma fusion. Owszem, bardzo szlachetna i wyrafinowana, ale jednak pozbawiona elementów freejazzowego szaleństwa, które było istotną cechą składową formuły artystycznej, na jakiej zespół opierał się w pierwszym okresie swej działalności (wyjątkiem był longplay „Typhareth”, na którym Zao brzmiało już znacznie lżej). Ale czy można się temu dziwić? Cahen, Seffer i Truong spotkali się w studiu po osiemnastu latach. Byli już zupełnie innymi ludźmi i artystami. Wiek też odgrywał niebagatelną rolę.
Na pierwszy ogień muzycy postanowili rzucić kompozycję zatytułowaną „Elioth”, której otwarcie musiało być już pewnym zaskoczeniem dla dawnych fanów grupy. Z głośników płyną bowiem nastrojowe dźwięki fortepianu (akustycznego) i saksofonu tenorowego, które zahaczają o pościelowość. Na szczęście po dwuminutowej introdukcji kwintet przypomina sobie o swoich jazzrockowych korzeniach i podkręca tempo. Główną atrakcją nie tylko tego, ale prawie wszystkich utworów zawartych na „Akhenaton” jest duet Seffera i Tillemana. Ten ostatni gra tutaj – konkretnie w „Elioth” – bardzo optymistyczną i skoczną partię w stylu Didiera Lockwooda (który zresztą przewinął się przez Zao w połowie lat 70.). W „Thebes” do swego melodyjnego fusion muzycy implementują elementy funku (ten klangujący bas!); służy on im jednak tylko jako smaczek – ważny, bo napędzający rytm. Dzięki niemu z czasem numer nabiera mocy, a Tilleman znajduje odpowiednią zachętę do wzorcowego popisu solowego.
O ile w „Thebes” główną rolę odgrywają skrzypce, o tyle w następnym „Baityare” – na plan pierwszy wybija się improwizujący na ich tle saksofon. Na sporą dozę dowolności pozwalają sobie także muzycy z sekcji rytmicznej; Cahen natomiast zadowala się rolą akompaniatora (na fortepianie elektrycznym). Ale za to z jakim robi to wyrafinowaniem! Leniwie snująca się „Cobra” charakteryzuje się z kolei powrotem duetu skrzypcowo-saksofonowego, który oswaja jeszcze subtelne i ciepłe brzmienie gitary basowej. Dla tych, którzy dali się uśpić, zaskoczeniem może być natomiast motoryczny początek „Yzzo”, w którym przed inklinacje jazzowe wybijają się elementy charakterystyczne dla rocka. Po kilku minutach kwintet jednak wycisza emocje, do czego w kolejności przykładają się pianista, skrzypek i saksofonista. Z tą różnicą, że w finale Seffera porywa ponownie duch improwizacji. Widać, mimo wieku, ciągnęło starego wilka do lasu. Najkrótszy w całym zestawieniu, niespełna czterominutowy, „Sable” okazuje się najbardziej energetycznym fragmentem płyty. Duża w tym zasługa sięgającego po gitarę elektryczną Dominique’a Bertrama oraz kolejnego popisu Jeffa i Patricka w duecie.
Gdyby producent płyty postawił przede mną zadanie skrócenia jej o jeden utwór, bez namysłu wyrzuciłbym ten, który pojawia się jako siódmy na liście. O „Ozz” trudno bowiem napisać cokolwiek poza tym, że jest i trwa aż sześć minut. Nie dzieje się w nim nic szczególnego (może poza „knajpianym” fortepianem akustycznym), w efekcie czego sprawia wrażenie typowej zapchajdziury. W latach 70. na klasycznym krążku winylowym zapewne nie znaleziono by dla niego miejsca; stałby się odrzutem z sesji, po latach dodawanym co najwyżej jako bonus do reedycji kompaktowej starego longplaya. Na szczęście nastrój poprawia „Sakkarah” z pięknym solowym motywem saksofonu i zaskakująco klasycznie brzmiącymi skrzypcami. Można się też zauroczyć zamykającym całość balladowym „Des fleurs pour Nefertiti”, opartym przede wszystkim na dialogu fortepianu (akustycznego) Cahena i saksofonu Seffera. Obaj liderzy byli na pewno przekonani, że „egipski” „Akhenaton” (w przeciwieństwie do wcześniejszych „żydowskich” płyt) to ich ostatnie wspólne dzieło; postanowili więc zwieńczyć je swoim popisem – subtelnym i majestatycznym. Wszak dedykowanym uchodzącej za wzorzec starożytnego piękna królowej Egiptu, żonie Echnatona (czy też Amenhotepa IV), którego imię dało tytuł całości.
Po wydaniu płyty zespół funkcjonował jeszcze przez cztery lata, grając okazjonalne koncerty. Osobną działalność prowadzili Jeff i François, którzy wespół z perkusistą François Causse’em powołali do życia… Ethnic-3. Ostateczny kres wszelkiej współpracy położyła śmierć „Fatona” 13 lipca 2011 roku. Pół roku później – 17 stycznia – zespół spotkał się jeszcze raz, aby na scenie paryskiego klubu jazzowego i bluesowego New Morning zagrać ostatni w swej historii koncert, będący hołdem dla Cahena. Wystąpili wówczas: Jeff Seffer (saksofony), Didier Lockwood (skrzypce), Gérard Prévost (gitara basowa) oraz Jean-My Truong (perkusja), jak również wcześniej niezwiązani z Zao skrzypaczka Debora Seffer (córka „Yochk’o”) i pianista Sébastien Lovato.
koniec
16 stycznia 2021
Skład:
Jeff Seffer „Yochk’o” – saksofon sopranowy
François Cahen „Faton” – fortepian elektryczny, fortepian, syntezatory
Patrick Tilleman – skrzypce, skrzypce elektryczne, instrumenty perkusyjne
Dominique Bertram – gitara basowa, gitara basowa bezprogowa, gitara elektryczna
Jean-My Truong – perkusja, cymbały

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Żywot krótki, acz intensywny
Sebastian Chosiński

19 VI 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny longplay francuskiego jazzrockowego projektu Weidorje, który powołali do życia dwaj byli muzycy Magmy.

więcej »

Non omnis moriar: Drugie wyjście i powrót do mroku
Sebastian Chosiński

12 VI 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi (i, niestety, ostatni) album francusko-kongijskiego kwartetu jazzrockowego Spheroe.

więcej »

Non omnis moriar: Wyjście z mroku
Sebastian Chosiński

5 VI 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pierwszy album francusko-kongijskiego kwartetu jazzrockowego Spheroe.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.