Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii
Paper Lace in 1974<br/>Fot. Wikipedia
Paper Lace in 1974
Fot. Wikipedia

A pamiętacie…: Paper Lace – Billy bohater w noc zgonu Chicago

Esensja.pl
Esensja.pl
W latach 70. w Nottingham była jedna grupa popowa o nazwie Paper Lace. W wieku XXI są dwie, powstałe na fali powrotów. Ale przeboje nadal mają tylko dwa – i to oba z roku 1974.

Wojciech Gołąbowski

A pamiętacie…: Paper Lace – Billy bohater w noc zgonu Chicago

W latach 70. w Nottingham była jedna grupa popowa o nazwie Paper Lace. W wieku XXI są dwie, powstałe na fali powrotów. Ale przeboje nadal mają tylko dwa – i to oba z roku 1974.
Paper Lace in 1974<br/>Fot. Wikipedia
Paper Lace in 1974
Fot. Wikipedia
Grupa powstała w Nottingham w roku 1967 pod nazwą Music Box, w składzie: Cliff Fish, Dave Manders, Roy White oraz Phil Wright. Dwa lata później zmienili nazwę na tę, pod którą stali się sławni. Grali wtedy covery cudzych utworów, występując w różnych okolicznych klubach. W 1970 roku odbyło się ich przesłuchanie do telewizyjnego talent show o nazwie „Opportunity Knocks”, ale wydawało się, że nic z tego nie wyszło. W 1972 roku nagrali swą pierwszy album, ale nawet mimo występów w telewizji, nie zdobyli popularności.
W 1973 roku zadzwonił ktoś z telewizji, zapraszając wreszcie do „Opportunity Knocks”. Początkowo grupa chciała dumnie odmówić, ale po namyśle stwierdzili, że siedmiomilionowa oglądalność programu daje jednak pewną szansę… W efekcie wygrywali tam przez pięć tygodni z rzędu. A to z kolei doprowadziło do nich dwóch songwriterów, Mitcha Murraya i Petera Callandera, którzy zaoferowali zespołowi utwór „Billy Don’t Be a Hero”. Z opcją kolejnych utworów, jeśli ten „chwyci”.
Chwycił.
Antywojenna pieśń, powstała w okresie wojny w Wietnamie, bynajmniej do niej nie nawiązuje. Szczegóły tekstu oraz ubiór podczas występu w TV jasno wskazują, że mowa o Wojnie Secesyjnej. W tekście mowa jest o wojskowych rekruterach (maszerującej orkiestrze) i grupie ochotników, idących ulicą – oraz o młodzieńcu imieniem Billy, który do nich dołącza mimo płaczu i lamentu swej narzeczonej, stojącej z boku. To ona właśnie woła do niego, by nie był bohaterem, by do niej wrócił, by trzymał głowę nisko. Niestety, wkrótce oddział dostaje się w pułapkę i potrzebny jest ochotnik, który sprowadzi odsiecz. Billy, niepomny słów narzeczonej, zgłasza się… W efekcie dziewczyna otrzymuje list, w którym armia zawiadamia, że Billy był bohaterem i że powinna być dumna z tego, jak zginął.
16 marca 1974 roku utwór dotarł na szczyt zarówno UK Singles Chart, jak i listy przebojów w Australii i Irlandii. Biorąc pod uwagę, że tekst mówi o dziejach USA, można się było spodziewać, że i tam odniesie sukces. I tak się też stało, ale… Bo Donaldson and The Heywoods, grupa popowa z Cincinnati (Ohio), błyskawicznie nagrała cover tego brytyjskiego przeboju i wcześniej od Paper Lace wydała go w Stanach. W efekcie to właśnie oni trafili na pierwsze miejsca na US Billboard Hot 100, US Cash Box Top 100, a po nagraniu wersji francuskojęzycznej – także na Canada RPM Top Singles. Ponadto ich wersja była bardzo popularna w Ameryce Łacińskiej oraz Japonii.
Fraza „Billy, don’t be a hero” zapuściła głęboko korzenie w popkulturze, anglojęzyczna Wikipedia doszukała się nawiązań w wielu filmach, serialach aktorskich (między innymi wypowiada je kosmita Alf, gdy gospodarz, Willie, wpada na zły pomysł) i animowanych, komiksach oraz innych piosenkach.
Wracając do roku 1974, Mitch Murray i Peter Callander dotrzymali słowa, podsuwając Paper Lace kolejną swoją kompozycję. Tym razem tekst koncentrował się wokół nocnej strzelaniny pomiędzy policjantami a gangsterami Ala Capone, oczywiście w czasach prohibicji – narrator opowiada o strachu swej matki, żony policjanta, która modliła się gorąco tej nocy, gdy zginęło Chicago. Co prawda autorzy mieli bardzo mgliste pojęcie o geografii tego miasta, a jedyną wiedzę o tamtych wydarzeniach mieli z filmów gangsterskich – mimo to całkowicie fikcyjna wymiana ognia, mająca miejsce zupełnie poza terenem operacyjnym Ala Capone (inspiracją była wojna gangów, zwana Masakrą w Dniu Świętego Walentego – początek filmu „Pół żartem, pół serio” również nawiązuje do tego wydarzenia) także „chwyciła”.
Tym razem zespół nie pozwolił na ubiegnięcie się zaoceanicznym kapelom. Choć z powodów kontraktowych nie mogli wyruszyć tam na trasę koncertową, singiel sprzedał się w ponad trzech milionach egzemplarzy, zdobywając w sierpniu 1974 status Złotej Płyty od Recording Industry Association of America. Dostał się na pierwsze miejsce Billboard Hot 100, drugie w Kanadzie i trzecie w Wielkiej Brytanii. Ogromna popularność obu przebojów poskutkowało między innymi zaproszeniem do udziału w Royal Variety Performance, gdzie wystąpili na żywo przed Królową Matką.
Oczywiście, posypały się covery. Pierwsze w tym samym roku 1974. W Wenezueli Mirla Castellanos nagrała „La Noche De Chicago”, a w Meksyku La Super Banda Macho „La Noche Que Murió Chicago” – obie po hiszpańsku. Rok później w Finlandii Vicky Rosti zadebiutował fińską wersją, „Kun Chicago kuoli”. Po dwudziestu latach meksykańska grupa Banda Toro ponownie nagrała wersję grupy La Super Banda Macho, a po kolejnych 10 latach Banda Machos – „La Noche Que Murió Chicago”. W 2006 roku pojawiła się także wersja koreańska, wykonywana przez Super Junior-K.R.Y.
Podczas nagrywania tego przeboju, skład Paper Lace przedstawiał się następująco: Philip Wright – perkusja oraz wokal, Mick Vaughan – gitara prowadząca i rytmiczna, Cliff Fish – gitara basowa, Chris Morris – gitara i dodatkowy śpiew. W trakcie przebojowego roku 1974 doszedł do nich jeszcze jeden gitarzysta (!) – Carlo Paul Santanna (nie mylić z Carlosem Santaną!). W tym składzie wydali swą drugą płytę długogrającą, z której obok wspomnianych hitów pochodził jeszcze trzeci singiel, „The Black-Eyed Boys”. Ona także wszedł na listy przebojów, ale dotarła „zaledwie” do 11 miejsca w UK, 23 w Australii i 41 w USA.
Ostatecznie zespół chwali się zdobyciem:
  • Złotej Płyty w Australii (500 tys. sprzedanych egzemplarzy) dla „Paper Lace And Other Bits Of Material"
  • Srebrnej (250 tys.) i Złotej (500 tys.) Płyty w Wielkiej Brytanii dla „Billy Don’t Be A Hero”
  • Srebrnej i Złotej Płyty w Wielkiej Brytanii dla „The Night Chicago Died”
  • Złotej (1 mln) i Platynowej (2 mln) Płyty w USA dla „The Night Chicago Died”
  • Złotej Płyty (200 tys.) w Kanadzie dla „The Night Chicago Died”.
Ale to, co dobre, szybko się kończy. Druga połowa lat 70. przynosi zmiany w składzie grupy i spadek popularności, ostatecznie zespół rozwiązuje się w roku 1980. Trzy lata później dwaj członkowie zespołu reaktywują go bez swoich kolegów, ale niewiele z tego wychodzi.
W 1990 roku Wright, Vaughan i Morris otrzymują propozycję i wsparcie finansowe dla ponownego nagrania „Billy’ego”, z bardziej współczesnym brzmieniem. Jednakże utwór ten nie został nigdy wydany, bo wybuchła Wojna w Zatoce i BBC przygotowała listę piosenek „nieodpowiednich w tym czasie”. Billy, który miał nie być bohaterem, znów zginął (tym razem przez polityczną poprawność).
W roku 2011 do Paper Lace Chrisa Morrisa i Chrisa Raynora (pojawił się w składzie w roku 1978) ponownie dołącza Carlo Paul Santanna. Tymczasem Phil Wright i Cliff Fish (plus kilku innych muzyków) tworzy Phil Wright’s Original 70s Paper Lace. Obie grupy koncertują, śpiewając swe stare piosenki.
Zespól Paper Lace określany jest jako ten muzyczny przedstawiciel angielskiego Nottingham, który odniósł największy sukces. Faktycznie, porównując z dokonaniami Ten Years After, ta druga kapela nagrała o wiele więcej świetnie sprzedających się albumów, ale nie dorobiła się hitów zajmujących pierwsze miejsca list przebojów. Mimo to, jak na ponad trzystutysięczne miasto, kojarzące się przede wszystkim z Robin Hoodem… hm, kiepsko.
koniec
27 stycznia 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Prawdziwych artystów znać po tym, jak wieńczą
Sebastian Chosiński

17 IV 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj piąty „solowy” album amerykańskiego jazzrockowego duetu John Lee i Gerry Brown z udziałem między innymi Duńczyków Kennetha Knudsena i Pallego Mikkelborga.

więcej »
Fot. anniversaire-celebrite.com

A pamiętacie…: Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
Wojciech Gołąbowski

14 IV 2021

Aktor, gitarzysta i piosenkarz aktywny na scenie od roku 1966, wydał do tej pory kilkanaście albumów studyjnych, znany jest przede wszystkim z dwóch przebojów cudzego autorstwa.

więcej »

Non omnis moriar: Powrót na Stary Kontynent
Sebastian Chosiński

10 IV 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album amerykańskiego jazzrockowego duetu John Lee i Gerry Brown nagrany z towarzyszeniem amerykańskiego pianisty Stu(arta) Goldberga.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Mała Esensja: Przyznać się proszę – kto wrzucił komiks do pralki?
— Wojciech Gołąbowski

Szkoła dorzucania do stosu
— Wojciech Gołąbowski

Mała Esensja: Powrót trudny w dwójnasób
— Wojciech Gołąbowski

Mała Esensja: Grunt to dawkowanie
— Wojciech Gołąbowski

Jak bardzo mnie (nie) znasz?
— Wojciech Gołąbowski

Historia w obrazkach: Gdy dzieci nie słuchają rodziców…
— Wojciech Gołąbowski

Klasycy rocka ostrzegają
— Wojciech Gołąbowski

Ale czemu szaleńca?
— Wojciech Gołąbowski

Biografia kadrami ilustrowana
— Wojciech Gołąbowski

Niesamowita księga
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.