Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

10 największych muzycznych rozczarowań 2020 roku

Esensja.pl
Esensja.pl
Ciężko mówić o muzycznych rozczarowaniach, kiedy cały rok był rozczarowujący. Są jednak takie pozycje, które sprawiły wyjątkowy zawód. Oto dziesięć z nich.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 największych muzycznych rozczarowań 2020 roku

Ciężko mówić o muzycznych rozczarowaniach, kiedy cały rok był rozczarowujący. Są jednak takie pozycje, które sprawiły wyjątkowy zawód. Oto dziesięć z nich.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Od razu powiem, że w gruncie rzeczy „Duch” nie jest specjalnie złą płytą. Na pewno ma swój urok. Niemniej w porównaniu z dwoma poprzednimi dokonaniami Skubasa (zwłaszcza debiutem „Wilczełyko”) wypada bardzo wtórnie i nie tak ciekawie, jak byśmy się tego spodziewali. Żal jest tym większy, że czekaliśmy na ten krążek aż sześć lat.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Nie wiem o co chodzi, ale pierwsze płyty Luxtorpedy połknąłem w całości. Jednak od czasu „Buraków…” wchodzą mi coraz gorzej. A „Anno Domini MMXX” spowodowało zgagę. Nie przeczę, że znajdziemy tu kilka rewelacyjnych momentów, jak „Ekoplan”, „Progres, nie problem”, czy „Instrumentalnie”, ale są też rzeczy chybione, które irytują muzycznie i tekstowo, ze szczególnym wskazaniem na pretensjonalny „Bonędza City”. A największy problem mam z „Na czworakach”, który w obecnej sytuacji wydaje się nie na miejscu. Niebezpiecznie ociera się bowiem o promowanie teorii spiskowych. Nawet jeśli sam zamysł miał być inny.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Czy tak naprawdę ktokolwiek czekał na ten album? Wątpię. Pojawił się i… jest. Nawet nie można o nim napisać, że stanowi jakąś kontrowersję. Owszem, kilka utworów (zwłaszcza z XXI wieku) zgrabnie przearanżowano, by dobrze brzmiały z orkiestrą, ale jako całość album ten ma mniej charakteru, niż kontrowersyjna „jedynka”. Do tego muzykę pozbawiono mocnego uderzenia, przez co brzmi wyjątkowo płasko.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Wiem, że są tacy krytycy, którzy bardzo chwalą ten album. Ja do nich nie należę. Po pierwsze dlatego, że Gorillaz stracił na nim swoją indywidualność. To zawsze był eklektyczny projekt, ale (z małymi wyjątkami) czuło się w nim obecność Damona Albarna. Tymczasem tutaj jest on przytłoczony przez multum gości. Po drugie, drażni mnie wszechobecność autotune′a, przez co utwory zlewają się w jedną papkę.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Po przesłuchaniu „Faith” zacząłem się wstydzić tego, że kiedyś bardzo dopingowałem Hurts. A przecież ten duet to coś więcej, niż dawny przebój „Wonderful Life”. Niestety widocznie ktoś z wytwórni podpowiedział panom, by zgłębili współczesne popowe trendy, co nie wyszło im na dobre. W efekcie otrzymaliśmy krążek bez pomysłu na dobre melodie, pełen najbardziej irytujących nowinek, które dziś są trendi, ale w przyszłości będą budziły uśmieszek politowania.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Blanche w 2017 roku reprezentowała Belgię w konkursie Eurowizji z piosenką „City Lights”. Zrobiła na mnie wrażenie i z niecierpliwością wyczekiwałem jej debiutu. Tymczasem lata mijały i nic. Wreszcie jednak się udało i… no właśnie. Na „Empire” nie znajdziemy ani jednej kompozycji, która choćby zbliżała się jakością do „City Lights”. To zbiór wyciszonych, electropopowych kawałków bez cienia oryginalności, które powinno się zapisywać na receptę na sen dla nadpobudliwych.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Chromatica” jest albumem monotonnym i nieciekawym. Gdyby nie był firmowany przez Lady Gagę zapewne przepadłby na rynku niezauważony. Jeśli cokolwiek z tego zestawu można nazwać przebojem, to jedynie dzięki sprawnej maszynie promocyjnej. Szczerze mówiąc wolałbym, aby Gaga eksplorowała nowe kierunki muzyczne (patrz „Shalow”), niż zajmowała się dyskotekowo-popową estetyką, do której chyba ma coraz mniej serca.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Gdy pierwszy raz usłyszałem singel promujący niewydany jeszcze „Gigaton”, czyli „Dance of the Clairvoyants”, byłem w szoku. Takiej wolty stylistycznej po tym zespole się nie spodziewałem (jak zapewne wielu). Jakie więc było zdziwienie, kiedy okazało się, że krążek w całości jest… taki, jak zwykle. Trochę grunge′owania, sporo akustycznych dźwięków i tyle. Niby są to rzeczy, za które pokochaliśmy Pearl Jam trzydzieści lat temu, ale tym razem coś nie wyszło. Tak bezjajecznego albumu panowie nie nagrali od bardzo dawna.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Pierwsza odsłona projektu Nergala Me And That Man, nagrana wspólnie z Johnem Porterem, była zaskoczeniem. Pokazała, że lider Behemotha świetnie odnajduje się w niecodziennym dla siebie, mrocznym, półakustycznym graniu. Album numer dwa, już bez Portera, to jednak całkiem inna bajka. Darski stara się być na nim bardziej amerykański, niż Amerykanie. Imponuje zestaw gości, których zaprosił do studia, ale między żadnym z nich nie czuć tej nici porozumienia, co z Johnem. Nie przez przypadek najlepszym utworem na płycie jest „Męstwo”, w którym Nergal zaśpiewał sam, po polsku.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Ja wiem, że od jakiegoś czasu Blackfield to głównie projekt Aviva Geffena, ale to, co można znaleźć na „For the Music” to nieporozumienie. Aż nie chce się wierzyć, że Steven Wilson zdecydował się firmować swoim nazwiskiem zestaw tak trywialnych, ordynarnie popowych utworów i to trzeciej jakości. Nowoczesna produkcja nie maskuje braku pomysłów na dobre kompozycje, a wręcz irytuje swoją nachalnością. Zwłaszcza, kiedy się weźmie pod uwagę nadreprezentację autotune′a. Na przestrzeni lat Blackfield miał słabsze momenty, ale żaden nie był tak tragiczny, jak tutaj. Jego ukazanie tłumaczę sobie tym, że Wilson w natłoku obowiązków, nie zdążył przesłuchać materiału od Geffena. Teraz zapewne pluje sobie w brodę.
koniec
4 lutego 2021

Komentarze

06 II 2021   10:54:22

Wilson po dramatycznie słabym krążku z Blackfield wypuścił dramatycznie słaby solowy krążek. Dodatkowo coraz mocniej odcina się od progresywnych a nawet rockowych konotacji więc chyba obserwujemy upadek gwiazdy. A szkoda bo to artysta któremu kibicowałem od blisko 20 lat i nie raz stałem w pierwszym rzędzie na koncertach.

11 II 2021   20:00:08

No właśnie, przecież Steven Wilson wiecznie narzekający na kiepską kondycję muzyki pop w końcu sam zaczął taką nagrywać. "To the bone" było bardzo słabe, a zapowiedzi "The future bites" wcale nie wyglądają lepiej. Chyba najwyższy czas na reaktywację Porcupine Tree i nowy album z Mikaelem Akerfeldtem.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Prawdziwych artystów znać po tym, jak wieńczą
Sebastian Chosiński

17 IV 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj piąty „solowy” album amerykańskiego jazzrockowego duetu John Lee i Gerry Brown z udziałem między innymi Duńczyków Kennetha Knudsena i Pallego Mikkelborga.

więcej »
Fot. anniversaire-celebrite.com

A pamiętacie…: Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
Wojciech Gołąbowski

14 IV 2021

Aktor, gitarzysta i piosenkarz aktywny na scenie od roku 1966, wydał do tej pory kilkanaście albumów studyjnych, znany jest przede wszystkim z dwóch przebojów cudzego autorstwa.

więcej »

Non omnis moriar: Powrót na Stary Kontynent
Sebastian Chosiński

10 IV 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album amerykańskiego jazzrockowego duetu John Lee i Gerry Brown nagrany z towarzyszeniem amerykańskiego pianisty Stu(arta) Goldberga.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Dwutakt: Narzędzie dla kustosza Metalliki, czyli o „S&M 2” słów kilka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

Z tego cyklu

30 najlepszych płyt 2020 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

SilnaPłyta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bezkrólewie
— Mateusz Kowalski

Brodzący po mętnej wodzie
— Michał Perzyna

Daj się pożreć… „Robakom”!
— Sebastian Chosiński

Pot i Kreff: Grunge w światłach sceny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Dwa światy w Chorzowie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Największy z Wielkiej Czwórki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

It’s Pearl Jam babe!
— Krzysztof Czapiga

Pot i Kreff – Made in Poland: Wszyscy święci na koncercie Pearl Jam
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Metallica poczuła się dobrze!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Włoski western (niekoniecznie spaghetti)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po tamtej stronie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nanopandemia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dziesięć filmów Michaela Baya w jednym
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tytus, Romek i A’Tomek: The Best of Papcio Chmiel
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly, metal i RPG
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie tędy droga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Catwoman miała pieskie życie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Barbarzyńca hazardu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zjedz mnie, jeśli potrafisz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.