Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

André Demay
‹Generic›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGeneric
Wykonawca / KompozytorAndré Demay
Data wydania1980
Wydawca WEA Filipacchi Music
NośnikWinyl
Czas trwania38:12
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
André Demay, Celmar Engel, Jannick Top, Fred Desplan, Joe Hammer
Utwory
Winyl1
1) Generic Cycle05:35
2) Nervous Structure04:43
3) Musical Syntax04:11
4) Sybarite Island04:48
5) Private Entrance05:03
6) Telepathically Yours04:21
7) Razzia Man04:31
8) Automatic Stop05:01
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Na styku dwóch światów

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album solowy francuskiego gitarzysty (jazz)rockowego André Demaya.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Na styku dwóch światów

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album solowy francuskiego gitarzysty (jazz)rockowego André Demaya.

André Demay
‹Generic›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGeneric
Wykonawca / KompozytorAndré Demay
Data wydania1980
Wydawca WEA Filipacchi Music
NośnikWinyl
Czas trwania38:12
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
André Demay, Celmar Engel, Jannick Top, Fred Desplan, Joe Hammer
Utwory
Winyl1
1) Generic Cycle05:35
2) Nervous Structure04:43
3) Musical Syntax04:11
4) Sybarite Island04:48
5) Private Entrance05:03
6) Telepathically Yours04:21
7) Razzia Man04:31
8) Automatic Stop05:01
Wyszukaj / Kup
Gitarzysta André Demay nie był artystą z pierwszych stron gazet; na scenie muzycznej – jazzowo-rockowej i nowofalowej – pojawił się na krótko i przemknął przez nią jak meteoryt. Szczególnie aktywny był w drugiej połowie lat 70. i w następnej dekadzie XX wieku. Co robi dzisiaj (o ile wciąż żyje)? Sam chciałbym wiedzieć. Pozostawił po sobie jednak dwie płyty, które na pewno zasłużyły, aby o nich wspomnieć we francuskiej odnodze cyklu „Non Omnis Moriar”. O pierwszej, nagranej do spółki ze skrzypkiem Michelem Ripoche’em (chodzi o „Contes musicaux” z 1977 roku), pisałem już parę miesięcy temu. Teraz czas przyjrzeć się późniejszemu o trzy lata projektowi stricte solowemu – „Generic”. Album ten wydała wytwórnia WEA Filipacchi Music, która była paryską filią amerykańskiego potentata płytowego (i nie tylko) WEA Music (czyli dzisiejszego Warnera).
I nawet jeśli longplay sygnował artysta niezbyt znany, to trzeba przyznać, że współpracowników dobrał sobie pierwszorzędnych. Na syntezatorach zagrał Celmar (a właściwie Marcel) Engel, który miał już za sobą kooperację z popowym Soupe Aux Canards oraz progresywno-psychodelicznymi formacjami Omega Plus („How to Kiss the Sky”, 1969) i Dynastie Crisis (trzy – zatytułowane tak samo jak zespół – albumy wydane w latach 1970-1973); później natomiast odnalazł się w szeregach grupy Jean-Claude’a Petita Son Orchestre, z którą nagrał dwie płyty z gatunku easy listening („Stars”, 1981; „Champs Élysées”, 1982). Obowiązki basisty objął muzyk, którego szerzej wielbicielom francuskiego fusion przedstawiać nie trzeba – to Jannick Top, który do tego momentu przewinął się między innymi przez składy Troc, Speed Limit, Magmy oraz projektów okołomagmowych VanderTop i Fusion.
Jannick w drugiej połowie lat 70. pojawił się również w składzie grupy Space, która grała muzykę powstającą na zbiegu space rocka i… disco. Poznał w niej amerykańskiego – rodem z San Antonio w Teksasie – perkusistę Joego Hammera (rocznik 1954), którego w imieniu André Demaya zaprosił do pracy nad „Generic”. Hammer zdążył nagrać trzy krążki ze Space („Magic Fly”, 1977; „Deliverance”, 1977; „Just Blue”, 1978), by potem rozstać się z tym zespołem i po paru latach powrócić do jego nowego wcielenia – Paris France Transit („Paris France Transit”, 1982; „Concerts en URSS”, 1983). Stosunkowo najmniej znaną postacią, która wzięła udział w sesji, był perkusjonista Fred Desplan, który dzisiaj jednak, obok Topa, może pochwalić się nadzwyczaj bogatą dyskografią. A to za sprawą tego, że przez lata udzielał się jako muzyk sesyjny, którego nader chętnie zapraszano do współpracy (najprawdopodobniej na takiej samej zasadzie trafił do grupy Demaya).
Longplay „Generic” ukazał się w momencie, kiedy muzyka jazzrockowa zaczęła tracić na popularności; coraz większą popularność zyskiwały natomiast takie gatunki, jak nowa fala czy jeszcze bardziej przebojowa jej odmiana – synth-pop. André Demay, mając wyczulone ucho, nie pozostał obojętny na te zmiany, ale z drugiej strony zależało mu na tym, aby pod własnym nazwiskiem nagrać album, który nawet jeśli okaże się efemerydą, to zostanie w pamięci słuchaczy na dłużej. Dlatego udanie wymieszał nowe trendy z tymi, które – jak się wówczas zdawało – znajdowały się w okresie schyłkowym; mam tutaj na myśli fusion i rock progresywny. W efekcie powstało wydawnictwo będące przedziwną hybrydą – miejscami zachwycające („Generic Cycle”, „Sybarite Island”), to znów do bólu irytujące („Private Entrance”). Na pewno jednak godne uwagi.
Na krążek trafiło osiem kompozycji lidera (tytuły wszystkich, co na pewno nie było przypadkiem, składały się z dwóch wyrazów); podzielono je równo – po cztery na stronę. Podział też zapewne nie był przypadkowy; na stronę A trafiły bowiem utwory w większym stopniu skupiające się na przeszłości. Otwierający longplay „Generic Cycle” to prawdziwa perła, wręcz małe arcydzieło. Brzmienia syntezatorowe mieszają się tutaj z powłóczysto-progresywnymi dźwiękami gitary, a wykreowane elektronicznie chórki przydają całości symfonicznego rozmachu. Taki numer byłby ozdobą repertuaru każdego szanującego się zespołu pokroju Focus, Yes czy Emerson, Lake & Palmer. Z podobnego ducha wyrasta „Nervous Structure”, w którym Demay prowadzi gitarowy dialog – tło wypełnia tonami akustycznymi, na pierwszym planie eksponuje zaś gitarę elektryczną (a wydatnie wspomaga go jeszcze Jannick Top). Syntezatory skupiają się na podawaniu syntetycznego rytmu, który służy za fundament progresywnej treści (choć prezentowanej bardzo nowocześnie).
W „Musical Syntax” więcej jest pulsującej elektroniki; na czoło wybijają się syntezatory Engela, do brzmienia których idealnie dopasowuje się gitara basowa Topa. Gdyby zamiast instrumentów klawiszowych wykorzystać tu żywe dźwięki, otrzymalibyśmy prawdopodobnie energetyczny funkowy numer, zagrany z rockowym pazurem. Stronę A zamyka „Sybarite Island” (cóż za cudowny tytuł!), w którym subtelne i nastrojowe gitary przenikają się w pełnej symbiozie z wyśmienitymi syntezatorami. To numer, który – pozostanę jeszcze przy kulinarnych skojarzeniach – można smakować po kawałku, a potem pożerać na raz. Tym większym zaskoczeniem dla słuchaczy musiał być pojawiający się na początku strony B „Private Entrance”, który zaczyna się jak klasyczny synth-pop (to jeszcze nic złego), który na dodatek postanowiono okrasić elementami… disco (brrr!). Szczęście, że w dalszej części Demay postanowił pokombinować z rytmiką; można przynajmniej skupić uwagę na galopadach Topa i Hammera.
Do drugiego w kolejności (chodzi oczywiście o drugą stronę longplaya) „Telepathically Yours” wkradło się – i bardzo dobrze! – więcej eksperymentów. Prym wiedzie Demay, który miesza czyste rockowe brzmienie swojej gitary z przesterowanymi frazami o rodowodzie bluesowym. Kiedy w drugiej części robi się melodyjniej, do głosu dochodzą też, niestety, bardziej plastikowe dźwięki. Za to „Razzia Man” to już przebój na miarę swoich czasów (choć w rzeczywistości nigdy nim nie został) – z odpowiednią dawką popu, ale także z klimatem postpunkowo-nowofalowym i wtrętami funkowymi. Słychać wyraźnie, że André nasłuchał się The B-52’s. Longplay wieńczy pięciominutowy „Automatic Stop”, który składa się z dwóch warstw: na wierzchu pojawia się powłóczysta, hipnotyzująca gitara (tak, progresywna!), w tle natomiast nie brakuje frywolnych dźwięków klawiszy i perkusjonaliów). Dwa artystyczne światy przeniknęły się tutaj, a efektem tego okazał się…
…kolaps! Z którego narodził się nowy byt. André Demay mógłby nagrywać kolejne płyty utrzymane w podobnej stylistyce. Zapragnął jednak zapisać na swoje konto jeszcze większy sukces komercyjny. A takiego nie zapewniłyby mu płyty instrumentalne. Potrzebował wokalisty! Znalazł go w osobie Natana Hercberga, z którym wkrótce stworzył duet TGV (pozostał po nim jedynie wydany na początku 1981 roku singiel „T.G.V.”), który niemal z rozpędu (sic!) przekształcił się w Comix. Pod tą nazwą André i Natan wydali longplay zatytułowany po prostu „Comix” (1981), po czym, nie osiągnąwszy spodziewanych celów, poszli każdy swoją drogą. Demay kilka lat później dał jeszcze o sobie znać, tworząc ścieżki dźwiękowe do miłosnych komediodramatów Virginie Thévenet „La nuit porte jarretelles” („Nocny Paryż”, 1985) i „Jeux d’artifices” (1987).
koniec
13 marca 2021
Skład:
André Demay – gitara elektryczna, gitara akustyczna

oraz:
Celmar Engel – syntezatory
Jannick Top – gitara basowa
Fred Desplan – instrumenty perkusyjne
Joe Hammer – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Kąpiel słoneczna w strugach fusion
Sebastian Chosiński

8 V 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album międzynarodowego jazzrockowego projektu niemieckiego pianisty Joachima Kühna.

więcej »

Non omnis moriar: Z Montrealu do Paryża
Sebastian Chosiński

1 V 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj koncertowy album francuskiego skrzypka jazzowego Didiera Lockwooda i towarzyszącego mu kanadyjskiego kwartetu UZEB.

więcej »

Nie przegap: Kwiecień 2021
Esensja

30 IV 2021

Dla tych, którzy w majówkę chcą nadrobić zaległości, podręczny spis naszych recenzji opublikowanych w kwietniu.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Kąpiel słoneczna w strugach fusion
— Sebastian Chosiński

Z Montrealu do Paryża
— Sebastian Chosiński

Bracia w doli i niedoli
— Sebastian Chosiński

Prawdziwych artystów znać po tym, jak wieńczą
— Sebastian Chosiński

Powrót na Stary Kontynent
— Sebastian Chosiński

Meduza, której nie należy się bać
— Sebastian Chosiński

Cudem wróceni na ojczyzny łono
— Sebastian Chosiński

Europa – twoim drugim domem
— Sebastian Chosiński

Ryzyko wkalkulowane
— Sebastian Chosiński

Niech was nie zmiecie fala
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.