Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 lipca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Ergo Sum
‹Mexico›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMexico
Wykonawca / KompozytorErgo Sum
Data wydania17 listopada 1971
Wydawca Thélème
NośnikWinyl
Czas trwania39:12
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Lionel Ledissez, Jean Guérin, Michel Leonardi, Roland Meynet, Max Touat, André-Bernard Blanc, Dominique Blanc-Francart, Laurent Thibault
Utwory
Winyl1
1) Night Road03:07
2) Unparalleled Embrace02:50
3) John’s Nightmare04:31
4) Faces06:33
5) Second Rebirth04:15
6) Mexico03:36
7) I Know Your Mother08:57
8) Albion Impressions05:57
9) Lydie01:00
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Długa droga na szczyt i szybki zjazd

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny longplay francuskiej formacji Ergo Sum, której wokalistą był Lionel Ledissez.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Długa droga na szczyt i szybki zjazd

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny longplay francuskiej formacji Ergo Sum, której wokalistą był Lionel Ledissez.

Ergo Sum
‹Mexico›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMexico
Wykonawca / KompozytorErgo Sum
Data wydania17 listopada 1971
Wydawca Thélème
NośnikWinyl
Czas trwania39:12
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Lionel Ledissez, Jean Guérin, Michel Leonardi, Roland Meynet, Max Touat, André-Bernard Blanc, Dominique Blanc-Francart, Laurent Thibault
Utwory
Winyl1
1) Night Road03:07
2) Unparalleled Embrace02:50
3) John’s Nightmare04:31
4) Faces06:33
5) Second Rebirth04:15
6) Mexico03:36
7) I Know Your Mother08:57
8) Albion Impressions05:57
9) Lydie01:00
Wyszukaj / Kup
O tym była już mowa wcześniej: kiedy Laurent Thibault zdecydował się odejść z Magmy i odstąpił swój etat basisty François Moze’owi, zajął się na dobre produkcją płyt, a następnie także ich wydawaniem pod szyldem założonej przez siebie w 1971 roku wytwórni Thélème. Jednym z pierwszych zespołów, jakie trafiły do jego stajni, był Ergo Sum, po którym pozostał zaledwie jeden album – zatytułowany „Mexico”. Tytuł może wydawać się nieco zaskakujący, ale ma swoje wyjaśnienie; wiąże się ono z biografią wokalisty tej formacji, Lionela Ledisseza. Choć urodził się on w 1944 roku w Paryżu, dorastał właśnie w Meksyku. Zanim został muzykiem, przez kilka lat pracował jako steward na liniach transoceanicznych. Dopiero w 1966 roku zdecydował się osiąść na stałe w ojczyźnie. Wybrał południe Francji, a konkretnie położone na Lazurowym Wybrzeżu miasto Aix-en-Provence, gdzie niebawem poznał Jeana Guérina.
Jean studiował w miejscowej Akademii Muzycznej (w klasie fortepianu), ale nie miał wielkiej ochoty poświęcić się klasyce; dużo bardziej pociągała go muzyka spod znaku „british invasion”. Szlaki Guérina i Ledisseza przecięły się w 1966 roku w Tulonie, tam bowiem działał zespół Les Cochran’s, w którym obaj na czas jakiś zakotwiczyli. Była to formacja, jakich wiele w tamtym czasie; skupiała się przede wszystkim na graniu coverów. Aż trzy z czterech kompozycji, jakie znalazły się na jedynej wydanej przez nią EP-ce („Carol”, 1966), pochodziły właśnie z repertuaru innych wykonawców. Jean i Lionel mieli jednak większe ambicje, pociągała ich też twórczość bardziej skomplikowana, ocierająca się o jazz i bluesa. Stąd zmiany składu (wkrótce do Guérina i Ledisseza dołączyło trzech młodych jazzmanów: gitarzysta Michel Leonardi, kontrabasista Edouard Magnani oraz perkusista Alain Richard) i wreszcie – otwierająca nowy etap w ich artystycznych życiu – zmiana nazwy grupy z Les Cochran’s na Lemon Pie.
To ostatnie dokonało się w 1968 roku. Muzycy zdawali sobie sprawę, że jeżeli chcą wyjść poza środowisko lokalne, muszą czymś się legitymować, słowem: mieć w ręku płytę. Nagrali więc materiał, który nawet wytłoczyli, ale który nigdy nie trafił do sprzedaży – rozdawali go znajomym i w celach promocyjnych. Inwestycja zaczęła przynosić efekty po kilku miesiącach, kiedy w składzie nie było już Edouarda, którego zastąpił Max Touat (wcześniej w zespołach Arthur Clan i Morning Glories). W 1969 roku Lemon Pie po raz pierwszy zagrali w Paryżu; zdecydowali się także na nagranie trzech nowych utworów. Dwa z nich w kwietniu następnego roku ukazały się na debiutanckim singlu („Give You My Name” / „Everyday”), ale już pod nową i, jak się okazało, ostateczną nazwą – Ergo Sum. Kwintet przystąpił teraz do intensywnego promowania płytki, czego fizycznie nie wytrzymał Richard; po odejściu w zespole zameldował się nowy perkusista – André-Bernard Blanc, który ukrył się pod pseudonimem B.B. Brutus.
Jesienią formacja po raz pierwszy udała się na koncerty poza granice kraju – do Londynu – a wyjazd ten zaowocował poznaniem nowych trendów w światowej muzyce. Szczególnie duże wrażenie zrobili na Francuzach artyści zza Oceanu: Alice Coltrane oraz „elektryczny” Miles Davis. To musiało mieć wpływ na zespół; stąd decyzja, aby poszerzyć skład, w efekcie czego w grudniu 1970 roku w Ergo Sum zameldował się skrzypek Roland Meynet. Od tego momentu zaczęto szlifować nowy materiał, z którym wiosną następnego roku zespół ponownie ruszył na podbój Paryża. Tym razem poszło lepiej niż dwa lata wcześniej. 2 kwietnia 1971 roku na festiwalu w Saint-Gratien uznano go za „najbardziej obiecujący”. A stąd był już tylko krok do nagrania profesjonalnej płyty, zwłaszcza że na horyzoncie pojawił się Laurent Thibault, który zorganizował muzykom sesję nagraniową w Hérouville. Miała ona miejsce w sierpniu i wrześniu, a płyta – zatytułowana „Mexico” – trafiła do sprzedaży dokładnie 17 listopada. Wytłoczono trzy tysiące egzemplarzy, które ponoć szybko się sprzedały.
Co ciekawe, żadna z kompozycji, jakie pojawiły się na albumie, nie wyszła spod rąk liderów, czyli Ledisseza i Guérina. Ich twórcami byli natomiast Touat (w pięciu przypadkach), Leonardi (w dwóch) oraz Meynet (w jednym). Jeden utwór – ba! na dodatek otwierający wydawnictwo – skombinował dla Ergo Sum Thibault, a jego autorem był praktycznie nieznany (i niezwiązany z zespołem) Eric Goger. To „Night Road”, którego nastrojowy początek (vide flet Jeana) udanie kontrastuje z zachrypniętym głosem Lionela. W tle natomiast pojawiają się rytmiczne nawiązania do fusion, z kolei klawisze ciągną całość w stronę rocka progresywnego. Ciekawostką godną uwagi jest to, że na syntezatorze Mooga (notabene bardzo zadziorną partię) zagrał tutaj Dominique Blanc-Francart, który w tamtym czasie był w studiu Hérouville głównym inżynierem dźwięku. Początek jest więc obiecujący, ale trudno po nim wyrokować jeszcze, jak wypadnie cały materiał.
Kolejne dwie kompozycje wyszły spod ręki Touata i trzeba przyznać, że znacząco różnią się od „Night Road”. W „Unparalleled Embrace” pojawia się gitara akustyczna (na której zagrał sam Max) i klasycznie brzmiące skrzypce Meynet, stylistycznie zaś można ten numer uznać za balladę bliską francuskiemu szansonowi. Z kolei w „John’s Nightmare” wyraźnie słyszalne są elementy folk-rocka, choć w drugiej części – za sprawą solówki Leonardiego – sekstet skręca wyraźnie w stronę muzyki rockowej (choć z jazzrockowym groove’em). Michel jest twórcą kolejnego utworu – „Faces”. To sześć i pół minuty nastrojowego grania opartego ponownie na kontrastach: mocna perkusja i chropawy wokal kontra subtelne skrzypce i fortepian. Dopiero w końcówce numer ten zmienia swoje oblicze i ponownie odpowiedzialny za to jest Michel. Słychać, że miał on ciągotki do ostrzejszej muzyki, lecz w szeregach Ergo Sum musiał się przed tym powstrzymywać.
Stronę A wydawnictwa zamyka jeszcze jeden utwór Touata – „Second Rebirth”. I jest to już trochę inna bajka: dominuje tu – wsparty partią skrzypiec elektrycznych – progres w stylu niemieckiej formacji 2066 & Then (choć to raczej mało prawdopodobne, aby Francuzi w tym momencie znali jej dokonania). Po przełożeniu winylowego krążka na drugą stronę pojawia się numer tytułowy: jego autorem ponownie jest Max i ponownie zahacza on o klasyczny rock progresywny, chociaż pojawiają się w nim, co dziwić nie powinno, wtręty latynoskie (i język hiszpański). Najdłuższym fragmentem „Mexico” jest dziewięciominutowy, przez większość czasu snujący się leniwie „I Know Your Mother”. Pojawia się w nim i jazzowy fortepian elektryczny i transowa sekcja rytmiczna, ale nie brakuje także fletu i gitary akustycznej. Ledissez śpiewa bardzo emocjonalnie, lecz nie stara się mimo wszystko zdominować narracji. W dynamicznym finale panowie z Ergo Sum udowadniają z kolei, że rockowa ekspresja bliska była ich sercu.
„I Know Your Mother” to ostatnie na płycie dzieło Touata. Przedostatni utwór – jazzrockowe „Albion Impressions” – wyszedł spod ręki Leonardiego, który nie tylko zagrał tu na gitarach elektrycznej i akustycznej (w duecie z flecistą), ale również zaśpiewał (w zupełnie odmienny sposób niż Lionel). Całość sfinalizował natomiast minutową miniaturą „Lydie” Roland Meynet. To nadzwyczaj subtelne – i jakże odmienne w stylu od poprzednich utworów – podsumowanie opowieści, oparte na dźwiękach jedynie trzech instrumentów: gitary akustycznej (Meynet), fletu (Guérin) i… kontrabasu (Touat). W czasie tej sesji powstał przynajmniej jeszcze jeden pełnoprawny numer, który już jednak na longplayu się nie zmieścił. Ukazał się on później na składance „Puissance 13+2”, która zawierała „odrzuty” z sesji zespołów, które nagrywały swoje płyty w Hérouville. Chodzi o „All’s So Comic” Touata, który wprawdzie do portretu grupy nie wnosi nic nowego, ale też nie odbiega poziomem od zawartości „Mexico”.
Mogło się wydawać, że po publikacji albumu kariera Ergo Sum wreszcie nabierze rozpędu. Nic z tych rzeczy! Wstrząsem dla zespołu okazały się odejścia Touata – głównego kompozytora – którego zastąpił „syn marnotrawny” Edouard Magnani, oraz Leonardiego, na miejsce którego przyjęto Marka Perru (wcześniej w Cruciferus, później w Nemo). W składzie z nimi w styczniu 1972 roku zespół nagrał dwa nowe utwory, które ukazały się na singlu. Chodzi o „meksykańską” „Tijuanę” (autorstwa Perru) i „It’s Me” (to dzieło Guérina). Wyrastały one z wcześniejszych doświadczeń, były jednak nieco prostsze i – z założenia – bardziej przebojowe. Na nic to się zdało, zwłaszcza że po paru tygodniach doszło w grupie do kolejnych dezercji: tym razem pożegnali się z Ergo Sum… Magnani (widać weszło mu to w krew) i André-Bernard Blanc (B.B. Brutus). Ledissez i Guérin starali się jeszcze ratować szybko nabierający wody okręt; przyjęli na pokład basistę Marka Bertauxa i perkusistę Jean-My Truonga (wcześniej w Perception, później natomiast w formacjach Zao oraz „Surya); dokooptowano też klawiszowca François Breanta. Dzięki tym zabiegom zespół dotrwał do lipca 1972 roku, zagrał koncert (u boku Magmy) na festiwalu w Metz, po czym rozpadł się definitywnie.
koniec
17 lipca 2021
Skład:
Lionel Ledissez – śpiew, instrumenty perkusyjne, dzwonki
Jean Guérin – flet, fortepiany elektryczne (Wurlitzer, Fender Rhodes), fortepian (Steinway), organy Hammonda, gwizd (6)
Michel Leonardi – gitara elektryczna, gitara akustyczna, śpiew (8)
Roland Meynet – skrzypce elektryczne, gitara akustyczna (9)
Max Touat – gitara basowa, gitara akustyczna (2,3), kontrabas (9)
André-Bernard Blanc (B.B. Brutus) – perkusja, instrumenty perkusyjne

oraz
Dominique Blanc-Francart – syntezator Mooga (1), inżynieria dźwięku
Laurent Thibault – rytmiczna gitara akustyczna (6), produkcja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Niechciana erupcja wulkanu
Sebastian Chosiński

10 VII 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny longplay formacji Univeria Zekt, pobocznego projektu perkusisty Magmy Christiana Vandera.

więcej »

Non omnis moriar: Każdy raj kiedyś się kończy
Sebastian Chosiński

3 VII 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny solowy longplay francuskiego basisty i producenta Laurenta Thibault.

więcej »

Nie przegap: Czerwiec 2021
Esensja

30 VI 2021

Mimo upałów w czerwcu nie zwolniliśmy tempa.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.