Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Z.O.U.

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ.O.U.
Wykonawca / KompozytorZ.O.U.
Data wydania1975
Wydawca Polydor
NośnikWinyl
Czas trwania30:47
Gatunekjazz, rock, soul
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Maria Popkiewicz, Joël Hervé, André Hervé, Michel Hervé, Stéphan Hervé
Utwory
Winyl1
1) I Love You04:39
2) She’s a Girl03:00
3) Pick Up Pull03:54
4) Humming Bird04:14
5) Puzzle Head12:14
6) Bouggy Zouggy (Rétro Rock)02:47
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Jak piękna Maria podbiła świat

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny longplay francuskiego kwintet Z.O.U.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Jak piękna Maria podbiła świat

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny longplay francuskiego kwintet Z.O.U.

Z.O.U.

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ.O.U.
Wykonawca / KompozytorZ.O.U.
Data wydania1975
Wydawca Polydor
NośnikWinyl
Czas trwania30:47
Gatunekjazz, rock, soul
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Maria Popkiewicz, Joël Hervé, André Hervé, Michel Hervé, Stéphan Hervé
Utwory
Winyl1
1) I Love You04:39
2) She’s a Girl03:00
3) Pick Up Pull03:54
4) Humming Bird04:14
5) Puzzle Head12:14
6) Bouggy Zouggy (Rétro Rock)02:47
Wyszukaj / Kup
Prześledzenie kariery zmarłej w lutym tego roku Marii Popkiewicz, kanadyjsko-francuskiej wokalistki polskiego pochodzenia, nie jest sprawą łatwą. Tyle było w jej bogatym życiu zwrotów akcji i… miejsc zamieszkania. W drogę na podbój świata wyruszyła z Montrealu, gdzie w latach 1959-1961 studiowała w katolickiej Thomas D’Arcy McGee High School. Tam nie tylko śpiewała w szkolnym chórze, ale również grała w drużynie koszykarskiej i uprawiała gimnastykę artystyczną. Przede wszystkim jednak pociągała ją muzyka – i to bardzo różnorodna: od klasycznej po jazz, od soulu po rock. Chcąc wybić się, w marcu 1966 roku – jak wielu artystów z Ameryki Północnej – przeniosła się na Stary Kontynent i na ponad trzy lata zakotwiczyła we Frankfurcie nad Menem, gdzie śpiewała w różnych klubach. Następnie na dwa miesiące zaangażowała się w Hamburgu, ale głównie po to, aby złapać dobry kontakt w Londynie. Co zresztą udało się!
W 1970 roku powierzono jej jedną z ról w rockowym musicalu autorstwa kanadyjskiego kompozytora Galta MacDermota (współtwórcy legendarnego „Hair”) – „Isabel’s a Jezebel”. Był on z powodzeniem wystawiany przez kilka miesięcy w The Duchess Theatre na londyńskim West Endzie. Na Popkiewicz zwrócono uwagę i rok później dano jej rolę w „Hair”. Tyle że fakt ten oznaczał kolejne przenosiny – tym razem do Belgii – albowiem chodziło o przedstawienie prezentowane w brukselskim Theatre Auditorium 44. I kiedy wydawało się, że teraz świat padnie już na kolana przed – jak ją nazywano (zresztą nie bez powodu) – „La Belle Maria”, nagle okazało się, że pokończyły się wszystkie kontrakty i w związku z tym trzeba wracać do kraju, czyli do Kanady. Od sierpnia do grudnia 1971 roku Popkiewicz śpiewała „do kotleta” ze specjalizującym się w coverach zespołem English Blood.
Zapewne było to dla niej o pięć miesięcy za długo. Gdy więc nadeszła w ostatnich dniach 1971 roku propozycja z Londynu, Maria nie zastanawiała się długo, wsiadła w samolot i poleciała do Europy. O co chodziło? O wydanie singla z piosenkami z musicalu „Isabel’s a Jezebel” („Sand” i „Use My Name / These Are the Things”), który nagrała wspólnie z Frankiem Aiello. Kooperację tę Popkiewicz uznała za na tyle satysfakcjonującą, że niebawem dyskografia duetu Frank & Maria wzbogaciła się o jeszcze jedną małą płytkę (z utworami „So Here I Go Again” i „Mercy Mercy”). Jednocześnie wokalistka postanowiła spróbować szczęścia w nieco innej formule i związała się – zresztą razem z Frankiem – z hardrockową formacją The Big Bertha, w której karierę zaczynał między innymi perkusista Cozy Powell. Znalazła też jednak czas, aby odwiedzić rodzinę w Kanadzie i przy okazji nagrać trzy piosenki z funkowo-soulową grupą Cane and Able; ukazały się one następnie na longplayu „Relating a Message to You” (1972).
Tym razem pobyt Marii w ojczyźnie był krótki, ponieważ nadeszła propozycja, jakiej odrzucić nie mogła: tym razem z Paryża, a konkretniej z – mieszczącego się w Palais de Chaillot (wcześniej Palais du Trocadero) – Theatre National Populaire. Chodziło o rolę (między innymi Marii Magdaleny) w musicalu „Jesus Christ Superstar”. Spektakl był wystawiany bez przerwy przez pięć miesięcy. Wystarczająco długo, aby dać się poznać z jak najlepszej strony. I tę okazję „La Belle Maria” wykorzystała. Wkrótce stała się członkinią tria wokalnego The Holladay Sisters, które wspierało swym talentem całą rzeszę francuskich artystów. Aż w końcu na jej drodze stanęli czterej bracia Hervé: perkusista Stéphan, a właściwie Eugène (rocznik 1942), klawiszowiec André (rocznik 1946), basista Michel (rocznik 1947) oraz gitarzysta Joël (rocznik 1949). Dwóch z nich – Michel i nieżyjący już André (zmarł w 2004 roku) – nie tak dawno „pogrzebało” swój sztandarowy projekt, jazzrockową grupę Zoo („Zoo”, 1969; „I Shall Be Free”, 1970; „Hard Tines, Good Times”, 1972) i właśnie rozglądało się za czymś nowym.
Tym „czymś nowym” okazał się powołany do życia razem z Marią Popkiewicz zespół… Z.O.U. Jego nazwa była skrótem od Zön Orchestra Unlimited, ale oczywiście nawiązywała bezpośrednio do poprzedniego projektu braci. Sesja nagraniowa debiutanckiej i, jak się potem okazało, jedynej płyty – zatytułowanej po prostu „Z.O.U” – odbyła się w październiku i listopadzie 1974 roku w paryskim studiu Clarens; album ujrzał natomiast światło dzienne parę miesięcy później nakładem francuskiej filii wytwórni Polydor. Była to, jak na dzisiejsze standardy, krótka płyta, trwająca zaledwie trzydzieści minut (z groszami). Ale biorąc pod uwagę, ile działo się w tych kompozycjach – można uznać, że to wystarczający format. Stylistycznie pogodzono na „Z.O.U” zainteresowania obu stron, co oznacza, że usłyszeć można zarówno krótkie soulowo-jazzowe piosenki, jak i – w jednym przypadku – dłuższą jazzrockową kompozycję (nawiązującą do tego, co bracia Hervé grali z Zoo).
W tej dwoistości formacji można też jednak dostrzec przyczyny jej artystycznego niepowodzenia. Publiczność wolała bowiem w tamtym czasie wykonawców, którzy konkretniej określaliby swoje zainteresowania i fascynacje. Publikację longplaya poprzedziło wydanie singla z piosenkami „I Love You” oraz „She’s a Girl”. Obie trafiły później – jako dwa pierwsze utwory – na duży krążek. „I Love You” otwiera fortepian André, do którego szybko dołącza subtelny śpiew Marii (z czasem w tle rozlega się także chórek złożony z Joëla, Michela i wspomnianego już André). I chociaż w połowie numeru kwintet nabiera rozmachu, główny przekaz się nie zmienia – do końca mamy do czynienia z „czarną” (soulową) muzyką i „białym” wokalem, co jednak, niestety, lekko się gryzie. W „She’s a Girl” dochodzą do tego jeszcze elementy francuskiego szanso nu, za sprawą których bluesowy podkład miesza się ze stricte balladową narracją.
Zastanawiam się, czy po wysłuchaniu takiego singla, na pewno zainwestowałbym w kupno longplaya i… mam poważne wątpliwości. Na szczęście po latach nie stoję przed takim dylematem. Włączam kompakt i od razu po „She’s a Girl” zapadam się w zadziorny „Pick Up Pull”, w którym rytm boogie przecinany jest ostrą rockową gitarą Joëla, a smaczku dodają wyczarowane na specjalnym syntezatorze orkiestrowe smyczki. Na dodatek z każdą kolejną minutą numer ten nabiera intensywności, dzięki czemu wszyscy, którym podobało się Zoo, zaczną także doceniać Z.O.U. Stronę A zamyka „Humming Bird”, w którym francuski zespół powraca do psychodelicznego soulu, dodatkowo okraszając go dynamicznym groove’em. Na plan pierwszy natomiast ponownie wybija się duet wokalno-fortepianowy.
Wielbiciele bardziej rockowych brzmień odetchną dopiero przy ponad dwunastominutowym „Puzzle Head”. To pięcioczęściowa minisuita, w której soulu także nie brakuje (we fragmencie środkowym, zatytułowanym „«Where»”), ale jednak znacznie więcej jest tu progresu. Zasadniczą zmianę w podejściu muzyków słychać już w otwierającym tę kompozycję, opartym na organach Hammonda, „One Minute Wonders”; z kolei w „Hope Chant” zespół zahacza nawet o melodyjny hard rock. We wspomnianym już „«Where»”, głównie za sprawą Marii Popkiewicz, Z.O.U płynnie przechodzi od soulowego groove’u do brzmień musicalowych, by następnie podkreślić swe jazzrockowe korzenie („Retrospective”), całość zaś zwieńczyć niemal sakralnymi organami i chórem („Requiem ad infinitum”).
Trochę szkoda, że po tak pięknym i majestatycznym finale „Puzzle Head” pojawia się jeszcze całkiem odmienny w nastroju „Bouggy Zouggy (Rétro Rock)” – w zasadzie to zbrutalizowany rock and roll – ale widocznie muzykom zależało na tym, aby zakończenie ich debiutanckiego krążka nie było tak śmiertelnie poważne. Nie na wiele się to zdało, ponieważ niebawem zespół i tak rozpadł się. Dla Marii Popkiewicz nie było to wielkim problemem, albowiem pod koniec lat 70. została zaproszona do współpracy przez samego Christiana Vandera. Przez kilka lat koncertowała z Magmą; jej śpiew można usłyszeć między innymi na wydanych w 1981 roku albumach „Retrospektïẁ (Parts I+II)” oraz „Retrospektïẁ (Part III)”. Co ciekawe, z czasem do Magmy doszlusowali także dwaj bracia Hervé: Michel i André, ale nie odegrali w niej tak istotnej roli, jak „La Belle Maria”.
koniec
24 lipca 2021
Skład:
Maria Popkiewicz – śpiew
Joël Hervé – gitara elektryczna, chórek
André Hervé – fortepian, fortepian elektryczny, organy Hammonda, ksylofon, syntezator, gitara akustyczna, chórek
Michel Hervé – gitara basowa, chórek
Stéphan Hervé – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Wszystkie drogi prowadzą do… Hamburga
Sebastian Chosiński

18 IX 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jazzowy projekt Kühn, kierowany przez braci Rolfa (klarnecistę i klawiszowca) oraz Joachima (pianistę).

więcej »

Non omnis moriar: Uważaj na to, co wpada Ci do ucha!
Sebastian Chosiński

11 IX 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jazzowy projekt legendarnego niemieckiego klarnecisty i klawiszowca Rolfa Kühna (nagrany z towarzyszeniem jego brata Joachima).

więcej »

Non omnis moriar: Big w wersji small
Sebastian Chosiński

4 IX 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz czwarty (i na razie ostatni) francuski saksofonista jazzowy François Jeanneau (i jego projekt Pandémonium).

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.