Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

François Jeanneau
‹Techniques douces›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTechniques douces
Wykonawca / KompozytorFrançois Jeanneau
Data wydania1977
Wydawca Owl Records
NośnikWinyl
Czas trwania45:02
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
François Jeanneau, Michel Grailler, Jean-François Jenny-Clark, Aldo Romano
Utwory
Winyl1
1) Autrefois les baleines07:57
2) En marge06:01
3) O’kunidé04:47
4) Techniques douces04:31
5) Héliodanse06:31
6) Le lynx09:22
7) Pour quelques arbres05:53
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Powrót do korzeni

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi solowy album francuskiego saksofonisty François Jeanneau.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Powrót do korzeni

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi solowy album francuskiego saksofonisty François Jeanneau.

François Jeanneau
‹Techniques douces›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTechniques douces
Wykonawca / KompozytorFrançois Jeanneau
Data wydania1977
Wydawca Owl Records
NośnikWinyl
Czas trwania45:02
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
François Jeanneau, Michel Grailler, Jean-François Jenny-Clark, Aldo Romano
Utwory
Winyl1
1) Autrefois les baleines07:57
2) En marge06:01
3) O’kunidé04:47
4) Techniques douces04:31
5) Héliodanse06:31
6) Le lynx09:22
7) Pour quelques arbres05:53
Wyszukaj / Kup
Choć zawodowa kariera artystyczna François Jeanneau zaczęła się już w 1960 roku, to jednak na wydanie swego pierwszego albumu solowego Francuz musiał czekać aż piętnaście lat. W tym czasie zdobywał doświadczenie, grając między innymi u boku takich jazzmanów, jak Jef Gilson czy François Tusques. Zadzierzgnięte wówczas przyjaźnie zaowocowały, kiedy postanowił „wybić się na niepodległość”. Nie miał problemów ani ze skompletowaniem składu, który wspomógłby go w studiu (starzy kumple zgłosili się na wezwanie), ani ze znalezieniem wydawcy (te obowiązki wziął na siebie Gilson). W efekcie powstał album zatytułowany „Une bien curieuse planète”, na którym znalazła się muzyka wyrastająca z Coltrane’owskiego free jazzu, ale jednocześnie mocno eksploatująca instrumenty elektroniczne (chociażby syntezatory), co okazało się intrygującym novum.
W trakcie nagrywania „Une bien curieuse planète”, co miało miejsce w połowie września 1975 roku, Jeanneau miał u swego boku pierwszorzędnych instrumentalistów: kontrabasistę Jean-François Jenny-Clarka, perkusistę Bernarda Lubata oraz ówczesnego pianistę Magmy Michela Graillera. Płyta zachwycała przede wszystkim bogactwem brzmienia, co jednak miało także swój minus – nie wszystko bowiem dało się ze studia przenieść na scenę, dlatego przygotowując się do trasy koncertowej François zdecydował się na istotną reorganizację. Lubata zastąpił inny ze starych towarzyszy, Aldo Romano, który tym samym dopełnił składu… The Paris Quartet. Pod tą nazwą grupa przyjęła propozycję włoskiej wytwórni Horo Records i zarejestrowała dla niej – w listopadzie 1975 roku – w stu procentach improwizowany longplay „Jazz a Confronto 28”.
Bez choćby „grama” elektroniki zespół zaprezentował klasyczny free jazz wymieszany z post-bopem. Okazało się, że w takiej właśnie muzyce artyści czują się najlepiej, kiedy więc siedem miesięcy później przyszła kolej na nagranie drugiego solowego krążka – François Jeanneau zdecydował się pójść właśnie tym tropem. Płytę nagrano w czerwcu 1976 roku w paryskim studiu Sysmo Records (otwartym zaledwie rok wcześniej), a wydała ją równie młoda wytwórnia Owl Records, której właścicielem był wielce zasłużony dla francuskiego jazzu producent Jean-Jacques Pussiau. W porównaniu z na wskroś nowoczesną „Une bien curieuse planète” jej następczyni prezentowała się wręcz staromodnie. Jakby czas cofnął się o dekadę – w epokę Johna Coltarne’a, którego duch bezsprzecznie musiał unosić się w studiu podczas rejestracji „Techniques douces”.
Na program albumu składa się siedem kompozycji (a przynajmniej ich ogólnych zarysów) autorstwa lidera projektu, który tym razem skupił się jedynie na grze na saksofonach (tenorowym, sopranowym i altowym). Także Michel Grailler zrezygnował z syntezatorów I fortepianu elektrycznego, wykorzystując tylko jego akustyczny odpowiednik. Skład więc także odpowiadał legendarnemu kwartetowi Coltrane’a! Na pytanie, czego można spodziewać się po nowym artystycznym obliczu Jeanneau, odpowiadał wyczerpująco już pierwszy utwór – „Autrefois les baleines” – któremu ton nadawały improwizacje na saksofonach i fortepianie oraz bardzo intensywnie poczynająca sobie sekcja rytmiczna. Napracował się przy nim zwłaszcza François, który oprócz partii solowych dograł jeszcze przewijający się przez niemal całe osiem minut lejtmotyw na grających unisono dęciakach. Sporo do powiedzenia miał także Jenny-Clark, którego kontrabas z kolei chętnie wybija się na plan pierwszy, torując sobie tym samym drogę do popisu solowego (z pomocą bębniarza).
Co zatem „zdradził” słuchaczom „Autrefois les baleines”? Że będą mieć do czynienia z free jazzem najwyższej próby, granym przez muzyków na światowym poziomie, z jednej strony świadomych swojej wartości i korzeni, z jakich wyrośli, z drugiej – chętnie przecierających nowe szlaki. W utworze otwierającym „Techniques douces” słyszalna jest też pewna dychotomia: stonowane improwizacje solistów stoją w – tylko pozornej – sprzeczności z dynamiką muzyków odpowiedzialnych za podkład rytmiczny. Gdy jednak obie te materie nałożymy na siebie, okazuje się, że powstaje nowa jakość. Początek jest więc wielce obiecujący, podkręcający apetyt na ciąg dalszy. A dalej mamy sześciominutowy „En marge”. Na tle poprzednika znacznie spokojniejszy, z leniwie wręcz snującymi się kontrabasem i perkusją. Dzięki temu jeszcze większej subtelności nabiera improwizacja fortepianowa Graillera i wspomagającego go w drugiej części kompozycji Jeanneau na saksofonie.
Trzeci w kolejności „O’kunidé” łączy to, co słyszeliśmy we wcześniejszych kompozycjach: pojawiają się tu fragmenty znacznie energetyczniejsze (z wyeksponowanym dęciakiem), ale nie brakuje także nastrojowych pasaży kontrabasu i dobiegających z oddali delikatnych akordów fortepianu. Jeszcze dalej w tym kierunku Grailler idzie w zamykającym stronę A winylowego krążka numerze tytułowym. „Techniques douces” w całości oparty jest na romantycznych duecie Michela i François z niewielką pomocą Jenny-Clarka (Romano dostał tutaj wolne). Intensywnie się ta część płyty rozpoczęła i przepięknie zwieńczyła. Ale to oczywiście dopiero połowa atrakcji. Strona B, choć może być to sobie trudno wyobrazić, jest jeszcze ciekawsza. Otwierający ją „Héliodanse” konstrukcyjnie przypomina „Autrefois les baleines”, lecz znacznie więcej się w nim dzieje: do grających unisono dęciaków dołącza bowiem jeszcze, wzmacniając moc przekazu, kontrabasista; perkusista z kolei nawiązuje „romans” z pianistą, tworząc dynamiczny podkład pod solówkę saksofonową; w końcu na plan pierwszy przebija się Grailler, który swoim popisem oddaje hołd pionieriom amerykańskiego free jazzu (takim jak Cecil Taylor czy, pozostając przy kwartecie Coltrane’a, McCoy Tyner).
A to wcale nie wszystko! Po dynamicznych improwizacjach François i Michela, drogi całego kwartetu zbiegają się ponownie w kapitalnym, pełnym energii i swobody finale. Po takiej dawce emocji Jeanneau postanawia dać słuchaczom nieco odsapnąć, dlatego też ponad dziewięciominutowy „Le lynx” nagrał jedynie w duecie z Aldo Romano. Dzisiaj takie tandemy – saksofonista i perkusista – są na porządku dziennym (wystarczy przywołać współpracę Kena Vandermarka z Paalem Nilssen-Love’em), wtedy wciąż miały posmak nowości. To, że skład został tu mocno okrojony, nie świadczy jednak wcale o tym, że mamy do czynienia z półproduktem. Nic z tego! Obaj muzycy chętnie wchodzą w interakcje i napędzają się wzajemnie, płynnie przechodząc od free jazzu do post-bopu. Zamykający całość „Pour quelques arbres” okazuje się bardziej przystępny, ale pozostawia – głównie za sprawą sekcji rytmicznej – sporo niepokoju. Z kolei saksofon lidera pięknie wypełnia przestrzeń na pierwszym planie, skutecznie uśmierzając lęk.
koniec
21 sierpnia 2021
Skład:
François Jeanneau – saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, saksofon altowy, muzyka
Michel Grailler – fortepian
Jean-François Jenny-Clark – kontrabas
Aldo Romano – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Jaki ojciec, taki syn
Sebastian Chosiński

23 X 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny album holendersko-niemieckiego duetu tworzonego przez pianistę Jaspera van ’t Hofa i trębacza Markusa Stockhausena.

więcej »

Non omnis moriar: Apokalipsa bez konsekwencji
Sebastian Chosiński

16 X 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny album holendersko-duńsko-szwedzkiego kwartetu jazzrockowego Apocalypse, któremu ton nadawał pianista Jasper van ’t Hof.

więcej »

Non omnis moriar: Bajki, od których drży serce
Sebastian Chosiński

9 X 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album sygnowany przez holendersko-szwajcarski duet klawiszowców Jaspera van ’t Hofa i George’a Gruntza.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.