Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 10 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

George Russell
‹The Essence of George Russell›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Essence of George Russell
Wykonawca / KompozytorGeorge Russell
Data wydania31 grudnia 2010
Wydawca C.A.M. Jazz
NośnikCD
Czas trwania74:34
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
George Russell, Jan Allan, Maffy Falay, Bertil Lövgren, Lars Samuelson, Stanton Davis, Jan Garbarek, Arne Domnérus, Claes Rosendahl, Lennar Åberg, Erik Nilsson, Olle Lind, Bengt Hallberg, Rune Gustafsson, Terje Rypdal, Georg Riedel, Arild Andersen, Berndt Egerbladh, Sabu Martinez, Jon Christensen, Egil Johansen, Palle Boldtvig, Palle Mikkelborg, Christer Boustedt, Bernt Rosengren, George Vernon, Gunnar Medberg, Runo Ericksson, Roman Dyląg, Rupert Clemendore
Utwory
CD1
1) Electronic Sonata for Souls Loved by Nature, Part I19:52
2) Electronic Sonata for Souls Loved by Nature, Part II19:42
3) Electronic Sonata for Souls Loved by Nature, Part III20:54
4) Now and Then14:07
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: „Elektronicznej sonaty…” – wersja pierwotna

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj kolejny międzynarodowy projekt Amerykanina George’a Russella z udziałem Jana Garbarka i Terjego Rypdala.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: „Elektronicznej sonaty…” – wersja pierwotna

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj kolejny międzynarodowy projekt Amerykanina George’a Russella z udziałem Jana Garbarka i Terjego Rypdala.

George Russell
‹The Essence of George Russell›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Essence of George Russell
Wykonawca / KompozytorGeorge Russell
Data wydania31 grudnia 2010
Wydawca C.A.M. Jazz
NośnikCD
Czas trwania74:34
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
George Russell, Jan Allan, Maffy Falay, Bertil Lövgren, Lars Samuelson, Stanton Davis, Jan Garbarek, Arne Domnérus, Claes Rosendahl, Lennar Åberg, Erik Nilsson, Olle Lind, Bengt Hallberg, Rune Gustafsson, Terje Rypdal, Georg Riedel, Arild Andersen, Berndt Egerbladh, Sabu Martinez, Jon Christensen, Egil Johansen, Palle Boldtvig, Palle Mikkelborg, Christer Boustedt, Bernt Rosengren, George Vernon, Gunnar Medberg, Runo Ericksson, Roman Dyląg, Rupert Clemendore
Utwory
CD1
1) Electronic Sonata for Souls Loved by Nature, Part I19:52
2) Electronic Sonata for Souls Loved by Nature, Part II19:42
3) Electronic Sonata for Souls Loved by Nature, Part III20:54
4) Now and Then14:07
Wyszukaj / Kup
„Electronic Sonata for Souls Loved by Nature” to – bez wątpienia – najsłynniejsza kompozycja autorstwa cenionego amerykańskiego pianisty jazzowego George’a Russella (1923-2009). Powstała w czasie jego kilkuletniego pobytu w Skandynawii w drugiej połowie lat 60. ubiegłego wieku i doczekała się w sumie kilku różniących się od siebie wersji. Russell przerabiał ją bowiem i przearanżowywał; nagrywał z big bandem i w składzie sześcioosobowym – vide koncert w Henie Onstad Kunstsenter w Høvikodden zarejestrowany 28 kwietnia 1969 roku z udziałem Jana Garbarka, Manfreda Schoofa, Terjego Rypdala, Reda Mitchella i Jona Christensena, który ukazał się w Stanach Zjednoczonych dwa lata później na longplayu opublikowanym przez wytwórnię Flying Dutchman. Ale, co ciekawe, w tym samym roku ukazała się także na płycie zupełnie inna wersja „Elektronicznej sonaty…”. Wersja – nazwijmy ją – pierwotna.
Swoje dzieło George Russell stworzył na zamówienie szwedzkiego radia i w jego sztokholmskich studiach nad nim pracował w latach 1966-1967. Szwedzi stworzyli Amerykaninowi idealne warunki; miał do dyspozycji tylu muzyków, ilu tylko chciał – w efekcie skorzystał z pomocy dwudziestu instrumentalistów z kilku krajów. Sama sekcja dęta – trąbki, saksofony, puzony – liczyła jedenastu artystów (tu znalazło się między innymi miejsce dla Jana Garbarka), a rytmiczna – sześciu: dwóch kontrabasistów (w tym Arild Andersen), dwóch perkusistów (wśród nich Jon Christensen), wibrafonista i kongista. Do tego jeszcze dwóch gitarzystów (razem z Terjem Rypdalem) oraz dwóch pianistów (jednym z nich był sam Russell). Towarzystwo też było międzynarodowe; przeważali oczywiście Skandynawowie (Szwedzi i Norwegowie), ale znaleźli się też Turek (trębacz Maffy Falay), Amerykanin (trębacz Stanton Davis) oraz Latynos z Harlemu (grający na kongach Sabu Martinez).
A to jedynie ekipa, która nagrała trzyczęściową, trwającą łącznie nieco ponad godzinę, „Electronic Sonata for Souls Loved by Nature”. W rejestracji czternastominutowego utworu „Now and Then” wziął natomiast udział nieco inny zestaw muzyków: ośmiu było „starych” (z Janem Garbarkiem i Jonem Christensenem na czele), dziewięciu „nowych”; wśród tych ostatnich pojawili się chociażby duński trębacz Palle Mikkelborg oraz polski kontrabasista Roman Dyląg (znany wcześniej ze współpracy z Krzysztofem Komedą, Michałem Urbaniakiem i Tomaszem Stańko). Jak widać, towarzystwo było przednie. Zarejestrowany w Sztokholmie materiał (pojawiające się na końcu utworów oklaski świadczyłyby, że „na żywo”, aczkolwiek w opisach kolejnych wydań albumu nie ma o tym mowy) ukazał się w 1971 roku (a więc tym samym co w USA „Electronic Sonata for Souls Loved by Nature”) jako podwójny longplay. Wydała go duńska oficyna Sonet pod mocno enigmatycznym tytułem „The Essence of George Russell”. Prawie cztery dekady później za sprawą Włochów z C.A.M. Jazz pojawiła się natomiast edycja kompaktowa.
I właśnie do włoskiego kompaktu będę się dzisiaj odnosił, chociaż warto od razu podkreślić, że nie zawiera on wszystkich kompozycji, jakie trafiły na premierowe duńskie wydanie „The Essence of George Russell”. Przy okazji reedycji decydowano się bowiem usunąć jeden utwór – ponad dziewięciominutowy „Concerto for Self-Accompained Guitar”, który rzeczywiście pod każdym względem mocno odbiegał od pozostałych numerów. Dość powiedzieć, że nagrany został tylko przez jednego muzyka – grającego na gitarze klasycznej Szweda Runego Gustafssona. Co sprawiło, że w ogóle pojawił się na longplayu – nie potrafię odpowiedzieć. Ani zrozumieć. Zastanawiam się jedynie, czy George Russell, w tym czasie przebywający już w Stanach Zjednoczonych, miał na to jakikolwiek wpływ? I mam co do tego wielkie wątpliwości.
Porównując obie wersje „Elektronicznej sonaty…” – tej, mówiąc umownie, bigbandowej (z lat 1966-1967) i kameralnej, nagranej z sekstetem (w kwietniu 1969 roku) – nietrudno dojść do wniosku, że to tak naprawdę dwie różne kompozycje, chociaż wyrastające z tego samego pnia. Co je łączy? Po pierwsze: elektroniczny podkład. Po drugie: rytmiczny motyw przewodni, który na płytach Sonetu pojawia jako klamra – na otwarcie części pierwszej i w finale części trzeciej. Mamy też wtręt etniczny na początku części drugiej, chociaż jego formy w obu wariantach są znacząco odmienne. Ale przejdźmy do sedna. „Part I” dzieła Russella zaczyna się właśnie bardzo nowocześnie, czyli od elektroniki, ale kompozytor szybko podrasowuje ją narracją stricte jazzową (choć równie dobrze można uznać, że jest na odwrót). Pojawiają się kolejno: zadziorny kontrabas, pulsująca perkusja, wreszcie powielające rytmiczny motyw dęciaki. Russell miał ich do dyspozycji tak dużo, że sekcję podzielił na dwie grupy: część muzyków skupia się na współpracy z kontrabasistami i bębniarzami, pozostali natomiast dostają wolną rękę i dzięki temu pozwalają sobie na improwizacje. Za ich sprawą pojawiają się w „sonacie” elementy free jazzu.
A skoro mamy free, to muszą być też popisy solowe instrumentalistów; w części pierwszej pozwalają sobie na to akurat saksofonista i trębacz (szkoda, że nie opisano kto konkretnie). W tle z kolei – obok elektroniki – uwagę przykuwa bardzo intensywna gra podwójnej sekcji rytmicznej. „Part II” ma inny charakter: po etnicznej introdukcji (perkusjonalia plus szamańskie okrzyki) następuje stopniowe przejście do free jazzu, w stronę którego ciągnie orkiestrę Terje Rypdal (za sprawą jazzrockowej partii gitary), by zamknąć ten wątek ponownym nawiązaniem do world music. Po nim następuje natomiast najbardziej przyjazny dla wielbicieli klasycznego jazzu fragment „Elektronicznej sonaty…”. Rozkołysane dęciaki wnoszą dużo optymizmu i nie psują tego wrażenia ani solówka saksofonisty, ani drugie podejście Rypdala. Zaskoczeniem może być jednak finał części drugiej, w której zespół nawiązuje do bluesa.
Otwarcie „Part III” kalkuje początek „Part I”: znów rozbrzmiewa podkład elektroniczny i powraca rytmiczny lejtmotyw. W dalszej części nie dzieje się wiele nowego, w tym sensie, że głównie powielone zostają pomysły i rozwiązania harmoniczne z części poprzednich. Nie oznacza to jednak wcale, że ta wypada słabiej na tle poprzedniczek. Tak nie jest. To po prostu bardzo udana i rozwijająca wariacja na znane już wcześniej tematy. Nie brakuje tu energetycznych improwizacji, ale jest też więcej przestrzeni dla elektroniki. W „Now and Then” z kolei free jazz miesza się z awangardą, post-bop z jazzem modalnym; momenty dynamiczne z wyciszonymi. W paru miejscach na plan pierwszy wybija się fortepian George’a Russella (raz nawet w dialogu z puzonistą), choć należy podkreślić, że Amerykanin nie nadużywa swojej roli lidera projektu. Podsumowując: obowiązkiem każdego szanującego się wielbiciela jazzu improwizowanego jest poznanie obu wydanych oryginalnie w 1971 roku wersji „Electronic Sonata for Souls Loved by Nature”. Później można – w celach poznawczych – sięgnąć również po tę nagraną we Włoszech dziewięć lat później.
koniec
29 stycznia 2022
Skład:
George Russell – fortepian, muzyka, dyrygent

(1-3)
Jan Allan – trąbka
Maffy Falay – trąbka
Bertil Lövgren – trąbka
Lars Samuelson – trąbka
Stanton Davis – trąbka, skrzydłówka
Jan Garbarek – saksofon tenorowy
Arne Domnérus – saksofon altowy, klarnet
Claes Rosendahl – saksofon altowy, saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, flet
Lennar Åberg – saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, flet
Erik Nilsson – saksofon barytonowy, klarnet basowy
Olle Lind – puzon basowy
Bengt Hallberg – fortepian
Rune Gustafsson – gitara
Terje Rypdal – gitara elektryczna
Georg Riedel – kontrabas
Arild Andersen – kontrabas
Berndt Egerbladh – wibrafon, ksylofon
Sabu Martinez – kongi
Jon Christensen – perkusja
Egil Johansen – perkusja

(4)
Jan Allan – trąbka
Bertil Lövgren – trąbka
Palle Boldtvig – trąbka
Palle Mikkelborg – trąbka
Christer Boustedt – saksofon altowy
Jan Garbarek – saksofon tenorowy
Bernt Rosengren – saksofon tenorowy
Claes Rosendahl – saksofon altowy
Erik Nilsson – saksofon barytonowy
George Vernon – puzon
Gunnar Medberg – puzon
Runo Ericksson – puzon basowy
Rune Gustafsson – gitara elektryczna
Roman Dyląg – kontrabas
Rupert Clemendore – kongi
Jon Christensen – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pink Floyd w XXI wieku: Wczesne kiełkowanie
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 VIII 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład opublikowanym osobno fragmentem boksu „The Early Years 1965-1972” pod tytułem „1968: Germin/ation” z 2017 roku.

więcej »

Non omnis moriar: U boku Terjego na jazzowe salony…
Sebastian Chosiński

6 VIII 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pierwszy (z trzech) album Terjego Rypdala nagrany w ramach projektu The Chasers.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: Najwcześniejsze z wczesnych
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

3 VIII 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład opublikowanym osobno fragmentem boksu „The Early Years 1965-1972” pod tytułem „1965–1967: Cambridge St/ation” z 2017 roku.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.