Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 lipca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Terje Rypdal
‹Whenever I Seem to be Far Away›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWhenever I Seem to be Far Away
Wykonawca / KompozytorTerje Rypdal
Data wydania1974
Wydawca ECM Records
NośnikWinyl
Gatunekjazz, klasyczna, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Pete Knutsen, Odd Ulleberg, Sveinung Hovensjø, Jon Christensen, Christian Hedrich, Helmut Geiger, Terje Rypdal
Utwory
Winyl1
1) Silver Bird is Heading for the Sun13:55
2) The Hunt05:21
3) Whenever I Seem to be Far Away17:39
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Polowanie na srebrnego ptaka

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj czwarty studyjny album solowy Terjego Rypdala z udziałem Jona Christensena.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Polowanie na srebrnego ptaka

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj czwarty studyjny album solowy Terjego Rypdala z udziałem Jona Christensena.

Terje Rypdal
‹Whenever I Seem to be Far Away›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWhenever I Seem to be Far Away
Wykonawca / KompozytorTerje Rypdal
Data wydania1974
Wydawca ECM Records
NośnikWinyl
Gatunekjazz, klasyczna, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Pete Knutsen, Odd Ulleberg, Sveinung Hovensjø, Jon Christensen, Christian Hedrich, Helmut Geiger, Terje Rypdal
Utwory
Winyl1
1) Silver Bird is Heading for the Sun13:55
2) The Hunt05:21
3) Whenever I Seem to be Far Away17:39
Wyszukaj / Kup
Lata 70. ubiegłego wieku były dla Terjego Rypdala wyjątkowo pracowitym okresem. Jakby norweski gitarzysta po rozstaniu z Janem Garbarkiem chciał za wszelką cenę udowodnić własną wartość (choć zapewne żaden z jego wielbicieli ani przez chwilę w nią nie wątpił). Na szczęście dostał też wolną rękę od szefostwa ECM Records, któremu nie przeszkadzało na przykład wydanie w jednym roku dwóch płyt tego samego artysty. „Whenever I Seem to be Far Away” to czwarty solowy longplay muzyka, a trzeci – z wyjątkiem debiutanckiego „Bleak House” (1968) – nagrany dla wytwórni z Monachium („Terje Rypdal”, 1971; „What Comes After”, 1974). Chociaż gdyby ktoś określił to wydawnictwo mianem dwóch albumów w jednym, nie popełniłby zasadniczego nadużycia.
Dlaczego? Ponieważ dwie strony winylowego krążka różnią się od siebie: po pierwsze – miejscem nagrania (Oslo i badeński Ludwigsburg), po drugie – składem (jedynym wspólnym mianownikiem jest osoba lidera), po trzecie… – w sumie tutaj to można by się spierać, ponieważ i na stronie A, i na stronie B pojawiają się kompozycje, jakie można zaliczyć do tak zwanego „trzeciego nurtu”, a więc stylu będącego wypadkową jazzu, rocka i awangardowej muzyki klasycznej. Tyle że w obu przypadkach Rypdal zaprezentował nieco inne podejście do tej formuły. Niestety, w opisie płyty nie pojawia się dokładniejsza informacja co do konkretnego miejsca (czyli studia) ani terminu sesji. Owszem, nie jest to wiedza niezbędna do tego, by cieszyć się tymi nagraniami, ale wychodzę z założenia, że dzięki takim wzmiankom zawsze łatwiej dziennikarzowi umieścić dane wydarzenie w kontekście. Cóż, tym razem trzeba sobie radzić bez tego.
Na stronę A trafiły dwa utwory Terjego, jakie zarejestrowane zostały w bardziej typowym dla jazz-rocka składzie. Rypdal zagrał na gitarze, na fortepianie elektrycznym i mellotronie – Pete Knutsen (znany z progresywnej formacji Popol Vuh, która następnie, gdy do Skandynawów dotarła wieść, że w zachodnich Niemczech działa zespół o takiej samej nazwie, przechrzciła się na Popol Ace), na waltorni – Odd Ulleberg (Terje skorzystał już z jego usług w czasie pracy nad „Bleak House”). Sekcję rytmiczną tworzyli natomiast (kontra)basista Sveinung Hovensjø (który u boku gitarzysty zadebiutował na „What Comes After”) oraz perkusista Jon Christensen, kompan jeszcze z czasów artystycznej kooperacji z George’em Russellem.
Tę część wydawnictwa otwiera czternastominutowy „Silver Bird is Heading for the Sun”, którego otwarcie mogło być dla fanów Terjego wielkim zaskoczeniem. Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że po wysłuchaniu pierwszej minuty utworu część ze słuchaczy doszła do wniosku, że we właściwej okładce umieszczono… zły krążek. Z głośników docierały do nich bowiem dźwięki waltorni oraz zaklętej w mellotronie orkiestry. Dopiero po kilkudziesięciu sekundach, gdy do Ulleberga dołączyli pozostali instrumentaliści, mogli odetchnąć ze spokojem, a zwłaszcza kiedy rozległy się akordy gitary. W swej warstwie jazzrockowej (vide solówki gitary i fortepianu elektrycznego) muzyka Rypdala tradycyjnie nawiązuje do dokonań Mahavishnu Orchestra, ale gdy pojawia się podniosła waltornia i mellotron – automatycznie przenosimy się do innego świata. Jak się jednak okazuje, obie rzeczywistości mogą istnieć obok siebie, a nawet wzajemnie się przenikać bez wywoływania uczucia niestosowności bądź zagubienia. Co oznacza tyle, że waltornia sprawdza się jako instrument rockowy (na długo przed Bananem w Kulcie), a gitara elektryczna można być bez obaw wykorzystywana w muzyce klasycznej (posłuchajcie „Concerto Grosso No. 2” Alfreda Sznitkego).
Jeszcze bardziej karkołomne, ale jednocześnie intrygujące, wydaje się połączeniu jazzu i klasyki w „The Hunt”, gdzie klasyczna waltornia i sekcja rytmiczna (wspierana przez mellotron) zderza się z wpadającą w ucho stricte jazzową (a może nawet jazzowo-popową) melodią. Niezwykła jest zaś nade wszystko zamiana ról, kiedy to Ulleberg przejmuje obowiązki Terjego (i rozwija grany przez niego motyw), a Rypdal z kolei „wchodzi w buty” Odda. Do tego dodajcie jeszcze mellotron i nadzwyczaj gęsto grającą sekcję rytmiczną (to nie przypadek, że Hovensjø sięga tutaj po sześciostrunową gitarę basową), a otrzymacie pełen obraz tej krótkiej – w porównaniu z pozostałymi – ale bardzo intensywnej kompozycji. Po takim początku można się zastanawiać, aż do bólu głowy, co takiego autor zaproponuje w drugiej odsłonie, mając świadomość tego, że w czasie sesji w Ludwigsburgu zdecydował się na współpracę z prawdziwą orkiestrą symfoniczną.
Chodzi o działającą w Stuttgarcie od 1945 roku radiową Südfunk-Sinfonieorchester, którą w tym czasie kierował emigrant z Jugosławii (a konkretnie z Bośni) Mladen Guteš (1923-2015). Obok Rypdala głównymi solistami są w wypełniającym całą stronę B longplaya „Whenever I Seem to be Far Away” skrzypek Helmut Geiger oraz altowiolinista Christian Hedrich. Choć gwoli ścisłości należy dodać, że w niektórych momentach na plan pierwszy wybijają się również klarnet i obój. Klasyczna rozbudowana introdukcja oparta jest na dźwiękach smyczków, które wprowadzają słuchacza w nostalgiczny nastrój; podobnie zresztą jak dołączające nieco później równie subtelne dęciaki. Rypdal pojawia się na placu boju stosunkowo późno, bo dopiero w ósmej minucie, głównie po to, aby nawiązać dialog z Geigerem. I w zasadzie ta formuła – wzajemnego dopełniania się Terjego z Helmutem i Christianem – obowiązywać będzie do samego końca utworu. Chociaż ostatnie słowo należy do Rypdala.
Podsumowując, najkrócej jak się da: kolejna wyśmienita płyta legendarnego Norwega!
koniec
19 marca 2022
Skład:
Terje Rypdal – gitara elektryczna, muzyka
Pete Knutsen – mellotron, fortepian elektryczny (1-2)
Odd Ulleberg – waltornia (1-2)
Sveinung Hovensjø – kontrabas, gitara basowa sześciostrunowa (1-2)
Jon Christensen – perkusja, instrumenty perkusyjne (1-2)
Christian Hedrich – altówka (3)
Helmut Geiger – skrzypce (3)
Südfunk-Sinfonieorchester pod dyrekcją Mladena Guteša (3)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Podejście numer dwa
Sebastian Chosiński

2 VII 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi (i ostatni) album norweskiej formacji jazzrockowej Moose Loose.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: Ich pierwszy rhythm’n’blues
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

29 VI 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład EP „1965: Their First Recordings” z 2015 roku.

więcej »

Non omnis moriar: Wylęgarnia talentów
Sebastian Chosiński

25 VI 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj debiutancka płyta norweskiej jazzrockowej formacji Moose Loose.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Podejście numer dwa
— Sebastian Chosiński

Wylęgarnia talentów
— Sebastian Chosiński

Siły zmierzone na zamiary
— Sebastian Chosiński

Liryczne oblicze rockowego jazzmana
— Sebastian Chosiński

Dylemat gitarzysty: Wbić się czy nie wbić?
— Sebastian Chosiński

Po deszczu łatwiej o nostalgię
— Sebastian Chosiński

Arcydzieło wykopane z archiwów
— Sebastian Chosiński

Rypdal – czarodziej gitary
— Sebastian Chosiński

Na falach oceanu dźwięków
— Sebastian Chosiński

Cień tancerza
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Tu miejsce na labirynt…: W konspiracji z Terjem
— Sebastian Chosiński

Esensja słucha: Październik 2011
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Bartosz Makświej, Michał Perzyna

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.