Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 lipca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Ralph Towner, Jan Garbarek, Eberhard Weber, Jon Christensen
‹Solstice›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSolstice
Wykonawca / KompozytorRalph Towner, Jan Garbarek, Eberhard Weber, Jon Christensen
Data wydania1975
Wydawca ECM Records
NośnikWinyl
Czas trwania40:58
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ralph Towner, Jan Garbarek, Eberhard Weber, Jon Christensen
Utwory
Winyl1
1) Oceanus11:03
2) Visitation02:36
3) Drifting Petals07:01
4) Nimbus06:31
5) Winter Solstice04:03
6) Piscean Dreams04:16
7) Red and Black01:19
8) Sand04:08
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Z Oregonu przez Oslo do Monachium

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj longplay amerykańskiego jazzmana Ralpha Townera nagrany między innymi z udziałem Jana Garbarka i Eberharda Webera.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Z Oregonu przez Oslo do Monachium

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj longplay amerykańskiego jazzmana Ralpha Townera nagrany między innymi z udziałem Jana Garbarka i Eberharda Webera.

Ralph Towner, Jan Garbarek, Eberhard Weber, Jon Christensen
‹Solstice›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSolstice
Wykonawca / KompozytorRalph Towner, Jan Garbarek, Eberhard Weber, Jon Christensen
Data wydania1975
Wydawca ECM Records
NośnikWinyl
Czas trwania40:58
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ralph Towner, Jan Garbarek, Eberhard Weber, Jon Christensen
Utwory
Winyl1
1) Oceanus11:03
2) Visitation02:36
3) Drifting Petals07:01
4) Nimbus06:31
5) Winter Solstice04:03
6) Piscean Dreams04:16
7) Red and Black01:19
8) Sand04:08
Wyszukaj / Kup
To nie jest tak, że Jan Garbarek był przez długie lata postacią zupełnie nieznaną w Stanach Zjednoczonych. Przecież już na początku lat 70. ubiegłego wieku o jego rozpoznawalność po drugiej stronie Atlantyku dbał George Russell, publikując nie tylko własne płyty z udziałem norweskiego saksofonisty („The Essence of George Russell”, „Othello Ballet Suite / Electronic Organ Sonata No. 1”, „Electronic Sonata for Souls Loved by Nature”), ale także muzykę kwartetu Garbarka („George Russell Presents The Esoteric Circle”). Prawdziwa eksplozja popularności skandynawskiego jazzmana nastąpiła tam jednak dopiero, kiedy nawiązał on bliską współpracę najpierw z pianistą Keithem Jarrettem („Belonging”, 1974), a następnie z gitarzystą Ralphem Townerem („Solstice”, 1975; „Sound and Shadows”, 1977).
Towner to dzisiaj legenda światowego jazzu, a i wtedy był już zasłużonym muzykiem. Urodził się w 1940 roku w mieście Chehalis w północno-zachodniej części USA (w stanie Waszyngton, którego stolicą jest Seattle). Jego rodzice byli muzykami: matka udzielała lekcji gry na pianinie, ojciec był trębaczem. Nic więc dziwnego, że młodziutki Ralph od najmłodszych lat uczył się bębnić w klawisze. Jako osiemnastolatek rozpoczął studia w Uniwersytecie Oregońskim – w klasie fortepianu i kompozycji; z czasem jednak okazało się, że jest jeszcze inni instrument, który go zafascynował – to gitara klasyczna. By zgłębić jej tajniki, wyjechał do Europy i przez dwa lata, choć z przerwą (1963-1964 oraz 1967-1968), uczył się w Konserwatorium Wiedeńskim. Po powrocie do ojczyzny na stałe, poświęcił się graniu jazzu – czy to u boku pianisty Billa Evansa, czy też saksofonisty Paula Wintera („Road”, 1970; „Icarus”, 1972).
Występując w formacji The Winter Consort, za kolegów-muzyków miał między innymi oboistę i kornecistę Paula McCandlessa, kontrabasistę Glena Moore’a i perkusistę Collina Walcotta – i to z nimi właśnie, niejako „na boku”, powołał do życia zespół, który z czasem przyjął nazwę… Oregon. Już pierwsze longplaye – „Music of Another Present Era” (1972), „Distant Hills” (1973) i „Winter Light” (1974) – uczyniły go jedną z największych gwiazd amerykańskiego jazzu. Zresztą Towner nie ograniczał się jedynie do występów z grupą; grywał też w bardziej kameralnych składach, a nawet solo. Rosnącą popularność artysty postanowiła zdyskontować na rynku europejskim wytwórnia ECM Records, podpisując z Amerykaninem kontrakt („Trios / Solos”, 1973; „Diary”, 1974). Stąd był już tylko krok do zaproponowania mu kooperacji z innymi instrumentalistami ze stajni monachijczyków. Wybór padł na Jana Garbarka (który ściągnął ze sobą nieodstępującego go na krok perkusistę Jona Christensena) oraz niemieckiego kontrabasistę Eberharda Webera.
Urodzony w Stuttgarcie Weber to rówieśnik Townera, który w światku awangardowo-jazzowym dał się już w ciągu minionej dekady bardzo dobrze poznać. Miał na koncie między innymi długoletnią i niewymownie owocną współpracę z Wolfgangiem Daunerem („Dream Talk”, 1964; „Free Action”, 1967; „Für”, 1969; „The Oimels”, 1969; „Rischka’s Soul”, 1970; „Music Zounds”, 1970; „Output”, 1970; „Et Cetera”, 1971; „Rischka’s Light Faces”, 1971), Michaelem Naurą („Call”, 1971; „Rainbow Runner”, 1972; „Vanessa”, 1975), Malem Waldronem („The Call”, 1971), Rolfem Kühnem („Devil in Paradise”, 1971) i Volkerem Kriegelem („Inside: Missing Link”, 1972; „Lift!”, 1973; „Mild Maniac”, 1974). To olbrzymie doświadczenie zachęciło go w końcu do rozpoczęcia kariery solowej, która zaczęła się od nadzwyczaj udanego albumu „The Colours of Chloë” (1974). Dołączając do formacji Townera i Garbarka, był więc znaczącą „wartością dodaną”, która czyniła z kwartetu prawdziwą supergrupę.
Sesja nagraniowa miała miejsce w grudniu 1974 roku w Oslo – w studiu Arnego Bendiksena, z którego zarówno Garbarek, jak i szefostwo ECM Records już wcześniej chętnie korzystało. Ralph zagrał na gitarach dwunastostrunowej i klasycznej, dograł też partie fortepianu; Jan tradycyjnie sięgnął po saksofony tenorowy i sopranowy oraz flet; Eberhard, oprócz kontrabasu, wykorzystał także elektryczną wiolonczelę, natomiast Christensen do typowego zestawu perkusyjnego dobrał sobie jeszcze liczne perkusjonalia. Głównym dostarczycielem repertuaru okazał się Towner – siedem z ośmiu kompozycji to jego dzieła, jedną dorzucił od siebie Weber (to zamykający płytę „Sand”). Całość otrzymała tytuł „Solstice” i do sprzedaży – zarówno na rynku europejskim, jak i amerykańskim – trafiła w 1975 roku. W warstwie muzycznej zawarta na krążku muzyka była połączeniem modern jazzu z rockiem, awangardą i klasyką; w każdym razie na pewno nie powstydziłby się jej Oregon, czyli rodzimy zespół Ralpha.
Płytę otwiera najdłuższy w całym zestawie „Oceanus”, którego powłóczystość i majestatyczność mogą kojarzyć się z ówczesnym rockiem progresywnym. Zaczyna się on od delikatnej introdukcji zagranej przez Townera na gitarze dwunastostrunowej; tło wypełniają natomiast kontrabas i przepuszczona przez efekt elektroniczny wiolonczela Webera. Kiedy dołącza do nich Garbarek, stara się bardzo – i nieźle mu to wychodzi – dopasować do nastroju. Nawet wybijając się z czasem na plan pierwszy, wciąż rozwija pierwotny motyw wprowadzony przez Ralpha, który w tym czasie bierze do ręki gitarę klasyczną, by za chwilę uraczyć odbiorców niezwykłym popisem solowym. To płynne przechodzenie – bez naruszenia konstrukcji utworu – od jednego do drugiego instrumentu, od jednej do drugiej (i kolejnej) solówki robi spore wrażenie i nie można mieć wątpliwości, że jest owocem wiedzy, jaką Amerykanin posiadł, będąc studentem szkół w Oregonie (kompozycja!) i Wiedniu (gitara klasyczna!).
W dwóch najkrótszych utworach na albumie – to jest w „Visitation” i przedostatnim „Red and Black” – pojawiają się z kolei nawiązania do awangardy i minimalizmu. Chociaż w tym pierwszym kwartet jednak się rozkręca i zahacza nawet o… progresywny folk (to z kolei może być pozostałość po współpracy Townera z The Winter Consort); w drugim z kolei numerze cała narracja budowana jest natomiast tylko w oparciu o gitarę i wiolonczelę, jakby Ralphowi w szczególny sposób zależało na samoograniczeniu się. Co można zrozumieć, jeśli weźmie się pod uwagę, że to kompozycja zamykająca jego set na płycie (potem jest już tylko koda Webera). Wróćmy jednak jeszcze do strony A, którą wieńczy siedmiominutowy, zachwycający pięknem i subtelnością „Drifting Petals”. Ton nadają mu dźwięki fletu Garbarka, który chętnie wchodzi w dialog najpierw z fortepianem, a następnie z gitarą klasyczną. W efekcie otrzymujemy utwór wprawdzie mocno zakorzeniony w muzyce dziewiętnastowiecznej, ale brzmiący zaskakująco świeżo i nowocześnie (także w naszych czasach).
Po przełożeniu winylowego krążka na stronę B pojawia się „Nimbus” – jedno z najpopularniejszych dzieł Townera. Chociaż trwa niemal dokładnie sześć i pół minuty, dzieje się w nim tyle, że formą przypomina minisuitę: po subtelnej improwizacji na gitarze dwunastostrunowej rozbrzmiewa zwiewny flet, z czasem płynnie przechodzący w popis wiolonczelowy, z którego z kolei wyłania się dynamiczna improwizacja saksofonu. I chociaż na koniec Garbarek sięga ponownie po flet, stara się ze wszystkich sił zwieńczyć całość mocnym akcentem. W „Winter Solstice” Ralph i Jan starają się – dla odmiany – ukoić emocje i wlać w serca słuchaczy nieco optymizmu. Nie brakuje go zresztą także w spiętym perkusyjną klamrą Christensena „Piscean Dreams”, w którym kwartet pozwala sobie na inspiracje funkiem. To po tym utworze pojawia się króciutki awangardowy „Red and Black”, którego dopełnieniem jest kompozycja Eberharda – „Sand”. Stylistycznie nie odbiega ona jednak od tego, co zaproponował Towner: melodyjny saksofon i wchodząca z nim w interakcję gitara klasyczna (na tle wiolonczelowego pogłosu) wpisują się w narrację Amerykanina. Jazz po raz kolejny okazał się idealnym współczesnym lingua franca.
koniec
16 kwietnia 2022
Skład:
Ralph Towner – gitara 12-strunowa, gitara klasyczna, fortepian, muzyka (1-7)
Jan Garbarek – saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, flet
Eberhard Weber – kontrabas, gitara basowa, elektryczna wiolonczela, muzyka (8)
Jon Christensen – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Podejście numer dwa
Sebastian Chosiński

2 VII 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi (i ostatni) album norweskiej formacji jazzrockowej Moose Loose.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: Ich pierwszy rhythm’n’blues
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

29 VI 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład EP „1965: Their First Recordings” z 2015 roku.

więcej »

Non omnis moriar: Wylęgarnia talentów
Sebastian Chosiński

25 VI 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj debiutancka płyta norweskiej jazzrockowej formacji Moose Loose.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Podejście numer dwa
— Sebastian Chosiński

Wylęgarnia talentów
— Sebastian Chosiński

Siły zmierzone na zamiary
— Sebastian Chosiński

Liryczne oblicze rockowego jazzmana
— Sebastian Chosiński

Dylemat gitarzysty: Wbić się czy nie wbić?
— Sebastian Chosiński

Po deszczu łatwiej o nostalgię
— Sebastian Chosiński

Arcydzieło wykopane z archiwów
— Sebastian Chosiński

Rypdal – czarodziej gitary
— Sebastian Chosiński

Na falach oceanu dźwięków
— Sebastian Chosiński

Cień tancerza
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.