Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Pink Floyd w XXI wieku: A tak na marginesie…

Esensja.pl
Esensja.pl
W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład specjalnymi boksami zawierającymi jego dyskografię.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: A tak na marginesie…

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład specjalnymi boksami zawierającymi jego dyskografię.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Przyznam, że nie do końca rozumiem ideę wydawania boksów z dyskografiami danych artystów. Zwłaszcza, jeśli nie zawierają jakiegoś dodatkowego, atrakcyjnego materiału. Jest to bowiem pozycja skierowana gównie dla fanów, a fani najczęściej posiadają już płyty swojego ulubieńca. Jeśli nie wszystkie, to większość. Z drugiej strony dziś, kiedy muzyki słucha się głównie w streamingu, tego typu prezenty od wykonawców sprawiają, że w prosty (choć najczęściej kosztowny) sposób można nabyć całą dyskografię w formie fizycznej za jednym zamachem.
Na przestrzeni lat fani Pink Floyd mieli możliwość nabycia jedynie trzech boksów z wydawnictwami CD. Pierwszy z nich – „Shine On” ukazał się w 1992 roku. Jego wartość należy rozpatrywać jedynie w kategoriach kolekcjonerskich. Został bowiem ozdobiony bardzo ładną grafiką autorstwa Storma Thorgersona. Nie zawierał jednak całej dyskografii zespołu. Pominięto debiut, ścieżki dźwiękowe do filmów, a także „Ummagummę”, „Atom Heart Mother” i „The Final Cut”. Albumy te miały trafić na bliźniacze wydawnictwo, które niestety się nie ukazało. Magnesem dla fanów była płytka „The Early Singles”, zawierająca, zgodnie z tytułem, pierwsze single zespołu.
Na box z prawdziwego zdarzenia musieliśmy poczekać aż do 2007 roku, kiedy to światło dzienne ujrzało szesnastopłytowe wydawnictwo „Oh, by the Way”. Tu już nie ma swobodnego doboru albumów. W gustownym pudełku znaleźliśmy bowiem cały studyjny katalog Floydów. Łącznie z półkoncertową „Ummagummą”. Ponownie za oprawę graficzną odpowiadał Storm Thorgerson, tym razem stawiając na klimaty wspominkowe. Box miał bowiem upamiętniać czterdziestolecie zespołu. Z tej okazji do zestawu dołączono czterdzieści zdjęć zespołu z różnego okresu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Warto też wspomnieć, że tajemniczy tytuł „Oh, by the Way” stanowi nawiązanie do tekstu piosenki „Have a Cigar” z „Wish You Were Here”. Utwór ten to krytyka bezdusznego, kapitalistycznego przemysłu muzycznego. Podmiot liryczny, który ma uosabiać cynicznego wydawcę, opowiada o tym, ile zespół zarobi i na co go będzie stać, jeśli tylko nawiąże z nim współpracę. Przedstawia się jako kumpel muzyków i ich fan, po czym całkiem się demaskuje stwierdzeniem: „Oh, by the way, which one is Pink” (w wolnym tłumaczeniu: „A tak na marginesie, który z was to Pink?”). Chodziło o to, że ten wielki znawca myślał, że Pink Floyd to imię i nazwisko lidera. Pytanie to podobno często zadawano zespołowi w przeszłości.
Ledwie cztery lata po „Oh, by the Way” do sklepów trafił kolejny box Pink Floyd zatytułowany „Discovery”. Nie tylko powtarzał zawartość poprzednika, ale do tego prezentował się wyjątkowo, jak na ten zespół, mało widowiskowo. To po prostu nazwa formacji i tytuł wygrawerowane na fioletowym tle. Co prawda wszystkie albumy poddano ponownemu remasteringowi, za który odpowiadają James Guthrie i Joel Plante, ale nie wpływa to specjalnie na odbiór całości. Dlatego fanów najbardziej zapewne zainteresuje 60-stronicowa książeczka z atrakcyjnymi grafikami i nieznanymi dotąd zdjęciami. To jednak trochę mało jak na rzecz, na którą trzeba wydać około tysiąca złotych.
Choć zasadność wydania „Discovery” w dalszym ciągu stawiam pod dużym znakiem zapytania, zaznaczyć należy, że miał on pilotować szeroko zakrojoną akcję zatytułowaną „Why Pink Floyd…?”. W jej ramach wznowiono wszystkie studyjne albumy grupy, a trzy z nich („The Dark Side of the Moon”, „Wish You Were Here” i „The Wall”) wydano w bardzo rozbudowanych wersjach z licznymi dodatkami. O tym jednak opowiemy kiedy indziej.
„Oh, by the Way” dla laików: * * * * / 5
„Oh, by the Way” dla fanów: * * * / 5
„Discovery” dla laików: * * * / 5
„Discovery” dla fanów: * * / 5
koniec
4 maja 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Arcydzieło wykopane z archiwów
Sebastian Chosiński

21 V 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj trzecia – opublikowana 36 lat po nagraniu – część projektu „Odyssey” Terjego Rypdala.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: TEN album na to zasługiwał
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

18 V 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą formacji. Na przykład efektownym wydaniem „The Dark Side Of The Moon [Immersion Box Set]” z 2011 roku.

więcej »

Non omnis moriar: Rypdal – czarodziej gitary
Sebastian Chosiński

14 V 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj druga część albumu „Odyssey” Terjego Rypdala.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Po płytę marsz: Wrzesień 2011
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z tego cyklu

TEN album na to zasługiwał
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zestaw najpopularniejszego minimum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wprowadzenie do szalonego świata Syda
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ku pokrzepieniu serc
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sfery ambientowych dźwięków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przestrzeń wolności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dudziarz mono i stereo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wyspa wśród mgieł
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Migawki Gilmoura, Masona i Wrighta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Migawki Rogera Watersa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Pot i Kreff – Oni czasem wracają: Szkoda, że ich tu nie ma
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Bagno wciąga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Powielanie grzechów przeszłości
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Babcia na dworze Króla Artura
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To nie mój „LastMan”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

30 polskich piosenek przeciw wojnie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zjedz mnie, jeśli potrafisz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Maj 2022
— Paweł Ciołkiewicz, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Czy Galactus jest magiczny, czy wysoki?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gra o Port
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Złowieszcza Szóstka… znaczy Piątka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.