Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Terje Rypdal
‹Odyssey: Odyssey I›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOdyssey: Odyssey I
Wykonawca / KompozytorTerje Rypdal
Data wydania1975
Wydawca ECM Records
NośnikWinyl
Czas trwania41:06
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Terje Rypdal, Torbjørn Sunde, Brynjulf Blix, Sveinung Hovensjø, Svein Christiansen
Utwory
Winyl1
1) Darkness Falls03:38
2) Midnite16:41
3) Adagio13:16
4) Better Off Without You07:32
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Na falach oceanu dźwięków

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj wracamy do solowych projektów norweskiego gitarzysty (i nie tylko) Terjego Rypdala.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Na falach oceanu dźwięków

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj wracamy do solowych projektów norweskiego gitarzysty (i nie tylko) Terjego Rypdala.

Terje Rypdal
‹Odyssey: Odyssey I›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOdyssey: Odyssey I
Wykonawca / KompozytorTerje Rypdal
Data wydania1975
Wydawca ECM Records
NośnikWinyl
Czas trwania41:06
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Terje Rypdal, Torbjørn Sunde, Brynjulf Blix, Sveinung Hovensjø, Svein Christiansen
Utwory
Winyl1
1) Darkness Falls03:38
2) Midnite16:41
3) Adagio13:16
4) Better Off Without You07:32
Wyszukaj / Kup
Mogłoby się wydawać, że po wydaniu w 1974 roku dwóch albumów z premierowym materiałem – chodzi o „What Comes After” oraz „Whenever I Seem to be Far Away” – Terje Rypdal zrobi sobie trochę dłuższą przerwę od pracy. Nic bardziej mylnego! Niedługo po ich publikacji norweski gitarzysta zabrał się za projektowanie nowego wydawnictwa. Szczególnie ambitnego, ponieważ złożonego z dwóch płyt. Zaplanował też zasadniczą zmianę stylistyczną. Być może właśnie z tego powodu uznał, że aby całość właściwie przeprowadzić, potrzebni mu są nowi współpracownicy. Dlatego odświeżył znacząco skład swego zespołu, pozostawiając u swego boku tylko jednego „starego” instrumentalistę – basistę Sveinunga Hovensjø.
I to właśnie Hovensjø przyprowadził na próbę jednego z nowych muzyków – organistę Brynjulfa Blixa (rocznik 1951). Panowie znali się z jazzrockowej formacji Moose Loose (LP „Elgen er løs”, 1974), choć zdolny klawiszowiec już wcześniej zwrócił na siebie uwagę jako członek Syngespillgruppa („Norge sa nei (Et syngespill om EEC)”, 1972). W sekcji rytmicznej z kolei będącego z Terjem od początku ich wspólnej kariery perkusistę Jona Christensena zastąpił dużo bardziej doświadczony Svein Christiansen (1941-2015), znany z kooperacji z wokalistką Karin Krog oraz pianistą Dagiem Arnesenem. I w zasadzie już ten skład wystarczyłby, aby zrealizować zamysł Rypdala (zwłaszcza że postanowił on nie ograniczać się jedynie do gry na gitarze, lecz zarejestrować również ścieżki syntezatorów i saksofonu sopranowego), ale lider zdecydował się na przyjęcie na pokład jeszcze jednego muzyka.
Okazał się nim młody – w tamtym momencie zaledwie dwudziestojednoletni puzonista Torbjørn Sunde – (rocznik 1954). To człowiek, który w zasadzie nie powinien być artystą. Jako nastolatek trenował łyżwiarstwo szybkie, a w szkole sportowej w Oslo kształcił się na piłkarza nożnego; potem jednak zdecydował się na studia uniwersyteckie i uzyskał dyplom muzykologa. Zafascynował go jazz. Choć trudno jednoznacznie orzec, jak potoczyłaby się kariera Torbjørna, gdyby pewnego dnia nie spotkał on na swojej drodze Rypdala. Mając już wokół siebie odpowiednich ludzi, Terje zarezerwował na sierpień 1975 roku mieszczące się w stolicy Norwegii i doskonale sobie znane studio Arnego Bendiksena. Kontrakt z wytwórnią ECM Records był natomiast gwarantem tego, że płyta ukaże się jak najszybciej po nagraniu materiału. Nowością było zaś to, że tym razem trzeba go będzie rozłożyć na dwa krążki winylowe.
Album ukazał się jeszcze w tym samym roku. Trzydzieści siedem lat później firma z Monachium postanowiła przypomnieć go w odświeżonej formie w postaci trzypłytowego boksu „Odyssey in Studio & in Concert”. Właściwy materiał został podzielony na dwie części – „Odyssey I” i „Odyssey II” – a jako wyjątkowo atrakcyjny bonus dorzucono krążek zatytułowany „Unfinished Highballs”, który zawierał wcześniej niepublikowane, dokonane w czerwcu 1976 roku, nagrania kwartetu (bo bez Sundego) z udziałem… szwedzkiej Radiojazzgruppen, czyli orkiestry jazzowej działającej przy państwowej rozgłośni radia sztokholmskiego. Rypdal znał już tych muzyków, pięć lat wcześniej bowiem, będąc jeszcze członkiem George Russell Sextet, wykonywał z nimi na żywo legendarną kompozycję Amerykanina „Electronic Sonata for Souls Loved by Nature”.
Rypdal zawsze był artystą wszechstronnym, zwłaszcza w latach 60. i 70. XX wieku skłonnym do poszukiwań. Nie były mu obce penetracje rejonów psychodelicznych (vide debiutancki „Bleak House” i „Min Bul”); nie stronił też od free jazzu („George Russell Presents The Esoteric Circle”) ani tak zwanego „trzeciego nurtu”, czyli fuzji jazzu improwizowanego z muzyką klasyczną („Electronic Sonata for Souls Loved by Nature”). W którym kierunku podążyła teraz jego wyobraźnia? Na pewno zaskakującym. Na „Odyssey” najwięcej jest bowiem mariażu jazz-rocka z… progresywnym rockiem elektronicznym spod znaku takich wykonawców, jak Tangerine Dream i zmarły 26 kwietnia tego roku Klaus Schulze.
Struktura pierwszej z dwóch płyt – nazwijmy ją dla ułatwienia, jak zrobiono to w reedycji z 2012 roku, „Odyssey I” – jest lustrzanym odbiciem: najpierw krótkie wprowadzenie, potem utwór rozbudowany do prawie siedemnastu minut, na stronie B winylowego krążka podobnie, tyle że na odwrót – najpierw kompozycja dłuższa (choć już nie tak długa), a potem krótsza (choć już nie tak krótka). To musiało być zamierzone, a nie efekt przypadku. Na płytach Rypdala – nawet tych najbardziej free – podobnych przypadków raczej nie ma. Całą podróż rozpoczyna nastrojowy „Darkness Falls”, któremu od pierwszych sekund ton nadaje przejmująca gitara lidera, tło natomiast wypełniają – i tak będzie przez większość płyty – organy Blixa, którego wspomaga, wykorzystujący głównie perkusyjne talerze, Christiansen. Mniej więcej w połowie utworu do tego grona dołącza jeszcze puzonista, grający tak, jak Terje przykazał, a więc – bardzo subtelnie. I to się nie zmienia nawet kiedy sam gitarzysta zaczyna wydobywać ze swego instrumentu nieco ostrzejsze dźwięki.
„Midnite” to najdłuższa część „Odyssey I”, pełna powłóczystych brzmień organów i gitary. Rypdal daje muzykom sporo przestrzeni, nie pogania ich, można odnieść wrażenie, że ten utwór jest jak powolne dryfowanie na falach. Niby nie wiemy, dokąd zniosą nas prądy, ale wcale nie czujemy z tego powodu obaw czy dyskomfortu. Instrumenty wybijające się na plan pierwszy – bywa, że są to saksofon sopranowy Terjego bądź puzon Torbjørna – poddają się nurtowi, konsekwentnie budują nastrój opowieści. Tak! Bo to jest opowieść. Zwłaszcza gdy Rypdal ponownie sięga po gitarę i rozpoczyna swój kilkuminutowy popis – pełen wirtuozerii, ale bez szaleństw. Za głównego towarzysza ma idealnie wypełniającego tło Brynjulfa, aczkolwiek sam dorzuca też co nieco na syntezatorach. To kompozycja z gatunku tych, które mogłyby ciągnąć się w nieskończoność, trwa trzydzieści, czterdzieści minut, a i tak nikt nie czułby się znużony.
Stronę B pierwszej płyty wydawnictwa otwiera, nawiązujące tytułem do muzyki poważnej „Adagio”. I rzeczywiście: tempo utworu jest wolne, a charakter dzieło – na wzór sonat – liryczny. Zaskoczeniem dla wielbicieli Rypdala może być pięciominutowy wstęp w całości zagrany w duecie organowo-syntezatorowym z Blixem. Organy pozostają zresztą na drugim planie do samego końca numeru, tworząc fundament najpierw pod „zaspaną” partię saksofonu, a następnie kolejny wirtuozerski (i kolejny bardzo uduchowiony) popis gitarzysty. Klawiszy nie brakuje również w zamykającym tę część albumu „Better Off Without You”, aczkolwiek najbardziej interesujące jest to, jak w tej kompozycji ewoluuje gitara: od subtelnej introdukcji po pełną sprzężeń i przesterów w części finałowej. Mimo że Rypdal sięga tu po nieco inne niż wcześniej środki wyrazu, bardziej kojarzące się ze stylistyką fusion, nie narusza tym wcale mozolnie budowanego nastroju. Dających do myślenia atrakcji więc nie brakuje, a pamiętajmy, że to dopiero połowa zaplanowanej przez Terjego podróży.
koniec
7 maja 2022
Skład:
Terje Rypdal – gitara elektryczna, syntezatory, saksofon sopranowy, muzyka
Torbjørn Sunde – puzon
Brynjulf Blix – organy
Sveinung Hovensjø – gitara basowa
Svein Christiansen – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Arcydzieło wykopane z archiwów
Sebastian Chosiński

21 V 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj trzecia – opublikowana 36 lat po nagraniu – część projektu „Odyssey” Terjego Rypdala.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: TEN album na to zasługiwał
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

18 V 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą formacji. Na przykład efektownym wydaniem „The Dark Side Of The Moon [Immersion Box Set]” z 2011 roku.

więcej »

Non omnis moriar: Rypdal – czarodziej gitary
Sebastian Chosiński

14 V 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj druga część albumu „Odyssey” Terjego Rypdala.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Arcydzieło wykopane z archiwów
— Sebastian Chosiński

Rypdal – czarodziej gitary
— Sebastian Chosiński

Cień tancerza
— Sebastian Chosiński

Tańcząc na górskich halach
— Sebastian Chosiński

Z Oregonu przez Oslo do Monachium
— Sebastian Chosiński

Jazz, blues i… co jeszcze?
— Sebastian Chosiński

Niewiarygodne przygody Skandynawów za Atlantykiem
— Sebastian Chosiński

Góry i pastwiska
— Sebastian Chosiński

Polowanie na srebrnego ptaka
— Sebastian Chosiński

Co czeka nas „po”?
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Tu miejsce na labirynt…: W konspiracji z Terjem
— Sebastian Chosiński

Esensja słucha: Październik 2011
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Bartosz Makświej, Michał Perzyna

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.