Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 lipca 2022
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Pink Floyd w XXI wieku: TEN album na to zasługiwał

Esensja.pl
Esensja.pl
W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą formacji. Na przykład efektownym wydaniem „The Dark Side Of The Moon [Immersion Box Set]” z 2011 roku.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: TEN album na to zasługiwał

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą formacji. Na przykład efektownym wydaniem „The Dark Side Of The Moon [Immersion Box Set]” z 2011 roku.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
W 2011 roku pod hasłem „Why… Pink Floyd?” wznowiono całą studyjną dyskografię zespołu. I zapewne nie byłoby to jakąś sensacją, gdyby nie ekskluzywne boksy, w które zapakowano trzy najpopularniejsze tytuły, czyli „The Dark Side of the Moon”, „Wish You Were Here” i „The Wall”. Dziś skupimy się na tym pierwszym.
Boksy zyskały podtytuł „Immersion” i w najbardziej rozbudowanej wersji stanowią prawdziwą gratkę dla kolekcjonerów. Zwłaszcza, jeśli chodzi od „The Dark Side of the Moon”. W pudełku znajdziemy bowiem 3 CD, Blu-ray i 2 DVD, a także całą masę gadżetów. Zarówno tych interesujących, jak bogato ilustrowana książeczka, replika biletu na koncert z epoki, replika backstage passu oraz kopia kartki z zapisanymi przez Rogera Watersa pytaniami, na które odpowiadali ludzie spotkani w studio. Przypomnijmy, że najciekawsze wypowiedzi trafiły na album. W pakiecie znalazło się jednak także miejsce na niespodzianki bardziej osobliwe, do których należy zaliczyć chustę z motywem pryzmatu, dziewięć podstawek pod kufle i trzy kuleczki ze specjalnymi wzorami. Całość zyskała także nową oprawę graficzną. Kultowy pryzmat został powielony, dając intrygujący efekt. Choć szczerze mówiąc, siłą tej grafiki była prostota i jej udziwnianie mija się z celem.
Najważniejsza jest jednak muzyka. Materiał podstawowy został podlany kolejnemu remasteringowi, ale nie wnoszącemu wiele do tego, co słyszeliśmy wcześniej. Najważniejsze jest to, że całość wciąż brzmi potężnie i niezwykle czytelnie. Zawsze w tym albumie urzekało mnie to, że czy słuchany w 1973 roku, czy dziś, ciągle jest aktualny. Zarówno, jeśli chodzi o dźwięk, jak i przesłanie.
Prawdziwe rarytasy zaczynają się dopiero od dysku numer dwa. Zawiera on wykonaną w całości suitę w czasie koncertu w Wembley Pool z roku 1974. Cóż, szczerze mówiąc nie przebija studyjnego nagrania, w dodatku brzmi dość płasko, ale to wciąż kawał świetnej muzyki. Zwłaszcza, że większość utworów została wydłużona o partie improwizowane. Choć początek nie napawa optymizmem, ponieważ zespół sprawia wrażenie spiętego i nadmiernie skupionego, od wysokości"The Great Gig in the Sky” robi się coraz przyjemniej. Po długich żeńskich wokalizach otrzymujemy jeszcze partię delikatnych dźwięków klawiszowych Ricka Wrighta. Szkoda, że okrutnie skróconych przez odgłosy przesypujących się drobniaków. To oczywiście „Money”, które wypada równie imponująco, co w oryginale. Duża w tym zasługa przyjemnego dialogu gitary Gilmoura i basu Watersa, który, swoją drogą, jest wyjątkowo wyeksponowany w całym nagraniu. Podobną formułę wykorzystuje instrumentalny „Any Colour You Like”, tyle, że tu momentami wkrada się delikatny chaos wykonawczy. Całość wieńczą podniosłe i pełne werwy „Brain Damage” i „Eclipse”. I tu ciekawostka – setu nie zamyka bicie serca, jak na albumie, a donośne bicie dzwonu.
Na trzeci CD trafiły wczesne podejścia do „Ciemnej strony Księżyca”. Mamy więc cały podstawowy materiał we miksie Alana Parsonsa z 1972 roku. Od razu słychać, że zespół jeszcze sporo popracował nad ostatecznym kształtem albumu. Choć same utwory w zasadzie pozostały mniej więcej w podobnym kształcie, to jednak różnią się szczegółami. Brakuje także charakterystycznych dźwiękowych urozmaiceń, jak chociażby bicie serca, czy fragmentów wypowiedzi przepytywanych w studio osób. „The Great Gig in the Sky” został zaprezentowany bez wokalizy Clare Torry. Natomiast przez niemal cały „Brain Damage” rozbrzmiewa obłąkańczy śmiech, który na dłuższą metę jest irytujący. Ostatecznie jedynym utworem, który w porównaniu z ostateczną wersją jakoś się broni jest „Us and Them”, który sprawia wrażenie zwiewniejszego.
Utwory dodatkowe, to mała odsłona niezrealizowanego projektu „Household Objects”, którego ideą było stworzenie muzyki przy wykorzystaniu sprzętów domowego użytku. Z zaprezentowanej próbki można wywnioskować, że mogła wyjść rzecz intrygująca i w większym stopniu udana, niż utwór „Alan’s Psychedelic Breakfast” z „Atom Heart Mother”. Dalej mamy demo „Us and Them” w wykonaniu Ricka Wrighta wyłącznie na pianinie. Urokliwa rzecz. Następnie są trzy koncertowe nagrania z Brighton z 1972 roku, które później stały się częściami „The Dark Side of the Moon”. Na razie to jednak swobodne improwizacje. Jest też studyjne, instrumentalne nagranie „The Travel Sequence”, które do tej pory nie ujrzało światła dziennego. Ma w sobie sporo rockowej zadziorności, ale gdzieś w tle pobrzmiewa także nuta funky. Gdyby dodać do tego śpiew, byłaby szansa na wylansowanie nośnego hitu. Na zakończenie zaś zaserwowano akustyczną wersję demo „Money”, zagraną i zaśpiewaną przez Rogera Watersa, czyli kompletna surówka.
Poza nagraniami audio, są też materiały wizualne. Dostępne albo na dwóch DVD, albo na jednym Blu-ray. Są to inne nagrania z Brighton – „Careful With That Axe Eugene” i „Set The Controls For The Heart Of The Sun”. Do tego mamy film dokumentalny z 2003 roku o powstawaniu albumu i porcję wizualizacji, które zespół prezentował na koncertach na słynnym okrągłym telebimie. Audiofile mogą natomiast cieszyć się „Ciemną stroną Księżyca” w różnych wariantach – od dolby surround 5.1, po wersję kwadrofoniczną.
„The Dark Side of the Moon [Immersion Box Set]” to przykład wzorowego kolekcjonerskiego wznowienia klasycznej płyty. Zadbano nie tylko o stronę edytorską, ale także odszukano w archiwum kilka ciekawostek, które pozwalają prześledzić ewolucję materiału, a jednocześnie nie są to pozbawione sensu ogryzki, które czasem z braku lepszych rzeczy dorzuca się do edycji specjalnych. Świetna robota!
Dla laików: * * * * * / 5
Dla fanów: * * * * * / 5
koniec
18 maja 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Podejście numer dwa
Sebastian Chosiński

2 VII 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi (i ostatni) album norweskiej formacji jazzrockowej Moose Loose.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: Ich pierwszy rhythm’n’blues
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

29 VI 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład EP „1965: Their First Recordings” z 2015 roku.

więcej »

Non omnis moriar: Wylęgarnia talentów
Sebastian Chosiński

25 VI 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj debiutancka płyta norweskiej jazzrockowej formacji Moose Loose.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Ich pierwszy rhythm’n’blues
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oko z monitora wciąż patrzy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wchodząc do tej samej rzeki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zderzenie ze ścianą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szkoda, że nieco chaotycznie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zestaw najpopularniejszego minimum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A tak na marginesie…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wprowadzenie do szalonego świata Syda
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ku pokrzepieniu serc
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sfery ambientowych dźwięków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Pot i Kreff – Oni czasem wracają: Szkoda, że ich tu nie ma
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Komiks na przeczekanie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Za Midgard!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przełamując kadry
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiks przejściowy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Czerwiec 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Komiksowe Top 10: Maj 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek, który spał w grobowcu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nibylandia ze skandynawskich mitów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nemo podbija stawkę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bombastyczne łowy Kravena
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.