Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Pink Floyd w XXI wieku: Zderzenie ze ścianą

Esensja.pl
Esensja.pl
W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą formacji. Na przykład efektownym wydaniem „The Wall [Immersion Box Set]” z 2012 roku.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Zderzenie ze ścianą

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą formacji. Na przykład efektownym wydaniem „The Wall [Immersion Box Set]” z 2012 roku.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Trzecim i ostatnim efektownym wznowieniem w ramach serii „Why Pink Floyd?” był „The Wall [Immersion Box Set]”. Nie zdążył się jednak ukazać w 2011 roku i na rynek trafił dopiero w lutym roku następnego. Tak, jak to miało miejsce w przypadku „The Dark Side of the Moon” i „Wish You Were Here”, mamy do czynienia z eleganckim pudełkiem, w którym poza sześcioma CD i DVD umieszczono gadżety dla najwierniejszych fanów, jak reprodukcja biletów na koncerty, stage passy, grafiki Storma Thorgersona, zdjęcia, dwa albumy, kopia wkładki z oryginalnego wydania winylowego, podstawki pod kufle i szklane kulki. Tu również zmieniono okładkę. Zamiast białej ściany (w późniejszych wydaniach ozdobionej nazwą zespołu i tytułem albumu napisanego charakterystyczną czcionką), otrzymaliśmy ścianę czarną, otoczoną kultowymi rysunkami autorstwa Geralda Scarfe’a, pochodzącymi z filmików wyświetlanych w czasie koncertów, zaadaptowanych później przez Alana Parkera do filmu „The Wall”.
Jeśli chodzi o CD, to pomimo iż jest ich więcej, niż w innych boksach, ich zawartość nieco rozczarowuje. Oczywiście dwa krążki zajmuje sam album poddany starannemu remasteringowi, dzięki czemu całość brzmi jeszcze czyściej niż do tej pory. Zwykle w ramach cyklu „Immersion” otrzymywaliśmy także nagrania koncertowe z epoki i zestaw demówek lub alternatywnych miksów. Nie inaczej jest tutaj. Tyle tylko, że nagrania live to powtórka z rozrywki, a mianowicie wyśmienity materiał znany pod tytułem „Is There Anybody Out There? The Wall Live 1980–81”, który pierwotnie ukazał się w 2000 roku. Być może wiąże się to z faktem, że trasa promująca „Ścianę” ze względu na skalę przedsięwzięcia miała bardzo ograniczony charakter. Do tego całość przybrała postać parateatralnego widowiska, z którym muzyka była nierozerwalnie związana, więc kolejne koncerty siłą rzeczy niewiele się od siebie różniły. Niedosyt jednak pozostaje. Zwłaszcza, że zamiast tego można było sięgnąć po ścieżkę dźwiękową do filmu Alana Parkera, która jest nieco inna niż to, co znamy z albumu. Niegdyś przygotowywano się nawet do jej opublikowania, ale ostatecznie pomysł ten zarzucono.
Wreszcie dochodzimy do dwóch płyt z nagraniami demo. I jest to raj dla każdego wiernego fana, który wreszcie może prześledzić drogę, jaką przeszły poszczególne kompozycje od wczesnych wersji Rogera Watersa, przez nagrania zespołowe, po demówki Davida Gilmoura. Zadziwiające jest, jak wiele utworów praktycznie nie zmieniło się od samego początku, tylko zostały lepiej nagrane i ozdobione efektami dźwiękowymi („Young Lost”, „Empty Spaces”, „Vera”, „Mother”). Nie zabrakło jednak i takich, nad którymi ostro popracowano. Czasem dotyczyło to tekstu, który z początku był całkiem inny („Another Brick in the Wall”, „The Doctor” – czyli pierwotna wersja „Comfortably Numb”), albo dopieszczano muzykę. Na przykład „Run Like Hell” z początku wcale nie przypominał siebie. A są i kompletne niespodzianki, jak „Teacher, Teacher”, w którym możemy odnaleźć fragmenty wykorzystane później na „The Final Cut”, czy „Sexual Revolution”, umieszczony dopiero na solowym wydawnictwie Watersa „The Pros And Cons Of Hitch Hiking”.
Warto też zauważyć jak wiele „The Wall” zawdzięcza Gilmourowi, który zadbał o melodyjną stronę dzieła. Gdyby nie on, całość mogłaby skończyć jako przegadany zakalec, ponieważ pierwotnie wszystko podporządkowane było słowu. Mam tylko zastrzeżenie co do dziwnego zabiegu, polegającego na połączeniu w minisuitę demówek Rogera Watersa z wykorzystaniem po kilkadziesiąt sekund z każdego utworu. Nie bardzo rozumiem sens takiego działania.
Jednak prawdziwym rozczarowaniem jest zawartość DVD. Już fakt, że tym razem nie dołączono Blu-ray powinno być niepokojące. Zarówno „The Dark Side…”, jak i „Wish You…” w swoich edycjach zawierały różne warianty miksów 5.1 dolby surround i kwadrofonicznych, tymczasem „The Wall” całkiem ich pozbawiono. A szkoda, bo przecież album wypełniony jest po brzegi dźwiękowymi smaczkami, które aż proszą się o takie wersje. Zamiast nich mamy nieco ponad minutową próbkę wizualnego nagrania z koncertu promującego album, wideoklip do „Another Brick in the Wall, Part 2”, wywiad z Geraldem Scarfe’em i dokument „Behind the Wall”.
W efekcie „The Wall [Immersion Box Set]” jawi się jako pozycja najmniej ciekawa z całej serii. Choć oddani miłośnicy na pewno znajdą tu coś dla siebie, to jednak uczucie niedosytu pozostaje. Tym razem bardziej zadowoleni powinni być ci, którzy nie znają dorobku Floydów na wylot. W końcu w jednym pudelku otrzymują genialny album i nie mniej genialne jego wykonanie sceniczne.
Dla laików: * * * * * / 5
Dla koneserów: * * * / 5
koniec
1 czerwca 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Wylęgarnia talentów
Sebastian Chosiński

25 VI 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj debiutancka płyta norweskiej jazzrockowej formacji Moose Loose.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: Oko z monitora wciąż patrzy
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 VI 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą formacji. Dziś jednak skupimy się na reedycji solowego dzieła byłego lidera grupy Rogera Watersa „Amused to Death” z 2015 roku.

więcej »

Non omnis moriar: Siły zmierzone na zamiary
Sebastian Chosiński

18 VI 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyna płyta niezwykłego norweskiego kwartetu stworzonego przez Håkona Grafa, Sveinunga Hovensjø, Jona Ebersona oraz Jona Christensena.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Oko z monitora wciąż patrzy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wchodząc do tej samej rzeki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szkoda, że nieco chaotycznie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

TEN album na to zasługiwał
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zestaw najpopularniejszego minimum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A tak na marginesie…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wprowadzenie do szalonego świata Syda
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ku pokrzepieniu serc
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sfery ambientowych dźwięków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przestrzeń wolności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Pot i Kreff – Oni czasem wracają: Szkoda, że ich tu nie ma
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Za Midgard!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przełamując kadry
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiks przejściowy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Czerwiec 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Komiksowe Top 10: Maj 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek, który spał w grobowcu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nibylandia ze skandynawskich mitów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nemo podbija stawkę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bombastyczne łowy Kravena
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bagno wciąga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.