Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

The White Stripes
‹Icky Thump›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIcky Thump
Wykonawca / KompozytorThe White Stripes
Data wydaniaczerwiec 2007
Wydawca Sonic
NośnikCD
Czas trwania47:44
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Icky Thump4:14
2) You Don't Know What Love Is (You Just Do as You're Told)3:54
3) 300 M.P.H. Torrential Outpour Blues5:28
4) Conquest2:48
5) Bone Broke3:14
6) Prickly Thorn, but Sweetly Worn3:05
7) St. Andrew (This Battle Is in the Air)1:49
8) Little Cream Soda3:45
9) Rag and Bone3:48
10) I'm Slowly Turning into You4:34
11) A Martyr for My Love for You4:19
12) Catch Hell Blues4:18
13) Effect and Cause3:00
Wyszukaj / Kup

Rok 2007 w muzyce

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
Co było słychać w 2007 roku? Dla naszego zespołu redakcyjnego na pewno największym wydarzeniem było powstanie osobnego działu Muzyka w Esensji. A bardziej ogólnie – rynek muzyczny zalicza kolejne spadki sprzedaży, co na szczęście nie odbija się szczególnie na zawartości albumów – chociaż, jak zwykle, rzadziej mieliśmy okazję klękać z zachwytu niż krzywić się z niesmaku.
Na pewno sporo zamieszania narobił Radiohead – nie tyle tym, jaki wydali album, ile tym, jak go wydali; z zaciętego boju, jaki o konsumenta toczyli 50 Cent i Kanye West, wyszło wielkie nic; White Stripes i Neil Young wciąż w dobrej formie, gorzej ze Smashing Pumpkins; z polskich rzeczy podobał się nam duet Waglewskiego i Maleńczuka.
Zresztą – zobaczcie sami! Przygotowaliśmy dla Was nasze prywatne zestawienia. Znamienne, że tylko jeden album („Comicopera” Wyatta) się powtórzył – oto, jak różne mamy gusta…

Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Paweł Laudański

Rok 2007 w muzyce

Co było słychać w 2007 roku? Dla naszego zespołu redakcyjnego na pewno największym wydarzeniem było powstanie osobnego działu Muzyka w Esensji. A bardziej ogólnie – rynek muzyczny zalicza kolejne spadki sprzedaży, co na szczęście nie odbija się szczególnie na zawartości albumów – chociaż, jak zwykle, rzadziej mieliśmy okazję klękać z zachwytu niż krzywić się z niesmaku.
Na pewno sporo zamieszania narobił Radiohead – nie tyle tym, jaki wydali album, ile tym, jak go wydali; z zaciętego boju, jaki o konsumenta toczyli 50 Cent i Kanye West, wyszło wielkie nic; White Stripes i Neil Young wciąż w dobrej formie, gorzej ze Smashing Pumpkins; z polskich rzeczy podobał się nam duet Waglewskiego i Maleńczuka.
Zresztą – zobaczcie sami! Przygotowaliśmy dla Was nasze prywatne zestawienia. Znamienne, że tylko jeden album („Comicopera” Wyatta) się powtórzył – oto, jak różne mamy gusta…

The White Stripes
‹Icky Thump›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIcky Thump
Wykonawca / KompozytorThe White Stripes
Data wydaniaczerwiec 2007
Wydawca Sonic
NośnikCD
Czas trwania47:44
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Icky Thump4:14
2) You Don't Know What Love Is (You Just Do as You're Told)3:54
3) 300 M.P.H. Torrential Outpour Blues5:28
4) Conquest2:48
5) Bone Broke3:14
6) Prickly Thorn, but Sweetly Worn3:05
7) St. Andrew (This Battle Is in the Air)1:49
8) Little Cream Soda3:45
9) Rag and Bone3:48
10) I'm Slowly Turning into You4:34
11) A Martyr for My Love for You4:19
12) Catch Hell Blues4:18
13) Effect and Cause3:00
Wyszukaj / Kup
Piotr „Pi” Gołębiewski:
NAJLEPSZE PŁYTY
1. The White Stripes – „Icky Thump”
Jack White i jego urocza partnerka Meg przyłożyli się do nagrania tej płyty. Miesiąc kombinowania w studio zrobił swoje i otrzymaliśmy dzieło perfekcyjne w najdrobniejszych elementach. Ani jednego zbędnego dźwięku. Czyżby okazało się, że „Elephant” został zdetronizowany?
2. „Grindhouse vol. 1: Death Proof Soundtrack”
Quentin Tarantino nie odpuszcza. Wciąż robi świetne filmy i wciąż dobiera do nich rewelacyjną muzykę. Soundtrack do „Death Proof” można spokojnie postawić obok tego do „Pulp Fiction”. Klasyka od ręki.
3. Scorpions – „Humanity – Hour 1”
Wielki powrót wielkiego zespołu. W tak dobrej formie Scorpionsi nie byli od pamiętnej płyty „Love at First Sting” z 1984 roku. To, że wrócili do mocnego, rockowego grania w dziwny sposób wiąże się z przyjęciem w swoje szeregi Polaka, Pawła Mąciwody. Czyżby to sabotaż polskiego fanklubu, zmęczonego miałkimi dokonaniami zespołu z lat 90.?
4. Korn – „MTV Unplugged”
Niestety ostatnie studyjne płyty Korna nie należą do najlepszych. Muzycy zespołu musieli to czuć, dlatego postanowili wyciągnąć wtyczki z gniazdek i nagrali płytę akustyczną. Okazało się, że pod drapieżnymi riffami kryje się mnóstwo melodii. Może to jakaś wskazówka na przyszłość, Jonathanie Davis?
5. Behemoth – „The Apostasy”
Nergal i koledzy wspięli się na kompozytorskie wyżyny. Udowodnili, że death metal to nie tylko jednostajna młócka. Czego na tej płycie nie ma: metal progresywny, folk, nieco gotyku, a nawet granie akustyczne. Najważniejsze jest jednak to, że mimo takiego zróżnicowania Bestia nie straciła niczego ze swojej brutalności.
6. The Doors – „Live in Boston 1970”
Zdradźcie mi, gdzie ta perełka się uchowała? Czemu dopiero teraz ujrzała światło dzienne? Doorsi w swoim żywiole, czyli na scenie. Pełen odlot. A jak dorzucić do tego piękne, trzypłytowe wydanie, to orgazm na miejscu. Ile jeszcze podobnych cudeniek kryje świat przed słuchaczami?
7. Maleńczuk/Waglewski – „Koledzy”
Jedyna płyta po polsku w moim zestawie. To na pewno mało ilościowo, ale nadrabiamy to klasą. O niezwykłości spotkania kolegów Maleńkiego i Wagla pisałem niedawno, więc jedyne, co teraz mogę zrobić, to podziękować im za to, że obaj od lat są z nami, słuchaczami i nigdy nas nie zawodzą.
8. Perry Farrel’s Satellite Party – „Ultra Payloaded”
Perry Farrel to wielki przegrany tego roku. Z towarzyszeniem całej plejady znanych artystów nagrał wyśmienitą płytę, na której każdy znajdzie coś dla siebie. Jedni mogą zachwycić się przemyślaną koncepcją Kosmicznej Imprezy, innym wystarczy ultraprzebojowa muzyka. Balanga jest tak wyborna, że postanowił na nią wpaść sam Jim Morrison, którego możemy usłyszeć w finałowym utworze.
9. Feist – „The Reminder”
Feist to piękna kobieta obdarzona delikatnym, zmysłowym głosem. Jej najnowsza płyta jest uosobieniem męskich fantazji o dziewczynie z gitarą. Spokojne, naturalne dźwięki płynące z głośnika trafiają prosto w serce. Można się zakochać. Nie mówcie mojej dziewczynie, ale czy ktoś wie, czy Feist jest jeszcze wolna?

Linkin Park
‹Minutes to Midnight›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMinutes to Midnight
Wykonawca / KompozytorLinkin Park
Data wydaniamaj 2007
Wydawca Warner
NośnikCD
Czas trwania43:30
Gatunekrock
EAN093624447726
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Wake1:41
2) Given Up3:09
3) Leave Out All the Rest3:29
4) Bleed It Out2:44
5) Shadow of the Day4:50
6) What I've Done3:25
7) Hands Held High3:53
8) No More Sorrow3:42
9) Valentine's Day3:17
10) In Between3:17
11) In Pieces3:38
12) The Little Things Give You Away6:22
Wyszukaj / Kup
10. Him – „Venus Doom”
Było coś dla mężczyzn, to teraz coś dla kobiet. Na szczęście nie tylko. Him starają się zerwać z dotychczasowym stylem. Love metal zmieniają na doom metal. Panowie grają mocno i głośno jak nigdy. Trudno powiedzieć, czy fankom Villego Valo spodoba się nowy kierunek muzyczny, w jakim poszedł ich ulubiony zespół. Mężczyźni powinni być usatysfakcjonowani.
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Małe Wu Wu – „Małe Wu Wu śpiewa wiersze księdza Jana Twardowskiego część I”
Trudno powiedzieć, czy to płyta dla dzieci, czy dla dorosłych. Ale w gruncie rzeczy taka jest twórczość księdza Twardowskiego. W prostych słowach potrafił mówić o rzeczach skomplikowanych. A gdy za komponowanie zabrali się fachowcy z „dużego” Voo Voo, to już wiadomo, że będzie dobrze. Ale, że aż tak, to się nie spodziewałem. Płyta nie opuszcza mojego odtwarzacza.
NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIA:
1. Linkin Park – „Minutes to Midnight”
Miało być ciężej, mroczniej, bez nadmiernego udziwniania i z ograniczoną liczbą rapowanek. I tak jest. Tylko po co. Przez to przemeblowanie Linkini stracili swój charakter. W efekcie nie zadowolili ani fanów, ani przeciwników. Ale co najgorsze, znając marketingowe zacięcie muzyków już niedługo wypuszczą wszystko w zremiksowanej wersji, koncertowej i z gadanymi wstawkami Jay-Z.
2. Silski – „Alodium”
Kolejna nieudana płyta kolejnego dobrze zapowiadającego się uczestnika programu „Idol”. I to tym razem zwycięzcy. A mogło być tak pięknie. Silski ma przecież i fajny głos, i rockowe ciągoty. Udowodnił, że w tym repertuarze czuje się jak ryba w wodzie. Widać nie starczyło talentu, by skomponować ciekawe utwory. Płyta jest nijaka, męcząca i w gruncie rzeczy nie tak rockowa, jak miała być. Silski zdecydowanie przegrał nawet z innym rockowym Idolem, niejakim Zalefem.
3. Archive – „Live at Zenith”
Byłem na dwóch koncertach Archive w Warszawie i wyszedłem zauroczony. Tym bardziej nie mogę przeżyć, że nie postarali się, by „Live at Zenith” miał porządne brzmienie. Dźwięk jest płaski, wokaliści fałszują, a estradowej energii ze świecą szukać. Nie tak zapamiętałem ich występy. Może ktoś ma jakiś porządny bootleg?
4. Tomek Makowiecki – „Ostatnie wspólne zdjęcie”
Gdzieś czytałem wywiad z Tomkiem Makowieckim, w którym zastanawiał się, czemu jego muzyka nie sprzedaje się tak dobrze jak Brodki, Eweliny Flinty czy Szymona Wydry. Jego najnowsza płyta udziela odpowiedzi na to pytanie. Facet śpiewa ładnie, ale niemiłosiernie nudzi. Jego utwory są bliźniaczo podobne i tak samo ślamazarne. Do tego okraszone są mało interesującymi tekstami. Cytując starego Czereśniaka z „Czterech pancernych”: „Tomuś, nie piskaj”.
5. Mostly Autumn – „Heart Full of Sky”
O Mostly Autumn mówiło się jako o folkowym wcieleniu Pink Floyd. Niestety od pewnego czasu zespół ten stara się prześcignąć mistrza, zapominając o folkowych korzeniach. Stracił przez to całą swą oryginalność. Choć tendencję zniżkową zalicza już od kilku albumów, wciąż mam nadzieję, że muzycy jeszcze wyciągną z tego wnioski. Tym razem się nie udało. I to podwójnie – to informacja dla tych, którzy nie zdobyli limitowanej, dwupłytowej edycji.
Sebastian Chosiński:
NAJLEPSZE PŁYTY (kolejność alfabetyczna):

The Birthday Massacre
‹Walking With Strangers›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWalking With Strangers
Wykonawca / KompozytorThe Birthday Massacre
Data wydaniawrzesień 2007
Wydawca Metropolis Records
NośnikCD
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Kill The Lights3:55
2) Goodnight4:02
3) Falling Down4:12
4) Unfamiliar3:18
5) Red Stars3:41
6) Looking Glass4:26
7) Science4:04
8) Remember Me4:07
9) To Die For5:05
10) Walking With Strangers3:55
11) Weekend3:53
12) Movie5:03
13) Untitled0:00
Wyszukaj / Kup
Ayreon – „01011001”
Trzy długie lata cierpliwie czekałem na nowy album swojego ulubionego prog-metalowca, jedynego artysty w tym gatunku, któremu udało się na mojej prywatnej liście zdystansować stachanowców z Dream Theater. Tym artystą jest Arjen Anthony Lucassen, od kilkunastu już lat kierujący międzynarodowym projektem o nazwie Ayreon. Lucassen jest pedantem i perfekcjonistą, długo więc sporządzał listę gości, którzy mieli pojawić się na jego najnowszym albumie. Lista ta może przyprawić wręcz o zawrót głowy. Na „01011001” zaśpiewali i zagrali bowiem między innymi: Anneke van Giersbergen, Jørn Lande, Hansi Kürsch, Bob Catley, Daniel Gildenlöw, Phideaux Xavier, Ty Tabor, Michael Romeo, Derek Sherinian i Tomas Bodin – by wspomnieć tylko o tych najbardziej znanych gwiazdach ze świata rocka progresywnego i symfonicznego metalu. W efekcie powstał podwójny koncept-album, muzycznie łączący w sobie finezję i monumentalizm Dream Theater z lekkością i melodyjnością The Flower Kings. Mimo tak fantastycznej obsady płyta jest bardzo spójna – każda z gwiazd zna swoje miejsce w szeregu i świetnie się na nim spisuje. Duża w tym zasługa dyrygenta tej orkiestry, który wykazał się nie tylko sporym talentem organizacyjnym, ale także wyczuciem, każdemu powierzając najbardziej odpowiadającą mu rolę.
Deine Lakaien – „20 Years of Electronic Avantgarde”
Przyznam, że nie przepadam za płytami rockowych kapel nagranych z towarzyszeniem orkiestr symfonicznych. Niezwykle często melanże takie prowadzą bowiem na manowce, o czym najdobitniej chyba przekonali się panowie z Metalliki (którzy zresztą całą tę modę w latach 90. ubiegłego wieku spopularyzowali). A jednak w przypadku elektro-gotyckiego duetu Alexander Veljanov – Ernst Horn efekt jest zadziwiająco interesujący. Czuję w tym rękę Horna, który – to przecież nie tajemnica – jest absolwentem konserwatorium. Świetnie rozłożono akcenty: orkiestra ani nie zdominowała zespołu, ani nie dała się zepchnąć na dalszy plan; wszystko podane zostało w idealnych proporcjach. Nawet najbardziej znane i osłuchane hity Deine Lakaien zyskały nowe oblicze („Over and Done”, „Return”, „Wunderbar”, „Awal”, „Love Me to the End”). Nie będę też jednak ukrywał pewnego rozczarowania, wiążącego się z brakiem dwóch piosenek, bez których podobnego wydawnictwa sobie nie wyobrażałem – „The Game” oraz „Sometimes”. Cóż, jak widać, nie można jednak mieć wszystkiego.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zagraj to jeszcze raz Sam: O rajdowcu
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

26 VI 2019

Mamy wakacje, prawdopodobnie najcieplejszy dzień roku, więc z tej okazji chciałem zaproponować coś lżejszego. Na przykład przeróbkę klasyka Black Sabbath „Paranoid”, dokonaną przez człowieka, który zdecydowanie jest lepszym muzykiem, niż politykiem.

więcej »

Non omnis moriar: W którą teraz podążyć stronę?
Sebastian Chosiński

22 VI 2019

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz ósmy jazzrockowa formacja Passport Klausa Doldingera.

więcej »

Zanim zagrał to Sam: Oszołomiony i zmieszany
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

18 VI 2019

Od lat trwają spory, czy „Stairway to Heaven” jest plagiatem, czy oryginalną kompozycją Led Zeppelin. Sprawę komplikuje fakt, że zespół cichcem korzystał z twórczości innych wykonawców, nie przyznając się do tego, tak jak w przypadku „Dazed and Confused”.

więcej »

Polecamy

O rajdowcu

Zagraj to jeszcze raz Sam:

O rajdowcu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

50 najlepszych zagranicznych płyt dekady
— Esensja

10 najważniejszych koncertów 2009 roku i coś ponadto
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jakub Stępień, Jacek Walewski

Live in Poland, czyli zapowiedzi najciekawszych koncertów 2009, cz. I
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Darowanej płycie nie patrzy się w zęby
— Michał Foerster

Szok przyszłości
— Paweł Franczak

Tegoż twórcy

In the End
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drepcząc po własnych śladach
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kopiuj - wklej
— Jakub Stępień

Pot i Kreff – Made in Poland: Dwa światy w Chorzowie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Korona w biało-czerwone paski
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Radiogłowi w oblężonej cytadeli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Żydzi, Arabowie i ich koty
— Sebastian Chosiński

Drapieżcy w Gotham
— Sebastian Chosiński

Jak radzić sobie z nienawiścią
— Sebastian Chosiński

To nie mój Spider
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gdzie dwie się biją, tam trzeci korzysta
— Sebastian Chosiński

Zabawa w mangę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jasne oblicze Zła i mroczna strona Dobra
— Sebastian Chosiński

Robert Kirkman w najlepszej formie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zbrodniarz w stylu vintage
— Sebastian Chosiński

Bogowie zawsze umierają młodo. Bywa że latem…
— Sebastian Chosiński

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.