Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

A pamiętacie…: Christie

Esensja.pl
Esensja.pl
Przeboje przełomu lat 60. i 70.: „Silence is Golden” oraz „Yellow River” sygnowane są nazwami dwóch różnych zespołów – odpowiednio The Tremeloes oraz Christie. A jednak warstwę instrumentalną obu tych piosenek nagrała jedna i ta sama grupa. Jak to możliwe?

Wojciech Gołąbowski

A pamiętacie…: Christie

Przeboje przełomu lat 60. i 70.: „Silence is Golden” oraz „Yellow River” sygnowane są nazwami dwóch różnych zespołów – odpowiednio The Tremeloes oraz Christie. A jednak warstwę instrumentalną obu tych piosenek nagrała jedna i ta sama grupa. Jak to możliwe?
Jeff Christie urodził się w 1946 roku w Leeds, w hrabstwie Yorkshire, w Anglii. Jako nastolatek powołał do życia swą pierwszą kapelę – Outer Limits. Było ich czworo, grali podobnie jak The Beatles, toteż szybko stali się znani jako ich lokalna kopia. Podobnych zespołów było zresztą wówczas wiele, jednak tylko niektórym udało się wydać swe kompozycje na singlu – Outer Limits zaś miał ich na koncie kilka, z czego najsłynniejszymi były „Just One More Chance/Help Me Please” (1967) oraz „Great Train Robbery/Sweet Freedom” (1968). Single nie przyniosły jednak spodziewanego sukcesu, więc grupa się rozpadła – poza Jeffem żaden jej członek nie kontynuował kariery muzycznej. Wikipedia wspomina jeszcze jedną wczesną grupę Jeffa: Acid Galery z singlem „Dance Around the Maypole” (1969), jednak oficjalna strona grupy ją pomija.
Były lider skoncentrował się na pisaniu piosenek i poszukiwaniu grup/wydawnictw, którym wysyłał kasety demo swych utworów. Jedna z nich trafiła do gitarzysty The Tremeloes, Alana Blakely’ego, któremu bardzo spodobał się zawarty na niej utwór „Yellow River”. Tremeloesi nagrali kilka wersji piosenki, lecz ostatecznie – ciesząc się wówczas należytą własną sławą (ich największy przebój, „Silence is Golden”, który osiągnął w 1967 r. pierwsze miejsca na wielu listach przebojów, nie był bynajmniej jedynym) – zasugerowali powołanie nowej grupy do oficjalnego wydania singla. Perkusista Mike Blakely (brat Alana) oraz gitarzysta Vic Elmes znali się wcześniej z zespołu The Epics – zgodzili się dołączyć do Jeffa i zgodnie z panującym wówczas trendem przyjąć nazwisko lidera jako nazwę kapeli. „Yellow River” wydano wiosną roku 1970, dogrywając wokal Jeffa do oryginalnego podkładu Tremeloesów (singla zresztą pomógł wyprodukować ich własny menedżer, nieco zawiedziony taką decyzją grupy – prawdopodobnie przewidywał, co tracą).
Utwór opowiada o chłopcu, który po zakończonej wygraną wojnie (przełom lat 60. i 70. to czasy Wietnamu) może wrócić nad ukochaną Żółtą Rzekę – między innymi do pozostawionej tam dziewczyny. Ładna, chwytliwa kompozycja, interesująca gra gitarowa (w jednej z recenzji określona jako rapid-fire fingerpicked guitar threading through the second verse and the coda), miły wokal i temat na czasie – to oraz zapewne wiele innych czynników sprawiło, że utwór błyskawicznie wspiął się na pierwszą pozycję brytyjskiej listy przebojów i pozostał na niej na długo (w USA dotarł tylko do 23 miejsca). Warto w tym miejscu wspomnieć też o megagwieździe piosenki francuskiej, Joem Dassinie (znanym choćby z przebojów „Et si tu n’existais pas” czy „Les Champs-Élysées”), który w tym samym 1970 roku nagrał francuskojęzyczną wersję tego utworu, zatytułowaną „L’Amérique” (słowa napisał Pierre Delanoé). Oryginalna piosenka została także wykorzystana w reklamie firmy Yellow Pages – słowa refrenu zostały odpowiednio zmienione…
Idąc za ciosem, w październiku 1970 grupa wydaje kolejny singiel zatytułowany „San Bernadino”. W ojczyźnie osiągnął jedynie piątą pozycję na liście przebojów, za to na przykład w Niemczech dotarł do miejsca pierwszego. Pierwszą ciekawostką w tym utworze jest błąd w samym tytule (i w dalszej treści) – piosenka opowiada o miasteczku San Bernardino w Kalifornii. Błąd został zauważony zbyt późno – gdy nagrany utwór został już wydany… Drugą ciekawostką jest fakt, że władze tegoż miasteczka uznały w 2005 roku utwór za oficjalny miejski hymn.
Podczas serii licznych koncertów stało się jasne, że Mike Blakely nie rozwija swych umiejętności perkusisty, wobec czego został zastąpiony przez Paula Fentona. Grupa wydała w 1971 roku trzeci singiel („Man of Many Faces”) promujący dostępny już w tym momencie w sprzedaży pełny album, choć tej akurat piosenki na płycie długogrającej nie było. Na ten sam rok datuje się także singiel „Everything’s Gonna Be Alright/Freewheelin’ Man/Magic Highway” oraz drugi pełny album „For All Mankind”, na którym Jeff postanowił nawiązać do bardziej progresywnych korzeni, z wpływami rockowymi, bluesowymi i country. Wytwórnia płytowa oraz menedżer postanowili promować go utworem „Picture Painter”, ale ostatecznie został on wydany jedynie w południowo-wschodniej Azji.
W tym czasie do grupy dołącza Lem Lubin, basista wspomagający Christie podczas koncertów (oryginalnym basistą był sam Jeff). Wkrótce wydany zostaje singiel „Iron Horse” (1972), uważany za jedną z najlepszych kompozycji w dorobku Jeffa Christiego. Niestety, jest zarazem ostatnim wielkim przebojem grupy. Podczas przygotowywania materiału na trzeci album wewnątrz kapeli narastają kłótnie. W 1973 roku Lem odchodzi, zastąpiony przez Rogera Flavella. Wkrótce zespół opuszcza także perkusista Paul Fenton (dołącza do składu Carmen, a potem T. Rex). W efekcie Jeff zapowiada rozpad grupy i kontynuację muzycznej kariery solo. Gitarzysta Vic Elmes początkowo rzuca muzykę w ogóle, lecz wkrótce do niej wraca, realizując własne projekty – Vic Elmes Again, China, Christie Again. Pisze także muzykę do projektów telewizyjnych, spośród których można wymienić choćby „Kosmos 1999”.
Kilka miesięcy później Jeff Christie zmienia jednak zdanie i wraz z nowymi muzykami tworzy nowy skład zespołu, wydając single „The Dealer/Pleasure and Pain” (1973) oraz „Alabama/I’m Alive” (1974). Podczas międzynarodowej trasy koncertowej i krótko po niej skład grupy ulega dalszym zmianom. Przy okazji zespół wydaje covery popularnych hiszpańskich utworów „Guantanamera” i „Navajo” (stają się popularne między innymi w Meksyku i krajach Ameryki Południowej). W 1976 roku Jeff ponownie rozwiązuje zespół, wydając niedługo potem „ostatni singiel grupy Christie” – „Most Wanted Man in the USA” (nagrany jednak przy pomocy muzyków sesyjnych). W tym czasie byli członkowie Christie koncertują pod nazwą kapeli, jednak fani czują, że to nie to samo.
W 1980 roku Jeff Christie wydaje dwa single („Tightrope/Somebody Else” oraz „Both Ends of the Rainbow/Turn On Your Lovelight”) pod własnym imieniem, jednak z powodu słabej sprzedaży nie dochodzi do publikacji pełnego albumu.
W 1990 r. wraz z kilkoma muzykami grupy Tubeless Hearts reaktywuje kapelę, by wystartować w konkursie piosenki Eurowizji 1991 – ale nie odnosi sukcesu. Mimo to w kolejnych latach zdarza im się koncertować w Europie, Rosji i Izraelu. Sam zaś robi to, co wychodzi mu najlepiej – komponuje piosenki dla różnych wykonawców.
koniec
15 marca 2008

Komentarze

31 V 2021   17:38:28

Dla mnie Zespół Ten, pozostanie WIELKI !!! Te czasy, te klimaty... nigdy się nie powtórzą !!! Przełom lat 60-ych i 70-ych to było NIEBO dla muzyki !!! Żólta rzeka czy San Bernardino to był wtedy SZOK !!!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Apokalipsa bez konsekwencji
Sebastian Chosiński

16 X 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny album holendersko-duńsko-szwedzkiego kwartetu jazzrockowego Apocalypse, któremu ton nadawał pianista Jasper van ’t Hof.

więcej »

Non omnis moriar: Bajki, od których drży serce
Sebastian Chosiński

9 X 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album sygnowany przez holendersko-szwajcarski duet klawiszowców Jaspera van ’t Hofa i George’a Gruntza.

więcej »

Non omnis moriar: (Nie)zgniły kompromis
Sebastian Chosiński

2 X 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj projekt Holendra Jaspera van ’t Hofa, w którym wsparło go trzech amerykańskich jazzmanów.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

10 naj...: Dzień Nauczyciela
— Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Historia w obrazkach: Przeczuwając własną śmierć
— Wojciech Gołąbowski

Historia w obrazkach: Lisa znów gubi lalkę
— Wojciech Gołąbowski

10 naj… : Zwierzęta
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 naj...: Żółty, jesienny liść
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Miejsca, które warto odwiedzić: Budować 33 lata i… wyjechać
— Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Sentymenty, zadziwienie, oszołomienie
— Wojciech Gołąbowski

Jak pić, to w wesołym towarzystwie
— Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Szopka inna niż zwykle
— Wojciech Gołąbowski

Mała Esensja: Przyznać się proszę – kto wrzucił komiks do pralki?
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.