Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Coma
‹Live›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive
Wykonawca / KompozytorComa
Data wydania24 marca 2010
Wydawca Mystic Production
NośnikCD
Gatunekkoncert, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Intro1:25
2) Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków13:44
3) Pierwsze wyjście z mroku5:57
4) Drzwi 010:54
5) Czas globalnej niepogody3:51
6) Zero osiem wojna4:36
7) Chaos kontrolowany5:35
8) Trujące rośliny6:03
9) Drzwi 021:20
10) Święta5:20
11) Transfuzja4:21
12) Zamęt3:30
13) Drzwi 020:36
14) Dyskoteki4:47
15) Drzwi 041:07
16) Nie ma Joozka3:52
17) Tonacja4:14
18) System3:31
19) Skaczemy3:51
20) Drzwi 051:09
21) Schizofrenia7:19
22) Spadam5:19
23) Zbyszek14:44
24) Drzwi 061:12
25) Outro1:41
26) Świadkowie schyłku czasu królestwa wiecznych chłopców5:03
27) Sto tysięcy jednakowych miast6:54
28) Popołudnia bezkarnie cytrynowe6:27
Wyszukaj / Kup

Pot i Kreff: 100 tysięcy jednakowych piosenek
[Coma „Live” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zespół Coma to dziś pierwsza liga rodzimego rocka. Niestety nagrywane przez nią płyty są coraz słabsze, wprost proporcjonalnie do rosnącej popularności. Tego trendu niestety nie zmienia wydawnictwo „Live”, choć niewątpliwie zawiera kilka ciekawych elementów.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: 100 tysięcy jednakowych piosenek
[Coma „Live” - recenzja]

Zespół Coma to dziś pierwsza liga rodzimego rocka. Niestety nagrywane przez nią płyty są coraz słabsze, wprost proporcjonalnie do rosnącej popularności. Tego trendu niestety nie zmienia wydawnictwo „Live”, choć niewątpliwie zawiera kilka ciekawych elementów.

Coma
‹Live›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive
Wykonawca / KompozytorComa
Data wydania24 marca 2010
Wydawca Mystic Production
NośnikCD
Gatunekkoncert, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Intro1:25
2) Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków13:44
3) Pierwsze wyjście z mroku5:57
4) Drzwi 010:54
5) Czas globalnej niepogody3:51
6) Zero osiem wojna4:36
7) Chaos kontrolowany5:35
8) Trujące rośliny6:03
9) Drzwi 021:20
10) Święta5:20
11) Transfuzja4:21
12) Zamęt3:30
13) Drzwi 020:36
14) Dyskoteki4:47
15) Drzwi 041:07
16) Nie ma Joozka3:52
17) Tonacja4:14
18) System3:31
19) Skaczemy3:51
20) Drzwi 051:09
21) Schizofrenia7:19
22) Spadam5:19
23) Zbyszek14:44
24) Drzwi 061:12
25) Outro1:41
26) Świadkowie schyłku czasu królestwa wiecznych chłopców5:03
27) Sto tysięcy jednakowych miast6:54
28) Popołudnia bezkarnie cytrynowe6:27
Wyszukaj / Kup
Pierwsza koncertówka Comy w zasadzie już przeszła do historii. Jednak nie dzięki swojej zawartości, a przez to, że jest to pierwszy polski materiał zagrany na żywo wydany w formacie blu-ray. Z tej okazji zespół zadbał o to, by było co oglądać, serwując iście aktorski show. Muzycy wychodzą na scenę pojedynczo, przechodząc przez ścianę, co jakiś czas pojawiają się krótkie filmiki z poszczególnymi członami grup, natomiast wokalista, Piotr Rogucki, to urodzony frontman, który potrafi zjednać sobie publiczność.
To wszystko na pewno może się podobać, gorzej jednak jeśli odłożymy walory wizualne i skupimy się na samej muzyce. W końcu całość została również wydana na podwójnym CD. Słuchając go miałem mieszane uczucia. Byłem na kilku koncertach Comy i bardzo miło je wspominam. Rogucki z kolegami często sięgali po niekonwencjonalne gadżety, które wzbogacały show, ale zawsze potrafili znaleźć złoty środek między teatralnością a zwykłym rockowym koncertem. Na „Live” tego zabrakło. Choć panowie dorzucają do pieca, a gitary łoją po głośnikach, to jednak wszystko zostało tak rozdmuchane w swojej patetyczności, że często jest to nie do zniesienia.
Trudno mi to przyznać, ponieważ lubię Comę, ale „Live” uwypukla także jeszcze jeden problem, z którym zespół boryka się od czasu wydania drugiej płyty – większość utworów jest do siebie łudząco podobna. Na studyjnych wydawnictwach czasem maskuje to tekst, ale tutaj, kiedy czasem ciężko zrozumieć Roguckiego, można odnieść wrażenie, że grają na jedno kopyto. Męczące są również kakofoniczne wariacje muzyków, które kończą niektóre kawałki, a już największym rozczarowaniem (przynajmniej dla mnie) była całkiem chybiona wersja „Schizofrenii”, która straciła zupełnie na dramatyzmie znanym z oryginału.
To tyle na temat wad, teraz garść plusów. Jak wspominałem na „Live” są też i jasne strony. Wrażenie robią zagrane na początek „Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków”, kiedy to wraz z pojawianiem się kolejnych członków zespołu, publiczność coraz bardziej wariuje. W ogóle interakcja z zebranymi w ursynowskiej Arenie fanami jest bez zarzutu. Rogucki zachęca ich do śpiewania, klaskania i skakania (wiadomo, „Skaczemy”). Ale nawet gdyby się nie odzywał, to założę się, że takie utwory jak „Spadam” czy „100 tysięcy jednakowych miast” zostałyby podobnie chóralnie odśpiewane. Warto też odnotować, że zespół zagrał jeden kawałek, którego nie ma na żadnym studyjnym wydawnictwie – „Dyskoteki”.
Jak zwykle kulminacyjnym momentem występu jest utwór „Zbyszek”, w czasie którego następują długie partie improwizowane, rozciągając go do 15 minut. Tu na najwyższe słowa uznania zasługuje Rafał Matuszak, którego bas zawsze był jednym z najważniejszych elementów twórczości Comy.
Formacja ma na koncie trzy albumy studyjne, ogromny sukces komercyjny, nic więc dziwnego, że zdecydowała się na wydanie koncertówki. Sam chciałem mieć takową w domu. Niestety „Live” nie spełniło moich oczekiwań. Kiedy jej słucham cały czas odnoszę wrażenie, że panowie o wiele bardziej przyłożyli się do walorów wizualnych wydawnictwa, niż muzycznych. Zespół kilkakrotnie dawał koncerty w radiowej Trójce. Słuchając ich transmisji nie potrzebowałem widzieć zespołu, by cieszyć się jego muzyką. Tu tego zabrakło.
koniec
22 lipca 2010

Komentarze

22 VII 2010   22:48:55

Od siebie dodam:
1. Idiotyczne wstawki filmowe W TRAKCIE trwania kolejnych kawałków, co skutecznia rozwala atmosferę koncertu. Za samo to odjąłbym ze 20% (ale nie od 60, wyszłoby podobnie).
2. Absolutnie nie zgadzam się z oceną Schizofrenii, imo po dwóch zwrotkach (kiepsko wykonanych) finał i jego realizacja ocierają się o wybitność.
3. Szkoda, że nie napisałeś nic o samym śpiewaniu - Roguc brzmi... hm. Może nie coraz gorzej, ale mam wrażenie, że coraz mniej śpiewa. Nie znam się na tyle, by stwierdzić, czy to maniera, czy z głosem coraz gorzej. Ale wystarczy sobie porównać z występami sprzed kilku lat.
4. Również szkoda, że nie wspomniałeś o dodatkach. Oprócz bezsensownego filmu mamy przecież pięć kawałków z koncertu Symfonicznego, z którego płyta (jej wydanie lub nie) przeszło już chyba do legendy, a ostatnio pojawiła się informacja, że jednak dojdzie do skutku.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Puk… puk…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwadzieścia sześć minut orgazmu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jak zdobywano dziką miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Strzelając z bombowca
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rozmowa dwóch stołków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 minut sacrum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Debeściaki bestii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Made in Heaven
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2014 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świetnej muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Ach, ta Cicca!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Starzeć się z godnością
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tradycja i postmodernizm
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Listopad 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Sławomir Grabowski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Poznajmy ich jeszcze raz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 najbardziej szokujących morderstw Michaela Myersa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A Ty co robiłeś tamtego dnia?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zielona skóra, w której żyje
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pęknięta porcelana
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.