Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Disturbed
‹Asylum›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAsylum
Wykonawca / KompozytorDisturbed
Data wydania27 sierpnia 2010
Wydawca Reprise
NośnikCD
Czas trwania52:46
Gatunekmetal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) "Remnants" 2:43
2) "Asylum" 4:35
3) "The Infection" 4:08
4) "Warrior" 3:24
5) "Another Way to Die" 4:12
6) "Never Again" 3:33
7) "The Animal" 4:13
8) "Crucified" 4:36
9) "Serpentine" 4:09
10) "My Child" 3:17
11) "Sacrifice" 3:59
12) "Innocence" 4:30
13) "ISHFWILF" (hidden track; cover version of U2's "I Still Haven't Found What I'm Looking For") 5:26
Wyszukaj / Kup

Nihil Novi
[Disturbed „Asylum” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Chcecie poznać najpopularniejszy obecnie metalowy zespół w Ameryce? Oto przed Wami grupa Disturbed.

Przemysław Dobrzyński

Nihil Novi
[Disturbed „Asylum” - recenzja]

Chcecie poznać najpopularniejszy obecnie metalowy zespół w Ameryce? Oto przed Wami grupa Disturbed.

Disturbed
‹Asylum›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAsylum
Wykonawca / KompozytorDisturbed
Data wydania27 sierpnia 2010
Wydawca Reprise
NośnikCD
Czas trwania52:46
Gatunekmetal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) "Remnants" 2:43
2) "Asylum" 4:35
3) "The Infection" 4:08
4) "Warrior" 3:24
5) "Another Way to Die" 4:12
6) "Never Again" 3:33
7) "The Animal" 4:13
8) "Crucified" 4:36
9) "Serpentine" 4:09
10) "My Child" 3:17
11) "Sacrifice" 3:59
12) "Innocence" 4:30
13) "ISHFWILF" (hidden track; cover version of U2's "I Still Haven't Found What I'm Looking For") 5:26
Wyszukaj / Kup
Zespół zadebiutował równo 10 lat temu znakomitym krążkiem „The Sickness”, który do dziś dnia sprzedał się w samej Ameryce w ponad 4 milionach egzemplarzy. Wprawdzie ich kolejne dokonania radziły sobie na listach sprzedaży coraz gorzej to i tak bez problemu każda z nich pokrywała się platyną. Najnowszy krążek, „Asylum” czeka pewnie to samo – jest to ich czwarta już płyta, która zadebiutowała na pierwszym miejscu Billboardu. Jak dotąd ta sztuka udała się tylko Metallice oraz Dave Matthews Band, tak więc jest o czym rozmawiać.
Disturbed wkroczyli na scenę metalową z mocnym uderzeniem. „The Sickness” było niezłym energetycznym kopem, płytą mocną, bezkompromisową, nowocześnie brzmiącą i wprowadzającą powiew świeżości do zmanierowanego juz wówczas nu metalem gatunku. Uwagę zwracało przesterowane i „zadziorne” brzmienie z domieszką elektroniki, dobre teksty i wokal Davida Draimana okraszony różnymi „zwierzęcymi” odgłosami i niezwykle ciekawym frazowaniem. Nie była to muzyka nadmiernie skomplikowana. Oparta na prostych riffach i w gruncie rzeczy dość schematyczna, wręcz „kwadratowa”, ale miała swoją moc.
I ta moc właściwie została z nimi do teraz. Chłopaki nadal dają niezłego czadu, tego nie można im odmówić. Co nie znaczy od razu, że „Asylum” jest na wskroś dobrą płytą. Od strony produkcji, jak najbardziej. Ta jest znakomita, brzmienie nadal jest brudne, mięsiste. Do warstwy tekstowej przyczepić się nie można. Draiman nadal kapitanie sobie radzi wokalnie (jest on jednym z niewielu metalowych „krzykaczy”, którzy rzeczywiście śpiewać potrafią i ma naprawdę dobry głos). Chociaż należy zaznaczyć, że z płyty na płytę coraz bardziej rezygnuje ze wspomnianych wcześniej „zwierzęcych ozdobników” i w ogóle odchodzi od swego dawnego stylu ku bardziej konwencjonalnym wokalom. Narzekać można za to na samą muzykę. W tej materii właściwie nie ma żadnych nowości. Panowie zaczynają zjadać własny ogon, są już właściwie do bólu przewidywalni. O ile jeszcze „Believe” czy „Ten Thousand Fists” miały w sobie ciekawy potencjał, tak już od czasu przeciętnego „Indestructible” grupa weszła na równię pochyłą. Znajdzie się parę dobrych, mocnych i wpadających w ucho utworów np. „Another Way To Die”, „The Animal” czy numer tytułowy, ale niestety są w mniejszości. Reszta jest absolutnie do zapomnienia chwilę po przesłuchaniu i zlewa się niemal w jedno. Trochę szkoda, że grupa zaczynająca z naprawdę dość ciekawej pozycji tak muzycznie rozmienia się na drobne.
Ogólnie oczywiście nie jest to płyta tragiczna. Lubujący się w ostrych gitarowych brzmieniach nie powinni mieć powodów do narzekań, a ci, którzy wcześniej Disturbed w ogóle nie słuchali powinni być z tego krążka zadowoleni. Polecam jednak pierwsze trzy albumy tej grupy, które są zdecydowanie lepsze.
koniec
12 października 2010

Komentarze

24 II 2011   19:54:59

Płyta spoko choć rzeczywiście były trochę lepsze ale i tak ich uwielbiam i jadę na koncert:D Mam nadzieje ze będzie zajebiście:)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Katalog grzechów, wykaz cnót
Sebastian Chosiński

13 V 2021

Rok temu mogło się wydawać, że zespół Błoto będzie jedynie efemerycznym projektem pobocznym muzyków działających w EABS. Tymczasem w dwanaście miesięcy po ukazaniu się „Erozji” grupa ze stolicy Dolnego Śląska wydała trzecią już w swojej dyskografii pełnowymiarową płytę – „Kwasy i zasady”. Jak tak pójdzie dalej, to w przyszłym roku prześcigną macierzystą formację.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Gdzie się podziały emocje?
Sebastian Chosiński

11 V 2021

Wyszedłszy przed paroma laty na prostą ze swoją nieco zagmatwaną dyskografią, norweski duet Jordsjø (wspomagany przez zapraszanych do studia gości), regularnie publikuje kolejne płyty. Wydana przed kilkoma dniami „Pastroralia” tradycyjnie powinna spodobać się wielbicielom rocka progresywnego wymieszanego ze skandynawskim folkiem. To idealna propozycja dla tych, którym podoba się – chociażby – Tusmørke.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Przetarty szlak i skoki w bok
Sebastian Chosiński

6 V 2021

Serbski kwartet Eyot (bądź EYOT – taka pisownia również bywa przez muzyków stosowana) nie rozpieszcza wielbicieli. Ostatnio na swoje kolejne płyty każe bowiem czekać aż trzy lata. Tyle czasu minęło pomiędzy ukazaniem się albumów „Similarity” i „Innate” i tyle też trzeba było czekać na ukazanie się „557799”. Inna sprawa, że kiedy już dostajemy do ręki nowe dzieło grupy Dejana Ilijicia – na pewno nie czujemy się zawiedzeni.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Ostateczna granica?
— Przemysław Dobrzyński

Supergrupa: Reaktywacja
— Przemysław Dobrzyński

Nowe szaty króla
— Przemysław Dobrzyński

Czarne chmury nad Teatrem Marzeń
— Przemysław Dobrzyński

Potęga boskiego głosu
— Przemysław Dobrzyński

Przeboje w purpurowym deszczu
— Przemysław Dobrzyński

Pustynia pełna dźwięków
— Przemysław Dobrzyński

A imię jego 44:44
— Przemysław Dobrzyński

Nowoczesne oblicze metalu
— Przemysław Dobrzyński

Green Day w trzech aktach
— Przemysław Dobrzyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.