Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Pearl Jam
‹Live on Ten Legs›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive on Ten Legs
Wykonawca / KompozytorPearl Jam
Data wydania14 stycznia 2011
NośnikCD
Gatunekkoncert, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Arms Aloft
2) World Wide Suicide
3) Animal
4) Got Some
5) State of Love and Trust
6) I Am Mine
7) Unthought Known
8) Rearviewmirror
9) The Fixer
10) Nothing as It Seems
11) In Hiding
12) Just Breathe
13) Jeremy
14) Public Image
15) Spin the Black Circle
16) Porch
17) Alive
18) Yellow Ledbetter
Wyszukaj / Kup

Pot i Kreff: Grunge w światłach sceny
[Pearl Jam „Live on Ten Legs”, Soundgarden „Live on I5” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pearl Jam i Soundgarden to czołowi przedstawiciele sceny Seattle początku lat 90. O ich wielkości świadczą nie tylko świetne płyty, ale także rewelacyjne, żywiołowe koncerty. Można się o tym przekonać, sięgając po kolejny album live tych pierwszych i pierwszy w karierze tych drugich.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Grunge w światłach sceny
[Pearl Jam „Live on Ten Legs”, Soundgarden „Live on I5” - recenzja]

Pearl Jam i Soundgarden to czołowi przedstawiciele sceny Seattle początku lat 90. O ich wielkości świadczą nie tylko świetne płyty, ale także rewelacyjne, żywiołowe koncerty. Można się o tym przekonać, sięgając po kolejny album live tych pierwszych i pierwszy w karierze tych drugich.

Pearl Jam
‹Live on Ten Legs›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive on Ten Legs
Wykonawca / KompozytorPearl Jam
Data wydania14 stycznia 2011
NośnikCD
Gatunekkoncert, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Arms Aloft
2) World Wide Suicide
3) Animal
4) Got Some
5) State of Love and Trust
6) I Am Mine
7) Unthought Known
8) Rearviewmirror
9) The Fixer
10) Nothing as It Seems
11) In Hiding
12) Just Breathe
13) Jeremy
14) Public Image
15) Spin the Black Circle
16) Porch
17) Alive
18) Yellow Ledbetter
Wyszukaj / Kup
Pearl Jam „Live on Ten Legs”
Na pewno nie jest to najlepszy koncertowy album Pearl Jam. W bogatej ofercie oficjalnych bootlegów mają o wiele ciekawsze dokonania, chociażby rejestrację występu z katowickiego Spodka z 16 czerwca 2000 roku. Nie jest to również zapis jednego show, a zbiór nagrań z lat 2003-2010, połączonych tak, by sprawiały wrażenie spójnego materiału. Płytę należy więc traktować jako swojego rodzaju zestaw „the best of” w wersjach koncertowych, który stanowi uzupełnienie pierwszego albumu zespołu nagranego na żywo „Live on Two Legs” z 1998 roku. Z tego też powodu repertuar składający się na „Live on Ten Legs” to głównie kawałki powstałe w obecnym tysiącleciu, a jeśli trafiają się rzeczy starsze, to takie, których nie uświadczyliśmy na poprzednim wydawnictwie.
Na tym albumie obcujemy już z innym zespołem niż w przypadku „Live on Two Legs”. Mniej tu grunge’owego brudu, a utworom bliżej do tradycyjnego rocka, nawet w przypadku starszych rzeczy, jak „Animal” czy „Spin the Black Circle”. Nie musi to wcale oznaczać, że Pearl Jam zaczęli grać same pościelówy. Wręcz przeciwnie, mamy tu kilka prawdziwych torped, jak „World Wide Suicide”, „The Fixer” czy „Got Some”, choć trafiają się też bardziej spokojne momenty („Just Breathe”, „I Am Mine”). Wrażenie robią zwłaszcza dwa kawałki – wielowątkowy „Rearviewmirror”, który po mocnym i szybkim początku wycisza się w środkowej części, w której Eddie Vedder perfekcyjnie nawiązuje kontakt z publiką, by doprowadzić całość do szaleńczego, jazgotliwego finału. Drugim wbijającym w fotel momentem jest „Nothing As It Seems”, ale to po prostu siła samej kompozycji. Co ciekawe, najsłabiej wypadają „Jeremy” i „Alive”, które nie porywają i wydają się być odklepane jako koncertowe standardy, których domaga się publika. W przeszłości zdarzały się o wiele lepsze wykonania.
„Live on Ten Legs” to ciekawa propozycja dla tych, którzy nie chcą się bawić w kolekcjonowanie bootlegów, tylko wolą mieć zwarty zestaw swoich ulubionych kawałków w wersjach live. Pod tym względem płyta sprawdza się znakomicie.

Soundgarden
‹Live on I5›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive on I5
Wykonawca / KompozytorSoundgarden
Data wydania22 marca 2011
Wydawca A&M Records
NośnikCD
Gatunekkoncert, rock
EAN602527621005
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Spoonman
2) Searching with my Good Eye Closed
3) Let Me Drown
4) Head Down
5) Outshined
6) Rusty Cage
7) Burden in My Hand
8) Helter Skelter
9) Boot Camp
10) Nothing to Say
11) Slaves & Bulldozers
12) Dusty
13) Fell on Black Days
14) Search and Destroy
15) Ty Cobb
16) Black Hole Sun
17) Jesus Christ Pose
Wyszukaj / Kup
Soundgarden „Live on I5”
Trudno w to uwierzyć, ale „Live on I5” jest pierwszą koncertówką Soundgarden. Są co najmniej dwa powody, dla których już dawno powinno się wypełnić tę lukę – po pierwsze, zespół obrósł legendą, a sukces albumu „Superunknown” wywindował go na pozycję megagwiazdy, a po drugie, w jego szeregach znajduje się Chris Cornell – wokalista o niesamowitym głosie, którego aż chce się posłuchać na żywo. Taką okazję daje nam album ze zbiorem utworów zarejestrowanych na żywo na jesieni 1996 roku, a więc tuż przed rozpadem formacji.
Spoglądając na setlistę, nie sposób się nie uśmiechnąć – widnieją na niej wszystkie najważniejsze kawałki z dorobku grupy z „Black Hole Sun”, „Spoonman” i „Burden in My Hand” na czele. Konsternacja następuje jednak po włączeniu płyty w odtwarzaczu, bo o ile muzycy radzą sobie świetnie, to wiele do życzenia pozostawia forma wokalna Cornella. Owszem, wciąż potrafi się wydrzeć, ale robi to w nieznośnie wymuszony sposób. Niestety, zabija w ten sposób kilka pierwszych numerów, a już jego dziwne zawodzenie w – przecież świetnym w oryginale – „Head Down” jest nie do zniesienia. Na szczęście z utworu na utwór Chrisowi się poprawia i wreszcie dochodzimy do momentu, kiedy zachwyca tak samo jak na albumach studyjnych. Zespół wspina się na wyżyny możliwości w ponaddziewięciominutowym „Slaves and Bulldozers”, w którym każdy z muzyków ma swoje pięć minut, a największe wrażenie robi mocno psychodeliczny pojedynek gitarzystów, stanowiący główną część utworu. Panowie nieźle też zaszaleli w aranżu do „Black Hole Sun”, który Cornell wyśpiewuje jedynie do wtóru z gitarą, tworząc z tego wolnego, ale jednak mocnego kawałka delikatną balladę. Jest to kontrowersyjne podejście, które za pierwszym przesłuchaniem może odrzucić, ale po osłuchaniu również może się podobać.
„Live on I5” jest na pewno potrzebnym wydawnictwem, które zapełnia lukę w dyskografii Soundgarden, mimo to pozostawia pewien niedosyt. Na tle koncertowych płyt innych grunge’owych potęg, jak Nirvana, Pearl Jam i Alice In Chains, wypada dość zachowawczo i blado.
koniec
14 kwietnia 2011

Komentarze

14 IV 2011   14:40:04

Wstęp taki, że spodziewałem się wysokich ocen i zachwytów w recenzji, a tutaj tego nie widzę... Nie wprowadzajcie czytelników w błąd, proszę Was :D

15 IV 2011   18:03:04

rar ma rację. Nie ma też co wymagać od podanych wyżej zespołów dawniejszej świetności. Czas zrobił swoje i już nigdy nie zaśpiewają jak kiedyś. Niemniej, cieszę się, że jeszcze działają i koncertują.

16 IV 2011   14:21:37

Ale Pearl Jam wciąż grają i dają radę, tytlko trafiają im się lepsze momenty niż zaprezentowane na płycie. A omawiany Soundgarden jest z 1996 roku, więc akurat łapie się pod moment świetności. Niemniej też się cieszę z reaktywacji zespołu, pomimo uwag, to wciąż klasa niedostępna dla wielu zespołów.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
Sebastian Chosiński

4 V 2021

Przed laty ważną pozycję w polskim jazzie i rocku zdobył kubański perkusjonista José Torres; dzisiaj w jego ślady może pójść inny Latynos – meksykański skrzypek Eduardo Bortolotti (Lopez). Nad Wisłą osiedlił się on dziewięć lat temu, a w tym roku wydał swój debiutancki album – „Huapango Nights” – na którym połączył wpływy muzyki ludowej z Ameryki Środkowej z typowo europejskim jazzem.

więcej »

Krótko o muzyce: Piekielne basy
Sebastian Chosiński

29 IV 2021

Trójmiejski kwartet Hellvoid to ewenement na rodzimym rynku. W składzie zespołu nie ma bowiem gitarzysty solowego, jest za to dwóch basistów, spośród których jeden zajmuje się wykonywaniem partii solowych. Świat rocka nie takie jednak dziwy już widział. Najważniejsze, że pełnowymiarowy debiut zespołu – „Bass and Roll, Vol. 1” – to dzieło, po które warto sięgnąć.

więcej »

Odkrywanie wewnętrznego Kosmosu
Sebastian Chosiński

27 IV 2021

Mariusz Duda – lider Riverside i Lunatic Soul – zalicza się akurat do tych artystów, których obecna sytuacja nie przytłoczyła i nie skłoniła do milczenia. Wręcz przeciwnie! Korzystając z przymusowego przestoju koncertowego, tworzy kolejne materiały solowe. Po ubiegłorocznym „Lockdown Spaces” kilka dni temu opublikował drugą część swojej pandemicznej trylogii – „Claustrophobic Universe”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Puk… puk…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwadzieścia sześć minut orgazmu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jak zdobywano dziką miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Strzelając z bombowca
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rozmowa dwóch stołków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 minut sacrum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Debeściaki bestii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Made in Heaven
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2014 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Powrót w świetnym stylu
— Dawid Josz

Pot i Kreff – Made in Poland: Dwa światy w Chorzowie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

It’s Pearl Jam babe!
— Krzysztof Czapiga

Pot i Kreff – Made in Poland: Wszyscy święci na koncercie Pearl Jam
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bez ciśnienia
— Jakub Stępień

Tegoż autora

Batman wraca do miasta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zacne sędziowskie archiwa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Włoski western (niekoniecznie spaghetti)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po tamtej stronie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nanopandemia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dziesięć filmów Michaela Baya w jednym
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tytus, Romek i A’Tomek: The Best of Papcio Chmiel
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly, metal i RPG
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie tędy droga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Catwoman miała pieskie życie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.