Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 czerwca 2018
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja słucha: Drugi kwartał 2010

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
„Esensja” wciąż słucha i podsłuchuje. Zapraszamy na drugą edycję naszego cyklu, w którym w zwięzły sposób oceniamy płyty, które zwróciły naszą uwagę w ciągu ostatnich miesięcy. Tym razem mamy dla Was aż 23 minirecenzje.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna, Jakub Stępień, Jacek Walewski, Mieszko B. Wandowicz

Esensja słucha: Drugi kwartał 2010

„Esensja” wciąż słucha i podsłuchuje. Zapraszamy na drugą edycję naszego cyklu, w którym w zwięzły sposób oceniamy płyty, które zwróciły naszą uwagę w ciągu ostatnich miesięcy. Tym razem mamy dla Was aż 23 minirecenzje.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Mieszko B. Wandowicz [60%]
Pozwolę sobie zacząć od swoistego wyznania wiary: o ile z reguły z sympatią patrzę na poczynania twórców, którzy porzucili ostre riffy na rzecz subtelniejszych dźwięków, o tyle stanowczo najlepszą płytą Anathemy jest dla mnie „The Silent Enigma”. Cavanaghowie mieli (i być może, że mają nadal, tylko tego nie pokazują) nielichą smykałkę do muzyki ciężkiej i melancholijnej zarazem, kiedy zaś pozostała sama melancholia, to już nie było to. Chociaż nadal coś. Dlatego na nową i długo wyczekiwaną pełnoprawną studyjną pozycję w dorobku Anglików sam czekałem z zainteresowaniem, ale bez entuzjazmu. I miałem rację – to po prostu niezły rockowy i bardzo anathemowy album. Słabiej wypadają oczywiste brzmieniowe i kompozycyjne nawiązania do Pink Floyd oraz fragmenty, w których nakłada się na siebie multum dźwiękowych warstw; lepiej – kameralne momenty, zdominowane przez głos i pianino czy fortepian. A zupełnie na marginesie: jest ta płyta jak na swoich twórców jakoś dziwnie pozytywna.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Piotr „Pi” Gołębiewski [50%]
Kilka miesięcy po wydaniu świetnego krążka „Controlling Crowds” (z częściami od 1 do 3) Archive zaprezentowali jego kontynuację – część czwartą. Niestety już nie tak dobrą. Nie chodzi nawet o to, że na płycie nie znajdziemy przeboju na miarę „Bullets”, po prostu zespołowi zabrakło pomysłów na dobre kompozycje. Jest tu więcej rapowania i siermiężnej elektroniki niż emocji znanych z poprzedniej odsłony. Całość sprawia wrażenie zbioru odrzutów z sesji, anie pełnoprawnego, autonomicznego dzieła. Wszystko to sprawia, że „Controlling Crowds – Part IV” jest najsłabszym krążkiem formacji od wielu lat.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jakub Stępień [90%]
Lo-fi, psychodelic pop, alternatywa – jakkolwiek to nazwiecie, jest to niewątpliwie jedna z najlepszych rzeczy z pogranicza elektroniki i pop rocka, jakie ukazały się na przestrzeni ostatnich kilku, kilkunastu miesięcy. Tropy, jakie odnajdziemy na tej płycie, są bardzo różnorodne: Bee Gees („Fright Night”), The Beach Boys („L’estat”), David Bowie („Little Wig”), Lou Reed („Butt-House Blondies”), New Order („Menopause Man”, „Revolution’s a Lie”). Dosłuchać się można także Pixies, Franka Zappy, Roxy Music i wielu, wielu innych; wszystko to przetworzone jest przez pstrokate, błyskotliwe wizje Ariela Pinka w sposób niewyobrażalny, choć mniej tu niż na wcześniejszych nagraniach artysty eksperymentów, muzycznych ekstrawagancji i kwaśnych lotów, a więcej popowej struktury i rockowej architektury. Gdyby w czyichś planach był film, którego tło stanowiłby psychodeliczny festyn odpustowy, to muzykę, na potrzeby tego obrazu, powinien skomponować właśnie Ariel Pink.
Jeśli wrócić do etykietek, szufladek i tym podobnych (jeśli ktoś się tym interesuje), to nurt, którego Ariel jest niekwestionowanym liderem, prasa za oceanem ochrzciła już kilkoma nowymi imionami, wśród których przodują takie nazwy jak „chillwave” i glo-fi”. W notatniku zapisałem „płyta roku”, czy pochopnie? Wątpię. Ciężko będzie „Before Today” przebić. To spójny, równy, genialnie skomponowany, pieczołowicie wyprodukowany album. Wystarczy?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jakub Stępień [60%]
Black Rebel Motorcycle Club nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Pamiętacie nową rockową rewolucję z początku stulecia? Debiutujące świetną i przebojową płytą w 2000 roku trio było jedną z nadziei fanów brudnych brzmień i rockandrollowych riffów. Od tego czasu kapela wydała jeszcze trzy studyjne płyty i jedną koncertówkę, niestety z każdą gubiła formę. Nie znaczy to jednak, że Panowie tracili umiejętność tworzenia przebojowych i porywających „czadów” czy nastrojowych ballad. Problemem było skomponowanie w całości wciągającego i równego materiału. Nawet nagrany w innej, akustycznej aranżacji album „Howl” był za długi i posiadał bezdyskusyjne mielizny. Czy tym razem żeglowania z B.R.M.C. nic nie zakłóca? Z przykrością trzeba sobie powiedzieć, że znowu muzycy powielają stare błędy. W przeciągu ponad godziny potrafią mile zaskoczyć, by za chwilę totalnie rozczarować. Obok ciekawych kompozycji zagranych z niekłamanym polotem czy odpowiednim feelingiem i groove’em (zdradzający modne ostatnio bluesowo-korzenne trendy numer „War Machine”) zdarzają się wpadki, by nie napisać kompletne gnioty (niewytłumaczalnie długi i nudny „Evol”). Czy ktoś im zabronił wydać 40-minutową płytę?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Michał Perzyna [70%]
Daniel Snaith przy pomocy „Odessy” – pierwszego utworu z najnowszego krążka – podniósł sobie poprzeczkę bardzo wysoko, bo jego głęboki rytm, zimne i ciężkie brzmienie oraz podobny wokal na długo zapadają w pamięć. Co ciekawe, zainteresowanie albumem wyrazili nie tylko słuchacze zaznajomieni dotychczasową twórczością Snaitha (który wcześniej działał też jako Manitoba). Kiedy bliżej przyjrzymy się ostatniemu dziecku Kanadyjczyka, to okaże się, że pozyskanie nowych fanów wcale nie powinno dziwić, „Swim” bowiem stanowi nowy rozdział w jego działalności. Zostawiając jednak na boku wieloletnią już muzyczną drogę Snaitha, obiektywnie należy stwierdzić, że mamy do czynienia z płytą z górnej półki. Trudno określić jednoznacznie jaka to półka, ponieważ „Swim” jest dość eklektyczne – wymienianie wykorzystanych stylistyk można zacząć od czystej elektroniki, poprzez trance’owy psychedelic, naleciałości glitchu, synthpopu, folku, a skończyć na zimnym retro popie. Wszystko stanowi jednak dobrze skomponowaną mieszankę, charakteryzującą się głównie intensywnym, pobudzającym rytmem oraz wysokim stężeniem minimalistycznych dźwięków. Jasne jest, że „Swim” nie musi przemawiać do wszystkich, ale Snaith przy pomocy takich utworów jak „Odessa”, „Kali” czy „Jamelia” potwierdza, że ciągle ma w sobie coś z eksperymentatora, który dzięki nowej muzycznej twarzy stał się znacznie bardziej przystępny. Może w parze z tym pójdzie także docenienie, na które niewątpliwie zasługuje.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jakub Stępień [60%]
To kolejna odsłona serii „Book of Angels” Johna Zorna, w której do tej pory ukazały się choćby takie perełki jak „Xaphan” Secret Chiefs 3. Na „Ipos”, będącym jej 14. częścią, Zorn zebrał zespół w składzie: Cyro Baptista, Joey Baron, Trevor Dunn, Marc Ribot, Jamie Saft i Kenny Wollesen. Efektów wspólnej pracy tych panów mogliśmy posłuchać w 2008 roku przy okazji płyty „The Dreamers” (stąd nazwa zespołu) i „O’o”, wydanej rok później. Klimaty i tematy, które krążek kontynuuje, wyraźnie zaznaczone były już na „Gift” (2001), nagrywanej jednak z innymi instrumentalistami. Niestety, jeśli „O’o” nie dorównywała poprzedniczkom, to nowy materiał odstaje już zupełnie. Fakt, to wciąż niezłe utwory – fenomen zapału i mocy twórczych Zorna może przyprawiać o podziw – lecz sam kompozytor wydaje się rozmieniać na drobne. Nowojorczyk realizuje w tym roku rekordowy plan: jedna płyta na miesiąc; czy ktoś za nim nadąży? Czy jest sens dotrzymywać mu kroku? Jeśli akceptuje się wszystko to, co wychodzi spod ręki mistrza współczesnego szalonego klezmer jazzu i równocześnie chilloutowych klimatów, to czemu nie. Spokojnie jednak można sobie większość, w tym „Ipos”, odpuścić.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jakub Stępień [70%]
Mark E. Smith robotniczą angielszczyzną oraz charczącym ni to śpiewem, ni krzykiem i skandowaniem od ponad 30 już lat udowadnia, że punk nie dość, że nie umarł, to jest wręcz nieśmiertelny. „Your Future Our Clutter” jest tego świetnym potwierdzeniem. Może nie jest to najlepsza w pokaźnej dyskografii The Fall płyta, lecz powinna się znaleźć wśród kilku jej mocnych reprezentantów, gdyż wystarczy ją włożyć do odtwarzacza i nacisnąć „play”, by z pierwszymi taktami „O.F.Y.C. Showcase” przenieść się do doków Manchesteru z końca lat 70. U tych dinozaurów sceny wielu młodszych „buntowników” powinno brać lekcje punk rocka.
1 2 3 »

Komentarze

27 VII 2010   22:38:44

"Before Today" - faktycznie rewelacyjna! Słyszałem jeszcze takie określenia "hypnagogic rock" (które kazały mi się tylko krzywo uśmiechnąć) ale jak zwał, tak zwał, a muzyka dobra na wszystko: i do odpłynięcia ciemną nocą, i w 40-stopniowym upale w zatłoczonym autobusie (solówka w Butt-House Blondies - oh yeah!). Czy płyta roku? Nie wiem. Ale zaskoczenie roku na pewno.

27 VII 2010   23:55:20

Dzięki Michał za Kyte. Nie znałem, a dobre:)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Stara forma, nowa treść
Sebastian Chosiński

22 V 2018

Mats Gustafsson ani na moment nie zwalnia tempa. W tym roku zaserwował już swoim wielbicielom między innymi nową płytę tria Fire!, a kilka miesięcy później światło dzienne ujrzał premierowy materiał innej jego formacji – The Thing. I chociaż na albumie „Again” nie usłyszymy niczego, czego szwedzko-norweski skład nie prezentował już wcześniej, to i tak nie powinno zabraknąć chętnych, by po raz kolejny wybrać się w muzyczną podróż z sympatycznymi Skandynawami…

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Jeszcze więcej radości
Sebastian Chosiński

15 V 2018

Large Unit to najambitniejszy, orkiestrowy projekt, jaki sygnuje swoim nazwiskiem perkusista Paal Nilssen-Love. Wydawałoby się, że nic ambitniejszego Norweg wymyśleć już nie będzie w stanie. Tymczasem w ubiegłym roku postanowił powiększyć skład swego freejazzowego big bandu, przekształcając go tym samym w… Extra Large Unit. Nowe wcielenie formacji zadebiutowało właśnie albumem „More Fun, Please”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: …a w uszach wciąż jeszcze słychać krzyk!
Sebastian Chosiński

10 V 2018

Mogłoby się wydawać, że szwedzki saksofonista Mats Gustafsson nie jest nas już w stanie niczym zaskoczyć. Zaskakiwał przecież już tyle razy. Ale właśnie – nam się to tylko wydaje. Opublikowany w kwietniu tego roku minialbum „Sustain” niejednego wielbiciela skandynawskiego jazzmana wprawi w osłupienie. Jest on bowiem efektem jego artystycznej kolaboracji z francuskim triem (a może kwartetem?)… death- i blackmetalowym Chaos Echœs!

więcej »

Polecamy

Z Kuśki wzięte

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Z Kuśki wzięte
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tata z pasją
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szyku, szyku… feel good… szyku, szyku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W ogrodzie na tyłach domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szalony świat smutnego clowna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szwajcaria dla świata
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kapela ze wsi Szczecin
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Miałem 10 lat…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Podglądanie kochanków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pośpiewajmy razem w podróży
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Kiedyś tutaj (znów) będziemy
— Przemysław Pietruszewski

Z tego cyklu

Grudzień 2013
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Dawid Josz, Mateusz Kowalski

… projektu R.U.T.A.
— Sebastian Chosiński

Październik 2013
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna

Maj 2013
— Sebastian Chosiński, Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Michał Perzyna

Kwiecień 2013
— Sebastian Chosiński, Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Mateusz Kowalski

Marzec 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Łukasz Izbiński, Michał Perzyna, Przemysław Pietruszewski

Marzec 2013
— Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Michał Perzyna, Przemysław Pietruszewski

Luty 2013
— Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Michał Perzyna, Przemysław Pietruszewski

Grudzień 2012 (2)
— Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Mateusz Kowalski, Michał Perzyna, Przemysław Pietruszewski

Grudzień 2012
— Mateusz Kowalski, Paweł Lasiuk, Michał Perzyna, Bartosz Polak

Tegoż twórcy

Tu miejsce na labirynt…: Ministerialny blask awangardy
— Sebastian Chosiński

Najdłuższy utwór w archiwum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tu miejsce na labirynt…: No mercy!
— Sebastian Chosiński

Kolorowy eklektyzm
— Dawid Josz

Powtórka z rozrywki
— Bartosz Polak

Aż po grób
— Przemysław Pietruszewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Nagranie nie tylko do celów domowych
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Kazik grać, k… mać!!!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jest nowy Kult. Hura?
— Jakub Stępień

Archiwum stanów depresyjnych
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Safari z dinozaurami
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Z Kuśki wzięte
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Najlepsza stylówa w mieście
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Tata z pasją
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pan Mignola wraca do klasyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Deadpoolem w płot
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Istny kosmos!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Szyku, szyku… feel good… szyku, szyku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Nietzsche nie żyje. Thor
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: W ogrodzie na tyłach domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.