Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Brygada Kryzys

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBrygada Kryzys
Wykonawca / KompozytorBrygada Kryzys
Data wydania1982
NośnikCD
Czas trwania36:25
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Tomasz Lipiński, Robert Brylewski, Ireneusz Wereński, Tomasz Świtalski, Jarosław „Gruszka” Ptasiński, Janusz Rołt, Tomasz Szczeciński
Utwory
CD1
1) Centrala5:55
2) Radioaktywny blok1:00
3) Nie ma nic4:46
4) Przestań śnić6:30
5) The Real One3:21
6) Travelling Stranger3:53
7) Except One2:24
8) Ganja3:13
9) Fallen, Fallen is Babylon5:23
Wyszukaj / Kup

Underground from Poland: W radioaktywnych blokach odrobina wolnej miłości…
[Brygada Kryzys „Brygada Kryzys” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Właściwie to zimą i wiosną 1982 roku wszystko sprzyjało Brygadzie Kryzys, aby w przyszłości mogła stać się kapelą kultową. Moment nagrania płyty, okoliczności testowania studia Tonpressu na Wawrzyszewie, wreszcie sama muzyka. To nie mogło skończyć się inaczej – „Czarna Brygada” (tak potocznie album ten jest nazywany) stała się pierwszym rodzimym albumem undergroundowym, który przeszedł do legendy.

Sebastian Chosiński

Underground from Poland: W radioaktywnych blokach odrobina wolnej miłości…
[Brygada Kryzys „Brygada Kryzys” - recenzja]

Właściwie to zimą i wiosną 1982 roku wszystko sprzyjało Brygadzie Kryzys, aby w przyszłości mogła stać się kapelą kultową. Moment nagrania płyty, okoliczności testowania studia Tonpressu na Wawrzyszewie, wreszcie sama muzyka. To nie mogło skończyć się inaczej – „Czarna Brygada” (tak potocznie album ten jest nazywany) stała się pierwszym rodzimym albumem undergroundowym, który przeszedł do legendy.

Brygada Kryzys

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBrygada Kryzys
Wykonawca / KompozytorBrygada Kryzys
Data wydania1982
NośnikCD
Czas trwania36:25
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Tomasz Lipiński, Robert Brylewski, Ireneusz Wereński, Tomasz Świtalski, Jarosław „Gruszka” Ptasiński, Janusz Rołt, Tomasz Szczeciński
Utwory
CD1
1) Centrala5:55
2) Radioaktywny blok1:00
3) Nie ma nic4:46
4) Przestań śnić6:30
5) The Real One3:21
6) Travelling Stranger3:53
7) Except One2:24
8) Ganja3:13
9) Fallen, Fallen is Babylon5:23
Wyszukaj / Kup
Powrót do polskiej rzeczywistości w grudniu 1981 roku, po wizycie w cieszącej się stosunkowo dużą swobodą – oczywiście jak na kraj demokracji ludowej – Jugosławii, musiał być dla muzyków Brygady Kryzys szokiem. Na jakiś czas wyłączono telefony, zawieszono wydawanie większości gazet, zrezygnowano z nadawania drugiego programu telewizji oraz niektórych stacji radiowych, pozamykano teatry, sale widowiskowe i inne przybytki kultury. Kraj dosłownie zamarł, sparaliżowany mrozem, strachem (zwłaszcza po doniesieniach z kopalni „Wujek”) i beznadzieją. Władze PRL-u szybko się jednak pokapowały, że taki stan rzeczy nie może długo trwać, że nudząca się młodzież może wyjść na ulice i zasilić szeregi demonstrujących przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. A więc należało tej młodzieży coś zaoferować, na przykład koncerty rockowe, które odwróciłyby uwagę od tego, co działo się w państwie. Na 13 lutego 1982 roku – data na pewno nie była przypadkowa, była to bowiem druga miesięcznica wiadomych wydarzeń – Rock Estrada zorganizowała wielką imprezę w milicyjnej Hali „Gwardii”, podczas której zagrać miał między innymi, jak wynikało z plakatów, zespół Brygada K. (sic!). Kiedy Tomasz Lipiński i Robert Brylewski dowiedzieli się o tej mistyfikacji – okazało się po prostu, że oryginalna nazwa kapeli jest nie do przyjęcia przez cenzorów z ulicy Mysiej – byli w szoku. W efekcie odmówili występu, co niosło ze sobą bardzo poważne konsekwencje i w perspektywie kilku następnych miesięcy przyczyniło się do rozpadu Brygady Kryzys. Grupa nie mogła bowiem grać dla publiczności. Do września 1982 roku, a więc przez pół roku, drzwi wszystkich sal koncertowych w Warszawie były dla niej zamknięte. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że mimo wszystkich ograniczeń kapeli udało się nagrać płytę studyjną i – co jeszcze ważniejsze – ujrzała ona światło dzienne.
Okoliczności nagrania albumu – przez wielu fanów nazywanego „Czarną Brygadą” (od okładki) – są równie intrygujące, co czasy, w których on powstał. Należąca do Krajowej Agencji Wydawniczej – a więc w zasadzie do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – wytwórnia fonograficzna Tonpress przygotowywała się właśnie do ekspansji na rynku muzycznym. Aby jednak stać się poważną konkurencją dla Muzy / Polskich Nagrań, Wifonu czy Pronitu, potrzebowała własnego studia nagraniowego i takowe też oddała do użytku na warszawskim Wawrzyszewie na początku 1982 roku. Należało je jeszcze tylko przetestować. Obrotny menedżer Brygady Kryzys – w tamtym czasie był to wciąż Jacek Olechowski – dzięki znajomościom załatwił to grupie Brylewskiego i Lipińskiego. Nazwać tę sytuację absurdalną to chyba mało. Kapela, która uważana była za antyrządową i miała zakaz koncertowania, uzyskała prawo do nagrania swojego materiału w nowiusieńkim studiu należącym do partii, której władze chwilę wcześniej skazały ją na artystyczny niebyt. Ale takich nonsensów w tamtym czasie nie brakowało. Sesje odbywały się nocami, co wymagało wydania członkom kapeli specjalnych przepustek, zezwalających na poruszanie się po ulicach stolicy po godzinie milicyjnej. Brygada Kryzys zainstalowała się na Wawrzyszewie w lutym i spędziła tam kilka kolejnych tygodni. Skład grupy wyglądał w tym czasie następująco: Lipiński (gitara i śpiew), Brylewski (gitara), Ireneusz Wereński (gitara basowa), Tomasz Świtalski (saksofon) oraz Jarosław Ptasiński (instrumenty perkusyjne); kilka partii basu nagrał też dawny Tiltowiec Tomasz Szczeciński; zabrakło za to perkusisty Sławomira Słocińskiego, którego jeszcze w grudniu 1981 roku zastąpił Janusz Rołt, wcześniej grający jazz w swoim własnym projekcie. Po latach Robert Brylewski powiedział na jego temat: „Wiedzieliśmy tylko, że ma problem z kompotem, i to tak potężny, że sprawiał wrażenie człowieka właściwie niezdolnego do działania. Ale kiedy siadał za bębny, wyprawiał cuda”. I to doskonale słychać na „Czarnej Brygadzie”.
Reżyserem dźwięku był Józef B. (znacznie częściej jednak nazywany „Kubą”) Nowakowski, wcześniej nagrywający Annę Jantar (album „Anna Jantar” z 1979 roku) i Budkę Suflera (płyty „Na brzegu światła” i „Ona przyszła prosto z chmur”), później natomiast – do czasu wyjazdu z kraju – współpracujący jeszcze między innymi z Johnem Porterem, Sewerynem Krajewskim, Urszulą i Bajmem. Nic dziwnego, że zespół miał poważne obawy, jak Nowakowski sprawi się, pracując z kapelą z kręgu post-punka i nowej fali, a więc z obszarów muzycznych, które były mu do tej pory całkowicie obce. Szybko jednak okazało się, że jest on nie tylko zdolnym dźwiękowcem, ale przede wszystkim fachowcem bardzo chłonnym i otwartym na to, co proponował zespół. Lipiński i Brylewski nie wahali się też oddać mu hołd, podkreślając, że to właśnie „Kuba” wymyślił najbardziej rozpoznawalne brzmienie Brygady Kryzys – garażowe, metaliczne, ostre jak chirurgiczny skalpel. Jego pomysłem było dodawanie pogłosów (co później „Afa” bardzo chętnie stosował, gdy sam bawił się w inżyniera dźwięku w studiu Złota Skała) oraz nakładanie na siebie ścieżek tego samego instrumentu. Grupa nagrała w sumie kilkanaście utworów, na longplay trafiło zaś jedynie dziewięć. Z kilku zrezygnowano, ponieważ nie miały one najmniejszych szans, aby przejść przez sito cenzury – jak chociażby grana zawsze na początku koncertów „Wojna”, „Too Much”, „Kronsztad” (nawiązujący do buntu marynarzy przeciwko bolszewikom w 1921 roku) czy „Red Lion in Ethiopia” (w zakamuflowany sposób opowiadający o ówczesnym komunistycznym dyktatorze Etiopii Mengystu Hajle Marjamie). Ale i los pozostałych wcale nie był taki pewny.
Utwory, które zostały ostatecznie zakwalifikowane na płytę, podzielono na dwie części – stronę A winylu wypełniły numery śpiewane po polsku, stronę B – te z tekstami angielskimi (podobnie zresztą było w przypadku singla promującego album, na którym znalazły się „Centrala” oraz „The Real One”). Lepszego otwarcia „Czarna Brygada” mieć nie mogła. Już pierwsze dźwięki „Centrali” – te przenikające się, pełne niepokoju tony gitary i basu – idealnie wprowadzały w mroczny nastrój muzyki; potem dochodziła psychodeliczna partia saksofonu oraz absolutnie zjawiskowe przejścia Rołta na bębnach. I ten śpiew Lipińskiego, który obsesyjnie powtarzał: „Czekamy, czekamy, czekamy, czekamy / czekamy na sygnał, czekamy na sygnał / czekamy na sygnał z centrali / wszyscy na jednej fali / centrala nas ocali”, a dalej: „ufamy, ufamy, ufamy, ufamy” – i tak w kółko. Oczywiście podstawowym pytaniem, na jakie należało sobie odpowiedzieć, było: co – ewentualnie kto – kryje się za ową tajemniczą „centralą”? W pierwszej chwili na myśl przychodziło skojarzenie ze „Stawką większą niż życie” i „centralą”, dla której raporty pisał Hans Kloss, czyli agent sowiecki J-23. Wtedy tekst należałoby czytać na opak. Ale czy rzeczywiście takie były intencje muzyków? W autobiograficznym „Kryzysie w Babilonie” Brylewski przedstawia to jednak inaczej: „Centrala to raczej Stocznia Gdańska, Leszek, Sierpień ’81” (sic!). Jeśli przyjmiemy taką interpretację, to… oj! zamienia się ta dość enigmatyczna piosenka Brygady Kryzys w prawdziwe wezwanie do rebelii. I to głoszone z oficjalnie opublikowanej płyty przez wydawnictwo należące do PZPR! Drugi na liście, trwający zaledwie minutę, dynamiczny, punkowo-zimnofalowy „Radioaktywny blok” też zaskakiwał przesłaniem. Bo z czym mógł się wtedy kojarzyć tytułowy „blok” i wspominany w tekście „beton”, jak nie z „blokiem wschodnim” i „zabetonowanym”, dogorywającym już powoli, Leonidem Breżniewem? Ze Związkiem Radzieckim, który utrzymywał na terytorium Polski głowice atomowe skierowane w stronę państw zachodnich…
Kolosalne wrażenie pozostawiało po sobie również motoryczne „Nie ma nic”, w którym autorzy tekstu zaserwowali na finał taką oto pełną nadziei frazę: „Tego wszystkiego może rano już nie będzie”. Co mieli na myśli? Może to, że któregoś dnia – najlepiej jak najszybciej – obudzimy się w świecie, w którym nie będzie już czołgów na ulicach, a w telewizji spikerzy „Dziennika” nie będą występować w wojskowych mundurach (choć bez dystynkcji). „Polską” stronę „Czarnej Brygady” zamykał kawałek „Przestań śnić”, będący mocno zmienioną wersją, dobrze już znanego – zarówno z koncertów, jak i z wydanego w Anglii krążka „Live” – „Obudź się”. Okrojony nieco tekst nie brzmi, co prawda, tak buńczucznie jak wcześniej, ale podstawowe przesłanie nie zmieniło się ani na jotę. „Przestań śnić” to także kolejny numer, który doskonale ilustruje muzyczny styl Brygady – to tak zwane „punkedelic”, będące wypadkową post-punka i psychodelii typowej dla przełomu lat 60. i 70. XX wieku (co słychać głównie w partiach saksofonu). Drugą stronę – angielską – otwiera obdarzony transowym rytmem, singlowy, chciałoby się też rzec: przebojowy – „The Real One”, po którym słyszymy pełen zgiełku i złości „Travelling Stranger”. To trochę nierówny numer – po nijakiej części zwrotkowej następuje jeden z najlepszych refrenów na płycie, wbijający się w mózg z przenikliwością właściwą szpikulcowi do kruszenia lodu. Punkowy „Except One” – obok „Radioaktywnego bloku” najkrótszy utwór na płycie – bardzo przypomina żartobliwą kompozycję Maanamu „AN-24 Antonow” z wydanej w tym samym roku co album Brygady Kryzys płyty „O!”. Nie zmienia to faktu, że sprawia on wrażenie nieco mniej ambitnego od reszty materiału wypełniacza.
1 2 »

Komentarze

15 VII 2020   13:14:17

naprawdę niezły artykuł, dzięki - link z YT!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.