Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Izrael
‹Nabij faję›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNabij faję
Wykonawca / KompozytorIzrael
Data wydania1986
NośnikCD
Czas trwania71:24
Gatunekreggae, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Robert Brylewski, Dariusz „Maleo” Malejonek, Jarosław „Gruszka” Ptasiński, Tomasz „Żwirek” Żmijewski, Piotr „Samohut” Subotkiewicz, Vivian Quarcoo, Tomasz „Lego” Ber, Sławomir „Merlin” Gołaszewski, Sławomir „Rudi” Lewandowski, Błażej „Krzaczasty” Pajda, Wojciech Konikiewicz, Ricardo la Serna, Aleksander „Alik” Dziki, Marlon Vulcan, Milo Kurtis
Utwory
CD1
1) Intro1:17
2) Solidariti Dub3:11
3) Równe prawa6:25
4) Wolny naród5:59
5) Nie poddawaj4:43
6) Fajka pokoju4:43
7) Legend Dub2:38
8) Ile mil3:30
9) Wolność4:51
10) Psalm 1253:36
11) Złoty tron1:40
12) Ile mil – Wersja1:07
13) King Dub5:46
14) Equaliti Dub5:58
15) Sun Dub3:43
16) Faja Dub4:29
17) Neue Dub4:28
18) Rudi Dub3:30
Wyszukaj / Kup

Underground from Poland: Izrael na straży prawa i sprawiedliwości
[Izrael „Nabij faję” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Polscy wielbiciele rytmów rodem z Jamajki mogą spierać się o to, jaki jest najlepszy album reggae nagrany przez kapelę znad Wisły. Wybór powinien być w zasadzie ograniczony do dwóch krążków – albo „Nabij faję”, albo „1991”. W obu przypadkach chodzi o ten sam zespół – Izrael Roberta Brylewskiego i Dariusza Malejonka.

Sebastian Chosiński

Underground from Poland: Izrael na straży prawa i sprawiedliwości
[Izrael „Nabij faję” - recenzja]

Polscy wielbiciele rytmów rodem z Jamajki mogą spierać się o to, jaki jest najlepszy album reggae nagrany przez kapelę znad Wisły. Wybór powinien być w zasadzie ograniczony do dwóch krążków – albo „Nabij faję”, albo „1991”. W obu przypadkach chodzi o ten sam zespół – Izrael Roberta Brylewskiego i Dariusza Malejonka.

Izrael
‹Nabij faję›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNabij faję
Wykonawca / KompozytorIzrael
Data wydania1986
NośnikCD
Czas trwania71:24
Gatunekreggae, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Robert Brylewski, Dariusz „Maleo” Malejonek, Jarosław „Gruszka” Ptasiński, Tomasz „Żwirek” Żmijewski, Piotr „Samohut” Subotkiewicz, Vivian Quarcoo, Tomasz „Lego” Ber, Sławomir „Merlin” Gołaszewski, Sławomir „Rudi” Lewandowski, Błażej „Krzaczasty” Pajda, Wojciech Konikiewicz, Ricardo la Serna, Aleksander „Alik” Dziki, Marlon Vulcan, Milo Kurtis
Utwory
CD1
1) Intro1:17
2) Solidariti Dub3:11
3) Równe prawa6:25
4) Wolny naród5:59
5) Nie poddawaj4:43
6) Fajka pokoju4:43
7) Legend Dub2:38
8) Ile mil3:30
9) Wolność4:51
10) Psalm 1253:36
11) Złoty tron1:40
12) Ile mil – Wersja1:07
13) King Dub5:46
14) Equaliti Dub5:58
15) Sun Dub3:43
16) Faja Dub4:29
17) Neue Dub4:28
18) Rudi Dub3:30
Wyszukaj / Kup
Rok 1983 był niezwykle ważny dla Roberta Brylewskiego. Były muzyk Deadlocka, Kryzysu oraz Brygady Kryzys powołał wówczas do życia – wraz z Pawłem Rozwadowskim „Kelnerem”, Jarosławem Ptasińskim „Gruszką” oraz Milo Kurtisem – zespół Izrael, czyli pierwszą z prawdziwego zdarzenia formację reggae nad Wisłą (choć rytmy jamajskie zdarzało mu się grać już wcześniej). Dwa miesiące po powstaniu grupa nagrała materiał na debiutancką płytę długogrającą, na wydanie której trzeba było jednak poczekać aż dwa lata. Pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami – ukonstytuowaniem się Izraela a wizytą na warszawskim Wawrzyszewie (gdzie Tonpress miał swoje legendarne studio) – zdarzyła się w życiu „Afy” jeszcze jedna istotna rzecz: poznał swą przyszłą żonę (i matkę dwóch córek, Sary i Ewy) Vivian Quarcoo (pół-Ghankę). Tak ten moment wspominał w „Kryzysie w Babilonie”: „Izrael grał koncert w Krakowie, w Teatrze Stu, poszliśmy potem do klubu Pod Jaszczurami. A tam grał zespół jazzowy Beale Street Band, z którym występowała młoda Mulatka. Miała na nogach trampki i śpiewała „Summertime”. (…) To było normalne, zaproponować komuś granie, nie tworzyliśmy hermetycznej grupy, wszystko odbywało się na zasadzie kumpelskiej. Nie to, że przyjmowaliśmy kogoś oficjalnie do zespołu – Viviana zaczęła z nami śpiewać i została w Izraelu”. Quarcoo usłyszeć można już w chórkach na „Biada, biada, biada”, potem także na kolejnych płytach kapeli. Następnym punktem zwrotnym w życiu zespołu była letnia trasa koncertowa po Polsce jako suport Misty in Roots, w tamtym czasie – po przedwczesnej śmierci Boba Marleya i rozpadzie pierwszego wcielenia The Wailers – traktowanych niemal jak bogowie roots reggae. To dzięki tej „znajomości” Izrael szybko dojrzał i w dużym stopniu zmienił swoją muzykę. A może i filozofię…
Kapeli nie przeszkodziło nawet odejście jesienią 1983 roku „Kelnera”, który postanowił skupić się na reaktywowanym Deuterze. Skład szybko bowiem uzupełniono i poszerzono o nie mniej zdolnych muzyków innej reggae’owej grupy – Kultura. Zespół ten również powstał w 1983 roku, a tworzyli go byli członkowie warszawskich kapel Ultra-Violet, Salut oraz Salt 10: między innymi dwudziestojednoletni wówczas, a więc rok młodszy od Brylewskiego, Darek Malejonek „Maleo” (gitara i śpiew), Tomasz Ber „Lego” (gitara), Aleksander Dziki „Alik” (gitara basowa), Piotr Subotkiewicz „Samohut” (flet) oraz Sławomir Lewandowski „Rudi” (saksofon). Opiekę „ideologiczną” sprawował nad nimi natomiast znany w undergroundowym światku filozof, prezenter radiowy i muzyk (saksofonista) w jednym Sławomir Gołaszewski „Merlin”. To dzięki niemu poszukująca dachu nad głową Kultura trafiła do klubu studenckiego „Hybrydy”, gdzie ćwiczył także Izrael. Szybko zadzierzgnięto więzi przyjaźni, które zaowocowały przede wszystkim wspólnymi koncertami i mieszaniem się składów (był nawet okres, kiedy formacja występowała pod dwuczłonową nazwą Izrael-Kultura). W sierpniu 1984 roku obie grupy pojechały na Festiwal Muzyków Rockowych w Jarocinie – Kultura (z „Afą” na klawiszach) zagrała w konkursie, zaś Izrael jako gwiazda drugiego dnia przeglądu (obok zapomnianej już dzisiaj Instytucji, Daabu, Osjanu i T. Love). Z tego koncertu pochodzi ośmiominutowa wersja „Wolności” – sztandarowego w tamtym czasie numeru zespołu Roberta Brylewskiego – która trafiła rok później na wydaną przez polonijną firmę Polton składankę „Fala” (był tam też zresztą kawałek formacji Malejonka „Lew ja i ja Dub”). W 1985 Izrael wrócił do Jarocina – tak się złożyło, że kolejny występ w „mekce polskiego rocka” (13 sierpnia) miał miejsce w przerwie sesji nagraniowej albumu „Nabij faję”, która odbywała się w stolicy Wielkopolski, a więc rzut beretem od Jarocina.
W świetnie wyposażonym poznańskim Studiu Polskiego Radia i Telewizji „Giełda” kapela gościła dwukrotnie – od 7 do 12 lipca oraz od 19 do 23 sierpnia 1985 roku. Za konsoletą zasiadło tym razem dwóch inżynierów dźwięku: rolę mistrza wziął na siebie Piotr Kubacki (bardzo doświadczony, ale w zupełnie innej muzyce, do tej pory nagrywał bowiem między innymi Eleni, Zdzisławę Sośnicką, Romana Frankla, Vox, Majkę Jeżowską, Irenę Jarocką, Orkiestrę Ósmego Dnia i Lombard), czeladnika natomiast – debiutujący dopiero Jacek Frączek. Nie była to dla Izraela sytuacja komfortowa (podobnie jak przy pracy nad „Biada, biada, biada”), muzycy wciąż bowiem narzekali na brak doświadczenia, a duet realizatorski niewiele był w stanie – ewentualnie: niewiele chciał – im pomóc. W efekcie – jak wspomina Brylewski – „bas pchaliśmy do przodu jak idioci, nie wiedząc, że na głośnikach studyjnych trochę inaczej się słucha. W wersji winylowej materiał brzmiał słabo: przebasowany i pozbawiony kompresji (…). Kiedy przygotowywałem kompaktową wersję „Nabij faję”, celowo skompresowałem nagrania zupełnie inaczej, tak jak powinno być, czyli ostro. Tak że winyl i CD są dwie różnymi płytami już przez sam fakt masteringu”. Ten brak zainteresowania ze strony inżynierów dźwięku miał też jednak, o ironio!, swoją dobrą stronę. „(…) stał tam sprzęt orkiestry Zbigniewa Górnego. Orkiestry akurat nie było i kiedy pytaliśmy, czy można skorzystać z instrumentów, nikt nic nie wiedział, więc korzystaliśmy. Stąd na płycie pojawiły się brzmienia oryginalnego Hammonda, marimby i ksylofonu”. Podsumowując: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. „Nabij faję” – w wersji kompaktowej (wydanej przez W Moich Oczach trzynaście lat temu) – brzmi znakomicie, a ilość smaczków brzmieniowych przyprawia o ból głowy.
Album otwiera instrumentalne, zagrane jedynie na kongach, „Intro”. To nie przypadek. Początek wakacji 1985 roku, a więc okres tuż przed wejściem do studia, Izrael spędził w Świnoujściu, gdzie brał udział w corocznym Festiwalu Artystycznym Młodzieży Akademickiej (FAMA) – wieczorami zaś muzycy urządzali sobie na dachu klubu „Tratwa” perkusyjne jam sessions. Wstęp do „Nabij faję” powstał właśnie podczas tamtych prób. Podobnie zresztą jak drugi z rzędu instrumental – o jakże znaczącym w tamtych czasach tytule – „Solidariti Dub”. Choć cała płyta jest dość mroczna, ten kawałek wręcz tryska optymizmem. To już klasyczne rozkołysane roots reggae, któremu jasnej strony przydają dźwięki instrumentów „pożyczonych” od Zbigniewa Górnego, głównie marimba i ksylofon, ale również obsługiwana przez Brylewskiego harmonijka klawiszowa (melodyka). Dopiero trzeci utwór na płycie zawiera tekst. Ale za to jaki! „Równe prawa” to niemal manifest polityczny opozycji (choć wcale nie „Solidarnościowej”), wezwanie do walki o godność i sprawiedliwość. „Dajcie nam / Równe prawa / Chcemy równych praw dla każdej rasy / Chcemy równych praw dla wszystkich ludzi (…) Bóg Ojciec nasz / Uczynił nas wszystkich wolnymi / Uczynił nas wszystkich równymi / Przestańcie toczyć głupie wojny / Przestańcie uczyć w szkołach nienawiści / Przestańcie okłamywać małe dzieci / Przestańcie!” – nawoływał „Afa”. I choć z perspektywy ćwierćwiecza można uznać to za proklamację bardzo uniwersalną (pacyfistyczną), to jednak trzeba pamiętać o tej konkretnej sytuacji społeczno-politycznej, w której Izrael działał (nie można też zapominać o przeszłości Brylewskiego). Muzycznie to prawdziwa uczta – kapitalnie brzmi zwłaszcza sekcja rytmiczna oplatana rytmami etnicznych bębnów, w które uderzali „Alik” Dziki, Marlon Vulcan, Grek Milo Kurtis i Peruwiańczyk Ricardo la Serna, i dołożone na dodatek dęciaki (flet, saksofon) na tle charakterystycznego rootsowego „plumkania” klawiszy.
Znacznie ostrzej zespół traktuje reggae’ową formułę w „Wolnym narodzie”, w którym oprócz instrumentów dętych ton utworowi nadaje sfuzzowana, rockowa gitara; dopiero w finale wszystko prowadzi do wyciszenia – ostają się jedynie perkusjonalia. Tekst jest nie mniej ważny niż w przypadku „Równych praw”: „Nie ma życia w zatrutych miastach / Nie ma życia w zatrutych rzekach / Wojna zabija dobre uczucia / Strach rozgania człowiecze zjednoczenie (…) Przebudź się! / Wolny naród musi być / Wolny naród (…) Co powiedzą przyszłe generacje / Co powiedzą przyszłe pokolenia / O nienawiści i o przemocy / O segregacji i dyskryminacji”. Zwłaszcza ten „Wolny naród musi być” musiał stać kołkiem w gardle cenzurze. Podobnie zresztą jak wezwanie, które pojawiło się w transowym – wydanym także na singlu przez Pronit – „Nie poddawaj”: „Nie poddawaj się / Nie poddawaj! / Żadnej demagogii, żadnej presji / Żadnej propagandzie, żadnemu oszukaństwu / Nie poddawaj się”. Bo przecież głównym źródłem „propagandy” i „oszukaństwa” były wtedy przede wszystkim państwowe (reżimowe) media, kojarzone z powszechnie znienawidzonym rzecznikiem prasowym peerelowskiego rządu Jerzym Urbanem. Zaskakuje natomiast, otwierająca drugą stronę wersji winylowej, „Fajka pokoju” (także obecna na singlu) – swoisty muzyczny eksperyment, o którego niezwykłości decyduje fantazyjna wokaliza. Wpadający w ucho motyw przewodni, powtarzany przez kolejne instrumenty (dęciaki, potem klawisze i znów dęciaki), ma pozbawiony słów „Legen Dub”, który następnie przechodzi w bardzo spokojnie kołyszące słuchacza „Ile mil”. Tu niespodzianką jest subtelny dialog prowadzony przez gitarę akustyczną z ksylofonem, świetnie pasujący do tej miłosnej – i nie jest takie ważne, czy chodzi o miłość do kobiety, drugiego człowieka w ogóle, czy też Boga – pieśni. Zupełnie inny ciężar gatunkowy ma „Wolność” – sztandarowy kawałek Izraela w drugiej połowie lat 80., cudownie transowy, obdarzony kolejnym wywrotowym tekstem: „Dla wszystkich wolność / Dla wielkich i dla niskich / Dla żebraków i dla bogaczy / Ziemia dla wszystkich / Ziemia dla wszystkich / Zetrzeć z map granice / Które dzielą nas / Rozwiązać armie / Które niszczą świat”. Swoją drogą, jakim to krajem musiała być Polska Ludowa, skoro domaganie się „praw, wolności i sprawiedliwości” podważało fundamenty systemu!
Słowa „Psalmu 125” (a właściwie tylko jego początek) zostały zaczerpnięte z Biblii – stąd tak jednoznacznie religijny wymiar tego utworu, który trochę koi nastrój po mocno pesymistycznych (by nie rzec – depresyjnych) wcześniejszych kawałkach. Płytę winylową wieńczy odpowiedź na „Intro” – instrumentalny „Złoty tron”, tym jednak różniący się od wstępu, że oprócz plemiennych bębenków słychać w nim także na dalszym planie ostrą rockową gitarę. Do wersji kompaktowej Brylewski – twórca całości repertuaru na „Nabij faję” – dorzucił jeszcze siedem dubów, które można uznać za znaczącą ciekawostkę. W porównaniu z „Biada, biada, biada” drugi krążek Izraela to zupełnie inna bajka – przede wszystkim muzycznie. Zespół – jeśli można posłużyć się takim eufemizmem – wydoroślał, zyskał na świadomości, jasno określił drogę, którą postanowił podążyć. Nie ukrywał też swoich poglądów politycznych. Dzisiaj może wręcz dziwić fakt, że taka płyta – z tak jednoznacznym przesłaniem – mogła w ogóle się ukazać. To był splot przeróżnych czynników i okoliczności; w pewnym sensie także małego kompromisu, na jaki poszedł „Afa”. „Na okładkę namalowałem dwie postaci palące fajkę. Jedna z nich, sięgając po fajkę, rozkładała palce w kształt V, co wyglądało, jakby pokazywała solidarnościowy symbol zwycięstwa” – wspominał Brylewski. Cenzura zażądała, aby zniknął albo znak wiktorii, albo jednoznacznie kojarzący się tytuł „Solidariti Dub”. Postanowił domalować plakatówkami palce – i cenzura przepuściła wszystkie piosenki. „Nabij faję” pojawiło się w sklepach – nakładem Poljazzu (a więc w zasadzie Pronitu) – w 1986 roku. Co ciekawe, w tym czasie wielu muzyków Izraela udzielało się w jeszcze jednym projekcie „Afy” – założonej wespół ze Sławomirem Gołaszewskim i Tomaszem Budzyńskim (już po opuszczeniu Siekiery) Armii. W jej pierwszych nagraniach usłyszeć można i Dzikiego, i Subotkiewicza, i Żmijewskiego, a niebawem na stałe dołączył Malejonek. Po „Nabij faję” Izrael wydał jeszcze cztery płyty studyjne (dwie części „Duchowej rewolucji”, 1987, 1991; „1991”, 1991; „Dża ludzie”, 2008), dwie koncertowe („Live 93 – Życie jak muzyka”, 1994; „W Koperniku – Live”, 2006) oraz dwa krążki instrumentalne z dubami („In Dub”, 1997; „Izrael meets Mad Professor & Joe Ariwa”, 2010).
koniec
31 lipca 2012
Skład:
  • Robi Goldrocker (Robert Brylewski) – śpiew, gitara, melodyka, konga, organy
  • Król Jelonek (Dariusz Malejonek) – gitara, konga, organy
  • Chłodny Orzeł (Jarosław Ptasiński) – perkusja
  • Cichy Smok (Tomasz Żmijewski „Żwirek”) – gitara basowa
  • Sam O’Hutt (Piotr Subotkiewicz „Samohut”) – flet, konga, organy
  • Vivian Goldrocker (Vivian Quarcoo) – chórki
  • Tomasz Ber „Lego” – gitara solowa
  • Sławomir Gołaszewski „Merlin” – saksofon
  • Sławomir Lewandowski „Rudi” – saksofon
  • Błażej Pajda „Krzaczasty” – trąbka
  • Wojciech Konikiewicz – instrumenty klawiszowe
  • Ricardo la Serna – konga
  • Aleksander Dziki „Alik” – konga, gitara basowa
  • Marlon Vulcan – instrumenty perkusyjne
  • Milo Kurtis – instrumenty perkusyjne

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Chińska lutnia, afrykańska harfa
Sebastian Chosiński

26 X 2021

Ani nazwa zespołu (Gondhawa), ani tytuł jego debiutanckiej płyty („Käampâla”), ani nawet zawarta na niej muzyka (mocno orientalizująca) – nie wskazują na francuskie pochodzenie formacji. A jednak! Grupa ma swoją siedzibę, jak na do tej pory, w leżącym w Kraju Loary Angers. Choć kto wie, może kiedy zdobędzie popularność, muzycy postanowią przeprowadzić się do Paryża…

więcej »

Poobiednie lenistwo
Sebastian Chosiński

19 X 2021

Po „Continuation” i „Suicie słonecznej” nadeszła pora na „Afternoon” – trzeci album z archiwaliami Koman Bandu. Tym razem do słuchaczy trafiły nagrania z 1981 roku, stylistycznie dalekie od tego, co zespół grał w latach 70. Dla wielbicieli fusion płyta może być lekkim rozczarowaniem, ale ci, którzy gustują w instrumentalnym funku i soulu będą na pewno ukontentowani.

więcej »

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
Sebastian Chosiński

14 X 2021

Materiał opublikowany na „Saxesful Vol. II” przez trzy lata spoczywał w archiwum. Trębacz Piotr Schmidt zdecydował się upublicznić go latem tego roku, dedykując przy okazji swemu zmarłemu miesiąc wcześniej ojcu – postaci ważnej nie tylko, co oczywiste, dla samego artysty, ale całego polskiego jazzu. Podobnie jak w przypadku „Saxesful”, tu również słyszymy wspomagających Kwartet Schmidta wybitnych polskich saksofonistów.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.