Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Variété
‹Bydgoszcz 1986›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBydgoszcz 1986
Wykonawca / KompozytorVariété
Data wydania11 czerwca 2012
Wydawca Sonic
NośnikCD
Czas trwania70:10
Gatunekrock
EAN5907176637731
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Grzegorz Kaźmierczak, Radosław Urbański, Wojciech Woźniak, Jacek Buhl, Tomasz Dorn, Sławomir Abramowicz, Bernard Pyrzyk
Utwory
CD1
1) Klaszczę w dłonie4:38
2) Nie będzie inaczej3:23
3) Piosenka żydowska5:08
4) Lecą anioły4:37
5) Cygańska muzyka3:45
6) Obok wystawy cudów świata4:43
7) Pociągi na wietrze1:45
8) Dies irae4:11
9) Pere Lachaise4:12
10) Bydgoszcz5:48
11) Który to już śnieg – live5:40
12) Bydgoszcz – live4:49
13) Gdy przyniosą cud – live6:01
14) Ziemia i wiara – live3:32
15) Jestem spragniony – live3:24
16) Goście – live4:33
Wyszukaj / Kup

Underground from Poland: O człowieku, którego na brzeg wyrzuciło Morze Martwe
[Variété „Bydgoszcz 1986” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
W połowie lat 80. XX wieku bydgoskie Variété, obok Made in Poland i Madame, zaliczało się do najściślejszej czołówki rodzimej zimnej fali. Ba! wytyczało kierunki jej rozwoju. Jednocześnie dostarczało utwory, które trafiały na listy przebojów. W 1986 roku grupa nagrała materiał na debiutancki album, który na kasecie wydano – bez zgody zespołu zresztą – sześć lat później. Dzieje tej płyty to pasjonująca historia. Dziś „Bydgoszcz 1986” przypomina na kompakcie Noise Annoys.

Sebastian Chosiński

Underground from Poland: O człowieku, którego na brzeg wyrzuciło Morze Martwe
[Variété „Bydgoszcz 1986” - recenzja]

W połowie lat 80. XX wieku bydgoskie Variété, obok Made in Poland i Madame, zaliczało się do najściślejszej czołówki rodzimej zimnej fali. Ba! wytyczało kierunki jej rozwoju. Jednocześnie dostarczało utwory, które trafiały na listy przebojów. W 1986 roku grupa nagrała materiał na debiutancki album, który na kasecie wydano – bez zgody zespołu zresztą – sześć lat później. Dzieje tej płyty to pasjonująca historia. Dziś „Bydgoszcz 1986” przypomina na kompakcie Noise Annoys.

Variété
‹Bydgoszcz 1986›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBydgoszcz 1986
Wykonawca / KompozytorVariété
Data wydania11 czerwca 2012
Wydawca Sonic
NośnikCD
Czas trwania70:10
Gatunekrock
EAN5907176637731
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Grzegorz Kaźmierczak, Radosław Urbański, Wojciech Woźniak, Jacek Buhl, Tomasz Dorn, Sławomir Abramowicz, Bernard Pyrzyk
Utwory
CD1
1) Klaszczę w dłonie4:38
2) Nie będzie inaczej3:23
3) Piosenka żydowska5:08
4) Lecą anioły4:37
5) Cygańska muzyka3:45
6) Obok wystawy cudów świata4:43
7) Pociągi na wietrze1:45
8) Dies irae4:11
9) Pere Lachaise4:12
10) Bydgoszcz5:48
11) Który to już śnieg – live5:40
12) Bydgoszcz – live4:49
13) Gdy przyniosą cud – live6:01
14) Ziemia i wiara – live3:32
15) Jestem spragniony – live3:24
16) Goście – live4:33
Wyszukaj / Kup
Variété – ta nazwa musi przyprawić o szybsze bicie serca każdego fana polskiego rocka, który w latach 80. ubiegłego wieku był stałym bywalcem festiwali jarocińskich. Bydgoszczanie współtworzyli bowiem legendę Jarocina – dodajmy: starego Jarocina! – i do końca jego istnienia byli zawsze mile widzianym przez publiczność (nie zawsze jednak przez organizatorów) gościem. Grali tam ośmiokrotnie – pomiędzy 1984 a 1986 oraz 1990 a 1994 rokiem. Pozostawili po sobie wiele ekscytujących wspomnień, mimo że nie wszystkie występy, co zresztą zrozumiałe, były tak samo udane. Od początku istnienia kapeli o jej obliczu muzycznym, a przede wszystkim literackim decydował zawsze jeden człowiek – Grzegorz Kaźmierczak (rocznik 1964), absolwent wydziału filologii polskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Bydgoszczy (obecnie już Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego). W wydanym przed dziewiętnastu laty debiutanckim tomiku poezji „Głód i przesyt”, do którego notabene trafiło wiele tekstów śpiewanych przez niego z Variété, tak napisał o sobie: „Urodziłem się i wychowałem na przedmieściach. Na piaszczystych polach wśród fabryk mężczyźni na rowerach wozili pierze. Na osiedlu było jedno kino, nazywało się „Młodość”. Na seansach dla szkół „Krzyżacy” i „Opowieść o prawdziwym człowieku” wyświetlane były aż do zdarcia kopii. (…) W niedzielę na poranki przychodziły z dzieciakami całe rodziny. Odświętnie pachniało mamami, landrynkami i oranżadą. (…) Wieczorami ostatni rząd tętnił swoim własnym życiem. Tanie wino, papierosy chowane w dłoni. Papierowe kule rzucane w snop projektora rozświetlały się na chwilę jak złudne błyski nadchodzącej dorosłości”. Wydawca tej, wydrukowanej na czarnym papierze srebrnymi literami, książeczki, Janusz Kotara, tak natomiast, zwracając się bezpośrednio do czytelnika, scharakteryzował autora wierszy: „Opowiem Ci o Człowieku, którego na brzeg życia wyrzuciło Morze Martwe, nie pytając o zdanie. Któż z nas był tak ochrzczony? Będąc młodzieńcem powołał na świadka swego Losu zespół Variété i nie raz wyjmował z ust papierowe autobusy, by mówić o Nim tylko własnym głosem. Latami kusił szyję pętlami czerwonych tramwajów, bo podchodził do śmierci na najbliższą odległość, by stracić ją z oczu. (…) Żyjąc w samotności, liczył krople deszczu, a miłość… Brał ją w dłonie i przepuszczał jak diamentowy piach”.
Gwoli ścisłości, przyszłe Variété powstało z inicjatywy wokalisty Grzegorza Kaźmierczaka (wtedy jeszcze grającego dodatkowo na gitarze) i saksofonisty Sławomira Abramowicza w listopadzie 1983 roku jako ZyZyZy. Pod tą właśnie nazwą odbył się pierwszy koncert zespołu; doszło do niego na scenie Domu Kultury „Modraczek”, do którego muzycy przytulili się, poszukując miejsca do prób. Pierwotny skład uzupełnili jeszcze dwaj basiści, Wojciech Woźniak i Radosław Urbański, oraz perkusista Jacek Buhl. Jako kwintet pojawili się – pod nową już nazwą: Variété est Morte – na plenerowej imprezie pierwszomajowej w bydgoskiej Muszli Koncertowej. Swoją drogą ciekawe, jak publika fetująca Święto Pracy odniosła się do zimnofalowych propozycji kapeli? Trzeci w historii występ – pod szyldem skróconym jedynie do Variété – odbył się podczas Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie. Był czwartek, 2 sierpnia 1984 roku. Przed wyjściem na scenę Kaźmierczak postanowił, że skupi się jedynie na śpiewaniu, swoją gitarę oddał Urbańskiemu, ten z kolei zmuszony został odłożyć na bok bas. I tak już pozostało do czasu rozpadu pierwszego składu formacji. Występ – z racji tego, że miał miejsce w ramach konkursu – był krótki, trwał niespełna osiemnaście minut. Muzycy zdążyli zaprezentować jedynie cztery kawałki. Rozpoczęli od świetnego „Zamknij wszystkie drzwi”, w którym uwagę zwracały zwłaszcza dwa elementy – partia saksofonu oraz tekst, w którym pojawiły się niezapomniane frazy: „słowa pajęczyną oplatają twoje usta” i „otwarte okno kusi cię wiosną”. Drugi w kolejności „Klaszczę w dłonie” – sztandarowy w kolejnych latach numer Variété – wypadł średnio, przede wszystkim dlatego, że Kaźmierczak śpiewał z początku „obok” zespołu; wrażenie mógł robić jednak wykrzyczany przez niego z emfazą refren. Ostatecznie grupa zasłużyła na oklaski. „Ulica” przeszła bez echa – nie tylko wśród jarocińskiej publiczności; później sami muzycy skazali ją na zapomnienie. Domknięciem krótkiego seta było „Canto vivace”, jeszcze niedopracowane, ale przekonujące o dużym potencjale bydgoszczan. W każdym razie, słuchając po latach tych czterech utworów, trudno pozbyć się wrażenia, że przyznane kapeli wyróżnienie było trochę na wyrost. Jeśli tak, trzeba przyznać, że Kaźmierczak i spółka wyciągnęli wówczas właściwe wnioski i już rok później udowodnili, że mają zamiar spełnić pokładane w nich nadzieje.
Rok 1984 był zresztą niezwykle udany dla Jarocina. Wśród laureatów znaleźli się między innymi tacy wykonawcy jak Siekiera, Moskwa, Piersi, Prowokacja, Rendez Vous i Kat, uwagę na siebie zwróciły też Fort BS, Madame i Made in Poland, a prawdziwie gwiazdorskie koncerty dali TSA, Daab, Aya RL, Klaus Mitffoch i Dezerter. Niespełna miesiąc po występie w wielkopolskim miasteczku Variété wzięło udział w odbywającym się w toruńskim klubie studenckim „Odnowa” V Festiwalu Nowej Fali. Dostali od organizatorów więcej czasu, dzięki temu oprócz kawałków znanych z Jarocina mogli zaprezentować jeszcze inne, chociażby „Rozbite lustra”, „Film”, „Nie rozpoznamy się”. Inna sprawa, że żaden z nich nie wszedł na stałe do ich repertuaru. Podsumowaniem pionierskiego okresu działalności była – jak twierdzą autorzy „Encyklopedii polskiego rocka” – wydana nieoficjalnie, własnym sumptem, kaseta „Nothing” (1984), która zawierała dziewięć piosenek nagranych w półamatorskim studiu (w tym pierwszą wersję „I znowu ktoś przestawił kamienie”). 1985 rok był dla Variété szczególnie udany, głównie dzięki dwóm wydarzeniom. Pierwszym było nagranie, dzięki wsparciu Waltera Chełstowskiego, singla dla Tonpressu z utworami „I znowu ktoś przestawił kamienie” oraz „Te dni” (na oryginalny tytuł, czyli „Krzyż”, zgody nie wyraziła peerelowska cenzura), które to kawałki zawojowały listy przebojów – Trójki i Rozgłośni Harcerskiej; drugim – świetny występ w Jarocinie, dzięki któremu kapela znalazła się, obok między innymi Dzieci Kapitana Klossa, reggae’owego Rokoszu (z muzykami, którzy za czas jakiś założą Big Cyc) oraz innej zimnofalowej formacji Ivo Partizan, w złotej dziesiątce laureatów. Sukces ten nie dziwi, albowiem w konkursie grupa zagrała pięć nowych – w porównaniu z rokiem poprzednim – kompozycji, dzisiaj należących już do legendy rodzimej zimnej fali: „Cmentarze”, „Lecą anioły”, „I znowu ktoś…”, „Dies irae” oraz „Cygańską muzykę”. Skok jakościowy – zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstowej – był gigantyczny. Variété z sierpnia 1985 roku to już w pełni ukształtowany i świadomy tego, co chce robić, band. Gotowy, by nagrać materiał w profesjonalnym studiu i wydać go na płycie. I tak też się wkrótce stało. To znaczy – w połowie, bo materiał nagrano, ale album się nie ukazał.
W marcu 1986 roku, po rekomendacji będącego wówczas u szczytu sławy i twórczych możliwości bydgoskiego pisarza science fiction Wiktora Żwikiewicza, Kaźmierczak z kolegami weszli do Studia Polskiego Radia w swoim rodzinnym mieście i nagrali dziesięć kawałków, które miał opublikować Klub Płytowy „Razem”. Gdy całość była gotowa, ówczesny menadżer kapeli pojechał z taśmą-matką do Warszawy. Bawiąc w stolicy, wybrał się popływać w basenie przy ulicy Inflanckiej; kilkadziesiąt minut później stwierdził, że w tym czasie ktoś okradł jego samochód, zniknęły między innymi nagrania Variété. Bydgoszczanie opublikowali nawet apel w mediach, prosząc o zwrot taśmy – pozostał on jednak bez odpowiedzi. Na szczęście zachowało się kilka, choć dużo gorszej jakości, kopii materiału (ciekawe, kto je zrobił i jak rozprowadził po Polsce?). Na początku lat 90. nagrania ukazały się na pirackiej kasecie, wydanej przez firmę „Fala”, pod błędnie określającym czas sesji tytułem „Demo Tape 1985”. W 1992 roku wydało je szczecińskie Akademickie Radio „Pomorze”; tytuł był już jak najbardziej właściwy – „Bydgoszcz” (tak miał się nazywać longplay Klubu Płytowego „Razem”). Na edycję kompaktową, pod szyldem Furia Musica, trzeba było poczekać jeszcze dziesięć lat; po dziesięciu kolejnych (2012) ukazała się reedycja dokonana przez Noise Annoys – z nową okładką i zremasterowanym dźwiękiem (także na LP). Podobnie jak i w wersji z 2002 roku, nagrania studyjne uzupełniono na CD sześcioma kawałkami koncertowymi – z poznańskiej „Areny” z marca 1989 roku. Klasyczny w tamtym czasie skład Variété – czyli: Kaźmierczak (wokal), Urbański (gitara), Woźniak (bas), Abramowicz (saksofony) oraz Buhl (perkusja) – uzupełnił jeszcze skrzypek Bernard Pyrzyk (w przyszłości aktor i śpiewak operowy, współpracujący z Warszawską Operą Kameralną i z bydgoską Operą Nova). I trzeba przyznać, że zatrudnienie go było strzałem w dziesiątkę. Gdy słucha się bowiem wcześniejszych kawałków Variété (z Jarocina bądź innych zachowanych na taśmach koncertów), uderza nade wszystko stylistyczne podobieństwo już nawet nie do nieśmiertelnego Joy Division (co oczywiste), ale także do krakusów z Made in Poland. Obecność skrzypiec i saksofonu sprawiła natomiast, że nowe dokonania bydgoszczan – Anno Domini 1986 – wciąż pozostając w kręgu cold wave, zyskały jednak rys indywidualny.
„Bydgoszcz 1986” – bo tak brzmi oficjalny tytuł krążka – zawiera dziesięć kompozycji, które jeszcze w latach 80. obrosły legendą, niemalże kultem wśród fanów rodzimej nowej i zimnej fali. I trudno zresztą temu się dziwić. Połączenie mrocznej, przeszywającej chłodem do szpiku kości muzyki z poetyckimi i równie smutnymi lirykami Kaźmierczaka dało piorunujący efekt. Variété idealnie trafiło w swój czas; bydgoska grupa wzbiła się bowiem do lotu w czasie, gdy Polska pogrążała się w katastrofalnym dla gospodarki kryzysie, gdy notorycznie łamano prawa człowieka, a przeciwników politycznych generała Jaruzelskiego albo wsadzano do więzień, albo zmuszano do emigracji. Beznadzieja i brak wiary w lepszą – jak mawiali komuniści, świetlaną – przyszłość były powszechne. Chyba nigdy wcześniej i nigdy później punkowe hasło „No future”, pojawiające się na murach miast i czarnych skórach noszonych przez młodych ludzi z irokezami na głowach, nie miało bardziej racji bytu niż w połowie lat 80. XX wieku. Stan wojenny był już de facto zniesiony, ale w życiu publicznym niczego to nie zmieniło. Festiwal w Jarocinie stał się azylem dla młodzieży myślącej inaczej, tam można było wykrzyczeć swój sprzeciw wobec systemu wprost (jak czyniły to Dezerter, Moskwa i wiele innych punkowych załóg) lub w sposób zawoalowany (jak Variété, Klaus Mitffoch czy Izrael). Kaźmierczak-tekściarz nie mówił wprost o rzeczywistości, sięgał znacznie głębiej – do własnej jaźni, duszy, psychiki; odzwierciedlał w swoich wierszach obawy, jakie towarzyszyły jego pokoleniu. Musiał być twardym orzechem dla cenzorów, którzy z jednej strony nie mieli w zasadzie się do czego przyczepić, z drugiej jednak – podskórnie czuli, że „coś tu jest nie tak”. Antysystemowa była już przecież sama wizja świata prezentowanego przez poetę – mrocznego, nieprzyjaznego, osobnego. Podejrzenia musiały budzić również wtręty etniczne – vide „Żydowska piosenka” czy „Cygańska muzyka” – które wykraczały daleko poza lansowany przez peerelowską rozrywkę model kultury żydowskiej i romskiej (muzyka klezmerska, wozy kolorowe itp. itd.). A tak na marginesie: Jak można było – z punktu widzenia komunistycznego cenzora – zaufać człowiekowi, który pisał i śpiewał: „To nie jest moja ojczyzna / to nie jest moja historia / to nie są moje ulice / to nie są moje drzwi / To nie są moje cmentarze / groby są w nas / to my / groby” („Cmentarze”). Ten utwór oczywiście nagrany wówczas być nie mógł…
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.