Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Rush
‹Clockwork Angels›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułClockwork Angels
Wykonawca / KompozytorRush
Data wydania11 czerwca 2012
Wydawca Roadrunner Records
NośnikCD
Czas trwania66:04
Gatunekrock
EAN016861765620
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Caravan5:40
2) BU2B5:10
3) Clockwork Angels7:31
4) The Anarchist6:52
5) Carnies4:52
6) Halo Effect3:14
7) Seven Cities of Gold6:32
8) The Wreckers5:01
9) Headlong Flight7:20
10) BU2B21:28
11) Wish Them Well5:25
12) The Garden6:59
Wyszukaj / Kup

Nakręcane anioły
[Rush „Clockwork Angels” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Clockwork Angels” mogłaby być ostatnią płytą Rush. Bynajmniej nie dlatego, że jest zła. Przeciwnie – dlatego że byłaby świetnym zwieńczeniem kariery tego zespołu, który w trakcie 38-letniej aktywności zaprezentował słuchaczom wiele swoich twarzy.

Iwona Michałowska

Nakręcane anioły
[Rush „Clockwork Angels” - recenzja]

„Clockwork Angels” mogłaby być ostatnią płytą Rush. Bynajmniej nie dlatego, że jest zła. Przeciwnie – dlatego że byłaby świetnym zwieńczeniem kariery tego zespołu, który w trakcie 38-letniej aktywności zaprezentował słuchaczom wiele swoich twarzy.

Rush
‹Clockwork Angels›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułClockwork Angels
Wykonawca / KompozytorRush
Data wydania11 czerwca 2012
Wydawca Roadrunner Records
NośnikCD
Czas trwania66:04
Gatunekrock
EAN016861765620
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Caravan5:40
2) BU2B5:10
3) Clockwork Angels7:31
4) The Anarchist6:52
5) Carnies4:52
6) Halo Effect3:14
7) Seven Cities of Gold6:32
8) The Wreckers5:01
9) Headlong Flight7:20
10) BU2B21:28
11) Wish Them Well5:25
12) The Garden6:59
Wyszukaj / Kup
Jak przystało na krążek wydany w okrągłą rocznicę (pod warunkiem odwrócenia strzałki czasu) wydarzeń opowiedzianych na płycie „2112”, mamy do czynienia z concept albumem, czyli płytą, na której wszystkie utwory podporządkowane są jednej opowieści. Tak zresztą nie było nawet na „2112”, gdzie oprócz tytułowej suity znalazło się kilka oddzielnych kompozycji. Zastanawiam się, czy którąkolwiek z 18 (!) wcześniejszych studyjnych płyt Rush1) można nazwać concept albumem w pełnym tego słowa znaczeniu. „Clockwork Angels” nim jest.
Oczywiście istnienie klamry łączącej wszystkie utwory nie stanowi gwarancji jakości. To raczej dodatkowy smaczek. Warstwa muzyczna musi się obronić sama; ponadto słabe teksty czy przesadnie wydumana fabuła mogą sprawić, że owa klamra będzie słuchacza bardziej drażnić niż cieszyć. Na szczęście Neil Peart dawno już dał się poznać jako jeden z lepszych tekściarzy rocka. Próżno szukać w jego tekstach wyświechtanych fraz, które można znaleźć choćby na pierwszej, nagranej jeszcze bez niego, płycie Rush. Może nie jest takim wirtuozem słowa jak perkusji, ale zawsze ma coś ważnego do powiedzenia.
Tym razem prezentuje nam historię rozgrywającą się w świecie, w którym prawidła kosmosu stały się bogiem, a ludzi zniechęca się do wszelkiej aktywności umysłowej, przekonując, że wszechświat podejmuje decyzje najmądrzejsze z możliwych. Główny bohater, wiedziony młodzieńczą chęcią poznania, udaje się powietrznym parowcem do stolicy kraju, by zobaczyć Plac Kronosa, wznoszącą się na nim Katedrę Zegarmistrzów oraz cztery Anioły – Ziemię, Morze, Niebo i Światło. Szybko się przekonuje, że kosmos nie udzieli mu odpowiedzi na wszystkie pytania i że być może jego świat jest najlepszym z możliwych, lecz niekoniecznie oznacza to szczęście każdej jednostki. Wygnany z miasta, rozpoczyna odyseję, w czasie której będzie musiał przeżyć miłość i upokorzenie, tragedię i odkupienie, by wreszcie na końcu długiej drogi odnaleźć spokój.
Ta historia może dotyczyć każdego z nas, ale niektóre fragmenty budzą wyraźne skojarzenia z życiem samego Neila, a młodzieńczy entuzjazm bohatera, który z czasem przechodzi w sceptycyzm i gorycz, by na koniec ustąpić miejsca akceptacji, jest czymś na kształt ekstraktu z jego dotychczasowych przesłań. Wspomnieć należy, że na opowiadaną historię składają się nie tylko teksty śpiewane przez Geddy’ego, lecz także poprzedzające każdy utwór fragmenty pisane prozą, które można znaleźć w towarzyszącej płycie książeczce. To głównie one stanowią źródło naszej wiedzy o świecie bohatera.
Muzycznie uważam „Clockwork Angels” za najlepszy album Rush przynajmniej od czasu „Test for Echo” i sądzę, że historia uzna go za jedno z ważniejszych wydawnictw zespołu. Po zawierającym kilka perełek, ale przyciężkim „Vapor Trails” i takim sobie „Snakes & Arrows” wreszcie dostajemy coś, czego da się słuchać praktycznie w całości. Owszem, trafiają się utwory mniej porywające, jak „Halo Effect” czy „Wish Them Well”, ale w kontekście reszty można je uznać za przystanki na nabranie oddechu. Bo istotnie są na tej płycie momenty, które ten dech zapierają. Moim zdecydowanym faworytem jest „Headlong Flight”, choć z każdym kolejnym przesłuchaniem coraz większą estymą darzę tytułowy „Clockwork Angels”, który choć bardziej gitarowy, przywodzi mi na myśl „Red Barchetta” z płyty „Moving Pictures”. Cieszą uszy również melodyjny „BU2B” („Brought up to Believe”) czy nieco orientalny „The Anarchist”. Warto zwrócić uwagę na zamykający płytę „The Garden”, najbardziej udaną od wielu lat próbę stworzenia ballady tak pięknej jak wczesne „Tears” czy „Different Strings”. Nie wiem, czy „The Garden” dorównuje tamtym perełkom – chyba jego największą wadą jest brak łatwo wpadającej w ucho melodii – lecz słucha się go na tyle przyjemnie, że zaraz ma się ochotę zacząć cały album od nowa.
Płyta jest mocna, rockowa, bez fajerwerków w rodzaju solówki na perkusji (jej drobną namiastkę można znaleźć w „Headlong Flight”) czy utworu instrumentalnego, który pozwoliłby na popis całej trójki. Trochę szkoda, ale widać taka była koncepcja. Natomiast już od kilku płyt zwracam uwagę na to, że Geddy coraz lepiej śpiewa. To niewiarygodne, ale wygląda na to, że temu dobiegającemu sześćdziesiątki wokaliście wciąż zależy na doskonaleniu swoich umiejętności. Fani pamiętają jego charakterystyczny falset z wczesnego okresu twórczości; kiedy jednak próbował śpiewać w niższych rejestrach, efekty były różne. Na ostatnich płytach wydaje się czyściej brać tony, śpiewa bez wysiłku, a jego głos jest przyjemniejszy dla ucha.
Czytając powyższą recenzję, można odnieść wrażenie, że Rush nagrał płytę wybitną, przynajmniej w kontekście swojej bogatej dyskografii. Historia oceni, czy tak jest istotnie. Z pewnością po długim okresie głodu mamy wreszcie album nawiązujący do najlepszych wzorców zespołu z różnych okresów kariery, dojrzały, lecz nie wtórny. To chyba wystarczy, by po niego sięgnąć.
Albumową książeczkę ilustruje steampunkowa grafika Hugh Syme’a, wieloletniego współpracownika zespołu, który w przeszłości towarzyszył mu także jako muzyk, wykonując choćby partię pianina we wspomnianym „Different Strings” z płyty „Permanent Waves”.
koniec
16 września 2012
1) Nie wliczam do tej kategorii krążka „Feedback”, który zawiera same covery.

Komentarze

24 IV 2016   23:40:56

Płyta muzycznie rewelacyjna, ale cały efekt psuje jakość dźwięku. Producenta dźwięku kazałbym rozstrzelać, zepsuł taki wspaniały album. Muzyka jest strasznie skompresowana, słuchanie płyty męczy i dlatego to najrzadziej słuchany przeze mnie album Rush. Przy dzisiejszej technice tak zepsuć dźwięk to mistrzostwo świata. Czuję się oszukany jako fan i nabywca tej płyty. Powinni zatrudnić Stevena Wilsona aby zajął się remasteringiem tej płyty. Każdy właściciel oryginalnego CD powinien mieć możliwość wymiany na nową płytę z dobrym dźwiękiem.

21 III 2020   15:45:51

Niestety muszę się zgodzić z Markiem...Wielka szkoda ba muza nie nim zawarta jest dobra...

21 III 2020   15:47:09

Niestety muszę się zgodzić z Markiem...Wielka szkoda bo muzyka na nim zawarta jest więcej niż dobra...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Gdzie kończy się świat, a zaczyna…
Sebastian Chosiński

14 VII 2020

Przyznam, że nie uwierzyłem w to, iż Weserbergland – wspólny projekt Norwega Ketila Vestruma Einarsena i Szweda Mattiasa Olssona (tutaj ukrywającego się pod pseudonimem Molesome – da jeszcze kiedyś o sobie znać. A tu, proszę, trzy lata po publikacji „Sehr Kosmisch • Ganz Progisch” ukazuje się jego następca, elektroniczno-krautrockowy album „Am Ende der Welt”, który zabiera słuchaczy w ekscytującą podróż… na koniec świata.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Jak nie spaść z „diabelskich schodów”
Sebastian Chosiński

9 VII 2020

To nie przypadek, że członkowie międzynarodowego projektu The Devil’s Staircase, w skład którego wchodzi między innymi Szwed Mattias Olsson, podchodzą do muzyki jak do dziedziny matematycznej. Przecież już w czasach starożytnych uważano ją za rozszerzenie… arytmetyki. Na debiutanckim albumie kwintetu dominują więc matematyczne proporcje i wynikające z nich dysonanse i konsonanse.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Kto ty jesteś? – Cthulhu mały!
Sebastian Chosiński

7 VII 2020

Howard Phillips Lovecraft inspiruje nie tylko pisarzy, ale – jak się okazuje – również muzyków rockowych. Tym razem do natchnienia wywołanego opowiadaniami „samotnika z Providence” przyznają się członkowie norwesko-szwedzkiego zespołu Pixie Ninja, którzy swoje wrażenia po lekturze „Koloru z przestworzy” przekuli na progresywno-instrumentalny album „Colours Out of Space”.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż autora

Ersatz duszy
— Iwona Michałowska

Potęga podświadomości
— Iwona Michałowska

Serca wielkie i małe
— Iwona Michałowska

14. Tydzień Kina Hiszpańskiego - relacja
— Iwona Michałowska

Alicja w Krainie Chichów
— Iwona Michałowska

Arlekin na barykadach
— Iwona Michałowska

Szpiegowanie na ekranie
— Iwona Michałowska

Ciastko z dziurką
— Iwona Michałowska

Charlie Brown, Snoopy i spółka
— Iwona Michałowska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.