Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Lacrimosa
‹Revolution›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRevolution
Wykonawca / KompozytorLacrimosa
Data wydania7 września 2012
NośnikCD
Gatunekmetal
EAN727361975326
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Irgendein Arsch ist immer unterwegs5:00
2) If the world stood still a day3:35
3) Verloren7:29
4) This is the night5:29
5) Interlude - Feuerzug [Part I]0:46
6) Feuerzug [Part II]4:41
7) Refugium4:42
8) Weil Du Hilfe brauchst6:01
9) Rote Sinfonie11:03
10) Revolution5:23
Wyszukaj / Kup

Deewolucja
[Lacrimosa „Revolution” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Niemoc twórcza to straszna rzecz. Czasem należy ją – przy odrobinie dobrej woli – potraktować jako stan, który może się przytrafić każdemu. Niekiedy jednak odbiorca po prostu modli się o to, by twórca wreszcie przestał się kompromitować i wziął za coś innego, ale, niestety, artyści lubią postępować wbrew swoim fanom. Dowodem na to jest choćby ostatni album szwajcarskiej Lacrimosy, „Revolution”.

Mateusz Kowalski

Deewolucja
[Lacrimosa „Revolution” - recenzja]

Niemoc twórcza to straszna rzecz. Czasem należy ją – przy odrobinie dobrej woli – potraktować jako stan, który może się przytrafić każdemu. Niekiedy jednak odbiorca po prostu modli się o to, by twórca wreszcie przestał się kompromitować i wziął za coś innego, ale, niestety, artyści lubią postępować wbrew swoim fanom. Dowodem na to jest choćby ostatni album szwajcarskiej Lacrimosy, „Revolution”.

Lacrimosa
‹Revolution›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRevolution
Wykonawca / KompozytorLacrimosa
Data wydania7 września 2012
NośnikCD
Gatunekmetal
EAN727361975326
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Irgendein Arsch ist immer unterwegs5:00
2) If the world stood still a day3:35
3) Verloren7:29
4) This is the night5:29
5) Interlude - Feuerzug [Part I]0:46
6) Feuerzug [Part II]4:41
7) Refugium4:42
8) Weil Du Hilfe brauchst6:01
9) Rote Sinfonie11:03
10) Revolution5:23
Wyszukaj / Kup
„Revolution” było (zresztą jak każdy ich krążek) zapowiadane jako coś wspaniałego, co odkryje drugą młodość Tila i Anne, a fanom pozwoli bez pamięci zanurzyć się w kolejny odcinek przygód Jestera. Na nieszczęście okazuje się, że po tym, jak klaunowi wyrosły skrzydła nietoperza i Jester przeistoczył się w jakieś pokraczne monstrum, Lacrimosa również zaczęła skręcać niebezpiecznie na tory bliżej niezrozumiałej autoerotycznej pulpy.
Do tej pory ścieżkę rozwoju szwajcarskiego duetu można było podzielić z grubsza na dwa okresy: gotycki – do „Inferno” – i symfoniczny (czyli dzieła późniejsze). Niestety, „Lichtgestalt”, „Lichtgestalten”, „Sehnsucht” i „Schattenspiel” pokazały, że zespół wkroczył w trzeci okres – zjadania własnego ogona, podlanego mocno elektroniką i aspiracjami do grania metalu. Widać to było zwłaszcza przy „Schattenspiel”, które jako kompilacja odrzutów produkcyjnych pokazało, że z biegiem lat inwencja twórcza Wolffa ustąpiła werterycznym szlochom. Jakby i tak nie było ich już dosyć.
„Revolution” cierpi na ten sam problem co „Sehnsucht” – są tu dobre utwory, jest nawet jeden świetny („Feuerzug pt. II”), ale większość z nich spokojnie mogłaby zniknąć z albumu. Wtedy pozostałoby już tylko scalenie ocalałych piosenek z poprzednim krążkiem i… nie nabawiłbym się przynajmniej załamania nerwowego. Co prawda tym razem nie ma tak rażących śladów autoplagiatu (jak tandem „Am Enden stehen wir zwei” – „Der tote Winkel”), lecz nie widać też przejawów jakiegokolwiek pomysłu na siebie. Po rozbuchanym i bombastycznym „Sehnsucht” (co słychać było zwłaszcza na edycji specjalnej) Tilo poszedł w ascezę i elektronikę. Nie ma chóru (po raz pierwszy od… „Inferno"?), z dość ograniczonego instrumentarium przebijają się głównie fortepian i perkusja, a orkiestry jest jak na lekarstwo.
O ile „Irgendein Arsch ist immer unterwegs” w 100% broni się jako preludium, o tyle „If the World Stood Still for a Day” każe zastanowić się nad kondycją zespołu. Trudno bowiem powiedzieć, że utwór, w którym świetna zwrotka jest mordowana przez prostacką perkusję, ma do zaoferowania coś poza wokalem Anne. Kolejna piosenka, „Verloren”, niestety, staje się już przegadaną papką. Ktoś nawet próbuje w niej przemycić jakieś stonerowe pomysły, ale toną one w zalewie tandetnego piania typu „majne zyle” (no i przepraszam, ale to nie jest cygański romans, żeby przez prawie minutę z okładem piać „la lala, lalalala”). Kiedy dodać do tego straszne parcie na melorecytację (bo śpiewem tego nie da się nazwać) w „This Is the Night”, a następnie podlać sosem pseudogotyckich wyziewów à la „Refugium”, to okazuje się, że płyta niezbyt wiele słuchaczom proponuje. Wszystko już było, wszystko to jest bez polotu. Nie pomagają nawet udziwnienia w postaci przesadnie wyeksponowanej perkusji oraz powrotu do orkiestracji w nieskładnej i znów przegadanej „Rote Sinfonie”. Ta zresztą stylistycznie pasuje do reszty albumu jak pięść do nosa, a sprawę pogarsza jeszcze tragiczny miks, przez co część utworu jest dosłownie wyrzężona przez głośniki. Nic nie jest także w stanie zatrzeć wrażenia, że większość piosenek wrzucono tylko po to, by nie wypuścić EP-ki zawierającej jedynie pierwsze dwa utwory oraz nad wyraz genialnie prezentujący się na tle reszty „Feuerzug”. Żeby postawić sprawę jasno – „Feuerzug” w zestawieniu z poprzednimi płytami jest po prostu przyzwoitym kawałkiem. Jednak nawet nafaszerowane elektroniką – niczym indyk farszem na Święto Dziękczynienia – „Revolution” nie pozostawia dobrego wrażenia. Ktoś tu się zwyczajnie gdzieś pogubił.
Gdyby oceniać „Sehnsucht” i „Revolution” w kontekście dwupłytowego albumu, to może nawet dałoby się to uratować. Niestety, na „Sehnsucht” mieliśmy genialne „A.u.S.” i kilka utworów, które potrafiły wyrobić względnie pozytywną opinię na temat krążka (a przynajmniej ustrzec słuchacza przed wyklinaniem na płytę). Tutaj tego jest jak na lekarstwo – bo, powiedzcie, warto płacić pieniądze za pełną płytę po to, by wysłuchać trzech utworów? Nawet jeśli ta płyta nie pozwala o sobie zapomnieć przez pierwszy tydzień (choć nie wiadomo, czy nie w kategorii traumy)?
Będąc już kompletnie złośliwym – niemoc Tila uwydatnia się zwłaszcza w momencie zestawienia ze starymi wydawnictwami. Pod względem ciężaru „Revolution” przegrywa z „Inferno” i „Stille”. Pod względem melodyki – z „Elodią”. Pod względem konceptu i różnorodności stylistycznej – z „Fassade”. Pod względem intymności… a, przepraszam. Intymność została na „Echos” i nie przetrwała najwyraźniej próby czasu. Chyba czas najwyższy, żeby Tilo poszedł na emeryturę i dał szansę rozwoju Anne, bo tylko ona tutaj naprawdę błyszczy – przez pierwsze 50 sekund. Potem zjada ją perkusja.
koniec
7 października 2012

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
Sebastian Chosiński

14 X 2021

Materiał opublikowany na „Saxesful Vol. II” przez trzy lata spoczywał w archiwum. Trębacz Piotr Schmidt zdecydował się upublicznić go latem tego roku, dedykując przy okazji swemu zmarłemu miesiąc wcześniej ojcu – postaci ważnej nie tylko, co oczywiste, dla samego artysty, ale całego polskiego jazzu. Podobnie jak w przypadku „Saxesful”, tu również słyszymy wspomagających Kwartet Schmidta wybitnych polskich saksofonistów.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tradycja jest warownym murem
Sebastian Chosiński

12 X 2021

Three Seasons, Siena Riot, Witchcraft – to zespoły, których nazwy nie są obce żadnemu wielbicielowi skandynawskiego hard rocka i metalu. To teraz wyobraźcie sobie, że z każdej z tych formacji wybieramy jednego muzyka i tworzymy z nich supertrio. Jak mogłoby się nazywać? Nie będzie Wooden Fields. A tytuł płyty? Żeby za dużo nie kombinować – taki sam!

więcej »

Ballady i impro-romanse
Sebastian Chosiński

7 X 2021

Choć swoje kolejne płyty trębacz Piotr Schmidt nagrywa pod szyldem Kwartetu, to jednak chętnie zaprasza do współpracy gości, za sprawą których zespół przeistacza się z cztero- w pięcioosobowy. Na „Dark Forecast" są to gitarzysta i saksofonista „sprowadzeni” z drugiej strony Atlantyku. Można podejrzewać, że za ich sprawą lider formacji będzie chciał dokonać – na razie ograniczonego z powodu pandemii – desantu na Amerykę Północną.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Arlekin na barykadach
— Iwona Michałowska

Tegoż autora

Bezkrólewie
— Mateusz Kowalski

Piękny bullshit
— Mateusz Kowalski

To jeszcze nie czas...
— Mateusz Kowalski

Porażki i sukcesy A.D. 2012
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Mateusz Kowalski, Gabriel Krawczyk, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Jednym rzutem przez pół Europy
— Mateusz Kowalski

Symfonia à la carte
— Mateusz Kowalski

Wzgórze nie ma oczu
— Mateusz Kowalski

Norma w nienormalności
— Mateusz Kowalski

Pluszowy rollercoaster
— Mateusz Kowalski

Ktoś, kto wziął tu pieniądze, nie do końca się napracował…
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Mateusz Kowalski, Alicja Kuciel, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.